26.2.17

Rozdział 18

Justin POV:
Wparuję się w Anastasię, która dumnie stoi obok mojej żony i ma czelność z nią rozmawiać! Nie wiem skąd
się tutaj wzięła, ani skąd ma zaproszenie, jednak przekroczyła pewną granicę. Nie powinna tego robić.
- Zadam pytanie jeszcze raz, co tutaj robisz? - mówię ostro i natychmiast czuję dłoń Marisy na plecach.
- A jak myślisz, hmm? Zostałam zaproszona, to chyba oczywiste? Przyszłam z Lucasem, chyba mi wolno?
- Oczywiście, że Ci wolno. Nic mi do tego - prycham, ale nic nie wskóra - Nie spodziewałem się Ciebie.
- Domyślam się. Ja wiedziałam, że tutaj będziesz. Jak poszła rozmowa z Ringsem? Udało Ci się?
- Tak, udało mi się - Marisa wbija palce w moje plecy, uśmiecha się szeroko i chyba pod wpływem impulsu, mocno całuje mnie w usta. Mmm - A to za co, maleńka? - uśmiecham się czule i odgarniam kosmyk jej włosów.
- Jak to za co? Jestem z Ciebie bardzo dumna, wiesz? Wiedziałam, że sobie poradzisz - och, to miłe.
- Dziękuję - mrugam zadziornie i przyciągam ją do siebie. Anastasia patrzy na nas smutno i chociaż nie chcę, robi mi się jej żal - Cóż, miło było Cię zobaczyć. Baw się dobrze, porywam żonę na parkiet i uciekamy do domu. Do zobaczenia w przyszłym miesiącu - chwytam Marisę za rękę i dołączamy do kołyszących się par.
- Nie wiedziałam, że byliście razem - zaczyna cicho, a ja wbijam się w szok - Zagadała do mnie i wspomniała o mężczyźnie, który ją zostawił. Na początku nie wiedziałam, że chodzi o Ciebie. Zaskoczyła mnie.
- Naprawdę powiedziała Ci, że byliśmy razem? - Marisa patrzy na mnie i przytakuje głową - To bzdura, Kotku! Owszem, spotykaliśmy się przez pewien czas, ale to nie był związek. Ja nie bawię się w związki, chyba już o tym wiesz? - uderza mnie w ramię i przewraca oczami - Łączył nas tylko seks, nic więcej. Poniosło ją.
- Cholera, Justin! Czy z połową kobiet w Nowym Jorku łączył Cię tylko seks? Z iloma spałeś, hmm?
- To nie jest teraz ważne, Marisa. Jesteś moją żoną, tak? Jesteś dla mnie na pierwszym miejscu, reszta jest mało ważna - paplam bez sensu, ale nie chcę rozmawiać o moich byłych kobietach. Po co? Jaki w tym sens? Im mniej wie, tym lepiej - To przeszłość, skupmy się na nas - uśmiecham się, dotykam jej policzka i całuję czule.

Dochodzi dwudziesta i pora się zbierać do wyjścia. Jednak Marisa koniecznie musiała coś zjeść, bo ponoć "umierała z głodu". Jak odmówić głodnej kobiecie? No właśnie, nie ma opcji. Więc pozostaje mi cierpliwie czekać i patrzeć, jak właśnie pałaszuje ciasto. Wygląda jak mała, słodka dziewczynka, chociaż nią nie jest.
- Witam - podnoszę głowę i widzę przed sobą gościa z aparatem - Mogę zrobić Państwu zdjęcie?
- Oczywiście! - już uchylam usta, ale Marisa mnie wyprzedza. Wyciera usta serwetką, karci mnie spojrzeniem i przekręca się w moją stronę - Gotowy, Skarbie? - uśmiecha się promiennie, kapituluję i obejmuję ją.
- Bardzo dziękuję. Pojawi się jutro w czasopiśmie Enterprise. Życzę Państwu miłego wieczoru.
- Jesteś zbyt miła dla wszystkich, mała. Nie możesz ulegać każdemu, wiesz? Kiedyś ktoś to wykorzysta.
- Nie marudź - wystawia język, bierze torebkę i podnosi się - Idziemy? Mamy trzy godziny do podróży.
- Idziemy - chwytam ją za rękę, żegnam się z gospodarzem i wsiadamy do mojego samochodu.


W domu pakujemy się, chociaż Marisa zrobiła to już wcześniej. Niestety nie pomyślałem o tym i mam za
swoje! Szybko zbieram najpotrzebniejsze rzeczy i po dziesiątej jestem gotowy, czego nie mogę powiedzieć o mojej żonie! Niby się spakowała, ale wciąż dokłada i jej walizka jest olbrzymia! Co ona tam ma?
- Nie przesadzasz? - unoszę brew i opieram się ramieniem o futrynę - Lecimy tylko na dwa tygodnie, wiesz?
- Tylko?! Chyba aż! - przewraca oczami i wrzuca do torby kilka kosmetyków i czarne body. O cholera!
- Hej, podoba mi się to! - podchodzę do walizki i wyjmuję je. Przełykam ślinę, bo jest niesamowicie seksowne
i przezroczyste - Powiedz, że zabierasz je specjalnie dla mnie? Muszę Cię w tym zobaczyć, inaczej zwariuję!
- Jeśli będziesz grzeczny, zastanowię się nad tym - mruga rozbawiona i wraca do pakowania.
- Oczywiście, że nie będę - uśmiecham się chytrze i przytulam się do jej pleców - Na pewno nie przy Tobie.
- Jak to możliwe, że jesteś wiecznie napalony, co? Myślisz, że to powinno się leczyć? Jesteś niewyżyty!
- Jestem facetem, maleńka. Jedni mają większe potrzeby, inni mniejsze. Zaliczam się do tych pierwszych.

- Zauważyłam. Od samego początku nie możesz utrzymać rąk przy sobie - odpycha mnie pupą i sięga do szuflady - To też powinnam zabrać? - chwyta białe, koronkowe stringi i wiem już, że robi to specjalnie!
- Koniecznie - oblizuję usta i wyobrażam sobie ją w tych seksownych majtkach - Zedrę je z Ciebie.
- Zboczeniec. Chyba jednak zapiszę Cię na terapię dla uzależnionych od seksu - prycham rozbawiony, a moja dłoń ląduje na jej pośladku - Ej! Bolało, tak?! - oburza się i groźnie mruży oczy - Nie baw się w Grey'a.
- Pieprzyć Grey'a, Kotku! Jestem od niego dużo lepszy - poruszam brwiami i przyciągam ją do swojego ciała - Pokażę Ci to na Bora Bora, bądź gotowa - uchyla usta i patrzy na mnie zaskoczona. Bingo!




Marisa POV:
Na lotnisku jesteśmy kilka minut przed dwudziestą trzecią. Ludzi jest mało, panuje ogólny spokój, jednak jestem potwornie zaskoczona, kiedy Justin informuje mnie, że lecimy prywatnym samolotem jego ojca. Moja szczęka uderza o zimną podłogę, ale nie spodziewałam się czegoś takiego. Byłam pewna, że polecimy zwykłymi liniami, a tu proszę! Właśnie wchodzę do odpicowanego, mega zajebistego prywatnego odrzutowca. Wygląda jak z obrazka i nigdy w życiu nie widziałam czegoś tak luksusowego. Rozglądam się z zaciekawieniem, ale robi ogromne wrażenie. Cholercia! Musiał kosztować majątek, ale cóż to za problem dla mojego teścia?
- Zaraz startujemy, usiądźmy - Justin chwyta mnie za rękę i prowadzi na skórzane siedzenia.
- Nie mówiłeś wcześniej, że polecimy samolotem Twojego taty. Sądziłam, że to będą zwykłe linie.
- Chciałem zrobić Ci niespodziankę, zresztą to pomysł rodziców. Będziemy na miejscu trochę szybciej, chociaż lot i tak potrwa około czternastu godzin - o rany! - Powinniśmy być jutro w południe. Zapnij pas.
- Robi się, szefie - uśmiecham się, do środka wchodzi stewardessa i informuje nas, że startujemy.


Przesypiamy całą noc, budzimy się o dziesiątej i jemy  pyszne śniadanie. Nie mogę doczekać się, kiedy wreszcie będziemy na miejscu, ale pozostało nam zaledwie dwie godziny lotu. Nigdy nie byłam na Bora Bora i jestem podekscytowana. Widziałam zdjęcia w internecie i nie ukrywam, to miejsce to pieprzony raj na ziemi!
- Chcesz jeszcze kawy? - Justin sprowadza mnie do rzeczywistości i chętnie przytakuję głową - Proszę - nalewa trochę do mojej filiżanki, wgryza się w tost i klika w klawiaturę laptopa. Wygląda seksownie, kiedy skupia się na monitorze, marszczy brwi i oblizuje usta - Dostałem e-maila od ojca - och! - Napisał, że Rings zadzwonił do niego z samego rana z propozycją podpisania umowy - uśmiecham się szeroko, bo to świetna wiadomość! Trzeba będzie to uczcić - Przystał na warunki, które zaproponowałem mu na wczorajszym bankiecie i wspomniał również o Tobie - co? Marszczę brwi zaskoczona, ale nie bardzo rozumiem - Chce podpisać umowę ze mną, nie z ojcem i co ciekawe, zażyczył sobie, abyś towarzyszyła mi podczas spotkania - o kurwa!
- Dlaczego? Przecież w ogóle się nie znamy, widziałam go wczoraj po raz pierwszy. O co mu chodzi?
- Sądzę, że mu się spodobałaś - och, błagam! - Gapił się na Ciebie jak ciele na malowane wrota - burczy pod nosem i zaciska szczękę. A temu co? - Stary zboczeniec! 
Co on sobie myśli? Mógłby być Twoim ojcem! 
- Serio? Nie wyglądał wcale tak staro. Nie dałabym mu więcej niż czterdzieści pięć lat. Dobrze się trzyma.
- Ale ma nasrane w głowie jeśli sądzi, że może wymagać ode mnie czegoś takiego! Albo podpisuje umowę albo nie, krótka piłka. Na pewno nie pójdę tam z Tobą, żeby mógł zabijać Cię wzrokiem. Niech zapomni.
- Justin, przecież to nic wielkiego, wiesz? To ważny klient, Twój pierwszy! To dla mnie żaden problem.
- Może dla Ciebie nie, ale dla mnie tak! - podnosi głos i wraca do czytania. O co mu chodzi? - Pójdę tam sam.
- A jeśli od tego będzie zależała ta umowa, co wtedy? - unoszę brew i widzę jego spojrzenie. Jest zły! - No, co? To tylko spotkanie, a Ty robisz z tego aferę. Umowa jest najważniejsza, nie zapominaj o tym, Justin.
- Wiem i zrobię to po swojemu. Koniec tematu - kiwa palcem i nic więcej nie mówię. Nie chcę się kłócić.


Kiedy tylko docieramy na miejsce, przystaję zszokowana, otwieram szeroko oczy i przykładam dłoń do ust. To, co widzę wręcz zapiera dech w piersi i gapię się jak zaczarowana. Zdjęcia w internecie to mały pikuś! Widok na żywo praktycznie zwala z nóg! Nie wierzę, że spędzimy tutaj cudowne, dwa tygodnie! Żyć nie umierać.
- Idziemy? - Justin uśmiecha się szeroko i chwyta moją dłoń. Przed nami idzie chłopak, który taszczy nasze bagaże i zostawia nas w tyle - Chyba Ci się spodobało, co? Twoja mina mówi wszystko. Cieszę się.
- Tutaj jest przecudownie! Możemy już nigdy nie wracać do Nowego Jorku? - patrzę na niego oczami szczeniaka, wybucha śmiechem i prowadzi mnie do pomostu. Ciągnie się przed nami, a po bokach ustawione są urocze domki ze słomianymi dachami. Woda jest przejrzysta, niebieska i aż zaprasza, aby się w niej zanurzyć. Jestem zachwycona i nie mogę przestać się uśmiechać - Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, przysięgam!
- Ach, te kobiety. Tak niewiele potrzeba im do szczęścia - Justin przewraca oczami i prowadzi za chłopakiem. Nie jestem pewna czy to tak "niewiele", bo z pewnością to wszystko musiało kosztować majątek, ale nie zadręczam się tym - To nasz domek - pokazuje palcem po prawej stronie przy samym końcu - Spokój, cisza, woda i my. Podoba mi się to - porusza brwiami i chyba wiem, co chodzi mu po głowie. Napaleniec!
- Panie Hess - chłopak zwraca się do mojego męża i podaje mu klucz - Bagaże są już w środku.
- Dziękuję - chłopak dostaje sowity napiwek i wreszcie zostajemy we dwójkę. Wchodzimy do uroczego domku i natychmiast okręcam się dookoła - Jesteś szalona, wiesz? - przyciąga mnie do siebie i całuje w czoło.
- Zdarza mi się - zarzucam ręce na jego szyję i cmokam go w usta - Dziękuję, że mnie tutaj zabrałeś.
- Cóż, to pomysł rodziców. Oczywiście planowałem podróż poślubną, bo jakże mógłbym sobie ją odpuscić, prawda? - przewracam oczami, bo tylko jedno mu w głowie! - Jednak nie miałem konkretnego planu i mnie ubiegli. Mimo wszystko cieszę się, że miejsce przypadło Ci do gustu i jesteś zadowolona.
- Jestem szczęśliwa - szepczę cicho i naprawdę tak jest. Nie spodziewałam się, że to małżeństwo ma prawo się udać, skoro nie darzymy się miłością, ale jak na razie jest cudownie! - Oby już tak pozostało.
- Jeśli oboje się o to postaramy, na pewno będzie nam ze sobą dobrze. Musimy tylko tego chcieć.


Przebieram się w bikini i wręcz nie mogę doczekać się, aż wejdę do wody. Maszeruję przez pokój i docieram
do kolejnego. Przystaję zaskoczona, bo kawałek podłogi jest przeszklony i widać wodę. Prycham rozbawiona, ale to czyste szaleństwo! Ktoś miał niezłą wyobraźnię robiąc coś tak odjechanego. Podoba mi się.
- Naprawdę? - przekręcam głowę, bo nagle dociera do mnie kobiecy, piskliwy głos. Marszczę czoło zaskoczona, podchodzę do drzwi i uchylam je lekko. Na mostku siedzi Justin, popija koktajl, a obok niego jakaś blondynka. Co to za jedna? - Nie sądziłam, że jesteś żonaty. Szkoda, że tacy faceci się marnują - co takiego?!
- Dzięki - Justin uśmiecha się do niej przez co czuję w brzuchu dziwny uścisk - Jestem żonaty zaledwie od trzech dni, kiedyś trzeba się ustatkować. Jestem dorosłym facetem, posiadanie żony to całkiem fajna sprawa.
- Szkoda, że mój mąż tak nie myśli. Po roku małżeństwa po prostu się mną znudził i wybrał inną kobietę.
- Poważnie?! Co z niego za facet, skoro odtrącił tak uroczą istotę? - zaciskam dłonie w pięści, ale nie podoba mi się ta rozmowa. Dlaczego ją komplementuje? - Jeszcze będzie żałował i przybiegnie na kolanach.
- Sama nie wiem. Niby jesteśmy tutaj, aby ratować nasze małżeństwo. Kto wie, co z tego wyjdzie - przysuwa się do niego, układa dłoń na jego plecach i seksownie oblizuje usta. Czy ona właśnie podrywa mojego męża, mając własnego? - Jeśli pewnego dnia będziesz się nudził, wpadnij do mnie. Na pewno znajdziemy sobie świetne zajęcie - opada mi szczęka i mam dość podsłuchiwania. Muszę przerwać ten pieprzony cyrk.
- Dziękuję za propozycję, złociutka - posyła jej firmowy, uwodzicielski uśmieszek, a ja czuję się ja idiotka. 






19.2.17

Rozdział 17

Nie odwzajemniam uścisku Anastasii, ponieważ na korytarzu są kamery i muszę trzymać ręce przy sobie.
- Świetnie wyglądasz - lustruje mnie wzorkiem i oblizuje usta - Niedawno wróciłam z Berlina, gdzie byłam w delegacji. Może spotkamy się na drinka i nadrobimy ten stracony czas? Masz dzisiaj chwilę? Tęskniłam.
- Naprawdę? - prycham rozbawiony i zakładam ręce na piersiach - To ciekawe biorąc pod uwagę brak wiadomości nie mówiąc o rozmowie. Czy milczenie to jakiś nowy rodzaj okazywania tęsknoty?
- Wybacz, miałam sporo pracy i tak jakoś wyszło. Nie martw się, wszystko Ci wynagrodzę. Może być?
- Nie, nie może. 
Skoro dopiero wróciłaś, zapewne nie dotarły do Ciebie nowe wiadomości, prawda? - kręci przecząco głową i patrzy na mnie zaskoczona - W sobotę wziąłem ślub - uchyla usta i nawet nie mruga, auć! 
- A-ale jak to ślub, Justin? Ty? Przecież nie jesteś taki, lubisz się bawić! Co się stało, Skarbie? Wpadłeś?
- Wyobraź sobie, że nie. Po prostu się zakochałem - mrugam do niej, chociaż kłamię - Tak wyszło.
- Przecież nie widzieliśmy się zaledwie miesiąc! Chcesz mi powiedzieć, że tak nagle się zakochałeś?
- Tak, właśnie to chcę Ci powiedzieć. Tak bywa. Mam cudowną żonę i jestem szczęśliwym człowiekiem.
- Nie wierzę! - uśmiecha się z kpiną i kręci głową zrezygnowana - Kto bierze ślub po miesiącu znajomości?
- Ja? - wzruszam ramionami, ale chciałbym mieć ten miesiąc - Przykro mi, złotko. Nic z tego nie będzie.
- Jestem zaskoczona, czegoś takiego na pewno się nie spodziewałam. Myślałam, że nam wyjdzie. Obiecałeś!
- Przepraszam - mam ochotę strzelić sobie w twarz, bo faktycznie przed jej wyjazdem obiecałem, że poczekam. Jednak dobrze się bawiłem, pieprzyłem Lunę i nie myślałem o Anie - Kiepsko wyszło.
- Bardzo! Spotykaliśmy się przez pewien czas, musiałam wyjechać, a Ty nie marnowałeś czasu, co?
- Ana, to nie jest rozmowa na teraz, tak? Śpieszę się, poza tym wcale nie muszę Ci się tłumaczyć.
- Doprawdy? Ja uważam inaczej! Zwodziłeś mnie, czarowałeś, żeby potem porzucić i pobiec do następnej?
- Od samego początku wiedziałaś, jaki jestem - zaciskam szczękę, a złość już przejmuje kontrolę nad moim ciałem - Akceptowałaś to, a wcale nie musiałaś. Nie możesz mieć teraz do mnie żalu, bo postawiłem sprawę jasno! Nie udawaj wielce zranionej, ponieważ nie mieliśmy kontaktu przez miesiąc, a to sporo czasu.
- Owszem, akceptowałam, bo miałam nadzieję, że po moim powrocie zostanę Twoją dziewczyną - co?!
- Wybacz, jednak nic takiego nie miałoby miejsca. Lubię Cię, ale na tym wszystko się skończy. Proste.
- Proste? Może dla Ciebie! Właśnie taki jesteś? Tak traktujesz każdą kobietę? Jesteś świnią, Justin!
- Uspokój się! - mrużę oczy i wystawiam palec - Uważaj na słowa i ton, moja droga. Nie wiem, czy zostałaś już poinformowana, ale jestem Prezesem w tej firmie, a jest to firma mojego ojca. Nie rozpędzaj się, słodziutka. Wróciłaś, zajmij się swoimi obowiązkami, nie mną - odwracam się, drzwi windy rozsuwają się i wsiadam do środka. Nie patrzę na nią, ponieważ nie mam nic więcej do dodania. Ana to przeszłość.

Jadę do Marisy, na szczęście omijam korki, ale niestety w mojej głowie wciąż siedzi Ana. Nasza rozmowa nie przebiegła tak, jak tego oczekiwałem, chociaż właściwie sam nie jestem pewny, czego oczekiwałem. Że mnie zrozumie? To nie ten typ kobiety. Zawsze uwielbiała, kiedy poświęcałem jej mnóstwo uwagi, adorowałem, komplementowałem. Wkręciła się w naszą znajomość, ale dla mnie była po prostu jedną z wielu. Nie zależało mi na niej, chociaż dobrze się razem bawiliśmy. Taki już jestem, a raczej byłem. Liczyła się dla mnie dobra zabawa, lecz zero zobowiązań. Nie chciałem się z nikim wiązać, ograniczać się. Jednak żadnej z kobiet, z którymi byłem w łóżku nie traktowałem przedmiotowo. Zawsze mówiłem wprost, czego oczekuję, a one same się na to godziły. Do niczego ich nie zmuszałem. Miały pełną świadomość tego, że następnego dnia nie przybiegnę do nich z bukietem kwiatów, nie uklęknę i nie wyznam miłości. Stawiałem sprawę jasno i każda o tym wiedziała. Byłem szczery. Nie chciałem, żeby cokolwiek pozostało niewyjaśnione. Aż nagle Luna budzi się i mówi, że się we mnie zakochała. Anastasia wraca z Berlina i oświadcza, że liczyła na "coś" więcej. Co to ma kurwa być?! Zlot "ex" dziewczyn? Teraz, kiedy się ożeniłem nie chcę, aby cokolwiek to popsuło. Lubię Marisę i nie chciałbym, żeby z mojego powodu czuła się źle. To przeszłość, którą w sobotę zostawiłem za sobą.


Jak zwykle w drzwiach wita mnie Chloe. Uśmiecha się radośnie, przytula mnie i całuje w policzki.
- Miło Cię widzieć, Kochanie - zaprasza mnie do środka, przechodzimy do salonu w którym czeka Paul i ściska moją dłoń - Marisa już prawie wszystko spakowała, zamówiliśmy transport, który przewiezie jej rzeczy.
- Sam powinienem się tym zająć, ale Marisie zależało na czasie, a ja musiałem porozmawiać z ojcem.
- Nic się nie stało, Justin. Pomogliśmy naszej kruszynie, od tego jesteśmy. Nie martw się o to.
- Słyszałem, że dzisiaj wybieracie się na bankiet oraz wyjeżdżacie w nocy w podróż poślubną.
- Tak, dostaliśmy prezent od moich rodziców. Niestety bankiet nie może mnie ominąć, taka praca.
- Och, jesteś! - Marisa wpada do salonu, a ja uchylam usta. Ma na sobie króciutkie szorty i top, który kończy się zaraz pod biustem. Jej nogi są bose, a brzuch aż prosi, aby go pogłaskać i popieścić. Jest kurewsko śliczna - Jak poszło? - podchodzi i cmoka mnie w usta. Modlę się, żeby mój kutas na to nie zareagował.
- W porządku. Rozmawiałem z ojcem, zabrałem dokumenty i przyjechałem Ci pomóc. Jak Ci idzie?
- Praktycznie jestem spakowana, czekam tylko na samochód. Chodź - pociąga mnie za dłoń, macha do rodziców i wchodzimy po schodach - Więc, Hugo jest zainteresowany Jenną? - pyta i zamyka drzwi.
- Tak. Spodobała mu się na weselu i wspomniał, że jest sympatyczna. A Ty co o tym myślisz?
- Najważniejsze, żeby Jenna była szczęśliwa. Jej poprzedni chłopak ją zdradzał, świnia z niego - przewraca oczami i patrzy na mnie podejrzanie - Jeśli Tobie wpadnie do głowy coś takiego, urwę Ci jaja. Zapamiętaj.
- Jezu, Skarbie! Co w Ciebie wstąpiło? - przyciągam ją do siebie i przytulam - Jesteś bojowa nastawiona.
- Pocałuj mnie - nadstawia usta, ale nie czekam na nic. Składam na nich czułego i namiętnego całusa.

Całe popołudnie spędzamy na rozpakowywaniu Marisy. Zajmuje większość mojej przestronnej garderoby i burzy mój idealny porządek. Kręcę głową i przyglądam się temu, jak z męskiego wystroju robi się bardziej kobieco. Przeważają kolory, różne materiały i fasony. Żegnaj mój męski, poukładany świecie!

Po obiedzie wygodnie rozkładam się na kanapie w salonie, a Marisa próbuje dobrać sukienkę na bankiet.
- Ta czy ta? - przykłada do siebie raz jedną, raz drugą sukienkę - Nie mogę się zdecydować.
- Czerwona, pasuje do Ciebie ten kolor - leniwie drapię się po brzuchu i ziewam - Wcale nie chcę tam iść.
- Wiem, ale nie masz innego wyjścia więc jakoś sobie z tym poradzisz. A może będzie całkiem fajnie?
- Nie licz na to, słodziutka. Takie bankiety to nudna sprawa. Na dodatek będzie tam nasz przyszły klient, któremu muszę wejść w tyłek i przedstawić nasze warunki. Nie wiem jak, ale musi mi się udać.
- Użyj swojego uroku osobistego - wzrusza ramionami, jakby to było takie proste! - Zawsze działa.
- Chyba na Ciebie - uśmiecham się chytrze, a Marisa się zawstydza - Na starego dziada raczej nie podziała.
- Wierzę w Ciebie, mężu. Jestem pewna, że przekonasz go do podpisania umowy i tata będzie dumny.
- Tsa! - przecieram twarz rękami, ale mam zamiar walczyć jak lew! - Oby nie był upierdliwy i marudny, bo wyjdę z siebie i stanę obok - burczę wkurzony, a Marisa ma ze mnie ubaw, bo chichocze jak dziecko - Bawi Cię to? - unoszę brew i mrużę oczy. Kiwam palcem, aby do mnie podeszła, jednak nie robi tego i wystawia język - Tak chcesz się bawić, maleńka? - siada na kanapie naprzeciwko mnie, opiera nogi o stolik i rozchyla je. No rzesz kurwa! Co się z nią stało? Kusi mnie, a wciąż ma na sobie te seksowne szorty - Chodź do mnie.

- Dlaczego miałabym to zrobić? - wbija zęby w wargę, sunie dłonią po udzie i uśmiecha się seksownie.
- Justin, jesteś?! - ku mojemu zaskoczeniu po domu roznosi się głos mojego przyjaciela i mocne trzaśnięcie drzwiami. Marisa zrywa się i grzecznie siada, myślałby kto! - O, jesteś! - w salonie pojawia się Hugo, cmoka moją żonę na powitanie i siada obok mnie - To dla was - rzuca gazetę na stolik i kiwa na nią głową - Piszą o was - świetnie! Jeszcze tylko tego brakowało - Kupiłem dzisiaj, świeżutka! I jakie piękne zdjęcie wybrali.
- Nie nabijaj się - posyłam mu mordercze spojrzenie, ale szczery się jak debil. Wzdycham ciężko i biorę gazetę do ręki. Szukam odpowiedniej strony i wreszcie natrafiam na artykuł o naszym ślubie. Faktycznie widnieje nasze zdjęcie, pewnie zrobione przez papsa, którego ojciec zaprosił bez mojej zgody i wiedzy.
- Pokaż - Marisa siada obok mnie i przytula się do mojego ramienia - Hmm, przeczytasz co piszą?



Stało się!Przystojny syn szefa światowej firmy w branży ropy naftowej Hess Corporation, ożenił się w sobotę. Jego wybranką jest Marisa Tomei, dwudziestoletnia piękność, córka znanej Pani psycholog sądowej, Chloe Tomei.
Ślub odbył się w "Castle in the glass", zamku, który zarezerwowany jest wyłącznie dla wyjątkowych, cenionych ludzi. Zaproszono ponad dwieście pięćdziesiąt gości, a zabawa trwała do samego rana.

Jak wszyscy wiemy, zapewne wiele damskich serc właśnie pękło. Syn Marcusa Hess'a był świetną partią na męża, jednak właśnie ta partia została złowiona i usidlona. Trzymajcie się dzielnie, drogie panie!

W zaufanym gronie jest to jednak spory szok. Justin Drew Hess to niezły podrywacz i imprezowicz. Wiele razy pisaliśmy o jego nocnych zabawach i opuszczaniu klubu w stanie upojenia. Czy śliczna Marisa będzie w stanie zmienić stare przyzwyczajenia swojego męża? Zobaczymy!
 


Życzymy dużo szczęścia. Redakcja TMM, New York. 


 - Doprawdy, zacny artykuł! - rzucam gazetę, aż spada ze stolika. Podnoszę się, przeczesuję włosy, ale jestem wściekły! - Zrobili ze mnie dziwkarza! Jakim prawem napisali coś tak głupiego?! Mogę ich sądzić!
- Nie możesz, stary! Za co? Za wzmiankę o waszym ślubie i o Twoim dawnym życiu? Daj spokój, wyluzuj.
- Gówno o mnie wiedzą! Na dodatek teraz ojciec zrobił mnie Prezesem i papsy będą patrzeć mi na ręce!
- No niestety tak może być. Mnie też obsmarowali wiele razy, ale chrzanić to! To byle jaka gazeta!
- Pieprzę to! Nie chcę trafić nawet do takiej. To wszystko przez pojebane pomysły ojca. Wykończy mnie!
- Nie bierz tego do siebie, Justin. Nic wielkiego nie napisali, po co przejmować się czymś takim?
- W jednym artykule napisali o mojej żonie, o moim dawnym życiu i na deser o tym, że ponoć złamałem damskie serca. Kto to pisał? Jakiś dzieciak? - prycham z kpiną, a w środku dosłownie płonę ze złości.
- Faktycznie, może nie poskładali tego najlepiej. Po prostu to olej. Musisz się na to uodpornić i tyle.
- Prędzej wparuję do tej parszywej redakcji i zrobię awanturę temu, kto napisał ten beznadziejny tekst.
- Kochanie - Marisa podnosi się i podchodzi do mnie. Kręci głową i układa dłoń na moim ramieniu - Nic się nie stało, tak? To tylko głupi artykuł, Hugo ma rację. Nie denerwuj się przez coś takiego. Nie warto.
- Żeby to było takie proste, chętnie bym się nie przejmował. Ale nie chcę, żeby pisali o Tobie, rozumiesz?
- Rozumiem, jednak jestem Twoją żoną, czyż nie? Skoro interesują się Tobą, będą interesować się mną.
- I właśnie to mnie dziwi. Do tej pory pisali bardzo mało, a teraz czuję, że dopiero się rozkręcają.
- Więc nie dawaj im powodów do tego, aby o Tobie pisali - Hugo mruga okiem i uśmiecha się szeroko.
- Masz tak głupią minę, jakbyś powiedział coś mądrego - przewracam oczami i dostaję w ramię od Marisy.
- Prawda jest taka, że Hugo powiedział coś mądrego, Justin - co takiego? - Jeśli nic ciekawego nie będzie działo się w Twoim życiu, odpuszczą i dadzą Ci święty spokój. To proste. Nie damy im żadnych newsów.
- Jesteś taka naiwna, Skarbie - przytulam ją do siebie i całuję w głowę. Czuję, że będą z tego kłopoty.

Zapominam o incydencie z gazetą i skupiam uwagę na bankiecie. Zdążyłem wypić dwa drinki i mój humor się poprawia. Spoglądam na Marisę, która wygląda obłędnie w czerwonej sukience z głębokim dekoltem i widzę, jak inni mężczyźni lustrują ją wzorkiem. Nie podoba mi się to, tym bardziej, że nawet się z tym nie kryją!
- Wiesz, że przyciągasz do siebie innych facetów jak muchy? Wciąż się na Ciebie gapią. To ta sukienka.
- Cóż, sam ją wybrałeś, prawda? - unosi brew i posyła mi zadziorny uśmieszek - Mogłeś wybrać białą.
- Och, serio? Miała tak samo głęboki dekolt jak ta. Zdecydowanie powinnaś była założyć dzisiaj golf.
- Jesteś taki zabawny, wiesz? - obejmuje mnie w pasie i pociera nosem o mój - Jesteś zazdrosny, Skarbie?
- Zazdrosny? - marszczę czoło i zastanawiam się nad jej słowami. Czy jestem zazdrosny? Hmm, sam nie wiem! Owszem, czuję dziwny uścisk w brzuchu, kiedy każdy facet ślini się na jej widok, ale przecież ja nie bywam zazdrosny! To nie w moim stylu. Więc jeśli to nie zazdrość, to co? - Może odrobinkę? Dziwi Cię to?
- Nie - wzrusza ramionami i upija łyk szampana - To nawet urocze i miłe. To dobrze rokuje na przyszłość.
- Justin - przekręcam głowę i obrzucam spojrzeniem mężczyznę, który wyrasta przed nami. Nie znam gościa! - Jestem Thomas Rings - och! Fagas, któremu mam wejść w tyłek. Nie dosłownie oczywiście! - Ojciec mi o Tobie opowiadał - wystawia dłoń, zmieniam nastawienie i ściskam ją stanowczo - A ta piękna Pani to?
- To moja żona, Marisa - przedstawiam ich sobie i kulturalnie, po dżentelmeńsku całuje dłoń mojej żony.
- Marcus wspominał, że wziąłeś ślub w sobotę. Wszystko najlepszego na nowej drodze dla was, kochani.
- Dziękujemy - Marisa uśmiecha się uroczo, a facet nie może oderwać od niej wzroku. To są jakieś żarty!
- Kochanie, zaraz wracam. Muszę porozmawiać z Panem Thomasem - cmokam ją w czoło i zostawiam samą.



Marisa POV: 
Biorę lampkę z szampanem i podchodzę do sceny. Czarnoskóra kobieta śpiewa o zachodzącym słońcu i złamanym sercu. Jednak jej głos jest przyjemny, kojący i miło się jej słucha. Upijam łyk pysznego szampana i kołyszę się do rytmu. Jest mnóstwo ludzi, którzy rozmawiają ze sobą, śmieją się i piją. Trzymam kciuki za Justina i liczę na to, że pójdzie z górki. Chcę, żeby jego ojciec był z niego dumny i chcę, żeby Justin udowodnił, że jest twardą sztuką i tak łatwo się nie podda. Może łatwo nie będzie, ale warto spróbować.
- Witaj - moje rozmyślenia przerywa kobiecy głos. Przekręcam głowę i dostrzegam obok siebie wyższą ode mnie, piękną kobietę. Ma niesamowite, ciemne oczy i wygląda na pewną siebie - Jestem Anastasia.
- Marisa, miło Cię poznać - uśmiecham się i ściskam jej dłoń - Też przyszłaś z mężem i trochę się nudzisz?
- Nie, jestem z kolegą. Skoro wspomniałaś o mężu, gdzie go zgubiłaś? Nie powinien zostawiać tak pięknej kobiety samej - o, cholera! Zaskakują mnie jej słowa, mruga okiem i upija łyk szampana.
- Musiał porozmawiać z pewnym człowiekiem, ważna sprawa. Niedługo powinien być z powrotem.
- Chyba niedawno wzięliście ślub, jeśli się nie mylę. Czytałam dzisiaj o tym artykuł w gazecie.
- Tak, ślub odbył się w sobotę. Nie rozumiem, dlaczego napisali o tym w gazecie, bo to nic wielkiego.
- Twój mąż to syn człowieka, który jest szefem firmy naftowej. Mają oddziały na całym świecie, zajmują się wydobywaniem ropy, transportem i sprzedażą - opada mi szczęka, ale nawet tego nie wiedziałam! - Wiem, co mówię. Pracuję w Hess Corporation - że co?! - Po Twojej minie wnioskuję, że Cię zaskoczyłam.
- Potwornie! Nie wiedziałam o tym, wybacz. Mało wiem o firmie teścia, nie interesuję się tym tematem.
- Rozumiem Cię, też się nie interesowałam do czasu, aż zaczęłam tam pracować. To ciekawe zajęcie, można podróżować po świecie. Właśnie wróciłam z Berlina, byłam tam w delegacji - cholera, czuję się jak dziecko! Stoję obok kobiety, która wygląda obłędnie, na dodatek pracuje w światowej firmie i zapewne ma ogromną wiedzę! Ja ledwo skończyłam szkołę i to z lekkim poślizgiem przez moje własne lenistwo i zaczynam studia w październiku. Sporo nas dzieli - Zanim wyjechałam, zostawiłam tutaj chłopaka. Liczyłam, że po powrocie nasz związek rozkwitnie, ale dowiedziałam się, że ma kogoś innego - schyla głowę i obraca w dłoni kieliszek.
- Przykro mi. Jesteś piękną kobietą, nie zasługiwał na Ciebie. Nie warto za takim płakać, uwierz mi.
- Wiem, ale zależało mi na nim - wzdycha i nerwowo przeczesuje swoje długie włosy - Zranił mnie.
- Marisa! - naszą rozmowę przerywa głos Justina. Zjawia się obok, chwyta mnie pod ramię i wręcz zabija Anastasię wzrokiem. Gapię się na nich i jestem lekko zdezorientowana - Co Ty tutaj kurwa robisz, huh?
- Rozmawiam z Twoją żoną, Kochanie - uśmiecha się złośliwie, a do mnie docierają fakty. Czy ona miała na myśli mojego męża?! Uchylam usta zszokowana i nie wierzę w to, co się tutaj wyprawia!





12.2.17

Rozdział 16

Justin POV:
W kuchni panuje idealna cisza i bardzo staram się uspokoić. To trudne, bo jedyne o czym właśnie marzę to przyjebanie własnemu ojcu i pokazaniu mu, jak bardzo się kurwa myli. Mam dwadzieścia cztery lata, a on wmawia mi, że ma nade mną władzę?! Już ja mu pokażę, gdzie może sobie wsadzić tę swoją władzę!
- Nie patrz na mnie tak, jakbyś chciał mnie zabić, synu. Sytuacja jest jasna, tak? Pora dorosnąć, zasiąść w zarządzie i poświęcić trochę czasu rodzinnej firmie. Kiedyś to Ty będziesz jej właścicielem - mam ochotę wygarnąć mu, żeby wsadził sobie w dupę firmę, ale do kuchni wchodzi Marisa. Patrzy na mnie zaniepokojona i oblizuje usta - Och, moja synowa. Witaj, Kochanie - ojciec przykleja na twarz uśmiech, podchodzi do niej i ściska ją na powitanie. A to kurwa perfidny aktor! - Pięknie wyglądasz, małżeństwo Ci służy.
- Dziękuję - zawstydza się, uwalnia z jego objęć i staje przede mną - Jak idzie Ci robienie kawy, Skarbie?
- Już skończyłem - chrząkam i układam dłoń na jej plecach - Zagadałem się z tatą, wybacz - biorę filiżanki, kładę na tacy i wszyscy wracamy do salonu. Mam dość rozmowy z ojcem na długi czas - Proszę, mamo. Przepraszam, że trwało to tak długo. Rozmawiałem z tatą o waszej niespodziance. To miłe, dziękujemy.
- Tak, wspomniałam już Marisie i bardzo się ucieszyła - chociaż tyle dobrego! - Tata wspomniał o bankiecie?
- Tak - burczę pod nosem i siadam obok żony, która chyba nie ma o niczym pojęcia - O której godzinie?
- Zaczyna się o osiemnastej, ale wypadałoby się spóźnić i pojawić z lekkim zamieszaniem - och, boże!
- Nie wiem, po co ten cyrk, ale w porządku. Pojawimy się na tym bankiecie, jeśli to ważne dla firmy.
- Podoba mi się Twoje podejście - ojciec uśmiecha się i zakłada nogę na nogę - Porozmawiasz z Thomasem Ringsem, szefem R&N. Przedstawisz mu naszą propozycję odnośnie współpracy. Jutro przyjedź do firmy, dam Ci papiery i zmień tą posępną minę! Ożeniłeś się! - klaszcze w dłonie, a moja chęć walnięcia go potęguje się. Najchętniej już teraz poleciałbym na pieprzone Bora Bora i korzystał ze świętego spokoju!


Poniedziałek budzi mnie deszczem, który głośnym stukaniem wali w parapet. Przecieram twarz rękami, ziewam i spoglądam w bok. Niestety Marisy nie ma, co trochę mnie zaskakuje. Jest dopiero dziewiąta rano i myślę, gdzież ona się podziała? Podnoszę się z łóżka, schodzę na dół i rozglądam się.
- Marisa?! - krzyczę, wchodzę do kuchni, jednak tutaj też jej nie ma - Świetnie - burczę pod nosem, ale słyszę zamykanie drzwi i po chwili moja żona pojawia się w progu kuchni - Gdzieś Ty była? Pada!
- Też Cię witam - uśmiecha się promiennie i odkłada zakupy na blat - Nie jestem z cukru, Justin! Wzięłam parasol - chichocze i cmoka mnie w usta, mmm! - Byłam kupić świeże pieczywo na śniadanie.
- Ależ troskliwa z Ciebie kobieta - poruszam brwiami, przyciągam ją do siebie i ściskam pośladki. Nabieram ochoty na małe co nieco - Pachniesz deszczem - sunę nosem po jej szyi, przygryzam ją i dmucham - Zdejmijmy to - odsuwam się i dopiero teraz widzę, że ma na sobie moje ciuchy! Szare, dresowe spodnie, które są na nią za duże i czarną bluzę - To moja ulubiona bluza - kręcę głową, a ona niewinnie wzrusza ramionami - Musisz mi ją oddać - pozbywam się jej i zostawiam ją w samym staniku - Mmm, cudowny widok.
- Wybacz, ale jestem potwornie głodna i to musi poczekać - co takiego? - Rany! Ależ masz śmieszną minę!
- Och, serio? Nie bądź taka - wyginam usta w podkówkę, Marisa przewraca oczami, ale przysuwa się i bezwstydnie układa dłoń na moim kutasie. Zaciskam usta, kiedy porusza dłonią i patrzy mi prosto w oczy. Co się z nią stało?! Przez dwa tygodnie nie dopuściła mnie do siebie całkowicie, pozwoliła zaledwie na pieszczoty, a teraz? Wstąpił w nią diabeł i nie poznaję jej! - Kurwa, Kotku - syczę przez zęby, ale mam ochotę porządnie ją przelecieć - Zrób coś więcej, błagam! - poruszam biodrami, aby dopasować się do jej ruchów i zamykam oczy. Czuję, jak zsuwa moje bokserki i prawie kurwa mdleję, kiedy jej usteczka zaciskają się na moim fiucie. Gwałtownie otwieram oczy, chwytam się blatu i patrzę na nią zszokowany - Ja pierdole - szepczę pod nosem, a Marisa zaczyna poruszać głową. Powoli, zmysłowo, ale pewnie. Dyszę ciężko, oddaję się tej cudownej przyjemności i płonę w środku. Tak potwornie mnie tym zaskoczyła! Nie spodziewałem się tego i chyba nawet na to nie liczyłem, ale taka jej wersja niesamowicie mi się podoba. Sądziłem, że być może nasze zbliżenia będą ograniczone, raz na jakiś czas i będę musiał szukać pocieszenia u innych kobiet. Jeśli nic się nie zmieni, nie chcę kurwa żadnej innej! - Och, tak! Właśnie tak, mocniej! - wsuwam palce w jej włosy, zaciskam w pięść i wbijam się w jej mokre usta jeszcze głębiej. Nieco przesadzam, bo krztusi się i odpycha mnie od siebie. Gwałtownie chwyta powietrze i unosi głowę. Spodziewałem się złości, a ona patrzy na mnie jak wygłodniałe zwierzę, które chce się najeść. Niech to szlag, doprowadza mnie do szału! Pragnę jej! - Wstawaj - mówię ostro, Marisa podnosi się i jednym ruchem opieram ją o blat. Zsuwam z niej spodnie, bieliznę i zanurzam w wilgotnym, ciasnym wnętrzu. Oboje wypuszczamy jęk przyjemności, moje biodra pracują szybko i zachłannie. Wciskam się w nią, tulę od tyłu i pieszczę sutki przez materiał stanika - Wariuję przez Ciebie - szepczę do jej ucha, przygryzam lekko płatek i zatrzymuję się całkowicie. Marisa oddycha głęboko i czeka cierpliwie. Uśmiecham się, wysuwam się z niej i ponownie wbijam mocno. Krzyk ucieka z jej ust i porusza biodrami prosząc o więcej. Och, tak! Chcę jej dać o wiele więcej - Dobrze Ci, prawda? - kiwa głową, ale chętnie bym to usłyszał - Powiedz mi to.
- T-tak - jąka się, kręci pupą i wiem już, że jest na skraju - Tak cholernie mi d-dobrze! - jej głos przepełnia podniecenie, a to działa na mnie podwójnie. Przyśpieszam, ale sam ledwo trzymam się na nogach. Marisa unosi się, przytula plecy do mojego torsu, a dłonie układa moich na pośladkach - Już prawie, oooooch.
- Tak, Skarbie! - przenoszę dłoń na jej łechtaczkę i dociskam mocno. Czuję, jak cała się spina, wbija paznokcie w moją skórę i przeciągle jęczy. Nic więcej nie potrzebuję, dochodzę zaraz po niej.


Bierzemy wspólny prysznic. Odprężam się i uważnie obserwuję Marisę, która nuci wesoło pod nosem i spłukuje pianę z włosów. Wygląda uroczo i jest niesamowicie seksowną kobietą. Czasami nie dociera do mnie, że ma zalewie dwadzieścia lat. Powinna się bawić, szaleć, a została moją żoną. Może i nie miała wyboru, ale jakie to ma teraz znaczenie? Jesteśmy razem, musimy się z tym pogodzić i zaakceptować to.
- Muszę jechać do domu. Nie mam żadnych ubrań, a nie mogę chodzić w Twoich poza domem.
- Wyglądasz obłędnie w moich ciuchach i cholernie mnie podniecasz. Nie mam nic przeciwko temu.
- Jesteś uroczy - bierze moją głowę w dłonie i składa na ustach szybkiego buziaka - To miłe z Twojej strony, ale potrzebuję swoich ciuchów - opuszcza prysznic, wyciera się raz dwa i zakłada na tyłek moje bokserki, które wcześniej wyszukała w szufladzie. Prycham rozbawiony, zakręcam wodę i idę w jej ślady - Ty i tak musisz pojawić się w firmie, więc dobrze się składa - kręci się po łazience, rozczesuje włosy i wzdycha, bo oprócz stanika i majtek nie ma dosłownie nic - I co teraz? - burczy pod nosem i unosi ręce do góry - Mogłam się na to jakoś przygotować - wygina usta w podkówkę i patrzy na mnie. Uśmiecham się, bo jest taka zabawna, kiedy się złości - Wiem! Jenna! - klaszcze w dłonie i podskakuje - Zadzwonię do niej, na pewno coś mi podrzuci, abym mogła wyglądać jak człowiek - wybiega z łazienki, a ja doprowadzam się do ładu.


Nie jestem pewny, jak powinienem ubrać się do firmy. Właściwie jadę tam tylko po papiery, a nie pracować. Powinienem ubrać się na luzie, czy jednak w garnitur? Cholera, nie znoszę garniturów! Są niewygodne.
- Jeszcze nie gotowy?! - do pokoju wpada Marisa i zakłada ręce na biodrach - Ile mam jeszcze czekać?
- Spokojnie! I tak czekasz na Jennę, więc? - mrugam do niej i otwieram szafę - W co mam się ubrać?
- Hmm, pokaż - wchodzi przede mnie i przesuwa wieszaki. Oczywiście korzystam z okazji, przytulam się do jej pleców i całuję w kark. Cholera! Posiadanie żony to całkiem fajna sprawa! - Może to? - wyjmuje czarny t-shirt i do kompletu kurtkę oraz spodnie. Ma niezły gust - Elegancko, ale na luzie. Dla mnie idealnie!
- Idealnie, tak? - odwracam ją do siebie i całuję namiętnie. Po prostu nie mogę się powstrzymać, a jej usta są jak uzależniający narkotyk. Jeśli się spróbuje, wciąż chce się więcej i więcej - Uwielbiam Cię - szepczę cicho, ale po chwili dociera do mnie to, co powiedziałem. Jasna cholera! Co ona ze mną kurwa robi?!
- Awww, mój słodki mąż - uśmiecha się szeroko i tarmosi mnie za policzki - Podobasz mi się taki.
- Nie przyzwyczajaj się, mała - mrugam zadziornie i opieram ją o drzwi szafy - Twardy ze mnie gość, lubię rządzić i musisz to zaakceptować - przewraca oczami i drwi sobie ze mnie. A to cwana bestia!


Zostawiam Marisę z Jenną, która po czterdziestu minutach wreszcie się u nas zjawia i przywozi ubrania dla mojej żony. Muszę podpytać, czy Jenna ma kogoś. Może powinienem zapoznać ją z moim przyjacielem? Skoro mu się podoba i jest wolna, czemu nie? Musi zapomnieć o tej suce i zacząć korzystać z życia.
- Panie Prezesie - wita mnie urocza blondynka, kiedy tylko przekraczam próg firmy - Pana ojciec już na Pana czeka - uśmiecha się, prowadzi mnie do windy i wciska przycisk. Gapię się na nią, ale nie bardzo rozumiem co ona kurwa wyprawia! Przecież wiem, gdzie znajduje się gabinet mojego ojca! - Szef prosił, abym dostarczyła Pana na górę - przysięgam, muszę się cholernie kontrolować, aby nie wybuchnąć śmiechem.
- Poważnie? To ciekawe! Boi się, że zabłądzę po drodze? - unoszę brew i posyłam jej cwany uśmieszek.
- Wątpię. Po prostu mieliśmy mały remont - co?! Kiedy?! - Gabinet Pana ojca znajduje się w drugiej części budynku. Pokażę również Pańskie nowe biurko - przytakuję, ale to już podoba mi się nieco mniej - Jesteśmy - opuszczamy windę, idziemy wzdłuż jasnego korytarza i docieramy na miejsce. Blondynka otwiera przede mną drzwi, wchodzę do środka i mój humor nieco się poprawia. Gabinet jest ogromny, pięknie urządzony i z oknami ciągnącymi się od samego sufitu po podłogę. Podoba mi się! - Tutaj będzie Pan pracował.
- Cudnie! A teraz zaprowadź mnie proszę do mojego ojca - poprawiam kurtkę i ruszam za nią. Dobrze, że mam trochę wolności, jednak już czuję, że ojciec wcale nie będzie mnie oszczędzał. Zasypie papierami, spotkaniami, wyjazdami i zapewne nudnymi bankietami, tak jak ten dzisiejszy. Wcale nie uśmiecha mi się na niego iść i szczerzyć się do obcych ludzi - Hugo?! - krzyczę głośno, kiedy przed oczami miga mi twarz przyjaciela. Witam się z nim męskim uściskiem - Widzę praca wre, co? Musimy się wybrać na drinka.
- Chętnie, ale z tego co słyszałem dzisiaj w nocy wyjeżdżacie, tak? Twój ojciec mi powiedział.
- Tak, dostaliśmy od rodziców wycieczkę w ramach podróży poślubnej. Odpocznę przed powrotem.
- Cieszę się, że będziesz tutaj częściej przebywał. Idziesz dzisiaj na bankiet, również tam będę.
- To świetnie się składa, może powinieneś zaprosić przyjaciółkę Marisy? Skoro Ci się podoba, czemu nie?
- To nie za szybko? - marszczy brwi i niepewnie spogląda na blondynkę, która stoi niedaleko nas.
- Nie, Hugo. Działaj, tylko dowiedz się czy jest wolna. Albo zadzwonię do Marisy i ją zapytam. Chcesz?
- Jasne, stary! Wolę to wiedzieć, ponieważ nie chciałbym wchodzić w jej związek z buciorami.
- Luzik, zaraz będziemy wiedzieć - wyciągam telefon z kieszeni spodni, wykręcam numer do Marisy i szybko dowiaduję się, że Jenna jest singielką. Ma za sobą niedawne rozstanie i wciąż liże rany. To dobrze, może pomogą sobie nawzajem? Kończę rozmowę i obiecuję, że wpadnę po nią jak wyjdę z firmy - Wolna, możesz działać - poruszam brwiami, a blondynka chrząka - Już idę - burczę pod nosem i wzdycham - Do zobaczenia na bankiecie, idę do starego - Hugo klepie mnie po plecach i wznosi oczy ku niebu. No, co? To nie moja wina, że to nie miejsce dla mnie - Idziemy? - pytam dziewczyny, prowadzi mnie przez korytarz i docieramy do gabinetu mojego ojca. Nie pukam, wchodzę jak do siebie, a blondynka posyła mi zniesmaczone spojrzenie - Witaj, tato - uśmiecham się fałszywie i siadam na fotelu, naprzeciwko jego biurka.
- Justin, jak miło Cię widzieć - ściska moją dłoń, ale ja nie podzielam tej radości - Jak widzę, poznałeś już Grace - kiwa głową do dziewczyny, a ona posłusznie wychodzi - Więc! Dzisiejsze spotkanie jest naprawdę ważne. Człowiek, z którym masz porozmawiać jest uparty i stawia warunki, na które nie mogę przystać. Musisz go zachęcić i nawiązać z nim współpracę na naszych zasadach. Poradzisz sobie z tym zdaniem?
- Postaram się, chociaż nie podoba mi się wizja wchodzenia mu w tyłek po to, żeby go przekonać.
- Rozegraj to po swojemu, Justin. Liczę tylko na to, że jutro zadzwoni do mnie i podpiszemy umowę.
- Jasne, brzmi super. To dla mnie pestka! - macham ręką, jakby to naprawdę była coś prostego.
- Cieszę się z Twojego zaangażowania - patrzy na mnie tak, jakbym był na straconej pozycji. I tu podpala ląd. Udowodnię mu, że kurwa potrafię i zdobędę dla niego tego klienta. Jeszcze się zdziwi - Papiery dla Ciebie - rzuca białą teczkę w moją stronę i wlepia we mnie wzrok - Zapoznaj się z nimi dobrze.
- Oczywiście - biorę ją, zaglądam do środka, ale znajduję zaledwie trzy kartki. Może wcale nie będzie tak źle? - To wszystko? Muszę uciekać i pomóc Marisie z przeprowadzką. Nie chcę zostawiać jej z tym samej.
- Tak, to wszystko. Dbaj o swoją żonę, synu. I uważaj na to, co robisz. Nie rozczaruj mnie i jej.
- Na razie - podnoszę się, przewracam oczami i opuszczam jego gabinet. Mam go serdecznie dość i nie wyobrażam sobie, żebym mógł przebywać z nim w jednym miejscu dłużej, niż kilka pieprzonych minut! Jak mam poradzić sobie z tym, że będzie dzielił nas tylko korytarz, a w pracy muszę siedzieć ponad sześć godzin?! Zwariuję przez niego, jest taki wkurwiający! - Obłęd - prycham i ze złością wciskam guzik windy.
- Justin? - słyszę za sobą głos i spinam się. Doskonale wiem, do kogo kurwa należy! - To naprawdę Ty? - odwracam się, a moim oczom ukazuje się Anastasia. Ostatnio widzieliśmy się prawie miesiąc temu, kiedy pieprzyłem ją na tylnym siedzeniu mojego samochodu. Wyjechała w delegację, a nasze relacje się ochłodziły. Wypiękniała i przefarbowała włosy na jaśniejszy kolor, mimo to wygląda pięknie! - Miło Cię widzieć - uśmiecha się niewinne, podchodzi i całuje mnie w policzek - Tęskniłam - okej, czas na ucieczkę!








***************************************
Hello! :)
No i pojawia nam się nowa postać. Trochę namiesza :P

Ps. Mała informacja.
Dzisiaj miał być rozdział na Livvie, ale jednak zdecydowałam, że sobie podaruję. Zainteresowanie jest bardzo słabe, więc nie widzę sensu. Rozdział będzie planowo, czyli w środę.

Buźka
Kasia


5.2.17

Rozdział 15

Justin POV:
Po prawie półgodzinnej, przyjemnej i bardzo odprężającej kąpieli, wreszcie opuszczamy wannę. Marisa zmywa makijaż, wklepuje trochę kremu w skórę i niepewnie na mnie spogląda. Jest owinięta w ręcznik i widzę na jej policzkach lekkie rumieńce. Wygląda obłędnie, chociaż nie ma na sobie praktycznie nic.
- Będziemy tak stać? - unoszę brew i wyczuwam napięcie między nami - Wcale nie musimy tego robić, jeśli masz obawy. Wiesz o tym? - przytakuje głową, podchodzi i składa na moich ustach czuły pocałunek. Mruczę pod nosem, ale zaskoczyła mnie tym nagłym ruchem. Uśmiecham się, unoszę ją i wchodzę do sypialni. Pali się tylko mała lampka przy łóżku i dzięki temu tworzy przyjemny półmrok - Kazałaś mi na siebie długo czekać, Skarbie - zsuwam ręcznik z bioder i to samo robię z ręcznikiem, który ma na sobie Marisa. Stoimy naprzeciwko siebie, robię krok w tył i uważnie się jej przyglądam. Cholera, jest seksowna! - Jesteś piękna.
- D-dziękuję - szepcze zmysłowo, wbija zęby i robi coś, co wręcz mnie szokuje. Rzuca się na mnie i całuje.
Prawie tracę równowagę na jej nagły ruch, dociskam jej szczupłe ciało do swojego, całuję namiętnie, zachłannie, zmysłowo i wsuwam dłoń w jej włosy. Zaciskam na nich pięść, a do moich uszu dociera przeciągły jęk Marisy. W moim ciele wszystko zaciska się na ten dźwięk, który niesamowite mnie podnieca. Przez dwa tygodnie pragnąłem jej każdą częścią swojego ciała i wreszcie ją mam. Nagą, gotową, rozpaloną i chętną. Cieszę się jak małe dziecko, które z niecierpliwością czeka na rozpakowanie prezentu. Chyba nigdy w życiu nie czułem takiego podekscytowania przed pieprzeniem laski. Nie rozumiem, co się ze mną dzieje.
- Doprowadzasz mnie do szaleństwa - odrywam się od jej kuszących, mokrych warg i rzucam na łózko. Cichy pisk ucieka z jej ust, uśmiecha się szeroko i powoli rozsuwa nogi. Jasna cholera! Zaciskam szczękę, kiedy leży przede mną i kiwa palcem, abym do niej dołączył. Moje serce bije jak szalone, zwijam dłonie w pięści, a mój kutas sterczy bezwstydnie i pragnie zanurzyć się w jej wilgotnym wnętrzu. Gapię się na jej kobiecość, która zaprasza mnie i kusi. Pochylam się nad nią, pieszczę ją językiem i ściskam dłonie na jej udach. Wije się jak kotka, jęczy i zaciska w dłoni moje włosy. Lubię się droczyć, przekomarzać i chociaż mam ogromną ochotę zabawić się z nią, pomęczyć, brak mi już cierpliwości. Naprawdę mnie przetrzymała i chociaż Luna zaspokoiła mnie kilka razy, to właśnie na nią czekałem - Nie masz pojęcia, jak cholernie chcę się z Tobą kochać - układam się na jej ciele, drapie mnie po plecach i zachęca. Jak dobrze, że nie jest dziewicą i nie muszę przesadnie uważać. To zepsułoby tę piękną chwilę - Ktoś jest tutaj gotowy i bardzo niecierpliwy.
- Pragnę Cię - mówi to głosem przepełnionym pożądaniem i prawie wybucham. Nie wiem, skąd w niej taka odwaga, ale myślę, że być może od wypitego alkoholu. Trzeźwa Marisa raczej nie byłaby taka śmiała - No dalej! Chcę Cię poczuć - unosi biodra do góry, ociera się o mnie i pociąga za moją wargę. Czuję jej drobne dłonie na moich pośladkach, próbuje mnie do siebie docisnąć i poczuć mnie w sobie. Jednak muszę myśleć za nas oboje, podnoszę się i sięgam do szuflady po zabezpieczanie - Nie musisz tego robić - co takiego? Marszczę brwi i patrzę na nią - Biorę tabletki - och, serio? Prycham pod nosem. Aż tak poświęciła się dla tego złamasa? - Miałam bardzo bolesne okresy, nie patrz tak na mnie - nie wiem, dlaczego, ale czuję ulgę.

- W porządku, więc gumki odpadają. Cieszy mnie to - wracam do niej, układam dłonie pod jej kolanami i przyciągam ją do siebie. Ponownie dotykam ją na dole, jest mokra i gotowa na mnie - Nasz pierwszy seks - Marisa zamyka oczy i zaciska pięści na pościeli. Ten widok jest niesamowicie podniecający i po chwili wsuwam się do środka. Napinam szczękę, bo jest tak kurewsko dobrze, mokro, ciasno! Mam ochotę krzyczeć, ale wręcz rozsadza mnie od środka. Czuję, że każde nasze zbliżenie będzie wystrzelone w kosmos i zaczynam doceniać fakt, że rodzice wybrali właśnie ją - Jesteś cudowna - dyszę ciężko, szybko poruszam biodrami i wbijam się w nią raz, za razem. Chwytam jej biodra, unoszę lekko, kąt się zmienia i teraz czuję ją jeszcze lepiej. Jestem w pieprzonym niebie, to pewne! Mam wrażenie, jakbym nigdy wcześniej nie uprawiał seksu, a Marisa jest moją pierwszą kobietą. Podniecenie, żądza totalnie mnie pochłania i pieprzę ją tak, jak lubię. Mógłbym w ogóle nie przestawać! Podnoszę ją do góry, siada na moich kolanach i zmysłowo porusza pupą. Patrzy mi prosto w oczy, rozchyla usta i przyśpiesza. Jej ruchy są pewne, seksowne, stanowcze. Jakby chciała pokazać mi, że ma tutaj coś do powiedzenia i może mnie zdominować. Nie jestem frajerem, lubię rządzić, ale pozwalam jej na to, aby pokazała mi siebie. Takiej Marisy jeszcze nie znałem i muszę wiedzieć, co lubi, a czego nie - Dobrze Ci idzie, Kochanie - głaszczę ją po plecach, przytulam do siebie i nieco pomagam. Włosy przykleiły jej się do czoła, oddycha w moje usta i gryzie w wargę.
- O r-rany - dyszy ciężko, nabija się na mnie i popycha mnie na plecy. Układam się wygodnie, całkowicie na mnie siada i kładzie dłonie na moim torsie. Jej cycki aż proszą, żeby je dotknąć i właśnie to robię. Pieszczę je, ściskam sutki, a Marisa nagradza mnie cudownym jękiem. Porusza biodrami jak szalona i wiem, że to nie potrwa zbyt długo - O boże - czuję, jak jej uda zaczynają drżeć i mocno wbija palce w moją skórę.
- Nie tak szybko - obejmuję ją, przekręcam się i układam ją na brzuchu - Mam zamiar doprowadzić Cię do najlepszego orgazmu w Twoim życiu, Kochanie - szepczę jej do ucha, wsuwam się do środka i napieram na nią swoim ciałem. Unosi pupę na spotkanie z moim kutasem i wije się pode mną. 


Budzi mnie ruch obok. Uchylam powieki, a w pokoju wciąż świeci się lampka. Zasnęliśmy w przeciągu sekundy, wykończeni i zaspokojeni. Spoglądam na zegarek, ale dochodzi dopiero ósma trzydzieści rano.
- Kochanie? - przekręcam głowę i spoglądam na Marisę. Leży na boku, zwrócona twarzą do mnie. Wierci się i zaciska dłoń na kołdrze - Hej - układam dłoń na jej plecach, przytulam do siebie i odgarniam włosy. Jest spocona i zastanawiam się, co jest grane - No już, obudź się - lekko nią potrząsam, jęk ucieka z jej ust i cała się spina. Dodatkowo zaczyna majaczyć i powtarzać jedno słowo: "Sean". To jakiś jebany żart?! - Marisa! - siadam, klepię ją po policzku i wreszcie się budzi. Otwiera szeroko oczy, patrzy na mnie, a jej oddech szaleje - Co się stało, mała? - przyciągam ją do siebie, kołyszę w swoich ramionach i uspokajam - Spokojnie.
- J-jak dobrze, że jesteś - wtula się we mnie jak rzep, chowa głowę w zagłębieniu mojej szyi i płacze.
- Ciii, nie bój się - otulam ją kołdrą, trzymam blisko siebie i całuję w głowę - Jestem przy Tobie.




Marisa POV:
Po okropnym śnie długo nie mogłam zasnąć. Budzę się kilka minut po piętnastej, ale Justin wciąż śpi. Po cichutku czmycham do łazienki, obmywam twarz i wiążę włosy w wysokiego koka. Nakładam na siebie jego biały t-shirt i schodzę na dół. Mój brzuch domaga się jedzenia, a organizm kawy. Włączam radio, w międzyczasie nastawiam ekspres i zaglądam do lodówki. Oczywiście jest wypełniona po brzegi i zastanawiam się, kto robi Justinowi zakupy. Ma gosposię, mama o niego dba, czy robi to sam? Nie, ostatnia opcja zdecydowanie odpada. Justin to nie ten typ chłopaka, który biega na zakupy. A może jednak?
Gryzę ciastko, piję kawę i myślę nad zrobieniem szybkiego obiadu. Ponownie przeglądam zapasy i już wiem,
co ugotuję. Mam nadzieję, że Justin lubi szpinak, ale skoro ma go w swojej lodówce, nie może być inaczej. Szybko szukam makaronu i znajduję go w dolnej szufladzie. Nastawiam wodę, wyjmuję szpinak i serek mascarpone. Będzie pyszne! Uśmiecham się do siebie, ale nagle przypominam sobie ten paskudny sen. Nie wiem, dlaczego przyśnił mi się Sean. Może pod wpływem naszej wspólnej nocy, przypomniałam sobie pierwszy raz? Wolałabym o tym zapomnieć, chociaż wątpię, abym kiedykolwiek mogła wyrzuć to ze swojej głowy. Justin był cudowny i cholernie mi się podobało. Szkoda, że Sean nie był tak czuły. Wziął co chciał, a po wszystkim pojechał sprzedawać te swoje pieprzone dragi! Nie powinnam o tym myśleć, jego już nie ma.


Nakładam danie na piękne talerze, układam wszystko na tacy i nalewam kawy dla Justina. Powoli człapię na górę i modlę się, aby po drodze nie wywinąć orła. Na szczęście bezpiecznie docieram do celu i wchodzę do pokoju. Mój świeżo upieczony mąż nadal smacznie śpi i przekręcił się na brzuch. Nakrycie zsunęło się nieco w dół i odsłania całe jego nagie plecy i kawałek pośladków. Ostawiam tacę na stolik i przełykam ślinę. Ma idealne, umięśnione ciało i mnóstwo tatuaży, które dodają mu pazura. Naprawdę mogłabym podziwiać jego ciało godzinami i chyba nigdy nie miałabym dosyć. Powinnam zrobić mu zdjęcie i oprawić w ramkę.
- Budzimy się - mówię cicho, układam się na nim i sunę nosem po jego karku. Mruczy coś pod nosem, ale nie porusza się nawet o milimetr. Hmmm, muszę wymyślić coś lepszego - Kooochanie - nucę wesoło, prześlizguję językiem wzdłuż jego kręgosłupa i docieram na dół. Dostrzegam urocze dołeczki i chichoczę na ten widok. Jednak skupiam się na jego zgrabnej pupie, unoszę dłoń i z głośnym plaskiem opuszczam na jego pośladki. Robię to mocno, aż szczypie mnie dłoń. Auć! Mimo to warto było, bo efekt jest natychmiastowy.
- Co do cholery?! - zrywa się, zrzuca mnie na bok i przekręca na plecy - Marisa? Co się stało?
- Nic? - wzruszam ramionami i uśmiecham się szeroko - Właśnie obudziłam Cię bolesnym klapsem.
- Wiem, czuję go - krzywi się i kręci głową - Od kiedy jesteś taką niegrzeczną dziewczynką, hmmm?
- Od dzisiaj - wystawiam język, chcę zejść z łóżka, ale Justin przytrzymuje mnie w ostatniej chwili.
- Gdzie się wybierasz, co? Chyba należą mi się przeprosiny za ten wyskok, nie uważasz? Bolało!
- Och, poważnie? Miało boleć! Chciałam obudzić Cię pocałunkiem, ale miałeś mnie w nosie!m
- Czułem go, Skarbie - co takiego? -  Mimo to chciałem poczekać i przekonać się, co zrobisz dalej.
- Świetnie! Więc sam prosiłeś się o klapsa, a ja nie mam zamiaru przepraszać. Masz za swoje.
- Nigdy nie pomyślałbym, że to właśnie Ty obudzisz mnie w ten sposób, ale bardzo mi się podoba.
- Cieszę się - pocieram nosem o jego i cmokam w usta - A teraz czas na obiad, zrobiłam makaron.
- Co? Ugotowałaś obiad? - gapi się na mnie zaskoczony i zerka na talerze - Umiesz gotować? Poważnie?!
- Oczywiście, że umiem. A co w tym trudnego? - przewracam oczami, zsuwam się z łóżka i biorę talerz - Proszę. Mam nadzieję, że będzie Ci smakować - biorę swoją porcję i siadam obok - Możemy jeść w łóżku?
- Jesteśmy u siebie, możemy robić wszystko, na co tylko mamy ochotę, maleńka. Masz dla mnie deser?
- Deser? - cholera! Nie pomyślałam o tym - Nie mam, ale w kuchni znalazłam czekoladowe ciasteczka.
- Nie o taki deser mi chodziło - mruży oczy i wiem już, co chodzi mu po głowie - Cudownie smakujesz.
- Jezu, Justin! - gapię się na niego, ale jest niemożliwy! - Nie mów mi takich rzeczy, to dość krępujące.
- Naprawdę? Dla mnie wcale - obojętnie wzrusza ramionami, nabiera makaronu i wkłada do ust. Czekam na jego reakcję, przeżuwa w skupieniu, a ja zaczynam się denerwować. Może jednak nie doprawiłam zbyt dobrze? - O rany - mruczy pod nosem i oblizuje usta - Naprawdę umiesz gotować - tak! - Pyszne!
- Widzisz jak dobrze trafiłeś? - poruszam brwiami, a Justin obdarza mnie cudownym uśmiechem.
- Bardzo dobrze. Jak się okazuje, moja żona ma wiele talentów - och! - Wczorajsza noc była wyjątkowa. Teraz wiem, że warto było na nią poczekać. Może spędzimy dzisiejszy dzień w łóżku, hmm? Co Ty na to?
- Co to, to nie! Miałbyś zdecydowanie za dobrze! - wystawiam język i nabieram trochę makaronu.
- I tak nie mamy innych planów, prawda? Musimy odpocząć po weselu i stresie. Chcesz gdzieś wyjść? - kręcę przecząco głową i czuję dłoń Justina na moim udzie - Czy śniło Ci się dzisiaj coś złego? - o cholercia.



Justin POV:
Kiedy tylko zadaję to pytanie, Marisa się spina. Wpatruje się w swój talerz i grzebie widelcem w makaronie. Być może nie powinienem o to pytać, ale mówiła przez sen o tym złamasie! Chcę wiedzieć, o co chodzi.
- Obudziłem się, kiedy zaczęłaś się wiercić. Słyszałem, jak mówiłaś o Sean'ie przez sen. Śnił Ci się?
- T-tak - odpowiada niepewnie i odkłada talerz na stolik. Robię to samo, bo chyba czeka nas rozmowa - Po prostu - zacina się, przykłada dłoń do czoła i masuje je - Byłeś dla mnie wczoraj taki dobry, czuły - co takiego? Jestem zdziwiony, bo jaki miałbym być? Owszem, może i lubię rządzić, ale to chyba nic złego? - Widocznie nasza noc przypomniała mi mój pierwszy raz i dlatego przyśnił mi się Sean - unosi głowę, patrzy mi w oczy i uśmiecha się lekko. Jednak w jej oczach nie ma radości, a smutek - Byłam w nim tak ślepo zauroczona, że oddałam mu się byle jak, w obskurnym magazynie, na szybko - o kurwa - Miał mało czasu, ale był bardzo spragniony. Czułam się w obowiązku, aby go zaspokoić, w końcu byłam jego dziewczyną - zaciska usta i bawi się moimi palcami. Jeśli ją zgwałcił, to go kurwa zabiję! - Zawsze myślałam, że pierwszy raz powinien być wyjątkowy, delikatny, czuły. Sean jednak wziął co chciał, pocałował mnie i wyszedł.
- Zgwałcił Cię? - pytam cicho i nie jestem pewny, czy chcę znać odpowiedź na to pytanie - Marisa?
- Nie, chciałam tego. Po prostu wyobrażałam to sobie zupełnie inaczej, ale rzeczywistość mocno kopnęła mnie w dupę. Potem długo nie mogłam przełamać się, aby ponownie dopuścić go do siebie i coś między nami zaczęło się psuć. Chodził wściekły i zapewne bzykał inne panienki. Już nie dążył do bliskości. Nadal się spotykaliśmy, aż wreszcie ojciec przyłapał mnie, jak wracałam od niego nad ranem. A potem pojawiłeś się Ty - przerywa na chwilę i przysuwa się bliżej - Nienawidziłam rodziców za to, że chcą zmusić mnie do tego małżeństwa. Sama wmawiałam sobie, że kocham Sean'a, ale to nie była prawda. Imponował mi, bo był twardym gościem i był ze mną mimo dzielącej nas różnicy wieku. Nie masz pojęcia, jaka byłam dumna, kiedy przyjeżdżał po mnie do szkoły, a moje koleżanki patrzyły na nas z zazdrością. Żenada, prawda?
- Nie myśl o nim więcej, to kawał sukinsyna. Nie będę taki jak on, rozumiesz mnie? - biorę jej głowę w dłonie i patrzę w oczy - Nie wezmę od Ciebie nic, czego sama nie będziesz chciała mi dać. Nie jestem taki.
- Wiem i dziękuję - wtula się we mnie i mocno ją obejmuję. Ne spodziewałem się takiego zwierzenia.


Kończymy obiad w salonie. Oglądamy telewizję i myślę sobie, że chyba będę w stanie polubić takie życie. Sielanka, spokój, cisza i kobieta obok. Po co komu miłość? Można bez niej żyć, skoro ma się fajne życie.
- Będziesz musiała przewieść do mnie swoje rzeczy. Nie masz tutaj nic, a będziemy razem mieszkać.
- Tak, masz rację. Zajmę się tym jutro, z samego rana. Muszę wszystko spakować, a trochę tego mam.
- Zmieścimy się - mrugam zadziornie i przeciągam się leniwie - Jezu, ale się obżarłem! - wzdycham i ku mojemu niezadowoleniu, rozlega się dzwonek do drzwi -Jeszcze tego brakowało - podnoszę tyłek z kanapy, spoglądam na zegarek i myślę sobie, kogo niesie o szesnastej dwadzieścia trzy. Kiedy jednak uchylam drzwi, wszystko staje się jasne - Mama, tata? A co wy tutaj robicie? - nie ukrywam, jestem zaskoczony.
- Przyszliśmy w odwiedziny? Mamy dla was niespodziankę! - mama piszczy jak dziecko, tuli mnie i wchodzi do środka. Jasne, zapraszam! - Marisa, Kochanie! Ależ kwitnąco wyglądasz, jesteś przepiękna!
- Wejdź, tato - zapraszam go gestem dłoni i witam się z nim. Idziemy do salonu, gdzie siedzi mama z Marisą i zawzięcie o czymś dyskutują - Napijecie się czegoś? Kawy? - mama wystawia kciuk ku górze i idę z ojcem do kuchni - Więc? Co was do nas sprowadza? - wyjmuję dwie filiżanki i podsuwam je pod ekspres.
- Pierwsza sprawa, wykupiliśmy dla was wycieczkę na noc poślubną - gwałtownie przekręcam głowę w jego stronę i marszczę brwi. Sam mogłem się tym zająć, ale nie mówię tego na głos. Ponownie zdecydował za mnie! - Mama wybrała Bora Bora, może być? - przytakuję głową, Marisie na pewno się spodoba - Wylot macie jutro o dwudziestej trzeciej, a teraz sprawa numer dwa. Przed wylotem musisz pojawić się na bankiecie - co kurwa?! - Jest organizowany przez zaprzyjaźnioną z nami firmę, ktoś musi nas tam reprezentować. Skoro jesteś w zarządzie, musisz zacząć się pokazywać na takich imprezach. To dla Ciebie nie problem?
- Nie, chociaż żałuję, że ponownie stawiasz mnie przed faktem dokonanym. Czemu Ty nigdy nie pytasz mnie o zgodę lub zdanie? Jestem dorosły, tato i czas, żebyś to wreszcie zrozumiał. Nie jestem gówniarzem!
- Wiem, Justin. Jednak mam nad Tobą władzę i korzystam z tego - zwijam dłonie w pięści, a złość roznosi się w moim ciele. Mam ochotę rzucić się na niego i porządnie obić mu mordę! Co on sobie kurwa myśli?!







Obserwatorzy

Template made by Robyn Gleams