29.1.17

Rozdział 14

Stoję jak sparaliżowana, a Sean powoli się do nas zbliża. Wstrzymuję oddech i zaczynam się potwornie bać!
- Cześć, Kwiatuszku - staje przede mną i patrzy na mnie pewny siebie - Nie ukrywam, wyglądasz obłędnie. Jesteś piękna - oblizuje usta, wyciąga dłoń i delikatnie dotyka mojego policzka. Spinam się i czuję serce w gardle! - Nie musisz się mnie bać, przyszedłem życzyć Ci wszystkiego dobrego - uchylam usta, bo tego się nie spodziewałam. Tak po prostu odpuścił? - Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa z tym chłopakiem, chociaż nie wróżę wam długiego związku - mruga rozbawiony, ale nie bardzo rozumiem, co chce mi powiedzieć - Pilnuj go, Marisa. To typowy dziwkarz, będziesz przez niego cierpiała, Kochanie, a szkoda. Jednak skoro taki jest Twój wybór, nie będę stawał Ci na drodze - wbijam zęby w wargę, bo jego słowa wytrącają mnie z równowagi. Przecież nie zna Justina, więc dlaczego mówi coś takiego?! - Dostałaś mój prezent? - co takiego? Marszczę brwi i myślę, cóż to mogłoby być - Po Twojej minie wnioskuję, że nie widziałaś zawartości, podpowiem Ci - brązowa koperta - och! Więc to od niego? - Może po waszym uroczym ślubie zechcesz zajrzeć do środka. Na pewno nie spodoba Ci się to, co zobaczysz - zaciskam usta i mam złe przeczucia. 

- Możesz mi powiedzieć, co jest w środku? - pytam cicho, bo wiem, że nie będę mogła o tym zapomnieć.
- Nie, nie chcę Ci tego mówić. Po prostu sama zobacz - pochyla się, czule całuje mnie w usta i odchodzi.
- Okej, to było kurwa dziwne - Jenna szepcze cicho, a ja stoję i gapię się przed siebie. Co znowu zaplanował sobie Sean? Zostawiłam go z dnia na dzień, nie zabiegał o mnie, nie chciał odzyskać. To normalne? Przecież ten człowiek to cwana bestia i dziwi mnie, że nie walczył, a poddał się dość szybko. A może miał Cię za nic, idiotko? Moje drugie ja podpowiada pewnie i chociaż nie chcę, muszę przyznać jej rację. Cóż mogłabym znaczyć dla takiego człowieka, jakim jest Sean? Byłam dla niego zabawką, rozrywką i chciał mnie wtedy, kiedy miał swoje potrzeby - Musimy iść, Marisa. Zostało cztery minuty, cholera! Pośpieszmy się! 


Wyrzucam z głowy Sean'a i próbuję się skupić na nowo. Nerwowo ściskam bukiet w dłoni i spoglądam na tatę, który stoi obok mnie. Uśmiecha się, dodaje mi otuchy i głaszcze po dłoni. Oddycham głębiej i kiedy rozlega się cicha, spokojna muzyka ruszamy do przodu. Kroczymy powoli, czuję na sobie spojrzenia wszystkich gości i bardzo mnie to onieśmiela. Nie jestem typem dziewczyny, która lubi być w centrum uwagi. Jednak to mój ślub i chociaż nie znam połowy tych ludzi, chcę, aby było wyjątkowo. Przyklejam więc na twarz uśmiech i podnoszę głowę. Przy ołtarzu czeka na mnie Justin i patrzy na mnie z uchylonymi ustami. Wygląda niesamowicie w czarnym, dopasowanym garniturze. Muszę przyznać, jest przystojny jak diabli!
- Dbaj o nią - tata szepcze do niego i przekazuje mu moją dłoń. Cmoka jej wierzch, patrzy na mnie z rozczuleniem i prowadzi do krzesełek, które stoją przy ołtarzu. Przedstawienie czas zacząć!

Ceremonia mija szybko i na szczęście bez problemów. Przez moment bałam się, że mojemu ex chłopakowi wpadnie do głowy coś głupiego i postanowi przerwać ślub. Mimo tego, że nie kochałam człowieka któremu przed chwilą złożyłam przysięgę, pragnę być szczęśliwa. Zawsze marzyłam o mężu, dwójce uroczych dzieci i wymarzonej pracy. Boję się przyszłości i tego, jak potoczy się nasze wspólne życie, ale muszę mieć nadzieję. Liczę na to, że Justin nie zrani mnie tak, jak mówił Sean i będzie mnie wspierał, a może i kochał?


Wychodzimy z kościoła i na nasze głowy sypie się mnóstwo ryżu i płatków róż. Uśmiecham się, spoglądam na Justina i całuję go w usta. Przytrzymuje usta na moich, rozlegają się brawa, a ja czuję się jak w bajce. 

Docieramy na salę, Justin jednym ruchem bierze mnie na ręce i przenosi przez próg, jak to jest w zwyczaju. Uśmiecham się szeroko, bo nie poznaję go dzisiaj. Zachowuje się jak zakochany chłopak, co raczej prawdą
nie jest. Jednak nie mam zamiaru zawracać sobie tym głowy i chcę się dobrze bawić. To nasz ślub.
- Wyglądasz przepięknie - szepcze cicho, kiedy podchodzimy do naszego stolika. Miejsce wygląda cudownie i nie spodziewałam się, że efekt końcowy powali na kolana! - Proszę - odsuwa dla mnie krzesło i siada obok - Jak się czujesz... żono? - porusza brwiami, układa dłoń na oparciu mojego krzesła i całuje w skroń.
- Cudownie... mężu - uśmiecham się i zawstydzam. To dziwnie, jak na udawane szczęście - A Ty?
- Również. Ceremonia była magiczna i wesele też takie będzie. Mam nadzieję, że nasze wspólne życie wcale nie będzie takie złe. Postaram się, żebyś naprawdę była ze mną szczęśliwa, wiesz? - wow! Co tu się dzieje?!
- Nie wiem, co Ci się stało w głowę, ale bardzo mi się to podoba - chichoczę i pocieram nosem o jego.


Zabawa trwa w najlepsze. Tańczę z mnóstwem mężczyzn, których nawet nie znam. Justin tłumaczy mi, że są to jego wujkowie i znajomi rodziców. Ku mojemu zaskoczeniu, jest również reporter z popularnej gazety. Nie spodziewałam się tego, Justin również. Jest wściekły i boję się, żeby nie zrobił sceny.
- Tato! - chwyta Marcusa pod ramię i odchodzimy kawałeczek od tłumu - Co robi tutaj ten paps, do cholery?
- To nie jest zwykły paparazzi, synu! To mój dobry znajomy. Poprosił o wasze zdjęcie do gazety.
- Zwariowałeś? Po co ten cyrk, huh? To nasz ślub i nie chcę widzieć żadnych zdjęć w gazecie.
- Nie rozumiesz, Justin. Jedna fotka nikomu nie zaszkodzi, prawda? Nasza firma jest na poziomie, każdy wie o Twoim ślubie i takie zdjęcie powinno ukazać się w gazecie. Co w tym złego? To reklama dla naszej firmy.
- Świetnie! Więc chcesz się promować dzięki mnie, tak? Co Ci strzeliło do głowy, tato? Tak nie można!
- Nie muszę się promować, synu. Nasza firma ma świetną pozycję, ale odrobina szumu nie zaszkodzi.
- Wiesz, co? Szkoda, że łaskawie nie zapytałeś o zdanie ani mnie, ani Marisy! To nasz dzień, do cholery!
- Justin - układam dłoń na jego ramieniu i kręcę głową - Spokojnie, dobrze? Nie złość się, proszę.
- Posłuchaj żony, Justin - och! Czy nie brzmi to dziwnie? - Napij się, nie myśl o tym. To nic wielkiego.
- Chodzi o sam fakt, że nie wyraziłem na to zgody, rozumiesz? A Ty jak zawsze zrobiłeś po swojemu i olałeś moje zdanie! - prycham wkurzony, posyła ojcu mordercze spojrzenie i wychodzi z sali.
- Jak zawsze nerwy go ponoszą - Marcus wzdycha, ale przyznaję rację Justinowi - Ty również jesteś zła?
- N-nie wiem - schylam głowę i czuję się niezręcznie - Wolałabym zachować anonimowość.
- Wiem, Kochanie - uśmiecha się, głaszcze moje ramię i podaje mi drinka - Niestety nic nie mogę z tym zrobić. Jestem ważnym człowiekiem, prowadzę firmę, która jest na światowym poziomie. Uczęszczam w różnego typu imprezach, robię interesy na całym świecie i udzielam się społecznie. Justin również będzie to robił i będą o was pisać - och, świetnie! - Po prostu kwestia przyzwyczajenia. Dasz sobie z tym radę.
- Tak, z pewnością - wymuszam uśmiech, jednak męczy mnie ta rozmowa - Poszukam Justina - odkładam szklaneczkę na stół, unoszę sukienkę i kieruję się w stronę wyjścia. Hugo macha do mnie, ale wystawiam palec i wymawiam bezgłośne "momencik". Wychodzę na zewnątrz, rozglądam się, ale ani śladu Justina. Gdzież on się podział? Liczę na to, że zrobił nic głupiego, po nim można spodziewać się wszystkiego. Już mam wracać na salę, kiedy dochodzi do mnie cichy głos - Hmm - mruczę pod nosem, skręcam w prawą stronę i dostrzegam mojego... męża - Co jest? - szepczę cicho, bo rozmawia z kobietą.
- Dziękuję za życzenia, Luna. Na pewno przekażę je Marisie - Justin burczy pod nosem i zaciąga się papierosem. Co?! Od kiedy pali, do cholery? - Jednak nie powinnaś była tutaj przychodzić, wiesz? Między nami wszystko skończone, czemu nie możesz sobie tego zakodować w głowie, co? To aż takie trudne?
- Owszem, Justin! Nie uważasz, że potraktowałeś mnie niesprawiedliwie? Dobrze się razem bawiliśmy.
- Zgadzam się, ale jakbyś nie zauważyła, właśnie dzisiaj się ożeniłem i zakończyłem naszą znajomość.
- Szkoda, że wcześniej zdążyłam się w Tobie zakochać! - o kurwa! - Co mam teraz robić, Justin?
- Nie wiem, zapomnieć o mnie? Nic innego nie wymyślę, przykro mi. Przecież tylko się przyjaźniliśmy, tak? Nigdy niczego Ci nie obiecywałem, to była luźna znajomość i mogliśmy spotykać się z innymi. Więc?
- Wiem! Tęsknię za Tobą, Skarbie! - podchodzi do niego, staje na palcach i przytula się. Cholera!
- Musisz wziąć się w garść, mała. Teraz mam żonę i naprawdę traktuję to poważnie. Nie spieprzę tego.
- Przecież nawet nic do niej nie czujesz! Jak możesz mówić, że traktujesz to poważnie? Ty?! Chłopak, który kocha się bawić, kocha imprezować i pieprzyć panienki - auć! - Nagle chcesz być przykładnym mężem?
- Chcę się przynajmniej postarać, okej? Nie męcz mnie i nie rób wyrzutów! Marisa też ma uczucia.
- Skoro tak bardzo martwisz się o nią, wspomniałeś jak świetnie się razem bawiliśmy? Jak doprowadzałam Cię do szaleństwa? - wbijam zęby w wargę i zastanawiam się nad tym, kiedy to było. Czy byliśmy już razem?
- Uspokój się! - odpycha ją od siebie i przeczesuje włosy. Czuję dziwny uścisk w brzuchu, dokładnie taki sam, jak za czasów Sean'a, kiedy rozmawiał z innymi kobietami. Łasiły się do niego jak kotki, a on robił mi na złość i flirtował z nimi. Nie podoba mi się to uczucie - Powiedziałem Ci, żebyś odpuściła! Nie zrozumiałaś?
- Zrozumiałam wszystko, tylko że ja nie chcę odpuszczać. Zależy mi na Tobie, wiesz o tym. Prawda?
- Wiem, Luna. Jednak to niczego między nami nie zmienia, wybacz. Nie przychodź więcej do mojego domu.
- Justin - wzdrygam się, kiedy zza moich pleców słyszę głos Hugo. Mój mąż jak i jego "przyjaciółka" przekręcają głowy i nasze oczy się spotykają. Czuję dłoń Hugo na moim ramieniu, zmusza mnie do ruchu i podchodzimy do nich - Marisa Cię szukała, powinniście wrócić - patrzy na przyjaciela i zaciska szczękę.
- Wszystko w porządku? - Justin podchodzi do mnie i marszczy brwi - Przepraszam, musiałem się uspokoić.
- Mam nadzieję, że już Ci lepiej - uśmiecham się i czuję na sobie spojrzenie tej dziewczyny. Jest śliczna.
- Tak, zdecydowanie. Zaczerpnąłem świeżego powietrza i wyluzowałem. Chcesz już wrócić do środka?
- Nie przedstawiono nas sobie - głos zabiera dziewczyna stojąca przed nami i uśmiecha się dość dziwnie - Jestem Luna, przyjaciółka Justina - wystawia dłoń i chociaż nie chcę, ściskam ją - Miło Cię poznać.
- Ciebie również - chrząkam i niepewnie spoglądam na Justina, który ponownie się wścieka.
- Luna wpadła złożyć nam życzenia. Zagadaliśmy się trochę, ale właśnie wychodzi. Do zobaczenia.
- Z całą pewnością do zobaczenia - mruga rozbawiona i odchodzi seksownie kręcąc biodrami. Suka!
- Chyba niezbyt ucieszyła się z Twojego ślubu, czyż nie? - unoszę brew i zakładam ręce na piersiach.
- Nie obchodzi mnie Luna. Ty jesteś moją żoną, więc od dzisiaj obchodzisz mnie tylko Ty, maleńka.
 


Justin POV:
Wracamy na salę, nalewam sobie drinka i wypijam jednym haustem. Wszystko szło zgodnie z planem, ale oczywiście zawsze coś musi się spieprzyć! Nie spodziewałem się, że Luna tutaj przyjdzie, chociaż powinienem był to przewidzieć. Przecież zakochała się we mnie i myślę, że tak łatwo się jej nie pozbędę. Boję się, że pewnego dnia nie będę mógł utrzymać fiuta w spodniach, przelecę ją i poniosę tego konsekwencje. Nie mogę do tego dopuścić! Nie pozwolę, aby Luna wszystko zepsuła, za bardzo się poświęciłem, aby cokolwiek stracić. Musi do niej wreszcie dotrzeć, że między nami wszystko skończone.
- Marisa chyba dobrze się bawi, co? - Hugo siada obok i klepie mnie po plecach. Podnoszę głowę i widzę ją, jak wywija na parkiecie z moim wujkiem. Uśmiecham się, bo wygląda naprawdę pięknie. Kilka razy próbowałem wyobrazić ją sobie w sukni ślubnej, ale marnie mi szło. Jej wygląd przeszedł moje oczekiwania - Musisz uważać na Lunę. Wiemy, jaka potrafi być podła i walczy o swoje. Oby nie narobiła Ci problemów.
- To ostanie czego potrzebuję. Wiem, że nic z tego, co powiedziałem nie dotarło do jej móżdżka, muszę trzymać ją na dystans. Może nawet czymś postraszę, jeśli się nie odczepi. Zaczyna przesadzać.
- Cóż, miała Cię tylko dla siebie, a teraz masz żonę. To poważna sprawa i nie pogodziła się z tym.
- Mam to w dupie, wali mnie to, stary. Świetnie się bawiliśmy, ale nasz czas się skończył. Koniec bajki.
- Szkoda, że ona tak nie podchodzi do sprawy - uśmiecha się, stuka swoim drinkiem w mojego i upijam pół zawartości - Chciałem Ci podziękować - co? Marszczę brwi i patrzę mu w oczy - Miałeś rację z tym detektywem, Rosalie mnie zdradza - o kurwa, jednak! - Dzisiaj rano dostałem zdjęcia. Puszcza się z jakimś komputerowcem z pracy. Nawet poznałem go pewnego dnia, kiedy byliśmy razem na firmowym przyjęciu. To jest kurwa niewiarygodne. Po czterech latach tak po prostu sypia z innym. Jestem skończonym idiotą.
- Nie jesteś, Hugo! Co jak co, ale to nie Ty jesteś tutaj winny. Rosalie to przebiegła suka i obaj o tym wiemy. Nawet nie wiadomo, czy to jej pierwszy wyskok. Skończą z nią i nie trać czasu. Naprawdę nie warto.
- Wiem, dzisiaj wywaliłem jej rzeczy i kazałem się wynosić - woohoo! Szybko działa - Była potwornie zaskoczona, nawet się wypierała i zaprzeczała. Wyjąłem zdjęcia, rzuciłem jej prosto w twarz i dopiero wtedy się zamknęła. Żałuj, że nie widziałeś jej miny - prycha rozbawiony, ale to musiał być niesamowity widok - Koniec z nią. Zaczynam nowy rozdział - uderza się w pierś i porusza brwiami - Podoba mi się tamta dziewczyna - wskazuje palcem na druhnę Marisy, czyli jej przyjaciółkę Jennę - Rozmawiałem z nią rano, jak zawiozłem kolię dla Twojej żony. Wiesz, że to świetna dziewczyna? - śmieję się, ale jest podpity i śmieszny.
- Nie znam jej, nawet nie zamieniłem z nią słowa. Dopiero odnowiła kontakt z Marisą. Działaj, stary!
- Chyba Cię posłucham, jest seksowna i miła. A to zawsze dobre połączenie. Będzie nam się dobrze rozmawiało, a jeśli nam się znudzi, wtedy przejdziemy nieco dalej. Dobry plan, nie? Jestem boski!
- Zajebisty, Hugo! Ale nie pij więcej, okej? - śmieję się, szturcha mnie w ramię i dopada go czkawka.


Przyjęcie kończy się o czwartej nad ranem. Żegnamy wszystkich gości, rodziców i opuszczamy salę. Diego, mój kierowca, odwozi nas do mojego domu i kiedy tylko przekraczamy jego próg, oboje oddychamy głęboko.
- O boże! - Marisa uśmiecha się i zsuwa ze stóp wysokie szpilki - Czekałam na ten moment od rana!
- Współczuję - mrugam do niej, biorę ją za rękę i powoli wchodzimy do salonu - Cóż, chyba powinienem powiedzieć coś w stylu: "witaj w domu, żono!" - przytulam ją do siebie, unosi głowę i wbija zęby w wargę - Nie wierzę, że to naprawdę się stało. Jesteśmy małżeństwem, złożyliśmy sobie przysięgę. To szalone!
- Wiem! - chichocze uroczo, staje na palcach i pociera nosem o mój - Jakoś się dogadamy, mężu.
- Mmm, całkiem seksownie brzmi to w Twoich ustach. Chyba mi się podoba - oblizuję usta i składam na jej szyi pocałunek. Jestem potwornie zmęczony, ale jak mógłbym nie skusić się na noc poślubną? - Skoro jesteś moją żoną, mogę się wreszcie z Tobą kochać? - Marisa mocniej ściska palce na moich ramionach, jednak przytakuje głową. Kurwa, tak! Nareszcie! - Masz na to siłę? - sunę nosem w górę, przygryzam skórę i dmucham na nią - Nie chciałbym, żebyś zasnęła w trakcie. To byłoby dosyć dziwnie. Nie uważasz?
- N-nie zasnę - jąka się i wiem, że już jest moja! - Zaniesiesz mnie do łóżka? Cholernie boją mnie nogi.
- Zaniosę, ale na pewno nie w tym - odsuwam się i kiwam głową na sukienkę - Złamałbym sobie kręgosłup i nogi przy okazji - Marisa wybucha śmiechem i zabawnie marszy swój mały nosek - Mogę? - unoszę brew i dotykam guziczka z tyłu jej gorsetu. Zawstydza się, odwraca i pozwala mi działać. Zaciskam usta, ale takich guziczków jest od cholery. Próbuję się skupić, rozpinam jeden po drugim i łącznie naliczam ich trzydzieści. Obłęd! - Gotowe - puszczam sukienkę, która opada do stóp Marisy i pomagam jej wyjść. Kiedy tylko to robi, biorę ją na ręce i zanoszę na górę. Nie ukrywam, podoba mi się to, co ma na sobie, bo natychmiast rozpala moje zmysły. Biały, seksowny stanik z koronką to zdecydowanie mój typ - Na co masz ochotę?
- Na kąpiel - odpowiada, chwyta mnie za rękę i idziemy do łazienki. Odkręca wodę, napełnia się wodą i wlewa mnóstwo pachnącego płynu do kąpieli - Przydałby się szampan i truskawki. Co Ty na to, Kochanie?
- Robi się, Kotku - mrugam okiem, zbiegam na dół i szperam w lodówce. Szybko znajduję szampana, truskawki i wyjmuję kieliszki z szafki. Czuję dziwną ekscytację w brzuchu i zastanawiam się, dlaczego tak jest. Opieram dłonie na blacie, schylam głowę i próbuję nieco ochłonąć. Dlaczego nie mogę się doczekać? Przecież pieprzyłem mnóstwo panienek, Marisa nie będzie moją pierwszą więc o co chodzi, do cholery? - Starzejesz się, kolego - wzdycham i kręcę głową. A niech mnie! Czas pierwszy raz pójść z żonką na całość!
 



*****************************************
Ha! 
A jednak doszło do ślubu ;)

A teraz ciekawostka :P
Obiecałam sobie, że po Livvie i Marisie nic już nie napiszę. Wiecie, ileż można? Przychodzi moment, kiedy trzeba skończyć, a tu proszę. Napisałam coś nowego.  Moja wena mnie zadziwia ;)



22.1.17

Rozdział 13

Marisa POV:
Piątek budzi mnie odgłosem stukającego o parapet deszczu. Okrywam się po samą szyję i wtulam w ciepłą kołdrę. Fajnie, że nie muszę jeszcze chodzić do szkoły i mogę poleniuchować. Pogoda nie sprzyja i liczę na to, że dzisiaj nikt nie ma zamiaru mi truć. Niestety! Mój spokój burzy mama, która wpada do pokoju.
- Marisa, bój się boga! Dochodzi dziesiąta, a Ty nadal w łóżku? - przewraca oczami i poprawia swoją idealną sukienkę - Wpadłam tylko po papiery i wracam do pracy. Ogarnij się, dziecko i zrób coś ze sobą!
- Zaraz wstanę, mamo! Spokojnie, okej? - burczę pod nosem, ale od samego rana musi podnosić mi ciśnienie. Na szczęście opuszcza mój pokój i zostaję sama - Wreszcie - przekręcam się na drugi bok i patrzę w okno.
Korci mnie, żeby zadzwonić do Justina. Jestem bardzo ciekawa jak potoczył się jego wieczór kawalerski i czy wszystko u niego w porządku. Mam cichą nadzieję, że nie obmacywał innym dziewczyn, bo czułabym się z tym... dziwnie. Wiem, że nie znamy się zbyt długo, ale błagam! Jutro zostanie moim mężem i skoro sam się na to zgodził, musi zaakceptować fakt, iż nie powinien dotykać innych kobiet. Jednak to facet, dobrze wiem, jak cholernie jest napalony, bo nie raz się o tym przekonałam. Co z tego, że ledwo się znamy, skoro od początku nie może utrzymać rąk przy sobie? Naprawdę naiwnie wierzę, że nic się wczoraj nie wydarzyło? Czuję dziwny uścisk w brzuchu, bo ja w przeciwieństwie do niego spędziłam spokojny wieczór z Jenną. Przy cicho grającej muzyce, plotkach i winie. Jestem pewna, że na jego imprezie było o wiele ciekawiej.



Justin POV:
Uchylam powieki i mrugam kilka razy. Światło wpadające przez okno potwornie mnie razi, przecieram twarz rękami i czuję okropny ból głowy. Jasna cholera, skąd ten cholerny kac, skoro nigdy nie miewam go po wypiciu whisky? Teraz moje gardło wyschnięte jest na wiór i mam wrażenie, że przejechała po mnie rozpędzona ciężarówka. Leniwie podnoszę tyłek z łóżka, schodzę na dół i wypijam pół butelki wody na raz. Przelotnie spoglądam na zegarek i krztuszę się wodą, bo dochodzi czternasta trzydzieści. Jak? Kiedy?!
- Ja pierdole - opieram łokcie na blacie i chowam głowę w dłonie. To będzie ciężki dzień, chociaż na dzisiaj
nie mam wielkich planów. Ziewam ponownie, idę do salonu i rzucam się na kanapę. Muszę to odespać.
- Justin?! - krzywię się, kiedy dociera do mnie znajomy głos - Jesteś? - wchodzi do salonu i patrzy na mnie - Jezu, co się z Tobą stało, hmm? Zabalowałeś? - przysiada obok, przeczesuje moje włosy i uśmiecha się lekko.
- Tak. Chłopcy urządzili dla mnie wieczór kawalerski i schlałem się na amen! Ledwo kurwa żyję!
- Wieczór kawalerski? - marszczy brwi i jej uroczy uśmiech szybko znika - Więc, to tak na poważnie?
- Cholera, Luna! Mówiłem Ci, że się żenię, tak? Przecież nie żartowałem, a Ty musisz to zaakceptować. Nie możemy się więcej spotykać i nie powinnaś tutaj przychodzić. Właściwie, co Cię sprowadza?
- Tęsknota, idioto - uderza mnie w ramię i wzdycha ciężko - Nie rób tego, Justin. Zerwij z tą dziewczyną.
- Nie mogę, Luna. Nawet, gdybym chciał. To skomplikowane, mówiłem Ci. Muszę się ożenić, wybacz.
- Dlaczego nawet nie spróbujesz mi tego wytłumaczyć, hmm? Myślisz, że jestem za głupia, aby zrozumieć?
- Oczywiście, że nie jesteś głupia, Skarbie. To rodzinna sprawa, tak musi być. Zaakceptowałem to.
- Dobra! Chrzanić Twoją narzeczoną, żonę, czy kim tam jest! Tylko nie zrywaj ze mną kontaktu, okej?
- Prosisz mnie o zbyt wiele. Nie możemy się spotykać, bo wiesz, jak na mnie działasz. Nie mogę pozwolić sobie na takie wysoki, bo gorzko tego pożałuję. Sytuacja nie jest prosta, naprawdę. Nie mam wyboru.
- To popieprzone, wiesz? Zrób coś, jesteś dorosły do cholery! - kurwa! Ta rozmowa idzie w złym kierunku.
- Nie chcę. Lubię Marisę i chcę się z nią ożenić, to chciałaś usłyszeć? To koniec, Luna. Przepraszam.
- Nie przepraszaj, tylko znajdź rozwiązanie. Nie bierze się ślubu z kimś, kogo się tylko lubi. Prawda?
- Możliwe, ale z Tobą również bym go nie wziął, wiesz o tym? - spoglądam na nią i dobrze wiem, jak bardzo ranię ją tym, co mówię. Jednak nie mam innego wyjścia i muszę to zrobić. Nawet, gdyby nie pojawiła się Marisa, Luna nigdy nie będzie dla mnie na tyle ważna, żebym się z nią ożenił - Lubię Cię. Jesteś miła, słodka i urocza, ale nic więcej z tego nie będzie. Przyjaźniliśmy się i na tym wszystko się kończy. Przykro mi.
- Szkoda, bo zdążyłam się w Tobie zakochać - mówi smutno, aż coś przekręca mi się w brzuchu. Świetnie! Po prostu rewelacja! - Czułam, że tego nie odwzajemniasz, bo nie jesteś tego typu facetem. Mimo to cieszyłam się, że mogę spędzać z Tobą czas, być blisko i czuć, że w pewien sposób Ci na mnie zależy. Teraz wszystko przekreśliłeś - przykłada dłoń do oczu, prycha pod nosem, podnosi się i po prostu wychodzi.


Oglądam telewizję, myślę nad tym, co powiedziała Luna, ale mój spokój przerywa dzwonek do drzwi. Podnoszę się z kanapy, człapię przez hol i uchylam drzwi. Uśmiecham się, bo przede mną stoi Marisa.
- Martwiłam się - mówi cicho i faktycznie dostrzegam smutek na jej buźce - Nie odbierałeś telefonu.
- Och, zostawiłem go na górze i po prostu nie usłyszałem. Chodź - wystawiam dłoń, chwyta ją i wchodzi do środka. Wracamy do salonu i zajmuję poprzednie miejsce - Przytulisz się? - pytam cicho, Marisa zsuwa buty, zdejmuje kurtkę i układa się obok mnie. Okrywam nas kocem, obejmuję ją ramieniem i całuję w czoło - Jak się masz? Jak spędziłaś wczorajszy wieczór? Zostałyście jednak w domu, czy wyszłyście na miasto?
- Mam się dobrze, w przeciwieństwie do Ciebie - unosi głowę i patrzy na mnie podejrzanie - Zostałyśmy w domu. Dużo rozmawiałyśmy, wyjaśniłyśmy sobie wszystko i wypiłyśmy trzy butelki wina. To wszystko.
- To słabo, Kotku. Powinniście się iść zabawić, potańczyć i wyszaleć. Twoja wolność się kończy.
- Wiem, ale mój wieczór panieński był naprawdę super. Za to u Ciebie działo się o wiele więcej, prawda?
- Cóż - chrząkam i w głowie układam odpowiednią wersję - Kumple, alkohol, rozmowy - Marisa unosi brew i dobrze wiem, że mi nie wierzy - Tak, były tam również kobiety - zaciska usta i widzę coś dziwnego w jej oczach. Jakby niepokój - Byłem grzeczny jak aniołek i nie zrobiłem nic złego, Skarbie. Spokojnie.
- Nie wyglądasz zbyt przekonywająco, kiedy to mówisz. Po prostu powiedz mi prawdę, Justin.
- Przecież mówię - przekręcam się na bok i odgarniam włosy z jej czoła - Cóż miałbym zrobić, hmm?
- Poważnie mnie o to pytasz? - przewraca oczami i wygląda cholernie uroczo - Faceci inaczej podchodzą do takich imprez i szaleją na maksa! Skoro były tam kobiety, jestem prawie pewna, że jedna była zarezerwowana specjalnie dla Ciebie - cholera! Muszę przyznać, że jest dobra! - Była chociaż ładna?
- Marisa, to nie tak - wzdycham, ale byłoby świetnie gdybym cokolwiek pamiętał! - Szczerze? Film urwał mi się dość szybko, co nie zdarza mi się często. Wypiłem kilka drinków, dołączyły do nas dziewczyny i ostanie, co pamiętam to jak jedna siedziała mi na kolanach. Nic więcej nie mogę sobie przypomnieć.
- Więc skąd masz pewność, że nie zrobiłeś nic złego? - popycha mnie na plecy i układa się na mnie, och!
- Po prostu wiem? - odpowiadam pytająco, ale gówno wiem! Muszę pogadać z Hugo - Nie męcz mnie, Kwiatuszku. Ledwo żyję, mam cholernego kaca i spowiadanie się to nie jest teraz moje marzenie.

- W porządku - cmoka mnie w usta i układa głowę na mojej piersi - Naprawdę się o Ciebie martwiłam.
- Wiem, przepraszam. Nie słyszałem dzwonka, oglądałem telewizję i przysnąłem. Ale jesteś tutaj, tak? Nie martw się już, bo wszystko jest w porządku - całuję ją w czubek głowy i muszę przyznać, że to fajne uczucie mieć świadomość, że komuś na mnie zależy. Tsa! Lunie też zależy, ale nic nie mogę z tym zrobić.
- Jutro nasz ślub - podnosi głowę, opiera brodę na dłoniach i patrzy na mnie - Jak się z tym czujesz?
- Dobrze. Chyba zdążyłem przywyknąć do tej myśli przez te dwa tygodnie. Jutro będziemy małżeństwem.
- Tak, to szalone. Nigdy nie sądziłam, że wyjdę za mąż w wieku dwudziestu lat. Powinnam szaleć, korzystać z życia i umawiać się na randki. Jednak moi kochani rodzice mieli dla mnie zupełnie inne plany.
- Damy radę. Pokażemy rodzicom, że twarde z nas sztuki - głaszczę ją po plecach i sam chcę w to wierzyć.




Marisa POV:
Sobota nadchodzi zdecydowanie zbyt szybko. Od rana w domu panuje ogromne zamieszanie, mama biega spanikowana, krzyczy na ojca i wprowadza napiętą atmosferę. Proszę ją, aby wyluzowała, ale burczy pod nosem i wychodzi z pokoju. Posyłam przepraszające spojrzenie fryzjerce, która właśnie kończy układać moje włosy i chichocze pod nosem. Tak, moja matka zachowuje się jak wariatka i zdecydowanie powinna walnąć sobie kieliszek czegoś mocnego na uspokojenie. Jestem zestresowana, a ona dokłada mi więcej nerwów.
- Wow! - do pokoju wchodzi Jenna i uśmiecha się szeroko. Wygląda pięknie! - Te loki są obłędne!
- Wiem, też mi się podobają - mrugam do niej i ściskam dłoń - Czy moja matka wreszcie wyluzowała?
- A gdzie tam! Biega po domu, wrzeszczy na wszystkich i sprawdza każdy detal. Zwariowała kobieta!
- Niestety! I tak jest od samego rana, rozumiesz to? Za godzinę mamy być w kościele, już się boję.
- Da radę! Musisz jej wybaczyć, przecież wydaje za mąż swoją jedyną córkę. Ma prawo się stresować.
- Niby tak, ale niech nie stresuje mnie - przewracam oczami, a Christina kończy swoje dzieło. Podnoszę się, podchodzę do lustra i uważnie oglądam - Cudnie! - klaszczę w dłonie, ale to jest to, czego oczekiwałam - Jesteś wielka! Dziękuję! - ściskam kobietę, która cmoka mnie w policzki i życzy wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Czuję dziwny uścisk w brzuchu, bo tak niewiele zostało do wypowiedzenia tych ważnych słów - Mam nadzieję, że u Justina wszystko w porządku. Nie kontaktował się ze mną dzisiaj.
- Uspokoję Cię, ponieważ był tutaj Hugo - oho! Znam to spojrzenie! - Przywiózł to - dopiero teraz dostrzegam w jej dłoniach kremowe pudełeczko. Marszczę brwi, bo nie mam pojęcia, co to takiego - Proszę, otwórz - podaje mi je, uchylam wieczko i przykładam dłoń do ust - Orzesz cholera jasna! To od Justina?
- Na to wychodzi, zapniesz? - wyjmuję przepiękną kolię i podaję Jennie, która zapina ją na mojej szyi.
- Pasuje wręcz idealnie! Nie ukrywam, Twój przyszły mąż ma naprawdę świetny gust. I jest hojny.
- Cały Justin - chichoczę, odwracam się do przyjaciółki i oddycham głęboko - Chyba się boję, wiesz?
- Wiem - układa dłonie na moich ramionach i głaszcze je pocieszająco - Głowa do góry, będzie dobrze.
- Marisa! - do pokoju jak tornado wpada matka, a ja prawie dostaję zawału! - Musimy już wychodzić!
- Jezu, mamo! Przestań! Jeśli dalej będziesz tak krzyczeć, to nie będzie żadnego ślubu, bo padnę przez Ciebie na zawał! - karcę ją spojrzeniem, wyrzuca ręce do góry i wychodzi - Co za baba! - podnoszę suknię, jeszcze raz przeglądam się w lustrze i powoli schodzę ze schodów. Tata uśmiecha się do mnie i przytula.
- Wyglądasz cudownie, córeczko. Chciałem powiedzieć, że jestem z Ciebie bardzo dumny. Bądź szczęśliwa.
- Postaram się - mówię smutno i dociera do mnie, że może nie być tak łatwo. Jak wygląda życiu przy boku człowieka, którego się nie kocha? - Powinniśmy iść - chrząkam i odbieram bukiet od Jenny - Chociaż nie! Muszę się napić - przechodzę do kuchni, nalewam trochę coli do szklanki i wypijam duszkiem. Wzdycham z ulgą i jestem gotowa! - Okej, możemy jechać - krzyczę, ale moje spojrzenie natrafia na kopertę.
Marszczę brwi, biorę ją do ręki i odwracam. Jest na niej moje imię i ciekawi mnie, co jest w środku. Może zostawił ją tutaj ktoś z rodziny i są to życzenia ślubne? Tylko dlaczego jest taka dziwna, brzydka i brązowa? To dziwne. Odklejam kawałeczek, ale nie mam szans zajrzeć do środka, bo do kuchni wchodzi Jenna i chwyta mnie za rękę tłumacząc, że nie mamy na to czasu. Cóż, koperta musi na mnie poczekać.


Do kościoła docieramy prawie pół godziny później. Na szczęście jadę tylko z Jenną, dzięki czemu mam spokój i nie muszę słuchać biadolenia mamy. Uspokajam się trochę i staram się nie stresować.
- Pomogę Ci - Jenna podaje mi dłoń i opuszczam elegancki samochód. Przed kościołem zebrało się mnóstwo ludzi i widzę również swoją rodzinę. Uśmiecham się, macham im wesoło, ale ludzi jest od groma! Mama Justina chciała wielkiego wesela, chociaż ja wolałabym coś skromniejszego. Szkoda, że miałam w tym temacie mało do powiedzenia, no ale ich firma jest naprawdę znana i każdy musi wiedzieć, że syn Pana szefa czyli taty Justina dzisiaj się żeni - Musimy podejść jeszcze do księdza, muszę podpisać papiery.
- No to szybko, bo mamy mało czasu - moja przyjaciółka kręci głową i układa dłoń na moich plecach.


Szybko dopełniam formalności i czekamy na godzinę "zero". Stres dopada mnie na całego, nie widziałam jeszcze Justina i mój niepokój się wzmaga. Gdyby mnie teraz przytulił, poczułabym się o wiele lepiej.
- Uspokój się, Marisa! - Jenna karci mnie i ściska moją dłoń - Będzie dobrze! Widziałam przed chwilą Justina.
- Poważnie? I co? Jak wygląda? - gapię się na nią i jestem tego niezmiernie ciekawa - Powiesz coś?
- Nie? Przecież za moment sama się o tym przekonasz - mruga rozbawiona i wystawia język. A to jędza!
- Chodźmy. Zostało tylko dziesięć minut, Twój tata zapewne już na Ciebie czeka. Gotowa na ślub?
- Jak jasna cholera - Jenna wznosi oczy ku niebu, a ja przykładam dłoń do ust. Jestem w kościele! - Lepiej chodźmy, bo nie przestanę paplać głupot - chichoczę, opuszczamy pokój i idziemy korytarzem. Jest mi zimno, czuję dreszcze na całym ciele i to, jak pocą mi się dłonie. Nie wierzę, że za chwilę będę mężatką!
- Marisa - słyszę szept Jenny, ale jestem skupiona na stawianiu równych, małych kroków. Suknia utrudnia mi poruszanie się i naprawdę wymaga to ode mnie sporo wysiłku - Nie jest dobrze - co takiego? - Zawracamy.
- Zwariowałaś? - spoglądam na nią, przystaje w miejscu i patrzy prosto przed siebie - Co z Tobą? Zobaczyłaś ducha? - szturcham ją ramieniem i podążam wzrokiem w miejsce, w które gapi się jak zahipnotyzowana. Serce natychmiast podchodzi mi do gardła, bo na samym końcu korytarza stoi Sean i patrzy prosto na mnie! Nonszalancko opiera się o ścianę, wkładam ręce do kieszeni jeansów i uśmiecha się zadziornie. Skoro tutaj jest, nie będzie miło - Nie zostawiaj mnie samej - szepczę cicho i ściskam dłoń Jenny.
 




******************************************
Hi :)
Dziękuję wszystkim za weekend z ff :)

Tulę
Kasia





21.1.17

Rozdział 12

Marisa POV:
Budzi mnie pocałunek na czole. Ziewam leniwie, przeciągam się i uchylam powieki. Mrugam kilka razy i dopiero po chwili dociera do mnie, że obok siedzi Justin. Kurwa! Nie spodziewałam się go tutaj!
- Cześć, śliczna- mruga rozbawiony i posyła mi szeroki, zadziorny uśmieszek - Nie ukrywam, cholernie podoba mi się taka wersja Ciebie, wiesz? - wsuwa dłoń pod przykrycie i układa ją na moim brzuchu. Marszczę brwi, bo zaskakuje mnie jego ruch - Nie patrz tak na mnie, przecież Cię nie skrzywdzę, Kochanie.
- W-wiem. Co Ty tutaj robisz, hmm? - pytam cicho i cały czas czuję jego dłoń, którą teraz wsuwa pod moją koszulkę. Sunie nią nieco w górę i nim się orientuję, obejmuje moją pierś. Cholera! - Co robisz, Justin?
- Dotykam Cię? - odpowiada pytająco, pochyla się i składa pocałunek na mojej szyi. Zamykam oczy, a uczucie jest niesamowicie przyjemne. Co dziwne, ten chłopak rozbudził we mnie lekko uśpione zmysły i zaczynam powoli świrować. Tęsknię za bliskością, dotykiem, seksem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio Sean się ze mną kochał. Pod koniec naszego związku praca była ode mnie ważniejsza. Justin poświęca mi dużo swojej uwagi, rozpala, podnieca, kusi! Wiem, że robi to specjalnie, jednak zaczyna działać to na mnie jak jasna cholera! Coraz trudniej jest mi się powstrzymywać i mam ochotę na więcej. Kto by nie miał, skoro ten chłopak doskonale wie, jak doprowadzić kobietę do szaleństwa! - Masz taką ciepłą skórę - wbijam zęby w wargę, kiedy ściska sutek i roluje go w palcach. Czuję to wręcz na dole i muszę zacisnąć uda, chociaż nie przynosi to żadnej ulgi - Mam przejść dalej, czy przestać? - och! Dlaczego mnie o to pyta? Nigdy wcześniej tego nie robił - Powiedz, bo inaczej nic się nie stanie - przytakuję tylko głową, bo i tak nic nie przejdzie mi przez gardło - Cudnie - jednym ruchem odkrywa kołdrę i uważnie mi się przygląda - Podoba mi się Twoja piżama - uśmiecha się i podsuwa ją do góry - Kupię Ci więcej satynowych koszulek - mruga seksownie, pozbywa się butów, szarego sweterka i koszulki. Jezu, co on planuje?! - Odpręż się i nie bój - sunie ustami po moim brzuchu, składa na nim mokre pocałunki i przygryza w niektórych miejscach. Jednak, kiedy pozbywa się moich majtek, moje ciało ogarnia dosłownie szał. Oddech przyśpiesza, czuję skurcz w brzuchu i ogromne oczekiwanie. Jestem zaskoczona własną reakcją i wręcz nie mogę doczekać się tego, co zrobi Justin. A on przykłada usta do mojej kobiecości i pieści ją z uczuciem, lecz stanowczo. Unoszę biodra do góry, ale chcę więcej! O wiele więcej! - Bądź grzeczną dziewczynką, albo przestanę - co? Chyba sobie żartuje? Na szczęście wraca do przerwanej czynności, a ja oddaję się w jego ręce. Wiję się, ściskam w dłoniach prześcieradło i jęczę, chociaż modlę się w duchu, aby nie usłyszeli mnie rodzice - Nie hamuj się, złotko. Nikogo nie ma w domu - och, naprawdę?! Całe szczęście - Minąłem Twoich rodziców w drzwiach - dmucha na moją łechtaczkę i już ledwo mogę wytrzymać - A teraz powiedz mi, czego chcesz - uchylam powieki, podnoszę głowę i potwornie się zawstydzam. Widok Justina między moimi nogami, z błyszczącymi ustami od mojego podniecenia jest niesamowity i jednocześnie krępujący - No dalej, powiedz mi - kiwam przecząco głową, bo w życiu tego nie zrobię! Już teraz płonę ze wstydu! - Hmm, nie? W porządku, więc koniec tej przyjemności - nie! Chwytam go za rękę, unosi brew i patrzy na mnie dumny z siebie. Wie, że doprowadził mnie na skraj i ot tak, chce mnie teraz zostawić. To byłoby podłe! - Mogę zrobić o wiele więcej, wiesz o tym - podnosi się, układa na moim ciele i przyszpila do łóżka - Poproś mnie, żebym dokończył - kurwa mać! Gapię się na niego, ale te słowa sprawiają, że wszystko w moim podbrzuszu przyjemnie się zaciska! Jak on to robi i skąd wie, co na mnie zadziała? - Czekam, Kotku. Poproś mnie - próbuję zacisnąć nogi, Justin prycha pod nosem i napiera na mnie swoim twardym penisem.
- P-proszę - poddaję się, bo zaraz eksploduję. Nie wytrzymam ani chwili dłużej, jeśli tego nie dokończy.
- Mmm, bardzo ładnie. Nie spodziewałem się, że to zrobisz. Wciąż mnie zaskakujesz - cmoka mnie w usta, wraca na dół i doprowadza mnie do końca. Boże! Czy to może trwać wiecznie?




Justin POV:
Siedzę w salonie, oglądam telewizję i czekam na Marisę, która bierze prysznic. Wciąż przed oczami mam jej wijące się ciało, głośne jęki i cichutkie, urocze mamrotanie mojego imienia. Nie ukrywam, cholernie podobało mi się to, co przed chwilą zrobiłem. Widok jej śpiącej podziałał na mnie jak afrodyzjak i musiałem spróbować. Nie liczyłem, że mi na to pozwoli, wręcz przeciwnie, byłem przekonany, że mnie odepchnie, wyzwie i wyrzuci ze swojego domu. Jednak oddała się w moje ręce i czerpała z tego niesamowitą przyjemność. Zaskoczyła mnie tym i widzę, że coś zaczyna się zmieniać. Może przyzwyczaiła się do mnie, odrobinę zaufała i przekonała się, że w porządku ze mnie gość? Tsa! Przeskakuję z Marisy na Lunę i odwrotnie. Muszę z tym kurwa skończyć, bo wpakuję się w gówno! Nie potrzebuję większych kłopotów. .
- Jestem - w salonie pojawia się Marisa i siada obok mnie. Oblizuję usta, bo jak zawsze wygląda prześlicznie.  Lubię, kiedy kobieta o siebie dba i wygląda ładnie. Nie kręcą mnie wywłoki w klubie, które eksponują wszystko, nie pozostawiając nic dla wyobraźni - Więc? - chrząka, odgarnia włosy i wierci się.
- Więc! Hugo wymyślił, że dzisiaj zorganizuje mi wieczór kawalerski. Myślałaś o imprezie dla siebie?
- N-nie - marszy brwi i wygląda na zaskoczoną - Nie potrzebuję tego, Justin. Mogę zaprosić Jennę do siebie i posiedzimy w domu. Chyba nie mam ochoty na zabawę - wzrusza ramionami i schyla głowę.
- Hej, o co chodzi? - przysuwam się do niej, porywam ją na kolana i odsuwam włosy na plecy - Jesteś smutna? - zaprzecza, układa dłonie na moim ramionach i pociera je odruchowo - Widzę, że coś jest nie tak.
- Naprawdę wszystko jest w porządku, Justin. Jeśli masz ochotę na zabawę to śmiało, nie zabraniam Ci.
- Wiem, ale chcę, żebyś również mogła trochę poszaleć. Przecież to lubisz, więc trochę mnie to dziwi. Czy to przeze mnie? Przez to, co zrobiłem? - podsuwam palec po jej brodę i unoszę do góry - O to chodzi?
- Oczywiście, że nie! To było... bardzo przyjemne - uśmiecha się i wbija zęby w wargę. Wygląda uroczo, kiedy się zawstydza - Po prostu mam obawy, że zbyt mocno poniesie Cię na tym kawalerskim - co takiego?!
- Co masz przez to na myśli? - gapię się na nią i nie ukrywam, czegoś takiego się nie spodziewałem.
- Oglądałam Kac Vegas, Justin. Oboje wiemy, co dzieje się na takich imprezach, prawda? - nie wierzę!
- Mówisz poważnie? - zaciskam usta, ale potwornie chce mi się śmiać. Co za dziewczyna! - Oj, mała! Naprawdę myślisz, że naćpam się z kumplami i wyląduję na drugim końcu świata? Nie ma takiej możliwości!
- Nigdy nic nie wiadomo, prawda? Nie znam Twoich kolegów, może są tak samo szaleni jak Ci z filmu?
- Gwarantuję Ci, że nie! Nie mam w swojej ekipie żadnego Alana, który mógłby nas naszprycować.
- Będziesz grzeczny? - patrzy na mnie oczami szczeniaka i niewinnie bawi się wargą - Obiecasz mi?
- Grzeczny? - uśmiecham się przebiegle, wsuwam dłonie pod jej pośladki i ściskam mocniej - To znaczy?
- No wiesz, mnóstwo alkoholu, gorących lasek i specjalnie wybrana dla Ciebie striptizerka.
- Hmm, to brzmi niesamowicie dobrze, wiesz? - poruszam brwiami i dostaję w czoło - Auć! Za co?
- Wiesz, za co! Ja mówię poważnie, Justin! Nie chcę, żebyś mnie zdradził - o kurwa! - To znaczy, nie jestem pewna czy byłaby to zdrada, no bo nie jesteśmy jeszcze małżeństwem, ale z drugiej strony jesteśmy razem, tak? - nawija jak katarynka i widzę, że sama nie wie, co dokładnie chce mi przekazać - Więc, jak?
- Nie zrobię nic głupiego, nie martw się - przytulam ją do siebie, bo nie chcę, żeby widziała wyraz mojej twarzy. Zamykam oczy, głaszczę ją po plecach i zaciskam usta. Niech to szlag! Jak mam to rozegrać, żeby było dobrze? Wiem, że powinienem być grzecznym chłopcem, jednak to ostatnie dni mojej wolności! Jak mogę z tego nie skorzystać, do cholery? To wszystko jest solidnie popieprzone! - A Ty? Masz plany?
- Nie wiem. Zadzwonię do Jenny i zapytam jej, co chciałaby robić. Nie przejmuj się mną Justin.
- Przejmuję się. Jesteś moją narzeczoną - odgarniam kosmyk jej włosów i uśmiecham się - Nie ważne, czy z mojego wyboru, czy z wyboru moich rodziców. Jesteś nią, w sobotę bierzemy ślub i spędzimy ze sobą... resztę życia - przełykam ślinę na ostatnie dwa słowa. Przeraża mnie przyszłość i to, jak się potoczy.
- Jesteś uroczy - chichocze, wsuwa palce w moje włosy i słodko całuje mnie w usta. Może nie będzie tak źle?


Wieczorem szykuję się na imprezę. Włączam muzykę na cały dom, biorę prysznic, ubieram się i nucę pod nosem, kiedy układam włosy i pryskam się perfumami. Mrugam do własnego odbicia w lustrze, ale wyglądam zajebiście! Marisa ma ogromne szczęście, że ma przy sobie takiego gościa jak ja! A co!

W klubie melduję się punktualnie o dwudziestej. Już na samym wejściu informują mnie, gdzie mam się udać. Przybijam żółwika z ochroniarzem i kieruję się po schodach do loży VIP. Jestem nieco zaskoczony, ale widocznie moi kumple musieli nieźle zaszaleć! Może nieco okłamałem Marisę, bo są niesamowicie szaleni i obawiam się, cóż na dzisiaj wymyślili. Czuję, że poszli na całość i będzie się działo! To w ich stylu.
- Justin, nareszcie! - Nathan podnosi się z kanapy i wita mnie męskim uściskiem. W jego ślady idą wszyscy i zanim kończą, jestem cały zgrzany. Wszyscy moi najlepsi kumple, całe szesnaście osób, jest moc! - Napij się na rozgrzewkę - podaje mi szklaneczkę whisky i wszyscy stukamy się w powietrzu - Za naszego zajebistego ziomka! - buczą głośno, a ja przewracam oczami. Jak dzieci - Opowiadaj! Jak się czujesz przed ślubem?
- Całkiem dobrze, albo jeszcze nie dotarło do mnie, że się żenię - prycham pod nosem, a chłopcy wybuchają śmiechem. Oprócz Hugo nikt nie wie, jak wygląda moja sytuacja. Lepiej, żeby tak zostało. Raczej nie zrozumieliby mojej decyzji- Marisa to świetna dziewczyna. Jak ją poznacie, sami się o tym przekonacie.
- Właściwie żenisz się dość szybko, nie? Nawet nie znamy Twojej narzeczonej! Wpadliście, co?
- Zwariowałeś?! - prawie krztuszę się drinkiem na pomysł Noah - Nic z tych rzeczy. Jestem dorosły, wiek zobowiązuje i czas się ustatkować. Was też to czeka, nie myślcie sobie, że będziemy wiecznie szaleć.
- Mi się wcale nie śpieszy, mam czas. Jestem kurwa młody, tak? Mam zaledwie dwadzieścia pięć lat!
- Jesteś stary, idioto! - William nabija się z Noah i mocno klepie go w plecy - Znajdź sobie jakąś dupę!
- Ale po co? Jestem wolny, świetnie się bawię i mogę pieprzyć którą tylko chcę. Nie potrzebuję ślubu.
- Bzdury! - do dyskusji włącza się James, najstarszy z nas - Co wy tam wiecie? Jestem przed trzydziestką i chętnie znalazłabym sobie fajną żonkę. Teraz tak mówicie, ale z wiekiem wam to minie. Wyszalejecie się, wypijecie mnóstwo alkoholu i przelecicie od cholery panienek. W pewnym momencie pomyślicie sobie: kurwa! Chciałbym mieć żonę, dziecko, psa i fajny domek. Słuchajcie mnie, panowie. Sami się przekonacie.
- Jezu, James! To zabrzmiało kurewsko poważnie! - William śmieje się i przewraca oczami - Do mojej trzydziestki jeszcze siedem lat, poczekam. Jednak zaskakuje mnie fakt, że z naszej ekipy żeni się facet, który uwielbia ruchać, żadnej nie przepuścił i ceni sobie wolność jak nic innego. Co się kurwa z Tobą stało?
- Nic? - wzruszam ramionami i uśmiecham się pod nosem - Tak wyszło, chyba przyszedł na mnie czas.
- W życiu bym się tego nie spodziewał, poważnie! Każdy, ale nie Ty! W ogóle, co z Luną? Zerwaliście?
- Właściwie to tak - drapię się w kark, ale nie leży mi ta rozmowa - Już jakiś czas temu. Poznałem Marisę, zakochałem się i poprosiłem ją o rękę - chłopcy patrzą na mnie zdziwieni i czuję, że nie bardzo wierzą w moją historyjkę. Muszę być bardziej przekonywujący - No, co? Gapicie się jakbym przyleciał z kosmosu.
- Chyba właśnie przyleciałeś - Aron kręci głową i mruży oczy - A może ktoś podmienił Ci mózg, co?
- Ja pierdole! Nie dawajcie mu więcej alkoholu - śmieję się, a chłopcy idą w moje ślady. Uff, co za ulga.


Impreza trwa w najlepsze. Alkohol leje się strumieniami, rozmawiamy, chłopcy wciąż nabijają się ze mnie, ale mam to w nosie! Grunt, że zabawa jest świetna i wreszcie dołączają do nas dziewczyny! Są prześliczne i skąpo ubrane. Zdecydowanie nie tego oczekiwałem, ale nie śmiem narzekać, kiedy na moich kolanach siada drobna blondyneczka. Ma na sobie skórzane spodnie, krótki top i zdecydowanie jest najlepsza z całego damskiego towarzystwa. Przyciągam ją do siebie i zachłannie ściskam jej cudne, jędrne pośladki.
- Justin! Nie rozpędzaj się! - Noah krzyczy głośno, podchodzi chwiejnym krokiem i odbiera mi moją słodką laleczkę - Niespodzianka dopiero przed Tobą, przygotuj się! - mruga rozbawiony, pomaga mi się podnieść i prowadzi na środek podestu - Korzystaj, stary! Pamiętaj, że to Twoje ostatnie chwile wolności!
Już mam mu przywalić, kiedy przede mną pojawia się... anioł. Jezu! Jestem aż tak schlany, czy ta dziewczyna naprawdę jest tak prześliczna? Gapię się na nią z uchylonymi ustami i nie mogę oderwać oczu. Posyła mi uroczy, niewinny uśmiech i dopiero teraz uważnie przesuwam po niej wzrokiem. Ubrana jest w czarne pończochy, krótką, zwiewną spódniczkę i top, który ma dziwne pasy na jej płaskim, opalonym brzuchu. Mój przyjaciel budzi się do życia i zdecydowanie obojgu nam podoba się widok przed nami. Kiwam palcem, aby do mnie podeszła, ale kręci przecząco głową i wsuwa koniuszek palca do ust. Ssie go zmysłowo, przygryza i nie spuszcza ze mnie wzroku. Gdybym nie był taki pijany, zapewne sam ruszyłbym dupę i przyciągnął ją do siebie. Jednak czekam cierpliwie na jej ruch i wreszcie dostaję nagrodę. Podchodzi wolnym krokiem, siada na mnie okrakiem i wsuwa palce w moje włosy. Mocno zaciska je w pięść, odchylam głowę mocno w tył i nasze oczy się spotykają. Podnoszę dłoń, głaszczę jej policzek, ale robi ruch biodrami i seksownie się o mnie ociera. Kurwa mać! Płonę z podniecenia i mam nadzieję, że dzisiaj zatańczy na moim fiucie. Na pewno nie pozwolę jej odejść, dopóki nie dokończy swojej pracy. Chcę wsunąć dłoń pod jej spódniczkę, strzepuje ją i podnosi się z moich kolan. Jęk niezadowolenia ucieka z moich ust i prawie dostaję zawału, kiedy zaczyna się zmysłowo poruszać. Muzyka gra głośno, piosenka jest wolna, podniecająca i działa to na mnie podwójnie. Nieznajoma odwraca się do mnie i schyla, przez to wypina pupę w moją stronę. Przykładam dłoń do mojego penisa, który boleśnie uwiera mnie przez spodnie i pragnie poczuć na sobie jej słodkie usteczka. Mimo to, ona ma zupełnie inne plany. Jej top ląduje na podłodze i mogę podziwiać świetne cycuszki, które aż proszą się o pieszczoty. Wystawiam ręce do przodu, jak dziecko proszące o lizaka, a ona mruga seksownie i podchodzi. Dotykam jej piersi, szczypię sutki i zaciskam usta na jednym.

- Nie mam ochoty na zabawę, Skarbie. Mam ochotę na to, aby mocno Cię pieprzyć. Co Ty na to, laleczko?
- Skoro tak, chodźmy - podnosi się, podaje mi dłoń i widzę miny chłopców. Gwiżdżą głośno, klaszczą i dopingują mnie. Wystawiam kciuk ku górze, schodzę ze schodków i prawie się przy tym zabijam. Kurwa, kiedy zdążyli mnie tak upić? - Uważaj, przystojniaku. Inaczej nie będę mieć z Ciebie pożytku - uśmiecha się, obejmuję ją ramieniem i wsuwam nos w jej włosy. Cudownie pachną i czuję, że dzisiejsza noc będzie długa.
- Pocałuj mnie - rozkazuję, odwracam ją w swoją stronę i przyszpilam do zimnej ściany. Jęczy w moje usta, kiedy gwałtownie wsuwam język do środka. Pocałunek jest mocny, stanowczy i taki w moim stylu. Chcę pokazać jej, kto rządzi w łóżku - Mmm - mruczę zachwycony, dotykam jej kobiecości i czuję, jak bardzo jest już mokra - Kurwa, ależ Ty jesteś niesamowita! - odrywam się od niej resztką sił, ponownie chwyta mnie za rękę i prowadzi na koniec korytarza. Chwieję się lekko i mrugam kilka razy, kiedy obok nas przechodzi chłopak. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wyglądał znajomo. Wysilam mój przepity mózg, aby skojarzyć jego twarz, ale ciężko mi to idzie. Cholera, kiepsko ze mną, jednak odganiam od siebie te myśli, bo dziewczyna otwiera drzwi, wchodzimy do środka i zamyka je na klucz - Jestem cały Twój, ślicznotko. Zabawny się - oblizuję usta, pozbywam się marynarki i czekam na jej ruch.




20.1.17

Rozdział 11

Justin POV:
Budzi mnie dzwonek do drzwi. Przeciągam się leniwie, ziewam i powoli rozbudzam. Nie wiem, kto śmie
dobijać się do mnie tak wcześnie, ale już ma przejebane! Lepiej, żeby ktoś miał dobry powód do tego, aby mnie budzić. Już mam podnosić tyłek z łóżka, kiedy rozlega się głos, który bardzo dobrze znam.
- Justin?! - gwałtownie otwieram oczy i zamieram - Hej, tylko nie mów, że jeszcze śpisz?! - kurwa mać! Zrywam się na równe nogi, naciągam na siebie bokserki i budzę dziewczynę, która śpi obok. Ma mnie w nosie i nie reaguje. Co jest?! Umarła?! - Kochanie? Mam po Ciebie pójść?! - nie, tylko nie to! - Okej, skoro chcesz!
- Już schodzę, daj mi chwilę! - krzyczę i potrząsam ramieniem brunetki - Luna, wstawaj! - mruczy pod nosem, przeciąga się leniwie i ponownie rozbudza we mnie podniecenie. Świetnie! Gorzej być już nie może! - Marisa tutaj jest, właśnie idzie na górę! - marszczy czoło, ale niemal natychmiast rozumie, co do niej mówię - Proszę, schowaj się w łazience. Nie może Cię zobaczyć - całuję ją namiętnie i wychodzę z pokoju zamykając drzwi. Ledwo docieram do schodów, a w oczy rzuca mi się Marisa. Powoli wchodzi na górę, trzyma telefon w dłoni i coś na nim pisze. Przystaję i zbieram szczękę z podłogi, bo wygląda obłędnie! Mam ochotę strzepać 
sobie tak, jak stoję! Dlaczego musi tak na mnie działać?! Nie dość, że Luna doprowadza mnie na skraj, to na dodatek Marisa robi dokładnie to samo! Zwariuję! - Cześć, maleńka - unosi głowę i posyła mi szeroki, uroczy uśmiech. Ja pierdole, jest piękna! - Wybacz, jeszcze spałem. Nie spodziewałem się Ciebie - schodzę niżej, obejmuję ją i całuję w usta. Ku mojemu zaskoczeniu, chętnie oddaje pocałunek i wślizguje język do środka - Mmm, ależ przyjemne powitanie. Czym sobie na nie zasłużyłem?
- Jesteś moim przyszłym mężem, to chyba normalne, prawda? - pociera moje ramiona i chociaż nie jest tego świadoma, mój fiut już na to reaguje - Przyjechałam, ponieważ Twoja mama do mnie dzwoniła. Musimy wybrać jeszcze tort. Chciałam to przełożyć, ale w ogóle nie chciała o tym słyszeć. Jest uparta!
- Tak, cała matka - przewracam oczami, unoszę ją lekko i schodzę na dół - Dasz mi chwilkę? Ogarnę się, ubiorę i możemy jechać - przytakuje głową, siada na patio, a ja biegnę na górę. Wpadam do pokoju jak tornado i wchodzę do łazienki. Luna jest już ubrana i właśnie poprawia włosy - Sorry, nie spodziewałem się jej - wzdycham i opieram się o zamknięte drzwi - Musimy jechać wybrać tort. Nie mogę się tego doczekać.
- Och, biedny - podchodzi do mnie i układa dłonie na moim torsie - Nie chcę, żebyś się żenił, wiesz?
- Wiem, ale mówiłem Ci, że nie mam innego wyjścia, Kwiatuszku - dotykam jej policzka i chociaż bardzo ją lubię, są rzeczy ważne i ważniejsze. Nie postawię jej wyżej niż pieniądze. Co to, to nie! - Wiesz, że nie będziemy mogli się więcej spotykać, prawda? Musimy to skończyć, bo inaczej będę miał kłopoty.
- Zależy mi na Tobie, Justin - przytula się do mnie i dziwnie robi mi się jej żal - To ja chcę z Tobą być.
- To nie jest możliwe, Luna. Przepraszam, że wciąż to ciągnę, a nie powinienem. Nie spotykajmy się więcej.

- Myślisz, że to takie proste? - unosi głowę i patrzy na mnie smutno - Jak mam to zrobić? Ot tak, zapomnieć?
- Nie masz innego wyjścia, musisz to zrobić. Nikt nie może nas zobaczyć, a dzisiaj mało brakowało.
- Będziesz za mną tęsknił? - przygryza wargę i układa dłoń na moim kutasie. Kurwa mać, czy ona zwariowała?
- Nie rób tego, nie teraz - odtrącam jej dłoń i odsuwam się - Wezmę prysznic, poczekaj na mnie tutaj i wyjdź, jak opuścimy dom - przewraca oczami, zdejmuję bokserki i wchodzę do kabiny. Muszę ochłonąć.


Przebrany, wykąpany i z idealnie ułożony włosami, wchodzę do salonu. Marisa nadal siedzi na patio, spogląda w telefon i zastanawiam się, z kim tak wciąż pisze. Przez myśl przebiega mi nawet ten dupek Sean, ale to mało możliwe. Skończyła z nim i chociaż to głupie nie pozwolę, żeby ten pajac zepsuł wszystko! Na pewno nie dopuszczę do tego, aby ktokolwiek pozbawił mnie pieniędzy oraz mojej przyszłej żony, dzięki której wszystko będę miał. Dopiero teraz dociera do mnie powaga sytuacji i muszę bardziej pilnować Marisy.

Na miejsce docieramy prawie czterdzieści minut później. Wita nas miła kobieta o imieniu Ruby i prowadzi 
do przygotowanego dla nas pomieszczenia. Przewracam oczami, kiedy tylko wchodzę do środka i widzę to,
co znajduje się na ogromnym stole. Jest tego od cholery i spędzimy tutaj cały dzień! Bosko!
- Och! Ależ to wszystko jest śliczne! - Marisa klaszcze w dłonie i uśmiecha się szeroko - Prawda, Justin?
- Prawda - obejmuję ją ramieniem, ale nie mam zamiaru psuć jej radości - Będziesz musiała spróbować.

- Ale tylko odrobinę, muszę zmieścić się w sukienkę - oblizuje usta i patrzy na mnie z błyskiem w oku.
- Nie przejmuj się tym - pochylam się i resztę szepczę jej na ucho - Masz cudowne i seksowne ciało.
- D-dziękuję - jąka się zawstydzona i spogląda na Ruby, która pokazuje jej katalog z całą ofertą.

I tak oto dowiaduję się o kremach, biszkoptach, nadzieniach i galaretkach. Wszystko na bazie naturalnych składników, bez niepotrzebnej chemii. Marisa słucha uważnie, cierpliwie, a ja wiercę się jak kura na jajach. Karci mnie spojrzeniem, ale ściskam pod stołem jej udo i nie pozwalam, aby przejęła nade mną kontrolę. Co ta smarkula sobie w ogóle wyobraża? Zdecydowanie muszę pokazać, kto w tym związku ma jaja!
- Spróbuj, to jest pyszne! - Marisa podsuwa pod moje usta małą muffinkę z kremem i czeka, aż ugryzę - No dalej, nie pożałujesz - oblizuje palec, a ten niewinny ruch działa na mnie jak jasna cholera!
- Niech Ci będzie - wzdycham i biorę kęs babeczki. Mruczę pod nosem, bo naprawdę jest przepyszna!
- Obłędne! - uśmiecha się szeroko, pochyla i liże kącik moich ust. Zamieram w połowie żucia i wstrzymuję oddech. Co, jak co, ale nie spodziewałem się po niej czegoś takiego! Cholercia, co za laska!
- Masz szczęście, że Ruby na chwilę wyszła. Byłaby wręcz zdegustowana Twoim zachowaniem, Skarbie.
- Nie zrobiłabym tego przy niej - mruga rozbawiona i wzrusza ramionami - No dobrze! Chyba wszystko już mamy wybrane. Na pewno odpowiada Ci tort z tym nadzieniem? Chcesz coś zmienić? Ostatnia szansa.
- Nie, nie chcę niczego zmieniać. Wszystko jest pyszne, ale jestem potwornie znudzony! Idziemy już?
- Tak. Ruby tylko przyniesie wydrukowany spis, abyśmy mogli pokazać go Twojej mamie. Życzyła sobie tego.
- Jezu! Czasami solidnie przesadza, poważnie. To nasz ślub, a ona musi wiedzieć jaki smak tortu wybraliśmy?
- Nic na to nie poradzimy - Marisa wzdycha zrezygnowana, ale widzę, że wcale jej się to nie podoba.


Odwożę Marisę do domu i jadę do Hugo. Dawno się nie widzieliśmy, bo praca pochłania cały jego czas.
Dobrze, że mam trochę wolnego zanim zacznę na całego. Jestem zaskoczony faktem, że ojciec się nade mną zlitował. Mógł od razu ustalić mi grafik, a jednak ponad pracę postawił mój ślub. Wiem, że ma w tym swój interes i bacznie obserwuje moje zachowanie względem Marisy. Chociaż wcale nie podoba mi się ten pochrzaniony pomysł ze ślubem, nie mam zamiaru pokazać tego po sobie. Jestem dorosły, poradzę sobie z tym i wezmę to na swoje barki. Marisa wydaje się być całkiem w porządku, tylko musi przełamać się w temacie seksu. Jeśli mi go nie da czuję, że oszaleję! Tak, jestem tylko facetem i naprawdę lubię ten sport.
- No witaj, przyjacielu! - Hugo przytula mnie po męsku i mocno klepie po plecach - Wchodź!
- Jezu, mogłeś powiedzieć, że tak się stęskniłeś, a nie lać mnie po plecach! - krzywię się i posyłam mu mordercze spojrzenie. Uśmiecha się tylko i prowadzi mnie do salonu - O czym chciałeś pogadać?
- Dzisiaj środa, do ślubu zostało trzy dni i postanowiłem urządzić Ci wieczór kawalerski - co takiego? Wybucham śmiechem, ale teraz to mnie rozbawił - No, co? Musimy zorganizować coś wystrzelonego w kosmos! Przecież to koniec Twojej wolności, stary! Teraz tylko jedna dupa na zawsze, dasz radę?
- Hej, nie rozpędzaj się tak, okej? Nikt nie powiedział, że muszę spędzić z nią resztę swojego życia, idioto!
- Niby nie, ale żona to poważna sprawa - mruga rozbawiony i podaje mi szklaneczkę whisky - Więc! Z całą ekipą postanowiliśmy, że impreza odbędzie się w klubie Green Lantern, początek jutro o dwudziestej.
- Już jutro? Szybko działacie - przewracam oczami, ale i tak nie mam nic do roboty - Niech wam będzie.
- Świetnie! Zadzwonię do chłopaków i potwierdzę rezerwację. Mam nadzieję, że zabawimy się porządnie.
- Przypominam Ci, że masz dziewczynę - unoszę brew, ale Hugo do tej pory był wierny - Coś nie tak?
- Wszystko jest nie tak - przeciera twarz rękami i schyla głowę - Rosalie doprowadza mnie do obłędu, stary. Wieczne pretensje, żale, awantury. Wracam do domu po pracy, a ona od razu na mnie naskakuje. Nie przytulamy się, nie całujemy, o seksie nie wspomnę. Odsunęła się ode mnie i coś mocno mi tutaj nie pasuje.
- Co masz przez to na myśli? - patrzę na przyjaciela i robi mi się go żal. To naprawdę dobry chłopak.
- To, że może ma kogoś na boku? Widzisz ją gdzieś? Nie, bo prawie w ogóle nie spędza czasu w domu.
- To ją kurwa śledź, w czym problem? Zleć do Jasonowi, jest najlepszy! Będziesz wiedział co i jak.
- Myślałem o tym. Chcę wiedzieć, czy mnie zdradza i wali po rogach. Nie będę jej utrzymywał, skoro ma mnie kompletnie w dupie. Spędziłem z nią cztery lata, jeśli ma innego to jest dla mnie skończona.
- Ja bym tak zrobił, stary. Na pewno łaskawie prawdy Ci nie powie, a to dobre rozwiązanie. Jeśli się z kimś spotyka, dowiesz się tego bardzo szybko. Pamiętasz Lucasa? Jego dupa też puszczała się z innym i prywatny detektyw dowiedział się tego w przeciągu jednego dnia! Rosalie się tego w ogóle nie spodziewa.
- Masz rację. Zadziałam z zaskoczenia, bo mam tego serdecznie dość. Wykańcza mnie jej zachowanie.
- Więc jutro się zabawisz, wypijesz i mam nadzieję, że wyrwiesz jakąś fajną laskę i ją solidnie przelecisz.
- Nie jestem pewny, czy będę w stanie się powstrzymać. Od dwóch miesięcy nie wiem, co to jest seks.
- Jezu, stary! - kiwam głową, ale jest za dobry dla tej suki! - Posrało Cię? Już dawno powinieneś to olać i korzystać z życia - klepię go po plecach, upijam łyk whisky, a w salonie niespodziewanie pojawia się Rosaline. Orzesz kurwa! - Cześć, piękna - puszczam jej oczko, a ona wita mnie szerokim uśmiechem.
- Hej, Justin. Co robicie? - opiera się ramieniem o futrynę i wlepia spojrzenie w mojego przyjaciela.
- Rozmawiamy. Właśnie dowiedziałem się, że Twój chłopak zorganizował dla mnie wieczór kawalerki.
- Ach, tak! Słyszałam, że się żenisz. Moje gratulacje. Szkoda, że zmarnuje się taki dobry towar - co takiego?!
- Co to ma kurwa znaczyć?! - Hugo zrywa się na równe nogi i zwija dłonie w pięści - To to za teksty, huh?!
- Normalne? O co Ci chodzi? - znudzona przewraca oczami, zrzuca szpilki i siada naprzeciwko mnie.
- Jak możesz mówić tak do mojego przyjaciela? Na dodatek, kiedy jestem w tym samym pomieszczeniu?
- Jezu, Kochanie! Przestań się wydzierać, okej? Głowa mi pęka! - oddycha głęboko i wystawia nogi na stolik.
- Mam Cię dość! Zachowujesz się jak suka, nie poznaję Cię - Hugo prycha wkurzony i wychodzi z salonu.
- Ostatnio zrobił się taki marudny! Nie wiesz, co mu się stało? Wiecznie się spina i ma do mnie pretensje.
- To ciekawe. O Tobie powiedział dokładnie to samo - wzruszam ramionami, a Rosalie marszczy brwi - To Ty się zmieniłaś i zachowujesz jak pieprzona księżniczka. Ogarnij się - wypijam resztę drinka, podnoszę się i zostawiam ją samą. Opuszczam dom i znajduję Hugo przy jego samochodzie - Stary, to pewne, że puszcza się po bokach. Radzę Ci skorzystać z mojej rady. Im szybciej się dowiesz, tym lepiej dla Ciebie. Uwierz mi.
- Wierzę. Mam jej po dziurki w nosie, załatwię to jeszcze dzisiaj. Ja już jej nawet nie kocham, wiesz?
- Wiem - uśmiecham się smutno i opieram o maskę samochodu - Dlatego działaj, bracie. Szkoda życia.


W drodze do domu dzwoni mój telefon. To matka zaprasza mnie na ważny obiad, na którym muszę być.
Jestem zły, zmęczony i najchętniej 
walnąłbym się do łóżka i pograł w coś na playstation. Ostatnio moje życie przyśpieszyło i chociaż jeszcze nie pracuję, już brakuje mi czasu. Nie wyobrażam sobie siedzenia w firmie codziennie! Do tej pory ojciec nie wymagał ode mnie, abym tak często tam przebywał. Widocznie teraz chce zrobić ze mnie grzecznego syna, który przykłada się do nałożonych na niego obowiązków. Już nie mogę się tego doczekać! Codzienne szykowanie się do pracy, garnitur, eleganckie buty i teczka. Całus od żony na do widzenia i tak każdego, pieprzonego dnia! Lubię swoje życie, pieniądze i to, co posiadam, ale perspektywa pracy wcale mi się nie uśmiecha. Jestem rozrywkowym facetem. Najchętniej skoczyłbym do klubu, przygarnął jakąś fajną laleczkę i dobrze się z nią zabawił. Niestety mogę o tym pomarzyć, bo gdyby ojciec się dowiedział, byłoby po mnie! Wiem, że nawet nie drgnęłaby mu powieka, aby odciąć mnie od pieniędzy. Wtedy nie pozostałoby mi nic innego, jak spaść nisko i zatrudnić się w firmie, która nie dałaby mi nawet połowy z tego, co zarabiam u ojca. Tak więc jedynym wyjściem jest trzymanie kutasa w spodniach i czekanie na chwilę, kiedy moja łaskawa żona zechce się mną zająć. Liczę na to, że po ślubie się rozkręci, bo na razie słabo to widzę.

Punkt piętnasta trzydzieści melduję się u rodziców. Mama wita mnie buziakiem i uśmiecha się szeroko. Jak zawsze wygląda elegancko, z klasą i zastanawiam się, dlaczego ten obiad jest niby tak ważny. Wszystko staje się jasne, kiedy wchodzę do salonu. Przeklinam w myślach, bo to, co widzę wcale mi się nie podoba. Oprócz ojca przy stole siedzi moja siostra oraz wujek John, ciocia Klara i moja kuzynka Rosalie. Wiem już, że ten obiad będzie koszmarem! Nie ma nic gorszego od mojej kuzynki, przysięgam! Ma osiemnaście lat, jest cheerleaderką i co za tym idzie, wygląda jak milion dolców. Zawsze wręcz pożera mnie wzrokiem.
- Dzień dobry - uśmiecham się, witam z ciocią wujkiem i cmokam Rosalie w policzek. Uśmiecha się do mnie zalotnie i oblizuje usta. Na moje nieszczęście, mam miejsce właśnie obok niej - Co za niespodzianka!
- Wracamy z chwilowego urlopu i wpadliśmy przejazdem. Wieczorem wracamy siebie. Co u Ciebie, Skarbie?

- Wszystko w porządku, ciociu. Od sierpnia zaczynam pracę w firmie taty i niebawem biorę ślub. 
- Ślub? - Rosalie marszczy brwi i patrzy na mnie zaskoczona - Z kim? Przecież nawet nie miałeś dziewczyny.
- Cóż, nie miałem, a teraz mam - mrugam do niej zadziornie, a jej mina jest bezcenna - Ma na imię Marisa. 

- Och, to cudownie! Nasze gratulację! To świetna wiadomość - ciocia klaszcze w dłonie i uśmiecha się.
- Marisa jest wspaniałą kobietą - mama ściska moją dłoń i głaszcze wierzch - Idealna kobieta dla Justina.
- Skoro już tutaj jesteście, może Justin wręczy wam zaproszenia na ślub? - ojciec unosi brew, a ja chrząkam.
- Jasne - podnoszę się i mam chęć przewrócić oczami. Idę do jego biura, otwieram szufladę i szukam odpowiednich kopert. Kiedy je znajduję, do środka wchodzi Rosalie. Świetnie! - Co tam, kuzynko?
- Naprawdę się żenisz? - zakłada ręce na piersiach i unosi brew. Znam to spojrzenie - To nie w Twoim stylu.
- Daj spokój - uśmiecham się chytrze, bo doskonale wiem, o co jej chodzi. Parę miesięcy temu otwarcie powiedziała, że jestem cholernie przystojny i w jej typie. Wybuchnąłem wtedy śmiechem i nie mogłem uwierzyć, że powiedziała to moja własna kuzynka! - Jesteśmy rodziną, zakoduj to sobie wreszcie w głowie.
- I co z tego? - wzrusza ramionami i nie spuszcza ze mnie wzroku - Dla mnie nie ma to żadnego znaczenia.
- Dla mnie ma. Uspokój się i zacznij traktować mnie jak kuzyna, a nie chłopaka, którego możesz przelecieć.
- Mmm, brzmi całkiem nieźle. Może chcesz się zabawić przed ślubem? Obiecuję, że nikt się nie dowie.
- Jezu, dziewczyno! Jesteś kurwa szalona - prycham pod nosem, opuszczam biuro i wracam do gości.
Jak to możliwe, że przyciągam do siebie dziewczynę, która jest w mojej rodzinie? Co tu się wyprawia?




15.1.17

Rozdział 10


Chrząkam, biorę się w garść i zapraszam gestem dłoni, aby usiadła. Uśmiecha się lekko i siada obok mnie.
- Co Cię do mnie sprowadza? Nie widziałyśmy się przeszło trzy miesiące, nie spodziewałam się Ciebie tutaj.
- Chciałam przyjść wcześniej, ale zabrakło mi na to odwagi - schyla głowę i robi mi się jej żal. Byłam na nią wściekła, bo zostawiła mnie bez słowa i słuchała tych durnych plotek! - Wiem, że źle zrobiłam, Marisa. Powinnam była Ci zaufać, a nie szlajać się po szkole z najbardziej popularnymi ludźmi. Popełniłam błąd.
- Owszem, Jenna, popełniłaś. Zawiodłaś mnie, a znamy się od piątego roku życia! To mnie zabolało.
- Wiem. Nie do końca jest to jednak moja wina. Wiesz, rodzice również zabronili mi się z Tobą widywać - no tak, czemu mnie to nie dziwi? - Byłaś u boku Sean'a, a wszyscy wiedzą jaką ma opinię. Rodzice nie chcieli, żebym przypadkiem wpakowała się w kłopoty. Twierdzili, że Sean sprowadza Cię na złą drogę i psuje.
- Jak widzisz, mam się dobrze i wciąż jestem sobą. Sean mnie nie zepsuł, ani nie sprowadził na złą drogę.
- Cieszę się, bardzo! Słyszałam, że jednak się rozstaliście - spogląda na mnie i coś mi tu mocno nie gra.
- Przyszłaś dlatego, ponieważ nie jesteśmy już razem? - pytam z niedowierzaniem i prycham wkurzona.
- Nie, skąd! Dowiedziałam się zaledwie wczoraj, a zamierzałam przyjść od przeszło tygodnia. Po prostu nie wiedziałam, co mogłabym Ci powiedzieć, jak się usprawiedliwić. Jest mi przykro, Marisa. Byłaś moją najlepszą przyjaciółką, a ja zachowałam się podle. Tak nie zachowują się prawdziwy przyjaciele.
- To prawda, szczególnie, że jesteś dla mnie jak siostra. Szkoda, że wolałaś słuchać nowych znajomych.
- To nie tak! Obie wiemy, jak to wyglądało. Nagle znikąd pojawił się Sean i Ty również się zmieniłaś. Nie spędzałyśmy ze sobą tak wiele czasu jak dawniej, wciąż gdzieś z nim łaziłaś. Co miałam zrobić?

- Zdaję sobie sprawę z tego, że też nie byłam wobec Ciebie fair. Zakochałam się w nim i był dla mnie najważniejszy. Zwariowałam i totalnie mną zawładnął. Jednak nie odtrąciłam Cię od siebie, Jenna! Przypomnij sobie, ile razy przychodziłam do Ciebie i chciałam porozmawiać, co? Spławiałaś mnie i zamykałaś mi drzwi przed nosem, a ja i tak wracałam i prosiłam się o rozmowę. Miałaś mnie w dupie. To zabolało.
- Przyznaję, przesadziłam. Skoro chciałaś porozmawiać, mogłam Cię wysłuchać, ale byłam wkurzona! Przez niego wariowałaś, na dodatek Sean robi takie, a nie inne rzeczy, co jest niebezpieczne. Nie byłaś sobą.
- Wiem - schylam głowę i oddycham głęboko - Na szczęście to już za mną, Sean'a nie ma już w moim życiu.
- Dlaczego? Co się stało? - czuję jej dłoń na mojej i zbiera mi się na płacz - Chcę, żeby było między nami jak dawniej, Marisa. Tęsknię za Tobą i czuję, że brakuje czegoś w moim życiu. Przepraszam za wszystko.
- Ja też przepraszam - czuję łzy na policzkach, przytulam ją do siebie i pozwalam sobie na chwilę słabości. To były dla mnie piękne i zaraz ciężkie trzy miesiące. Miałam u boku chłopaka, w którym się zauroczyłam i nie widziałam poza nim świata, ale brakowało mi Jenny. Nie było babskich wieczorków, wypadów do kina czy zajadania się lodami o północy. Nie było piżama party, podrywania facetów w klubie i chlapania się w fontannie. Przebywałam z ludźmi, którzy byli ode mnie dużo starsi i nie w głowie były im głupoty. Sean nigdy nie pozwalał sobie na chwilę rozluźnienia, zawsze skupiony i gotowy do akcji. A ja potrzebowałam odrobiny szaleństwa, zabawy. Dla niego liczył się tylko interes, ja byłam tylko po to, aby mógł się zabawić - Tata rozdzielił mnie z Sean'em - pociągam nosem, ocieram policzki i biorę się w garść - Przyłapał mnie, jak wracałam od niego nad ranem i przekroczyłam już wszelkie pokłady jego cierpliwości. Zakazał mi się z nim spotykać i postanowił, że wyjdę za mąż - zaciskam usta, a Jenna patrzy na mnie zaskoczona - To szalony plan. Kto w tych czasach swata swoje dzieci, nie? - uśmiecham się przez łzy, ale Jenna jest poważna.

- J-jak to wychodzisz za mąż? Tak po prostu? Za kogo? - zadaje pytania, jednak nie wiem czy to zrozumie.
- Cóż, rodzice wybrali mi kandydata na męża. Ma na imię Justin, jest starszy o cztery lata i jego rodzice również postawili go przed faktem dokonanym. Ma trochę inną sytuacją, ale sam na to przystał.
- Nie wierzę w to, co słyszę! Wiem, że Twoi rodzice nienawidzą Sean'a, ale małżeństwo? To szalone!
- Też tak myślę. Właściwie i tak nie mam wyjścia. Po pierwsze, ojciec zagroził, że anuluje moją szkołę,
a wiesz, że to moje wielkie marzenie - Jenna kręci głową zrezygnowana, ale z pewnością jest to dla niej spory szok. Dla mnie też był - A po drugie, chyba przejrzałam na oczy. Zrozumiałam, że źle zrobiłam i moje zachowanie bardzo rozczarowało rodziców. Spotkałam starszego chłopaka, imponował mi i po prostu na niego poleciałam - wzruszam ramionami i samej jest mi potwornie głupio - Było minęło, już tego nie ma.
- Nie wiem, co powiedzieć. Poważnie! Zaskoczyłaś mnie tym jak cholera! W ogóle, jak się z tym czujesz?
- Dobrze. Justin jest świetny, polubiłam go, chociaż krótko się znamy. Mamy mało czasu, ślub w sobotę.
- W tę sobotę?! - Jenna piszczy i przykłada dłoń do ust, kiedy przytakuję - Ja pierdole! Mówisz serio?
- Tak. Rodzice tak zdecydowali, bo boją się, że wywinę jakiś numer. Wiesz, jacy oni są. Uparci jak diabli.
- Tak wiele mnie ominęło i jest mi z tego powodu przykro. Chciałabym odbudować naszą przyjaźń.
- Myślę, że da się z tym coś zrobić - mrugam okiem i przytulam ją do siebie - Tak bardzo tęskniłam.


Nazajutrz budzi mnie mama. Odkrywa kołdrę z mojego ciała i podpiera dłonie na biodrach. Co jest?!
- Wiesz, która godzina? - ziewam, przecieram twarz rękami i siadam - Dziesiąta! Justin czeka na dole.
- Co?! - zrywam się na równe nogi, biegnę do łazienki i zrzucam z siebie ciuchy. Biorę szybki prysznic, ogarniam twarz i wchodzę do pokoju. Raz dwa zakładam nową bieliznę i wybieram strój - Szybciej! - szepczę do siebie i myślę, w co powinnam się ubrać. To tylko wybieranie kwiatów, tak? Wcale nie muszę wyglądać elegancko, ale chwila! Justin zawsze wygląda dobrze jak diabli, więc nie mogę odstawać - Że też musiałam zaspać - burczę pod nosem i kompletuję strój. Z klasą, ale na luzie - To jest to! - uśmiecham się, przebieram i rozczesuję włosy. W biegu chwytam torebkę, szpilki i zbiegam na dół. Justin siedzi na kanapie, pije kawę i gawędzi z moim tatą - Cześć - wpadam zdyszana do salonu, a wszystkie oczy kierują się na mnie - Przepraszam, zaspałam - patrzę na niego oczami szczeniaka, a ojciec karci mnie spojrzeniem. 

- Nic się nie stało - Justin 
odkłada filiżankę, podnosi się i podchodzi do mnie. Uśmiecha się chytrze, odgarnia kosmyk moich wciąż wilgotnych włosów i całuje w czoło - Nie umawialiśmy się na konkretną godziną, to ja zawiniłem. Sądziłem, że już wstałaś. Powinienem był wcześniej zadzwonić. Wybacz, mój błąd.
- Daj spokój - macham dłonią i zakładam szpilki - Idziemy? - przytakuje, biorę go za rękę, a drugą macham rodzicom na pożegnanie. Kiedy opuszczamy dom, oddycham z ulgą - Rany! Myślałam, że zabiją mnie spojrzeniem - Justin prycha rozbawiony i otwiera dla mnie drzwi - Od zawsze byli wymagający.
- Cóż, mają tylko Ciebie - zamyka drzwi, siada za kierownicą i zapina pas. Wyjeżdża z podjazdu mojego domu i włącza się do ruchu - Mam nadzieję, że z tymi kwiatami pójdzie szybko i będziemy mogli się ulotnić.
- Ulotnić? Dokąd? - unoszę brew, ale jestem tego niezmiernie ciekawa - Masz jakieś konkretne plany?
- Może tak, może nie? Kto to wie, maleńka? - wzrusza ramionami i układa dłoń na moim udzie - Wyspałaś się?
- Średnio, położyłam się po drugiej w nocy. Ku mojemu zaskoczeniu, odwiedziła mnie moja przyjaciółka - Justin marszczy brwi i zachęca mnie, abym mówiła dalej - Nie rozmawiałyśmy od trzech miesięcy, nie akceptowała Sean'a jak większość moich znajomych. Jednak tęskniła, męczyła ją cała ta beznadziejna sytuacja i chciała przyjść do mnie już wcześniej, ale się bała. Znamy się od piątego roku życia.
- To szmat czasu! I jak przebiegła wasza rozmowa? Wszystko między wami już w porządku?
- Musimy nad tym jeszcze popracować, jednak na pewno będzie dobrze. Brakowało mi jej i byłam wściekła, że nagle odsunęła się ode mnie i wybrała bardziej popularne dzieciaki w szkole. Na dodatek rozdzielił nas chłopak, a dawno temu obiecałyśmy sobie, że to nigdy nie będzie miało miejsca.
- Przyjaźń to ważna rzecz i cieszę się, że Twoja przyjaciółka postanowiła do Ciebie przyjść. Będzie druhną?
- Och, nie wiem! - zaskakuje mnie, ale to jest myśl! - Myślisz, że się zgodzi? To nie za wcześnie?
- Za wcześnie? Przecież znasz ją piętnaście lat, mała! Jestem pewny, że chciałaby być Twoją druhną.
- Zapytam jej jak najszybciej. Była zachwycona pierścionkiem i moimi opowieściami o Tobie.
- Naprawdę? - oblizuje usta i chwyta moją dłoń, którą mocniej ściska - Były to dobre rzeczy, czy złe?
- Dobre, na razie! Złych jeszcze nie zrobiłeś i liczę na to, że nie zrobisz. Masz być grzecznym mężem. 



Justin POV: 
- Grzecznym mężem? - prawie krztuszę się śliną, kiedy Marisa wyskakuje z tym tekstem - Co to znaczy?

- Ty już dobrze wiesz co! - wystawia język i śmieje się ze mnie - Nie chcę przez Ciebie cierpieć, Justin.
- Nie będziesz - wzdycham, ale lepiej, żeby nie dowiedziała się o Lunie. Zabiłaby mnie i ojciec również!
- Cieszę się. Skoro mam zostać Twoją żoną, chyba zasługę na dobre traktowanie przez męża. Prawda?
- Prawda - uśmiecham się, cmokam jej dłoń i myślę nad tym, jak cholernie moje życie się zmieni.


Wybieramy kwiaty, Marisa ogląda je z zainteresowaniem i wącha prawie wszystkie! Chodzę za nią, marudzę i wzdycham, bo zaczyna mi się potwornie nudzić. Obrzuca mnie wymownym spojrzeniem i zachęca, abym jej w tym pomógł. Katuje mnie, a miałem cichą nadzieję, że pójdzie szybko i sprawnie. Naiwniak! Idzie to jak krew z nosa i im więcej kwiatów oglądamy, tym Marisie jest się ciężej zdecydować. Zaraz sfiksuję!
- Kochanie, długo jeszcze? - pytam, a organizatorka kręci głową - To tylko kwiaty, tak? Wybierz coś.
- To nie jest takie proste, okej? Zobacz, ile tutaj piękności! Jak mam się zdecydować na jeden rodzaj?
- Normalnie? Weź czerwone, niebieskie i fioletowe. Są ładne - wskazuję na jakieś chabazie obok siebie.
- Zwariowałeś?! Jakim cudem te kolory mają do siebie pasować? Przecież żrą się wzajemnie, nie widzisz?

- Nie? - wzruszam ramionami i oddycham głębiej - W porządku, które podobają Ci się najbardziej, hmm? - wskazuje na kremowe róże i fioletowe kwiatki z drobnymi listkami. Nie mam pojęcia, co to takiego, ale to mało ważne - Cudnie! Bierzemy je! - mrugam do organizatorki, biorę Marisę za rękę i opuszczamy budynek.
- Justin, oszalałeś?! - wyrywa się i próbuje uwolnić rękę z mojego uścisku - Nie zachowuj się w ten sposób!
- W jaki sposób? - odwracam się w jej stronę, przytulam do siebie i całuję w usta. Jest zaskoczona moim ruchem przez co mam przewagę - Mmm, to podoba mi się o wiele bardziej, niż wybieranie kwiatów.
- Jesteś stuknięty - Marisa wzdycha ciężko i przewraca oczami - Zachowałeś się niegrzecznie, wiesz?
- Poważnie? Dlaczego? Po prostu wybrałem kwiaty i sobie poszliśmy, tak? Co w tym niegrzecznego?
- Wszystko! Powinniśmy byli się pożegnać, wspólnie zdecydować i zapytać, co robić dalej.
- Wybacz, maleńka. Wybierałaś te kwiaty od dwóch godzin! Skoro podobały Ci się kremowe i fioletowe, zdecydowałem i problem z głowy, czyż nie? Dzięki temu mamy teraz czas dla siebie - poruszam brwiami i układam dłonie na jej seksownych pośladkach - Podobają mi się te jeansy, wiesz? Są cholernie seksowne - szepczę jej na ucho, całuję płatek i delikatnie przygryzam. Słyszę, jak gwałtownie wciąga powietrze i gdybym chciał, zaciągnąłbym ją do łóżka jeszcze przed ślubem - Jedźmy do mnie, odprężymy się trochę.
- J-Justin - odpycha mnie od siebie, ale wygląda cudownie z zaróżowionymi policzkami. Jest podniecona i dobrze o tym wiem! - Zachowuj się przywozicie - karci mnie jak dziecko, co wcale mi się nie podoba.
- Po prostu jestem spragniony, tak? Dlaczego jesteś taka oporna, Kotku? To i tak się stanie, za cztery dni.
- Wiem, ale chcę poczekać na tę chwilę. Zresztą, rozmawialiśmy już o tym, prawda? Uzgodniliśmy to.
- To prawda, ale wariuję - przeczesuję włosy i zaczynam się złościć. Niech to szlag! - Mam przy sobie zajebistą dziewczynę, a nic nie mogę zrobić. Nie mogę jej mieć, kochać się z nią. To nie brzmi dobrze.
- Nie chcę o tym rozmawiać, ten temat mnie męczy - odwraca się na pięcie i po prostu odchodzi. Żartuje sobie ze mnie?! Biegnę za nią, przytulam się do niej od tyłu i lekko unoszę - Co Ty wyprawiasz, do cholery?! - krzyczy i szybko rozgląda się czy nikt jej przypadkiem nie usłyszał - Justin, mówię do Ciebie! Puść mnie!
- Ciii, uspokój się - jednym ruchem biorę ją na ręce i idę w stronę samochodu - Nie złość się na mnie.
- Jak mam to niby zrobić, huh? Jesteś napalonym dupkiem, któremu ciężko wytrzymać bez seksu! Co z Tobą?

- Nic? Po prostu jestem facetem, Marisa! Uwielbiam seks, a teraz nie mogę go mieć. Jestem sfrustrowany.
- Więc weź się w garść i wytrzymaj, to chyba nic wielkiego? - unosi brew i przygląda mi się uważnie.
- Mylisz się, to coś bardzo wielkiego - burczę pod nosem, chociaż wiem, że nic nie wskóram. Całe szczęście, że Luna mi nie odmawia. Inaczej dostałbym kurwicy! - Dobra, koniec tego tematu. Co chcesz robić?
- Nie wiem - odpowiada niepewnie i schyla głowę. Jestem zły, a ona wcale mi nie pomaga.
- Co znowu, hmm? - stawiam ją przy samochodzie i otwieram drzwi - Powiedziałem coś nie tak?
- Nie, po prostu jesteś na mnie zły - bawi się palcami i nie patrzy na mnie. Niech to szlag, no!
- To nie tak - przecieram twarz rękami, ale muszę ją zrozumieć. Jest młodsza, na dodatek ledwo się znamy, a kobiety zawsze mają mnóstwo "za" i "przeciw". W tym przypadku "przeciw" przeważa - Wszystko jest w porządku, naprawdę - biorę jej głowę w dłonie i głaszczę policzki. Patrzy na mnie smutno i dopadają mnie pieprzone wyrzuty - Przepraszam, że tak na Ciebie naciskam. Powinienem wyluzować i spokojnie poczekać. Obiecuję, że to się już nie powtórzy - chcąc nie chcąc, pozostaje mi tylko moja słodka Luna.
- Dziękuję - uśmiecha się lekko, zamyka oczy i wtula w moje dłonie. Cholercia, jest naprawdę prześliczna.


Spędzam z Marisą większą część dnia. Jedziemy na małe zakupy, na obiad do restauracji i do jubilera. Wybieramy przepiękne obrączki i chociaż to nie moja bajka, jestem zachwycony własną. Zastanawiam się nawet nad tą moją dziwną ekscytacją, ale jest  szpanerska i zrobi wrażenie. O to właśnie chodziło!

Wchodzę do domu, rzucam kilka toreb z ciuchami na podłogę i zsuwam buty. Kiedy tylko pojawiam się w salonie, wita mnie w nim Luna. Zadzwoniłem do niej w drodze do domu i jak zawsze mnie nie zawiodła. Zjawiła się bez marudzenia, na dodatek wygląda jak pieprzone milion dolców! Ubrana w czarne body z siateczki, które kończy się aż pod szyją. Cwana bestia! Doskonale wie, co ma mnie działa i osiągnęła swój cel. Czuję, jak mój kutas budzi się do życia i kiwam palcem, aby do mnie podeszła. Robi to w taki sposób, aż zasycha mi w gardle. Moje ciało płonie, poddaje się jej i czeka, aż wreszcie się nim zajmie. Kiedy tylko staje przede mną, mrużę oczy. Wygląda obłędnie, a jej długie włosy opadają na ramiona i plecy. Chwytam ją za rękę, wchodzimy na górę i otwieram drzwi do mojej sypialni. Rozbieram się w ekspresowym tempie, zostawiam ją na moment i biorę szybki prysznic. Nie marnuję czasu na dokładne wycieranie i już stoję naprzeciwko niej. Oblizuję usta, sunę dłońmi po jej kuszącym, apetycznym ciele i odpinam body. Podciągam je do góry i dopiero teraz dostrzegam, że ma zaklejone sutki. Są to czarne nalepki, w kształcie kwiatuszków. Urocze! Uśmiecham się na ten widok, ale podniecają mnie do granic możliwości. Mam ochotę na dobry, ostry, mocny seks i wiem, że dzisiaj to dostanę. Nie myślę o mojej narzeczonej ani o tym, że właśnie robię coś, czego zabronił mi ojciec.






********************************************
Hello :)
Wow, dawno nie pisałam notki. Wyszłam z wprawy :P

Piszę ponieważ widzę wasze komentarze. Kilka osób wspominało o maratonie z ff, czy weekendzie. Jeśli chcecie mogę zrobić weekend. Dodam rozdziały w piątek, sobotę i niedzielę. Kto chętny ręka w górę :)


Kasia



8.1.17

Rozdział 9


Marisa POV:
Ponownie zostaję u Justina na noc, ale tym razem budzę się przy jego boku. Musiał przenieść mnie do swojej sypialni, bo nie pamiętam, abym sama tutaj przyszła. Zapewne zasnęłam przed telewizorem, ale to miłe z jego strony, że się o mnie zatroszczył. Uśmiecham się do siebie, przekręcam na bok i wsuwam rękę pod głowę. Patrzę na śpiącego Justina, ale wygląda jak słodki misio. Muszę przyznać sama przed sobą, że to naprawdę świetny chłopak. Przystojny, zabawny, szarmancki i dobrze wie, jak zrobić wrażenie na kobiecie. Jest zupełnym przeciwieństwem Sean'a, który ma w nosie dobre maniery. To typ cwaniaczka, któremu nikt nie może podskoczyć. Nie chce się ustatkować, zająć czymś legalnym, uczciwym. Woli robić te swoje brudne interesy i zadawać się z szemranym towarzystwem. Teraz, kiedy tak o tym myślę dziwię się sobie, że byłam z kimś takim. Rodzice mieli rację, Sean to nie chłopak dla mnie. To niesamowite, jak człowiek może nagle otworzyć oczy i zdać sobie sprawę z tego, że coś było dla niego nieodpowiednie. Dlaczego nie mogłam dostrzec tego wcześniej i oszczędzić sobie tylu kłótni z rodzicami? Byłam w niego zapatrzona i wtedy nic do mnie nie docierało. Wymykałam się do niego mimo szlabanu i zakazu rodziców. Zachowywałam się jak gówniara, której nie obchodzi nic innego, oprócz jednego człowieka, który i tak nie był tego wart.
- Hej, maleńka - słyszę cichy, zachrypnięty głos Justina i wracam na ziemię. Uśmiecham się do niego i całuję w policzek - Znowu wylądowałaś w moim łóżku, chyba czas się do tego przyzwyczaić - mruga zadziornie, jednym ruchem przekręca się i układa na moim ciele. Wstrzymuję oddech, ale bardzo mnie tym zaskoczył.
- Tak, chyba tak. W końcu za pięć dni będziemy małżeństwem - patrzy na mnie, jakby był zaskoczony.
- Wow! Spodziewałem się czegoś w stylu: "zapomnij, Ty chory zboczeńcu!". Zaskakujesz mnie, Kochanie.
- Lubię Cię zaskakiwać - mruczę pod nosem i sunę opuszkiem palca po jego ramieniu. Zdążyłam przyzwyczaić się do Justina, odrobinkę go już poznałam i myślę, że fajnie byłoby trochę z nim poflirtować.
- A ja lubię być zaskakiwany, wiesz? Może masz dla mnie jeszcze jakąś niespodziankę, hmm? Jestem otwarty na wszystko - porusza brwiami i doskonale wiem, co ma na myśli. Byłam w szoku, kiedy beztrosko powiedział, że doprowadził mnie do szaleństwa językiem. Żałowałam, że nic z tego nie zapamiętałam, bo z pewnością było to niesamowite przeżycie. Może czas się odważyć i to powtórzyć? - Hej, odleciałaś.
- Wybacz, zamyśliłam się - chrząkam i zawstydzam się. Idiotka! - Jaką chciałbyś dostać niespodziankę?
- Czy ja wiem - oblizuje usta, pochyla się i pociera nosem o mój - Może Ciebie? Całą? Dla mnie?
- Hmm, brzmi nieźle. Chyba mi się podoba - jego mina dosłownie mnie rozbraja. Gapi się, marszczy brwi i wygląda prze zabawnie. Sama nie wierzę, że to powiedziałam, ale raz się żyje! - Co chcesz zrobić?
- Nie chcesz iść na całość, tak? - przytakuję, a Justin uśmiecha się chytrze - W porządku, znam mnóstwo świetnych zabaw bez wkładania - och, boże! Zasłaniam twarz rękami, ale płonę w środku! - Nie wstydź się, już widziałem Cię nago i uwierz mi, był to niesamowicie podniecający widok - podnosi się, siada na piętach i jednym ruchem pozbywa się mojej, a właściwie swojej koszulki. Nie mam na sobie bielizny i widzę, jak ten widok działa na Justina - Mówiłem Ci to wcześniej, ale byłaś pijana więc powtórzę... jesteś piękna - o rany! Czuję coś ciepłego w brzuchu na jego słowa i jest to bardzo miłe uczucie - Skoro mam Twoją zgodę, odrobinkę się zmęczymy - mruga rozbawiony, zdejmuje z siebie bokserki i mogę obejrzeć go w całej okazałości. W moim ciele natychmiast wybucha tornado i próbuję zacisnąć nogi, bo podniecenie strzela w każdy nerw. Niestety nie mogę tego zrobić, ponieważ Justin wygodnie się między nimi ułożył - Nie zamykaj się przede mną, Skarbie. Jesteś cała moja - podpiera łokcie po bokach mojej głowy i czuję jego ciężar na sobie. Patrzę mu w oczy, które przepełnia pożądanie i nie wierzę, że to dzieje się naprawdę - Czujesz? - dociska się do mnie i muszę zacisnąć usta, bo doskonale czuję jego podniecenie na mojej kobiecości - To wszystko Twoja wina, właśnie tak kurewsko mocno Cię pragnę - te słowa to prawdziwa torpeda i sprawiają, że mam ochotę po prostu się z nim kochać. Tutaj, teraz, bez żadnych zahamowań i moich głupich zasad. Zamykam oczy, drapię jego plecy i podnoszę biodra do góry, aby czuć go jeszcze bliżej siebie - Och, tak! Zrób tak jeszcze raz - i robię. Ocieram się o niego, jęczę bezwstydnie i kompletnie się już nie hamuję. Justin wsuwa palce w moje włosy, przyszpila mnie do łóżka i porusza się zdecydowanie, pewnie, mocno. Mam ochotę krzyczeć, bo dobrze się na tym zna i doskonale wie, co robić. Doprowadza mnie do szaleństwa i pragnę go coraz bardziej - Podoba Ci się, prawda? - przytakuję, ale nic nie przejdzie mi teraz przez gardło - Widzisz? Jesteś taka uparta, a tak wiele Cię omija - szepcze cicho, zsuwa dłoń niżej i czuję ją na mojej łechtaczce. Pieści ją zachłannie, przenosi usta na mój sutek i przygryza go delikatnie. To mi wystarczy. Jestem zgubiona, dochodzę i napinam każdy mięsień w moim ciele. To, co czuję jest wręcz nie do opisania - Brawo, Kochanie - Justin całuje mnie czule, ale stanowczo. Porusza się jeszcze kilka razy, jego oddech przyśpiesza i czuję między nogami coś ciepłego.


Bierzemy wspólny prysznic, ale wcale nie jestem skrępowana. Wręcz przeciwnie, czuję jego dłonie na moich ramionach, masuje je delikatnie i wciera pachnący żel. Opieram dłonie o płytki, schylam głowę i oddaję się tej przyjemnej pieszczocie. Nie ma nic lepszego i mogłabym tak stać godzinami, byle tylko nie przestawał.
- Nie poznaję Cię - szepcze do mojego ucha i 
delikatnie przygryza płatek - Skąd taka nagła zmiana, hmm?
- Nie psuj nastroju, co? Tak mi teraz dobrze - mruczę cicho i bardziej podsuwam się pod jego dłonie.
- Mogę sprawić, że będzie Ci jeszcze lepiej - przytula się do mnie od tyłu, układa jedną dłoń na mojej piersi, a drugą wędruje w dół. Nim mam szansę zareagować, zaczyna mnie pieścić i znowu jestem zgubiona. Nawet nie protestuję, po prostu tego chcę - Tak chętnie oddajesz się w moje ręce. Podoba mi się to - czuję, jak się uśmiecha i ściska mój sutek - Czas na orgazm numer dwa, Skarbie - zamykam oczy i ponownie odlatuję.


Spędzamy czas w łóżku prawie do południa. Rozmawiamy, opowiadamy sobie śmieszne historie z naszego życia i bardziej się poznajemy. Justin ma świetne poczucie humoru, więc uśmiecham się przez cały czas. Kiedy jednak mówi o swoim kuzynie, który w dzieciństwie zamknął go w ciasnej spiżarni, robi mi się smutno. Dowiaduję się, że przez to wydarzenie Justin boi się małych, ciasnych pomieszczeń.

Po obiedzie, który zrobiliśmy wspólnie, wybieramy się na spacer nad zalew. Powiewa lekki wiaterek, a my trzymamy się za ręce i wyglądamy jak zakochana, szczęśliwa para. Rzeczywistość jest jednak nieco inna.
Lubię Justina, ale do miłości jeszcze daleka droga. Czy w ogóle mamy szansę na szczęście?
- Marisa? - słyszę znajomy głos i odwracam się za siebie. Jestem zaskoczona, ale nie spodziewałam się go tutaj, chociaż dobrze wiem, że jest właścicielem restauracji całkiem niedaleko - Ślicznie wyglądasz.
- Hej, dziękuję - uśmiecham się i niepewnie zerkam na Justina. Marszczy brwi i wpatruje się w Sean'a, który również przygląda mu się z zainteresowaniem - To Justin, mój n-narzeczony - jąkam się, bo brzmi to dość dziwnie - Justin, to jest Sean - przedstawiam ich sobie, ale mam ochotę stąd uciec. Krępująca sytuacja.
- Miło mi Cię poznać - Sean pierwszy wyciąga rękę i wita się z Justinem - Więc, to Ty jesteś przyszłym mężem mojej dziewczyny? - zakłada ręce na piersiach i uśmiecha się szeroko - Nie brzmi to zbyt dobrze.
- Tak, to ja. Z tego co wiem, Marisa nie jest już Twoją dziewczyną, prawda? Teraz jest związana ze mną.
- Wspominała o tym. Co zaskakujące i tak sobie myślę, jak do tego doszło, hmm? - mruży oczy i wlepia we mnie spojrzenie. Znam je, nigdy nie wróżyło nic dobrego - Skoro jesteś jego narzeczoną, musieliście się znać wcześniej, a wcześniej byłaś ze mną. Zdradzałaś mnie, złotko? - o cholera! - Jestem tego bardzo ciekawy.
- Nie, Marisa Cię nie zdradzała - Justin pierwszy zabiera głos i modlę się, aby ta rozmowa nie skończyła się latającymi pięściami. Znam możliwości Seana - Poznaliśmy się kilkanaście dni temu, więc to świeży związek.
- Moja dziewczyna mówiła, że jej rodzice ją do tego zmusili. Naprawdę chcesz brać w tym udział, stary?
- Nie zrozumiesz tego, to nieco skomplikowane. Decyzja zapadła i bierzemy ślub. Pogodziliśmy się z tym.
- Naprawdę? Gratuluję! Jednak nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale ja się z tym nie pogodziłem. Zabrałeś
mi dziewczynę - o nie! Zaczyna się! - Mam tak po prostu odpuścić i pozwolić jej za Ciebie wyjść?
- Nie zabrałem Ci jej, ona sama mnie wybrała - a to ciekawe! - Jestem dla niej lepszą opcją, sorry.
- No tak - Sean wzdycha i przykłada dłoń do serca - Grzeczny, ułożony, dobrze wychowany, lubiany chłopiec.
- Dobrze wychowany? Zgadza się. Lubiany? Zgadza się. Ułożony? Owszem. Ale grzecznym chłopcem nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę - mruga rozbawiony i przewraca oczami. Co to znaczy?
- Może wpadniecie dzisiaj do mojego klubu? Napijemy się, pogadamy? - co? Chyba sobie żartuje?
- To nie jest dobry pomysł - wtrącam się do rozmowy, ale idzie w złym kierunku - Mamy już plany na dzisiaj, zresztą wasza dwójka w jednym miejscu zwiastuje tylko problemy. Daj spokój, Sean. Proszę.
- Auć, zabolało! - kręci głową i patrzy na mnie smutno - Co ja takiego zrobiłem, hmm? Już nawet nie chcesz mnie widzieć, Marisa? Dlaczego? Przecież całkiem niedawno tak świetnie się ze mną bawiłaś i nie narzekałaś.
- Daruj sobie, okej? Co nazywasz dobrą zabawą? Jeżdżenie z Tobą do klientów i sprzedawanie prochów?
- Nie rozpędzaj się, maleńka - Sean mruży oczy i jego spojrzenie się zmienia. Oho! - Nie mów nic, czego mogłabyś pożałować. Oboje wiemy, że jesteś uroczo pyskata, ale nie zdradzaj moich sekretów.
- W porządku. Więc trzymaj się z daleka ode mnie i od Justina - chwytam go za rękę i pociągam za sobą. Opiera się, jakby chciał dodać coś od siebie, ale nie pozwalam mu na to - No chodź, Justin!
- Przecież idę! - burczy pod nosem i ogląda się za siebie - Ten Twój koleś to niezły przekręt, wiesz?
- Serio? Powiedz mi coś, czego nie wiem - wzdycham ciężko, Justin obejmuje mnie ramieniem i idziemy wzdłuż alejek - Wybacz, nie spodziewałam się tego, że możemy go spotkać. Ma tutaj swoją restaurację.
- Uważaj na niego, dobrze? Wyglądał na wkurzonego sytuacją i boję się, że może zrobić Ci krzywdę.
- To miłe z Twojej strony, ale wątpię, żeby posunął się tak daleko. Nigdy wcześniej tego nie zrobił.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz, dlatego powinnaś być ostrożna. Nie zapuszczaj się tutaj, dobrze?
- Dobrze - uśmiecham się, ale zadziwia mnie jego troska. Muszę przyznać, że to cholernie miłe uczucie.


Wieczorem po odprężającej, długiej kąpieli, przebieram się w wygodne dresowe spodnie i białą koszulkę. Wcinam płatki z mlekiem i oglądam mój ulubiony serial. Niestety moje lenistwo przerywa dzwonek telefonu.
- Marisa? - och, to Justin! - Chciałem Ci powiedzieć, że jutro musimy podjechać do kwiaciarni.
- Jasne, nie ma sprawy. To miłe, że chcesz uczestniczyć w takich... babskich sprawach. To urocze.
- W gruncie rzeczy nie mam wyboru. Dzwoniła mama i wręcz zmusiła mnie do tego. Stwierdziła, że muszę się w to "zaangażować", ponieważ jest to również mój ślub. Wiesz, jak bardzo obchodzą mnie te kwiaty?
- Wiem! - chichoczę i trochę mu współczuję - Biedny Justin, ale chyba jakoś dasz sobie z tym radę, co?
- Dam, jestem twardzielem, mała - prycha rozbawiony - Wiesz, że zostało już tylko pięć dni?
- Wiem i zaczyna mnie to poważnie przerażać. To wszystko dzieje się zbyt szybko i odrobinę się boję.
- Ja też. Nigdy nie miałem żony - och, serio? Dobrze wiedzieć! - Nawet nie wiem, jak to jest mieszkać z kobietą pod jednym dachem, prowadzić codzienne życie. Iść do pracy i grzecznie wracać do domu.
- Dla Twojej informacji, również nigdy nie miałam męża - słyszę, jak wzdycha z ulgą aż przewracam oczami - Jakoś sobie z tym poradzimy, prawda? Obyśmy tylko nie skakali sobie do gardeł, tego nie zniosę.
- Daj spokój! Dlaczego mielibyśmy to robić? Polubiliśmy się, poznamy się lepiej i będzie dobrze.
- Cieszę się, że tak do tego podchodzisz. Jesteś starszy, więc musisz stanąć na wysokości zdania - uśmiecham się do siebie, bo średnio to sobie wyobrażam - Pomogę Ci, nie martw się - przekręcam się na bok, ale nagle słyszę pukanie do drzwi - Poczekaj, ktoś puka - zasłaniam telefon i mówię ciche proszę. Do pokoju wchodzi ktoś, kogo w życiu bym się nie spodziewała i wbijam się w szok - M-muszę kończyć, mam gościa. Zdzwonimy się jutro, okej? Całuję - cmokam dwa razy i rozłączam się - Co Ty tutaj robisz? 

- Hej - mówi cicho, stoi na środku pokoju i bawi się palcami - Przepraszam, że jestem tutaj bez zapowiedzi, ale... - nie kończy, oddycha głęboko, a do moich oczu cisną się łzy. Czas na poważną rozmowę.






Obserwatorzy

Template made by Robyn Gleams