26.3.17

Rozdział 22

Justin POV:
Budzę się pierwszy, a Marisa jeszcze smacznie śpi. Całuję ją w czoło, wychodzę z łóżka i idę przed domek. Ku mojemu zaskoczeniu, w moją stronę zmierza Nora. Mam ochotę spławić ją, bo wciąż jestem wściekły za to, co chciała odwalić. Gdzie ona ma mózg?! Nie powinna w ogóle na mnie spojrzeć, skoro spodziewa się dziecka! Nic z tego nie rozumiem, ale musi wziąć się w garść! Nie może robić takich rzeczy!
- Możemy porozmawiać? - pyta i patrzy na mnie niepewnie. Przytakuję tylko głową i opieram łokcie o barierkę - Przepraszam za to, co się wczoraj prawie wydarzyło. Zapędziłam się, ale byłam podniecona patrząc na Ciebie i Marsię - co takiego?! Świetnie! - Carlos mnie zaniedbuje, bo uważa, że nie powinniśmy kochać się skoro jestem w ciąży - schyla głowę, bawi się palcami i robi mi się jej trochę żal - Nie rozumiem, dlaczego wyznaje taką zasadę, ale obawia się, że zrobi dziecku krzywdę - poważnie? Nie słyszałem nic bardziej głupszego - Chciałam go zabrać na wizytę u lekarza, aby przekonał go, że możemy się kochać, ale mnie nie posłuchał. Nie uprawiałam seksu od przeszło miesiąca! Jestem w ciąży, jednak brakuje mi tego.
- Doskonale Cię rozumiem. Powinnaś porozmawiać z Carlosem i zabierz go do lekarza. On mu to wyjaśni.
- Żeby to było takie proste, Justin. On jest uparty! - wzdycha ciężko i przeczesuje włosy. Jest naprawdę prześliczną kobietą i dziwię się, dlaczego Carlos unika seksu - Jeszcze raz przepraszam za wczoraj. Wiem, że to było złe i zdecydowanie za bardzo się rozpędziłam. Dziękuję Ci, że nie dopuściłeś do niczego więcej.
- Jesteś szalona - 
prycham rozbawiony i kręcę głową - Wcale nie było mi łatwo, ponieważ Marisa potwornie mnie podnieciła, a Ty pojawiłaś się w odpowiednim momencie. Jednak opamiętałem się, ponieważ nie chcę jej zdradzać. Jest na to za dobra i nie zasługuje na takie gówno - jasna cholera, naprawdę to powiedziałem?
- Jesteś wyjątkowym facetem, Justin - uśmiecha się uroczo i odgarnia włosy z czoła - Marisa ma szczęście.
- Ja również mam szczęście, bo mam ją. Jednak jesteś w ciąży, a Carlos wydaje się być szczęśliwy.
- Tak, chciał dziecka i staraliśmy się o nie od dłuższego czasu. Myślałam, że to naprawi coś między nami.

- Więc ciesz się razem z nim i nie wywijaj takich numerów - przytulam ją do siebie i żegnamy się.

Wracam do środka, przeciągam się i siadam przed laptopem. Przeglądam pocztę i natychmiast widzę e-mail
od ojca, Hugo i co dziwne, od Rings'a. Nie wiem, czego ode mnie chce, jednak zaczynam od Hugo.



Cześć, stary!
Jak mija wam pobyt w tym jakże cudownym miejscu? Mam nadzieję, że jesteś dobry dla swojej 
uroczej żony i zachowujesz się jak grzeczny chłopiec ;) Pamiętaj, koniec wolności!
Zdradzę Ci w sekrecie, że moja znajomość z Jenną wręcz rozkwita! Jestem nią dosłownie zauroczony, ale 
to świetna dziewczyna. Z poczuciem humoru, roześmiana, śliczna i taka naturalna. Mógłbym przebywać z nią cały czas, a i tak wciąż byłoby mi mało. Cieszę się, że ją poznałem.
Bawcie się dobrze, pozdrów Marisę.



Uśmiecham się pod nosem, bo Hugo chyba naprawdę jest szczęśliwy dzięki tej dziewczynie. To dopiero ich początki, ale skoro już teraz jest tak dobrze, potem może być tylko lepiej. Nareszcie rzucił Rosalie, która liczyła tylko na jego pieniądze i drogie prezenty. Pazerna suka. Takie trzeba trzymać na dystans.
Wzdycham zrezygnowany i z niechęcią zabieram się za e-maila od ojca. Zapewne nie będzie tak miło.

Witaj, synu.
Rozmawiałem z Rings'em i muszę Cię pochwalić. Wyglądał na zadowolonego z podpisania umowy i bardzo Cię chwalił. Stwierdził, że jesteś świetnym gościem i chce pracować tylko z Tobą. Byłem nieco zaskoczony, kiedy wspomniał o propozycji pracy dla Marisy. Dlaczego się nie zgodziłeś, hmm? Firma Rings'a jest na dobrej pozycji, Twoja żona mogłaby zdobyć u niego doświadczenie i kwalifikacje. Zależało mu na tym, ponieważ pilnie poszukuje sekretarki. Przemyśl to jeszcze, dobrze?
Napisz, czy u was wszystko w porządku. Ucałuj Marisę.


Zwijam dłonie w pięści, kiedy czytam wzmiankę o tym złamasie. Na pewno nie przemyślę jego propozycji,
bo nie mam zamiaru pozwolić Marisie u niego pracować. To byłaby katastrofa! Jestem prawie pewny, że
wykorzystywałby ją do zupełnie innych celów, do czego dopuścić nie mogę. Niby jest żonaty, ma dzieci, jednak młoda i piękna sekretarka byłaby wizytówką jego samego, ale moja żona na pewno nią nie będzie. Nawet, gdyby sama tego chciała. Jeśli chce pracować, mogę zatrudnić ją u siebie nawet dzisiaj.
Klikam na e-mail od Rings'a i przygotowuję się na to, co napisał. Jestem tego nawet ciut ciekawy.


Witaj, Prezesie.
Niestety nie mam żadnego kontaktu do Twojej żony, więc pomyślałem, że może przekażesz jej ode mnie wiadomość. Na spotkaniu nie wspomniałem o wynagrodzeniu, a na początek mogę zaproponować jej dziesięć tysięcy dolarów miesięcznie. Może to ją przekona? Proszę, niech do mnie oddzwoni i przyjmie propozycję.
Thomas Rings



Trzaskam klapą od laptopa i szarpię za włosy. Jestem wściekły i czuję, że po podpisaniu umowy będzie o wiele gorzej! Ten człowiek już teraz skutecznie wyprowadza mnie z równowagi, a przecież jeszcze nie zacząłem z nim współpracować. Jednak bardzo martwi mnie fakt, iż tak bardzo przyczepił się do Marisy. Na spotkaniu jasno powiedziałem mu, że nie ma możliwości, aby u niego pracowała, ale chyba tego nie zrozumiał. Zajmę się tym po powrocie i osobiście przekażę, że ma przestać interesować się moją żoną.

Krzątam się po kuchni i wciąż próbuję opanować nerwy. Zajmuję czymś ręce, robię śniadanie, parzę kawę i wszystko układam na stoliku, na małym balkonie przed domem. Idę po Marię, ale wciąż smacznie śpi i przekręciła się na brzuch. Uśmiecham się pod nosem, układam na niej i całuję w kark. Mruczy pod nosem, wierci się i wreszcie otwiera oczy. Mruga kilka razy, przeciąga się i nadstawia usta do pocałunku.
- Dzień dobry - cmokam ją czule i odsuwam nakrycie z jej ciała - Zrobiłem śniadanie. Pobudka, mała.
- Umieram z głodu, ale nie chce mi się wstać. Mogę liczyć na śniadanko wprost do łózka? Proszę?
- Absolutnie nie! Wszystko jest gotowe - podnoszę się, biorę ją na ręce i sadzam dopiero na krześle.
- O rany! - klaszcze w dłonie i oblizuje usta - Sam to wszystko zrobiłeś? - patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- A widzisz tutaj kogoś innego? - unoszę brew i jestem z siebie dumny - Masz do wyboru jajecznicę z pomidorami i szczypiorkiem, kanapki z mozarellą, muesli z rodzynkami i cynamonem i na dokładkę smoothie kakaowo-kawowo-bananowe - wymieniam, a Marisa patrzy na mnie, jakbym przyleciał z kosmosu - Nie licz na nic więcej, umiem zrobić tylko to, co tutaj jest. Poza tym jestem zielony z gotowania, a smoothie nauczyła robić mnie moja szalona siostra. Twierdzi, że jest zdrowe i w sam raz na śniadanie.
- Nie ukrywam, jestem w szoku - uśmiecha się szeroko i upija łyk smoothie - Orzesz, to jest przepyszne. Jesteś kochany! - pochyla się i soczyście całuje mnie w usta. Nie wiem, czy faktycznie sobie zasłużyłem, ale nie narzekam - Czy coś się stało? - jej uśmiech znika z i patrzy na mnie podejrzanie - Jesteś spięty.
- Nic się nie stało, chyba się nie wyspałem - ziewam przeciągle, drapię się po brzuchu, ale nie mam ochoty na rozmowę o tym frajerze - Ponoć umierałaś z głodu, a teraz nie jesz. Przeszła Ci ochota na jedzenie?
- Nie, ale martwisz mnie - wzdycha ciężko, podnosi się i siada na moich kolanach - Powiedz mi, proszę.
- Jesteś nieznośna - kapituluję, bo wiem, że i tak nie odpuści - Dostałem mejla, który trochę wyprowadził mnie z równowagi, ale przejdzie mi. Nie przejmuj się tym - odgarniam jej włosy, próbuję się uśmiechnąć, ale na nią to nie działa. Wbija paznokcie w moje ramiona i nie spuszcza ze mnie wzroku. Świetnie! - Jesteś taka uparta, wiesz? Jeśli chcesz coś wiedzieć, to i tak to ze mnie wyciągniesz. Nie podarujesz tego tematu?
- Nie, ponieważ chcę wiedzieć, co to za wiadomość i dlaczego tak Cię zdenerwowała. Więc, czekam.
- Napisał do mnie Rings - schyla głowę, przykłada dłoń do czoła i jej nastrój natychmiast się zmienia - Wiedziałem, że tak zareagujesz, dlatego nic nie mówiłem. Uparłaś się i masz za swoje - burczę pod nosem i przytulam się do jej piersi - Chciał, żebyś rozważyła ponownie jego ofertę. Zaproponował Ci na start dziesięć kawałków, co jest wręcz niedorzeczne. Nawet ojciec nie płaci tyle własnej sekretarce!
- Dziesięć tysięcy?! - podnosi głos, gwałtownie odchyla się i gapi na mnie zszokowana - Co jest nie tak z tym człowiekiem? Przecież żadna sekretarka bez doświadczenia tyle nie zarabia. A ja nie mam nawet studiów!
- Wiem, dlatego ta cała oferta pracy od samego początku wydawała mi się mocno podejrzana.
- I tak nie mam zamiaru jej przyjąć, więc chyba nie mamy się czym martwić, tak? Olejmy go, Justin.
- Taki mam zamiar, ale po powrocie do Nowego Jorku osobiście powiem mu, co o tym myślę.
- Nie rób tego. Nie psuj sobie z nim relacji już na początku. Będziesz  z nim pracował, wiesz jak bardzo zrobi się między wami niezręcznie, jeśli się pokłócicie? - tsa! Miło z pewnością nie będzie, ale chrzanić to.
- Dam sobie radę, Marisa. Jestem dorosłym człowiekiem i mam zamiar załatwić to po swojemu i już.
- I Ty mówisz, że to ja jestem uparta. Dobre sobie! - prycha rozbawiona i siada na swoim miejscu.





****


Marisa POV:
Dzień za dniem mijał jak w przyśpieszonym tempie. Nim się obejrzeliśmy, a cudowne dwa tygodnie minęło i musieliśmy wracać do codziennego życia i obowiązków. Był dopiero dziewiąty sierpnia i o ile ja miałam jeszcze trochę wolnego, Justin zaczynał pracę już jutro. Marudził w samolocie, jak bardzo nie chce tam iść, jednak wyjścia nie miał. Wierzyłam w niego i w to, że świetnie da sobie radę. Zdolna z niego bestia!

Między nami również sporo się zmieniło. Ten czas pozwolił nam się lepiej poznać, zaakceptować wady, zalety jak i zbliżyć się do siebie. Czułam się, jakbym znała Justina całe życie i było mi z nim naprawdę dobrze. Traktował mnie jak księżniczkę i tak też się czułam. Wcześniej mówił mi, że rozrywkowy z niego chłopiec, ale teraz zachowywał się jak przykładny mąż. Podobał mi się taki Justin i chociaż na początku miałam mnóstwo obaw, co do naszego małżeństwa, teraz byłam spokojniejsza. Wierzyłam, że możemy stworzyć coś fajnego, tylko musimy się o to postarać. Chciałam być szczęśliwa, kochana i to wszystko dostawałam właśnie od niego. I chociaż nie byłam pewna uczuć Justina, ja zaczęłam się w nim zakochiwać.


- Twoje walizki ważą chyba tonę - Justin burczy pod nosem i ciągnie jedną w stronę domu. Diego, jego
osobisty kierowca, pomaga nam i uśmiecha się pod nosem - Następnym razem sama będziesz to dźwigać.
- W porządku, nie marudź - wzruszam ramionami, otwieram drzwi kluczem i wreszcie wchodzimy do środka. Odkładam torebkę, zsuwam buty ze stóp i opadam na kanapę - O rany! A
le jestem zmęczona!
- Przypomnę, że przespałaś prawie dziewięć godzin w samolocie, a przez resztę malowałaś paznokcie.
- Poważnie? Nie wiedziałam, że malowałam je całe pięć godzin, ale dziękuję, że mnie poinformowałeś.
- Jak zwykle pyskata - mruży oczy, Diego zostawia walizki i zostajemy sami - Co chcesz dzisiaj robić?

- Nie wiem, jest dopiero południe i może wieczorem wpadnę odwiedzić rodziców. Twoich też powinniśmy.
- Po co? - wzrusza ramionami i siada obok mnie - Jestem pewny, że wcale się za mną nie stęsknili.
- Bredzisz! Jestem pewna, że chętnie nas zobaczą. Mamy dla nich prezenty, tak? Trzeba je wręczyć.
- Ale nie dzisiaj, okej? Jutro zaczynam pracę na pełnych obrotach i chcę wykorzystać ostatni wolny dzień.
- No dobrze, niech Ci będzie - ustępuję, ale ma trochę racji - Cieszysz się z pracy, Panie Prezesie?
- Jak diabli - przeczesuje włosy i patrzy na mnie spod byka - Będziesz czekała na mnie, aż wrócę do domu? Grzecznie? - unosi brew, układa się na mnie i przygniata do kanapy. Uwielbiam się z nim droczyć! 
- Nie wiem, zastanowię się - pstrykam go w nos i chichoczę - Wiesz, że nie jestem grzeczną dziewczynką.
- Owszem, zmieniłaś się w diablicę. Jednak niegrzeczna możesz być tylko w łóżku, moja śliczna żono.
- Wow, dziękuję za pozwolenie! A teraz złaź ze mnie, bo jesteś ciężki - odpycham go, ale napiera na mnie jeszcze mocniej i całuje szyję. Mruczę cicho, bo jego dotyk działa na mnie jak jasna cholera - Co robisz?
- To, na co mam właśnie ochotę - mruga seksownie, bierze mnie na ręce i wchodzi po schodach.


Następnego dnia Justin ucieka do firmy, a ja korzystam i jadę spotkać się z Jenną. Bardzo się za nią stęskniłam i chcę dać jej prezent, który kupiłam na Bora Bora. Ciekawa jestem, czy jej się spodoba.
- Marisa? - przystaję w pół kroku i odwracam się za siebie. Omal nie wpada na mnie przechodzień, ale nie zwracam na to uwagi, bo przede mną pojawia się Sean. Cholera! - Witaj, Skarbie. Nie ukrywam, ale... wow! Wyglądasz obłędnie! - uśmiecha się i uważnie ogląda mnie z góry na dół - Wypiękniałaś, opaliłaś się.
- T-tak, wczoraj wróciliśmy z podróży poślubnej - chrząkam, ale czuję się potwornie niezręcznie! - Wybacz, śpieszę się. Jestem umówiona z Jenną w kawiarni za rogiem. Miło było Cię zobaczyć, Sean.
- Ciebie również, ale nie uciekaj jeszcze - delikatnie chwyta mnie za nadgarstek i natychmiast się spinam - Nie bój się mnie, nie chcę Cię skrzywdzić - mówi czule i wpatruje się we mnie jak w obrazek - Więc Twoja przyjaciółka Jenna wróciła, kiedy zniknąłem z Twojego życia, co? - prycha z kpiną, jednak nie mam zamiaru z nim o tym rozmawiać - Widziałaś kopertę, którą Ci dałem? - kurwa! Kompletnie o niej zapomniałam!
- Za bardzo nie miałam kiedy, ale na pewno to zrobię, skoro tak bardzo Ci na tym zależy. Co w niej jest?
- Sama się przekonasz, ale może i lepiej, że nie widziałaś jej wcześniej? Dzięki temu spędziłaś ze swoim mężem czas w spokoju - co takiego?! - Kiedy ją otworzysz, co nieco może się zmienić. Przekonasz się, jaki wierny z niego facet - puszcza mnie, salutuje i zostawia zdezorientowaną na chodniku. Co to było?!





******************************************
Hi :)

No i powraca sprawa z kopertą.
Jak myślicie, co w niej jest?

Ps. Małe info:
Kilka osób chciało drugi epilog na Livvie. Nie chce mi się wysyłać tego na maila, bo nie mam na to czasu, więc postanowiłam dodać go na bloga. Będzie to jednak zakładka z prawej strony, ponieważ to nie jest "oficjalny" epilog. Jeśli ktoś nie chce, nie przeczyta. Proste :)
Epilog pojawi się w środę.

Zostajemy więc tylko z Marisą. Myślę teraz, czy zrobić rozdziały dwa razy w tygodniu, czy może zacząć coś nowego. Jak wiecie, na Livvie są również moje dwa nowe opowiadania (zakładki z boku). Jedno o rodzeństwie, drugie o... sama nie wiem. Coś w stylu Fatal Mistake.
Więc pytanie do was. Co wolicie?
- Rozdziały dwa razy w tygodniu
- Opowiadanie o rodzeństwie
- Opowiadanie w stylu FM

To tyle :)
Całusy dla was :*
Kasia






19.3.17

Rozdział 21

Marisa POV:
Następnego dnia jestem podekscytowana zaplanowanym rejsem. Właściwie trochę boję się, czy przypadkiem nie dopadną mnie mdłości, ale liczę, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Chcę się dobrze bawić.

Z Norą i Carosem spotykamy się przy brzegu. Opada mi szczęka, bo łódź jest ogromna i bardzo luksusowa. Justin podaje mi dłoń i pomaga wejść na podkład. Rozglądam się zachwycona i czuję, że to będzie cudownie spędzony dzień. Pięknie świeci słoneczko, jest gorąco i bezwietrznie. Czego chcieć więcej?
- Rozbieramy się? - słyszę przy uchu szept Justina i widzę jego zalotne spojrzenie - Jest potwornie gorąco, zaraz się rozpuszczę - wzdycha, odkłada moją torebkę na kanapę i pozbywa się koszulki. Zostaje tylko w szarych, krótkich spodenkach, a ja nie mogę wręcz oderwać od niego wzroku. Jest umięśniony, a tatuaże to arcydzieło! Oblizuję usta i skupiam wzrok na włoskach, które ciągną się w dół i chowają za gumką spodenek. Nie rozumiem tego, jak ten chłopak na mnie działa! Kompletnie zapomniałam o Sean'ie, którego ponoć tak bardzo kochałam jeszcze dwa tygodnie temu! Teraz w mojej głowie jest tylko i wyłącznie Justin - Kotku? Odleciałaś! - chichocze, podchodzi i pozbywa się mojej krótkiej sukienki - Tak o wiele lepiej - mruga okiem i odgarnia kosmyk moich włosów - Bardzo podoba mi się Twoje bikini - perfidnie przesuwa wzrokiem po moim ciele, co niesamowicie mnie zawstydza! - Jesteś piękna - obejmuje mnie i całuje w szyję.
- Witam wszystkich! - nasze przytulanki przerywa obcy głos mężczyzny - Będę dzisiaj Państwa kapitanem. Gotowi do rejsu? - uśmiecha się, wita z każdym z nas i przechodzi na przód jachtu. 


Opalam się z Norą na rufie i uśmiecham się pod nosem. Błogie lenistwo, cudowne słońce i piękne miejsce.
- Jak układa Ci się z mężem? - głos Nory sprowadza mnie na ziemię. Przekręcam głowę, patrzę jej w oczy,
ale nie rozumiem, dlaczego o to pyta - No wiesz, u mnie jest beznadziejnie i nie wiem jak to uratować.
- Naprawdę? Obserwowałam was na imprezie, wyglądaliście na szczęśliwych. Co jest właściwie nie tak?
- Sama nie wiem. Carlos chyba się mną znudził i wciąż ogląda się za innymi kobietami. Brak mi już sił.
- Może porozmawiaj z nim? Wydaje mi się, że nie ma nic ważniejszego od mówienia o swoich uczuciach.
- On wcale nie chce mnie słuchać. Twierdzi, że przesadzam i dopowiadam sobie coś, czego nie ma.
- Ciężko mi cokolwiek doradzić, bo kompletnie się na tym nie znam. Jestem mężatką od pięciu dni.
- Świeżaki z was, zazdroszczę. Na początku zawsze jest cudownie, a potem wkrada się nuda i codzienność.
- Jeśli nie dba się o miłość, drugiego człowieka i uczucie, to nic z tego nie wyjdzie. Małżeństwo to poważna sprawa, nie coś na chwilę. Jeśli się to zaniedba, to rozpadnie się jak domek z kart. Trzeba walczyć.
- Rany! Powinnaś zostać psychologiem dla par, Marisa. Poważnie! - chichocze i poprawia duży kapelusz.
- Absolutnie nie! Nie znam się na związkach, Justin jest moim drugim chłopakiem, co ja tam wiem.
- Chciałabym, żeby Carlos patrzył na mnie tak, jak patrzy na Ciebie Twój mąż - zatyka mnie i nie wiem, co powiedzieć. Co ma przez to na myśli? Niby jak patrzy na mnie Justin? - Jest w Tobie zakochany po uszy!
- Co?! - podnoszę głos, ale jestem w szoku! Już mam zaprzeczyć i wyjaśnić jej, że nic do siebie nie czujemy,
jednak gryzę się w język - To znaczy... wiem. Ja również go kocham. Dlatego właśnie wzięliśmy ślub.
- Moja piękna żona mnie kocha, co? - och! Podnoszę głowę i widzę przed sobą Justina. Uśmiecha się zadziornie, stoi nade mną, a ja płonę w środku! - Ja Ciebie też kocham, Kotku - o mój boże! Co to za gra?
- Masz szczęście, inaczej skopałabym Ci tyłek - wystawiam język, Justin siada obok i cmoka mnie w czoło.
- Jesteście tacy słodcy - Nora spogląda na Justina, ale gapi się tak, jakby chciała go pożreć wzorkiem.
- Miłość całkowicie ogłupia człowieka i zanim się obejrzy, jest słodki, uroczy i zakochany po uszy.
Uśmiecham się jak wariatka na prochach. Justin zadziwia mnie, chociaż wiem, że nic z tego nie jest prawdą.




Justin POV: 
- No dalej, skacz! - wystawiam ręce i czekam na Marisę. Boi się wskoczyć do wody, a wcale nie jest tak
wysoko - Kotku, nie bądź tchórzem! Złapię Cię - poruszam brwiami, a Marisa wystawia środkowy palec - Hej! Pożałujesz tego - mrużę oczy i wyżej unoszę dłonie - Woda jest zajebista! Skacz! - zachęcam ją, patrzy na mnie niepewnie i kręci głową. Obok niej stoi Nora, która ponownie patrzy na mnie jakby chciała mnie zjeść. Nie kumam tej laski, ale niepokoi mnie jej zachowanie. Carlos jej nie pieprzy, skoro przyczepiła się do mnie? Co jest z nią nie tak? - Czekam! - krzyczę do żony, która wreszcie skacze do wody! Alleluja! Wynurza się szybko, bierze głęboki oddech i uśmiecha się szeroko - Brawo! Jestem z Ciebie dumny - podpływam do niej, przytulam do siebie, a ona owija nogi wokół moich bioder - Seks w wodzie? Podoba mi się ten pomysł - poruszam brwiami i czuję pieczenie na czole, auć! - Czy Ty właśnie mnie uderzyłaś? - pytam z niedowierzaniem, wbijam palce w jej pośladki i karcę wzorkiem - Ostatnio zrobiłaś się bardzo niegrzeczna.
- Nie mów do mnie jak do dziecka - wsuwa palce w moje włosy, zaciska mocno pięść i przysuwa usta do mojego ucha - Jestem dorosłą kobietą, Skarbie. Nie myśl sobie, że będę potulnym barankiem.
- Wow - szepczę, jednak coraz bardziej mnie zaskakuje - Wychodzi z Ciebie prawdziwy diabełek, co?
- Taka już jestem - niewinnie wzrusza ramionami i na powrót staje się słodką Marisą. Oszaleję przez nią!
- Lubię Cię taką - oblizuję usta, przesuwam dłoń i dotykam jej kobiecości. Kręci przecząco głową, wbija palce w moje ramiona, ale nie robi to na mnie wrażenia. Dotykam ją, pieszczę zmysłowo i widzę jej reakcję. Zaciska usta, patrzy mi w oczy i mam ochotę mocno ją przelecieć. Tutaj! Nie wierzę, że tak na mnie działa, ale jest niesamowicie seksowna, piękna i wie, jak wykorzystać to na swoją korzyść - Chcę Cię.
- Chcieć to za mało, trzeba pragnąć - mruga rozbawiona, uwalnia się z mojego uścisku i podpływa do schodów. Ogląda się przez ramię i wchodzi na podkład. Z jej ciała ścieka woda i muszę przełknąć ślinę na ten widok. Jakby tego było mało, pochyla się do przodu, wyciska włosy i wypina pupę w moją stronę. Robi to specjalnie, aby doprowadzić mnie kurwa do szaleństwa! Pożałuje tego! - Chodź, Skarbie. Carlos zrobił pyszne krewetki - opiera biodro o barierkę i posyła mi to seksowne spojrzenie, od którego płonę w środku.
- Dorwę Cię, uważaj - płynę w jej stronę, piszczy i ucieka przede mną. Prycham, bo i tak się nie ukryje. Wchodzę na pokład, spoglądam w dół i kręcę głową. Mój kutas chce przebić się przez spodenki i zanim dołączę do reszty, muszę zrobić z tym porządek - Zaraz wracam! - krzyczę i zasłaniam ręką krocze. Carlos macha dłonią i nie odwraca głowy od grilla. Schodzę pod pokład i docieram do łazienki - I co teraz? - burczę pod nosem i mam ochotę przywlec tutaj Marisę, żeby się mną zajęła. To jej wina! Oberwie się jej za to.
- Pomóc Ci? - gwałtownie przekręcam głowę, a w drzwiach widzę Norę. Opiera się nonszalancko ramieniem i patrzy wprost na mojego fiuta - Chyba jest spragniony, prawda? Mogę się Tobą zająć, chcesz? - wbija żeby w wargę, patrzę na nią zaskoczony i za cholerę się jej tutaj nie spodziewałem. Jednak ona wchodzi do środka i układa dłoń na moim penisie - Mmmm, podoba mi się - uciska go lekko i muszę zacisnąć usta.
- Nie rób tego - mówię cicho, a podniecenie rozlewa się falą po moim ciele. Najchętniej oddałbym się w jej ręce, ale przed oczami pojawia mi się twarz mojej żony. Kurwa, nie mogę tego zrobić! - Zostaw! - odtrącam jej dłoń, przeczesuję włosy i robię krok w tył - Co z Tobą? Mam żonę, Ty masz męża i chcesz zrobić coś takiego? - prycham z kpiną, bo naprawdę mało brakowało, a popełniłbym ogromny błąd - Wychodzę - burczę pod nosem, opuszczam łazienkę i wchodzę na podkład. Czmycham na koniec jachtu i skaczę do wody. Muszę ochłonąć, zanim wrócę do żony - Kurwa mać, co za napalona laska - mówię do siebie i wzdycham.


Wracam do Marisy. Siedzi na kapanie, rozmawia z Carlosem i uśmiecha się uroczo. Jestem z siebie dumny!
- Gdzie byłeś, Skarbie? - pyta, kiedy siadam obok niej. Uśmiecha się i wsuwa krewetkę do moich ust.
- W łazience - mrużę oczy, a ona chichocze. Wie, że mnie podnieciła i bezczelnie olała! - Nigdy więcej tego nie rób - pochylam się, szepczę jej do ucha i przygryzam mocniej płatek - Nie podniecaj mnie i nie zostawiaj, rozumiemy się? - przytakuje głową, układa dłoń na moim udzie i ściska - Nie myśl sobie, że Ci to podaruję - spina się i odchyla głowę, żeby spojrzeć mi w oczy - Przekonasz się, jakie to uczucie, Kochanie.
- Powinnam się bać? - przygryza wargę i patrzy na mnie wyzywająco - Wiesz, że wcale się Ciebie nie boję?
- Och, naprawdę? - przyciągam ją do siebie i wsuwam nos w jej włosy - To ogromny błąd, Kotku.
- No nareszcie! - Carlos przewraca oczami na widok dołączającej do nas Nory - Nasza sałatka!
- Trochę mi się zeszło, wybaczcie - przysiada obok męża i wymownie na mnie patrzy - Smacznego.
- Hej! Mogłam Ci pomóc, trzeba było powiedzieć - Marisa kręci głową, ale lepiej, że jej tam nie było.

- Poradziłam sobie, to nic trudnego. Właściwie jest to nasze pożegnalne spotkanie. Jutro wyjeżdżamy.
- Och! - moja żona patrzy smutno na Norę, ale od kiedy tak ją polubiła? - Naprawdę? Wielka szkoda!
- Niestety. Jesteśmy tutaj prawie dwa tygodnie i koniec tego dobrego. O dziewiątej mamy samolot.
- Dasz mi do siebie jakiś namiar? Może uda nam się utrzymać kontakt? - świetnie! Tego brakowało.
- Nie ma sprawy, byłoby fajnie. A może pewnego dnia przyjedziecie do nas, do Norwegii? Zapraszamy!
- Właśnie! To świetny pomysł - Carlos podłapuje temat i patrzy na mnie - Mógłbyś udzielić mi kilku rad.
- Nie ma sprawy. Bardzo chętnie, nigdy nie byłem w Norwegii. Na pewno o tym pomyślimy, prawda?
- Oczywiście - Marisa uśmiecha się i widzę u niej nutkę podekscytowania - My też zapraszamy do siebie.
- Justin wspominał, że mieszkacie w Nowym Jorku. Byłem tam dawno temu w delegacji, ale chętnie zabiorę Norę i pokażę jej miasto. Piękne miejsce, chociaż jak dobrze pamiętam, niesamowite korki!
- To prawda! W godzinach szczytu lepiej nie wystawiać nosa z domu, a jak już, to wybrać nogi zamiast auta.
- Wypijmy za to! - Carlos krzyczy radośnie i stukamy się w powietrzu szklaneczkami - Za spotkanie!


Obejmuję Marisę, opiera się plecami o mój tors i wpatruje się w rozchlapującą się wodę. Dochodzi
dwudziesta pierwsza i właśnie wracamy do naszego domku. To był bardzo udany i fajny dzień, pomijając incydent w łazience. Mimo wszystko jestem z siebie dumny, bo do niczego nie doszło. Czy robię postępy?
- Od kiedy tak polubiłaś Norę, hmm? Przecież byłaś zazdrosna o naszą rozmowę, coś się zmieniło?
- Wydaje się być całkiem w porządku, chyba mnie poniosło i przesadziłam. Jest miła, polubiłam ją.
- No proszę. Więc szkoda, że jutro wyjeżdża - kłamię! Cieszę się jak cholera, że jej tutaj nie będzie.
- Tak. Mogliśmy spędzić z nimi fajny czas, ale trudno. Zostajemy we dwójkę, co będziemy robić?
- Jak to co? Cieszyć się sobą, poznawać - przekręcam ją i sadzam na swoich kolanach - I kochać.
- Czy w ciągu dnia jest taki moment, kiedy nie masz ochoty na seks? Wiesz, że jesteś niewyżyty?
- Wiem - poruszam brwiami i mrugam okiem - Zawsze jestem gotowy do akcji, jak prawdziwy facet.
- Nie wierzę - przewraca oczami i uśmiecha się uroczo - Więc będę miała dzięki Tobie mnóstwo orgazmów.
- Kurwa, Kotku! Tak seksownie zabrzmiało to w Twoich ustach - układam dłonie na jej pośladkach i ściskam zachłannie. To nie moja wina, że lubię seks! To naprawdę zajebista sprawa. Czy są faceci, którzy go nie lubią? No właśnie! - Ostrzegam, że nie zawsze je osiągniesz - widzę jej zaskoczoną minę, ale o to chodziło - Po takim numerze, jaki wykręciłaś dzisiaj możesz zapomnieć o o orgazmie, maleńka. Jakaś kara musi być.
- Tylko nie waż się mnie wiązać, podniecać i zostawiać. Czy to jasne? - wystawia palec na znak groźby, ale wcale się jej nie boję. Wsuwam go do ust i przygryzam opuszek - Justin! Mówię poważnie.
- To ja jestem tutaj facetem i to ja rządzę - mrugam rozbawiony, chociaż Marisa jest poważna jak diabli.
- Chciałbyś, Kochaniutki. Ze mną nie pójdzie Ci tak łatwo, jeszcze mnie nie znasz. Mam charakterek.
- Mmm, lubię laski z charakterkiem. Wiesz, dlaczego? - kręci głową i delikatnie przesuwa swoimi zwinnymi paluszkami po moich ramionach - Ponieważ lubię wyzwania i będę mógł spiłować te Twoje ostre pazurki.
- Pff, też mi coś - wygina usta w podkówkę i wygląda jak mała dziewczynka - Nie dam Ci się, zapomnij.
- To się jeszcze okaże - pochylam się i pociągam za jej dolną wargę. Wiem, jak na nią działam i mogę to wykorzystać na swoją korzyść - Jesteś moją żoną, należysz tylko do mnie i bardzo podoba mi się ta myśl.
- Mnie też - pociera nosem o mój i wtula się we mnie. Czyż ona nie jest słodka? - Dobrze mi z Tobą, Justin.
- To jest nas dwójka - całuję jej ramię i zamykam oczy. Może to dziwne, jednak naprawdę mi dobrze.


Na miejscu jesteśmy prawie czterdzieści minut później. Dziękujemy kapitanowi, który się nami opiekował i idziemy w stronę domków. Marisa jest zmęczona i ziewa przeciągle kilka razy. Też marzę o łóżku.
- Jeszcze raz wielkie dzięki za miło spędzony dzień. Szkoda, że jutro wyjeżdżacie. Bez was będzie tak pusto.
- Też żałujemy, ale takie życie. Na pewno jeszcze się spotkamy, wpadnijcie jak będziecie mieć chwilę.
- Jasne. Zdzwonimy się - ściskam dłoń Carlosa i cmokam Norę w policzek. Mocno wbija palce w moje ramię, aż się kurwa krzywię! - Nora? Wszystko w porządku? - marszczę czoło, jednak jest blada jak ściana!
- Kochanie! - Carlos doskakuje do niej i obejmuje - Co się dzieje? - patrzy na nią z troską i odgarnia włosy.
- To nic wielkiego, zrobiło mi się tylko trochę słabo - próbuje się uśmiechnąć, jednak słabo jej to idzie.
- Nic wam nie mówiliśmy, spodziewamy się dziecka - że co?! Ja pierdole! - To dopiero piąty tydzień.
- Naprawdę? - Marisa uśmiecha się szeroko i głaszcze Norę po plecach - Gratulacje! To cudownie!
- Tak, bardzo się cieszmy - Carlos spogląda na żonę, otacza ją ramieniem i nie pozwala upaść.
W tym momencie mam ochotę tańczyć ze szczęścia! Opanowałem się, nie uległem i tym samym nie zdradziłem Marisy. Mimo to nie rozumiem Nory. Nie dość, że wciąż bredziła o rozpadającym się małżeństwie, na dodatek chciała zrobić mi loda w łazience, a
 na deser funduje ciążę? Co ona ma w głowie?!





**************************************************
Hello! :)
Dawno nie pisałam notki, więc dzisiaj to zrobię :P
Woah! Justin robi postępy, prawda? ;)
Trzeba dać chłopakowi szansę, no!

A teraz małe ogłoszenie:
Czy mogłabym prosić o e-maile wymienione osoby?
Ps. Jeśli ktoś nie chce pisać tak na forum, to piszcie na aska. Zapiszę sobie i usunę pytanie :)

Klaudia Husarek
Manuela Wybraniec
Wiktoria Krząkała
Agnieszka P
Madzia Majz 
Wiktoria Salwa
Koniara04
Martyś99
Kama
Anonimowy: Kasia K
Anonimowy: Paulina
Anonimowy: Ula
Jula06
Isobella Chmielewska
Daria Śmm
Wiktoria Prochot
Sołsłit
Czkawka13
Ramosiątko
Annery
DEMIISMYQ X
Zuzanaha
JU LA
Wercia Bieber
Kinga Skóra 
Jula06
Monika Gaworska
Wiktoria Dzierbicka 
Julia
Karolina Cherry
Jula600
WERKA.A
ALEX 565
Jula4600
VICTORIA****
Klaudia Przybylska


Z góry dziękuję :)

Buziaki :*
Kasia



12.3.17

Rozdział 20

Justin POV:
Zamykam oczy, zaciskam szczękę i chowam twarz w dłoniach. Nie mam pojęcia, co Rings wyprawia, ale wcale mi się to nie podoba. Po pierwsze, jak śmie zakłócać nam podróż poślubną? Po drugie, dlaczego nie podpisał umowy z moim ojcem, skoro to on jest szefem? I po trzecie, czego on kurwa chce od mojej żony?!
- Jestem gotowa - Marisa przerywa moje rozmyślenia i bardzo powoli przekręcam głowę w jej stronę. Jak zawsze wygląda przepięknie, jednak moja ochota na imprezę poszła w cholerę! - Justin? Co jest? - podchodzi, marszczy brwi i siada na moim kolanie - Coś się stało? Jesteś zmartwiony, proszę powiedz mi.
- To nic takiego, nie martw się - wysilam się na uśmiech i całuję ją w usta. Odrywa się ode mnie i posyła poważne spojrzenie - Nie odpuścisz, prawda? - kręci głową, pocieram czoło i kapituluję - Dostałem e-mail od ojca i dowiedziałem się, że jutro popołudniu będzie tutaj Rings. Chce podpisać umowę właśnie ze mną.
- Poważnie przylatuje tutaj tylko po to? Przecież to szalone! Jesteśmy tak daleko od Nowego Jorku.
- Wiem, dlatego tym bardziej mnie to martwi. Nie wiem, co nim kieruje, ale nie podoba mi się ten człowiek. Na bankiecie wydawał się całkiem w porządku, chociaż nie rozumiem, dlaczego wspomniał o Tobie.
- Mnie też to zastanawia, ale nie martw się tym. Podpiszesz z nim umowę, wyleci i po sprawie.
- Właśnie taką mam nadzieję. Liczę na to, że nie będziemy wchodzić sobie w drogę. Inaczej będzie źle.
- Nie denerwuj się i nie psuj sobie humoru - zmienia pozycję i teraz siada na mnie okrakiem. Mmm, podoba
mi się ta pozycja - Idziemy na plażę się bawić, zostaw pracę i zmartwienia tutaj. Zrobisz to dla mnie?
- Oczywiście! Wyglądasz obłędnie w tej sukience - przesuwam dłońmi po jej plecach i dociskam ją do siebie mocniej - Nie wiem, jak Ty to robisz, ale świruję przez Ciebie - sunę nosem po jej szyi i zaciągam się jej cudownym zapachem - Robisz to specjalnie, tak? Ubierasz się w taki sposób, aby mnie podniecić?
- Zwariowałeś? Po prostu lubię ładnie wyglądać, Justin. Poza tym nie chcę przynieść Ci wstydu.
- Nie ma nawet takiej opcji! Nawet gdybyś chciała, nie uda Ci się to. Jesteś urocza i prześliczna.
- Awww, ktoś jest bardzo słodki - chichocze i pociera nosem o mój - Idziemy? Czy będziemy sobie słodzić?
- Idziemy, inaczej na słodkościach się nie skończy - porywam ją na ręce, a Marisa piszczy głośno - Zostaw te szpilki w domu, złociutka. Na piasku raczej Ci się nie przydadzą - przewraca oczami i zsuwa je ze stóp.


Zajmujemy wolne miejsce na barowych krzesełkach przy barze i zamawiam dla nas drinka. Marisa rozgląda się z zaciekawieniem i obserwuje wirujących na parkiecie ludzi. Muzyka dudni głośno i wszyscy świetnie się bawią. Dostrzegam nawet Norę, która kołysze się z napakowanym mężczyzną i wnioskuję, że to jej mąż.
- Wow! Mąż Nory to niezłe ciacho - prawie krztuszę się własną śliną na słowa Marisy. Co do cholery?!
- Chwileczkę! Chyba się przesłyszałem albo źle zrozumiałem - okręcam ją na krzesełku w swoją stronę i mrużę oczy - Uważasz, że powinnaś mówić takie rzeczy w obecności własnego męża, Kotku? Poważnie?
- A co ja takiego powiedziałam? - wzrusza ramionami i odbiera drinka od barmana - Stwierdziłam fakt.
- Jesteś tutaj ze mną, a komplementujesz innego faceta? Nie wiem, co mam o tym myśleć. To niegrzeczne.
- W takim razie przepraszam - układa dłoń na moim udzie i patrzy tym wzorkiem, który doprowadza mnie na skraj. Nie wiem, jakim cudem, ale nagle zrobiła się z niej cholerna kocica! Gdzie ta nieśmiała, niewinna dziewczynka, którą poznałem ponad dwa tygodnie temu? Co się z nią stało? - Wybaczysz mi, Kochanie?
- Zastanowię się - chwyta jej dłoń, podnoszę do ust i całuję czule. Marisa uśmiecha się na mój gest, ale sam siebie zaskakuję. Nigdy nie byłem słodki wobec żadnej kobiety, bo to po prostu nie w moim stylu. Przy niej dziwnie głupieję i czasami nie rozumiem, co ja wyprawiam! - Dokończ drinka, chcę z Tobą zatańczyć.
- Jak sobie życzysz, mężu - uśmiecha się kokieteryjnie, wypije drinka jednym haustem i porywam ją na parkiet. Obejmuję Marisę i wirujemy wokół innych par. Cholera! Mógłbym do tego przywyknąć.


Rano budzi mnie dźwięk przychodzące e-maila. Przeklinam pod nosem za swoją głupotę i włączonego laptopa. Mam za swoje! Spoglądam na Marisę, która smacznie śpi i wygląda jak słodki aniołek. Cholera, naprawę tak pomyślałem? Ja? To niedorzeczne! Przecież nigdy nie rozczulałem się nad wyglądam kobiety, kiedy śpi. No tak, rzadko obok którejś zasypiałem. Przy Lunie zdarzyło się to zaledwie trzy razy.
Kończę rozmyślenia i siadam przy stoliku. Wchodzę w pocztę i natychmiast w oczy rzuca mi się e-mail od ojca. Otwieram go i czytam, chociaż nie mam na to ochoty. Dlaczego nawet tutaj zawraca mi dupę?



Witaj, synu.
Mam nadzieję, że wasza podróż poślubna przebiega spokojnie i miło.
Niestety Rings uparł się, że podpisze umowę tylko z Tobą i nie będzie czekał. Wsiadł w prywatny samolot i powinien wylądować około trzynastej. Bądź rozważny i skup się na wykonaniu swojego zadania. To Twój pierwszy, ale jakże ważny klient. Spisz się, Justin!
Podałem mu numer Twojej komórki. Skontaktuje się z Tobą jak będzie na miejscu.
Trzymam kciuki, nie zawiedź mnie.
Przesyłamy uściski z mamą. 



Przewracam oczami i przeczesuję włosy. Jestem bardzo ciekawy, dlaczego Ringsowi tak się śpieszyło, ale niebawem się o tym przekonam. Od niechcenia spoglądam na zegarek i prawie dostanę zawału! Dochodzi dwunasta trzydzieści, a ja jestem w dupie! Zrywam się na równe nogi, biegnę do łazienki i biorę szybki prysznic. Myślę, w co mam się ubrać, jednak stawiam na luźny styl. W końcu nie jestem na wakacjach.

Zostawiam Marisę i piszę jej karteczkę, że jestem na spotkaniu z Ringsem. Wciąż śpi, ale do domu wróciliśmy po czwartej rano. Impreza okazała się być wystrzałowa, to słowa Marisy, nie moje. Na dodatek Nora i jej mąż Carlos przesiedzieli z nami cały wieczór, a moja żona nie wydrapała jej oczu. To cud! 

- Justin! - podskakuję zaskoczony, kiedy Rings krzyczy moje imię. Podchodzi do stolika i wita się uściskiem dłoni - Świetny bar - rozgląda się z zaciekawieniem i siada - Cieszę się, że zgodziłeś się ze mną spotkać.
- Nie ma sprawy, chociaż jestem trochę zaskoczony. Skąd ten pośpiech? Mógł Pan podpisać umowę z ojcem.
- Mogłem, ale to jednak Ty mnie przekonałeś, tak? To byłoby nie fair wobec Ciebie, czyż nie?
- Nie wiem. Szczerze? Chyba wszystko jedno, z kim Pan podpisuje umowę. To wciąż ta sama firma.
- Owszem, ale jestem tutaj. Załatwimy sprawę szybko i sprawnie - uśmiecha się sztucznie i wyjmuje umowę. Podaje mi ją, czytam uważnie, ale nie mam zamiaru podpisać czegoś na ślepo. Skończyłem studia i co nieco wiem o takich, którzy spisują umowy, które wcale nie są korzystne - A gdzie Twoja piękna żona?
- Moja żona? - unoszę brew i udaję zaskoczonego. Tylko na to czekałem - Dlaczego Pan o nią pyta?
- Cóż, mam dla niej pewną propozycję - co takiego?! - Jest szansa, abym mógł z nią porozmawiać?
- Najpierw chcę się dowiedzieć, co to za propozycja. Nalegał Pan, aby była tutaj dzisiaj. Po co?
- Nie masz powodu do nerwów i mów mi po imieniu - kiwam głową, ale skoro tak chce, niech będzie - Więc? Może się pojawić? Wyjaśnię wszystko wam obojgu, dobrze? - patrzy na mnie wyczekująco, ale coś tu nie gra.
- W porządku - wzdycham zrezygnowany, muszę ją mieć na oku. Dzwonię do niej, ale na szczęście już wstała i zdążyła doprowadzić się do porządku. Kieruję ją jak ma pójść, aby trafić na restaurację połączoną z barem. Nie czekamy długo, a Marisa pojawia się w drzwiach. Wygląda jak anioł, a Ringsowi zapalają się oczy. Niech to szlag! - Kochanie - uśmiecham się do niej i przesuwam, aby mogła usiąść obok mnie.
- Witam Pana - wystawia dłoń i ściska ją - Nalegał Pan na spotkanie. Jestem ciekawa, o co chodzi.
- W pierwszej kolejności chciałbym przeprosić. Mam nadzieję, że nie zepsułem wam pobytu tutaj?
- Nie, skąd. Nic się nie stało. Prawda, Skarbie? - patrzy na mnie i ściska pod stołem moje udo. Przytakuję głową, chociaż mam ochotę powiedzieć mu, że przesadził i nie powinien się tutaj zjawić - Więc?
- Powiem wprost, zwolnił się etat sekretarki w mojej firmie i poszukuję kogoś nowego - co, kurwa?!
- Nie bardzo rozumiem, pomyślał Pan o mnie? - Rings przytakuje i muszę pohamować się, aby nie wybuchnąć śmiechem - To miłe, ale ledwo skończyłam szkołę i nie mam żadnego doświadczenia i kwalifikacji.
- Nie szkodzi. Każdy od czegoś zaczyna, prawda? Mogłabyś się wszystkiego nauczyć od podstaw.
- Proszę wybaczyć, ale moja żona nie może u Ciebie pracować - spogląda na mnie zaskoczony i marszczy grube brwi. Pieprzony dupek! Już ja wiem, co chodzi mu po głowie - Marisa od października zaczyna studia. Musi się na nich skupić. Zdecydowanie to nie jest czas na pracę, jest jeszcze bardzo młoda.
- Rozumiem to. Jednak w mojej firmie mogłaby się rozwinąć, a studia dostosować do pracy. To nie problem.
- Bardzo dziękuję za propozycję - mówi cicho i przysuwa się do mnie - Mimo wszystko, Justin ma rację.
- Naprawdę? Nie chcesz spróbować? - patrzy na nią wyczekująco, ale to nie przejdzie - Spodobałoby Ci się.
- W porządku - biorę sprawę w swoje ręce, bo zaczynam tracić cierpliwość - Temat pracy mojej żony właśnie został zakończony. Podpiszmy umowę, a po moim powrocie osobiście zajmę się Tobą i Twoją firmą.
- A gdybym uzależnił naszą współpracę od pracy Twojej żony w mojej firmie? - chyba sobie kurwa kpi!
- Cóż, w takim razie nie doszlibyśmy do porozumienia. Powiedziałem jasno, że Marisa nie będzie u Ciebie pracować - natychmiast czuję, jak ściska moje udo. Wiem, co chce mi przekazać. Zachowaj spokój.
Jesteś bardzo uparty, a szkoda. Twoja żona mogłaby być niezależną kobietą, zarabiać na siebie.
- Wcale nie musi tego robić, jestem jej mężem i zadbam o nią. Jeśli skończy studia, wtedy zdecyduje co chce robić dalej. Nie rozumiem jednak, dlaczego tak bardzo na to nalegasz. O co tu właściwie chodzi?
- O nic? Po prostu pasowałaby na to stanowisko, a ja potrzebuję kompetentnej i pięknej kobiety.
- Rozumiem - prycham z kpiną i wszystko jest już dla mnie jasne. Domyślam się, jakie czekałyby na nią obowiązki - Moje pytanie brzmi, czy jesteś zainteresowany podpisaniem umowy? Jeśli nie, pożegnamy się.
- Mimo wszystko jestem zainteresowany. Liczę, że może Marisa zmieni zdanie i sama podejmie decyzję.
- Nie liczyłbym na to - przytulam ją do siebie, ale w życiu na to kurwa nie pozwolę! 


Po dokładnym przeczytaniu całej umowy, podpisuję ją i żegnamy się z Ringsem. Zbyt długo trzyma dłoń
Marisy i zbyt nachalnie całuje jej wierzch. Płonę w środku, ale ten człowiek bardzo mnie niepokoi. Nie jestem pewny czy podpisanie umowy to dobry pomysł. Będę musiał się z nim spotykać, a obawiam się, że to może się źle dla nas skończyć. Pewnego dnia może mnie wkurwić i niechcący może dostać przez to w zęby.
- Jesteś spięty - Marisa zaczyna cicho i mocniej ściska moją dłoń, kiedy wracamy - O co chodzi, Justin?
- O nic, ten złamas wyprowadził mnie z równowagi. Co on sobie kurwa wyobraża, huh? Ma tupet, frajer.  Przyleciał tutaj, zawraca mi głowę i na dodatek podrywa moją żonę, na moich kurwa oczach? Kpina!
- Spokojnie - przytula się do mojego ramienia i całuje je - Nie denerwuj się, nic się przecież nie stało.
- Wiem, ale jego propozycja była nie na miejscu. Jak mógł wyskoczyć z czymś takim? Ty miałabyś być jego sekretarką? W życiu! Wiesz, jakie czekałyby Cię obowiązki, prawda? - zawstydza się i schyla głowę.
- Domyślam się - szepcze cichutko - Nie zgodziłabym się na to, wiesz o tym. Nie mam kwalifikacji.
- Nawet gdybyś je miała, nie mogłabyś przyjąć tej propozycji. Nie, dopóki jesteś moją żoną. Niech znajdzie  sobie dziwkę, która będzie zaspakajać go w czasie pracy. Widziałaś, jak na Ciebie patrzył? Pożerał Cię!
- Mhm, czułam się potwornie skrępowana i nie mogłam doczekać się, kiedy wreszcie sobie pójdziemy.
- Wybacz, że w ogóle po Ciebie zadzwoniłem. Nie powinienem był tego robić, ale w życiu nie sądziłem, że wpadnie mu do głowy coś takiego. Od razu bym go wyśmiał i nie fatygował Cię. Przepraszam.
- Daj spokój, nie masz za co. Już po wszystkim i mamy go z głowy. Umowa podpisana, cieszysz się?
- Z jednej strony tak. Ojciec liczył na to, że go namówię i udało mi się. Może wreszcie przekona się, że nie jestem taki, za jakiego mnie uważa - prycham pod nosem, ale złość jeszcze mnie nie opuściła - Z drugiej strony cieszę się mniej, bo będę zmuszony z nim współpracować i oglądać jego mordę. Gra mi na nerwach.
- Musisz zachować spokój i nie daj się sprowokować. Jesteś Prezesem i nie możesz robić głupstw.
- Chciałbym, żeby to było takie proste, wiesz? Jestem nerwowy, nie potrzeba mi zbyt wiele i wybucham.
- Kupię Ci tabletki na uspokojenie - uśmiecha się i zadziornie puszcza oczko - Będziesz grzeczny jak aniołek.
- Ja i grzeczny? Wybacz, to nie idzie ze sobą w parze - jednym ruchem obejmuję ją i przerzucam przez ramię. Piszczy głośno i uderza mnie w pupę - Mmm, czyżbyś mnie zaczepiała, maleńka? To podniecające!
- Nie! Puść mnie, wariacie! - śmieje się głośno, ale nie mam najmniejszego zamiaru tego robić.


Reszta dnia przebiega w znacznie milszej atmosferze. Pływamy w ciepłej wodzie, przytulamy się i kochamy. Wieczorem, ku mojemu zaskoczeniu, Marisa przyjmuje zaproszenie Nory na drinka. Siedzimy na mostku obok ich domku, rozmawiamy i muszę przyznać, że atmosfera jest świetna. Rozmawiam z Carlosem, który również ma własną firmę, ale na dużo mniejszym szczeblu. Właściwie dopiero ją rozkręca, chociaż idzie mu całkiem nieźle. Słucham go uważnie, upijam łyk drinka i czuję na sobie czyjeś spojrzenie. Dyskretnie spoglądam w prawą stronę, ale moja żona zapatrzona jest w piękny widok, za to Nora wręcz gwałci mnie wzorkiem. Staram się nie zwracać na nią uwagi, jednak to trudniejsze niż myślałem. Jest mi gorąco, a kiedy dodatkowo czuję jej dłoń na moim udzie muszę mocno zacisnąć usta. Czy ona kurwa zwariowała? Obok mnie siedzi Marsia, naprzeciwko jej mąż, a jej zachciewa się zabawy? Odkładam szklaneczkę na stolik i dyskretnie zabieram jej dłoń. Carlos wciąż nawija o firmie, przytakuję głową, chociaż praktycznie w ogóle go nie słucham. Nora jest upartą suką i zachłannie ściska mojego fiuta przez materiał spodenek. Chrząkam, bo ledwo mogę siedzieć i zwracam tym uwagę Marisy. Uśmiecha się do mnie uroczo i skupia uwagę na Carlosie.
Karcę Norę spojrzeniem, ale oblizuje seksownie usta i nie zaprzestaje tego, co robi. Jestem wściekły, nie mogę się ruszać, bo zdradzę to, co się dzieje, a ona ma mnie w nosie! 
Kurwa! Jestem podniecony, a ta suka przesadziła. Co jest nie tak z tą dziewczyną, skoro robi coś takiego? Zaciskam palce na jej nadgarstku, hamuję ją, ale to na nic. W innych okolicznościach byłbym zachwycony, teraz jestem dosłownie wściekły!
- A może jutro wybierzemy się na mały rejs jachtem? Można wypożyczyć go na cały dzień. Co wy na to?
- To naprawdę świetny pomysł - Marisa klaszcze w dłonie i patrzy na mnie. Obejmuję ją ramieniem i staram się zachować spokój, chociaż w środku cały dygoczę. Jak dobrze, że szary obrus zasłania to, czego moja żona nie powinna zobaczyć - Pogoda jest cudowna i wręcz idealna do opalania. Piszesz się, Nora?
- No jasne! - uśmiecha się do Marisy i mocniej dociska dłoń do mojego krocza - Będzie super zabawa.
- Więc załatwione! Rano wypożyczę jacht i możemy ruszać. Zapowiada się naprawdę zajebisty dzień.
- Już późno, wracamy? - Marisa przytula się do mojego ramienia i ziewa - Jestem potwornie zmęczona.
- Tak, powinnaś się położyć. Dziękujemy za miły wieczór - podnoszę się i wreszcie uwalniam od dłoni Nory. W duchu dziękuję za to, że jest ciemno i świeci się zaledwie mała lampka, która stoi na barierce - Do zobaczenia jutro - żegnamy się z Norą i Carlosem, idziemy mostkiem i docieramy do naszego domku. Zamykam drzwi na klucz, przypieram Marisę do ściany i zachłannie wpijam się w jej usta. Jestem spragniony i chociaż wiem, że jest zmęczona nie dam rady dłużej wytrzymać. Ta suka solidnie mnie podnieciła.
- J-Justin - dyszy w moje usta i odsuwa się - Co się stało? - marszczy brwi i patrzy na mnie zaskoczona.
- Nic. Po prostu wyglądasz niesamowicie seksownie i pragnę się z Tobą kochać - uśmiecha się czule, przykłada dłoń do mojego policzka i patrzy mi w oczy. Jednak to spojrzenie jest inne, niż zazwyczaj. Czuję dziwny uścisk w brzuchu i stoję jak zahipnotyzowany. Nie bardzo rozumiem, co się właściwie ze mną dzieje, ale zaczyna mnie to martwić. Muszę się ogarnąć i wziąć w garść, do cholery! - Kochanie? Niecierpliwię się.
- Chodź - chwyta mnie za rękę, wchodzimy do sypialni, a Marisa zrywa ze mnie ciuchy. Och, tak!
 




5.3.17

Rozdział 19

Justin POV:
Obok mnie siedzi piękna blondynka i okręca kosmyk włosów na palcu. Widzę jej spojrzenie i to, jak mnie nim pożera. Jest naprawdę niezła i ma świetne ciało. Gdybym wciąż był wolnym człowiekiem już byłaby moja. Nawet nie musiałbym się zbytnio wysilać, bo ewidentnie na mnie leci. Próbuje ratować małżeństwo? Dobre sobie! Wystarczyłoby jedno słowo, a mógłbym pieprzyć ją tu i teraz. Blondynki mają w sobie to coś.
- Dzisiaj jest impreza na plaży. Może przyjdziesz? - przygryza wargę i sunie dłonią po udzie. A niech mnie!
- Zapytam żonę - jej uśmiech gaśnie, ale muszę trzymać kutasa w spodniach. Jestem żonaty, to nasza podróż poślubna i nie mam zamiaru odpieprzać chorych akcji - Jeśli będzie miała ochotę, na pewno się wybierzemy - jak na zawołanie słyszę za sobą hałas i dostrzegam Marisę. Uchylam usta, bo wygląda nieziemsko w białym, kusym bikini. Wow! Gapię się na nią i zapominam o blondynce, która siedzi obok - Hej, Kochanie - podaję jej dłoń, aby usiadła obok, ale nawet nie obdarza mnie spojrzeniem. Wchodzi do wody i perfidnie mnie ignoruje. Mam złe przeczucia - Miło było Cię poznać. Muszę zająć się żoną, wybacz - mrugam do niej, dziewczyna wzdycha rozczarowana, ale mam to w nosie. Podążam za Marisą i po chwili do niej podpływam - Co się stało? - przytulam ją, ale próbuje mnie - Nie rób tego. 
Jesteś na mnie zła?
- A nie mam powodu? - mówi ostro i wbija palce w moje ramiona, auć! - Wracaj do uroczej blondyneczki.
- Och, a więc o to chodzi - uśmiecham się jak debil, ale Marisa zachowuje powagę - Jesteś zazdrosna?
- Nie, nie jestem zazdrosna! Pytanie, czy chcesz spędzać swój czasz z żoną, czy z jakąś dziwką, hmm?
- Wątpię, aby była dziwką, ma męża - mrugam rozbawiony, Marisa uwalnia się z mojego uścisku i odpływa. Wzdycham ciężko i czuję, że wcale łatwo nie będzie - Przestań, dobrze? Nie rób afery o nic - ponownie jestem obok niej, ignoruje mnie i podpiera się łokciami o małe molo - Nic nie zrobiłem, tak? Rozmawialiśmy, tego też mi nie wolno? - burczę wkurzony i udziela mi się jej złość. Ma zamiar założyć mi obrożę?!
- Przez kilka minut rozmowy zdążyła Cię poderwać, zaprosić na imprezę i na wspólne spędzanie czasu.
- Podsłuchiwałaś? - unoszę brew, a Marisa przewraca oczami. Olewa mnie, podpływa do schodków i wychodzi z wody. Jesteśmy tutaj godzinę, a ja już mam dość! Czy właśnie tak ma to wyglądać? Nie mogę nawet porozmawiać z inną kobietą? - Świetnie - mówię do siebie, rezygnuję z pływania i wchodzę do domu. Marisa siedzi przy kuchennym blacie, pije sok i wpatruje się w swój telefon - Naprawdę masz mi za złe coś takiego? - układam dłoń na jej plecach i głaszczę je czule - Ona nic mnie nie obchodzi, dobrze o tym wiesz.
- Flirtowałeś z nią, Justin. Myślisz, że to miłe uczucie patrząc, jak podrywasz inną na moich oczach?
- Woah! Nie rozpędzaj się, okej? Nie podrywałem jej, zwariowałaś? To.tylko.rozmowa, rozumiesz? Zakoduj to sobie w głowie, maleńka - zaciska usta, pisze wiadomość i nie zwraca na mnie uwagi - Nie wiem, co mam jeszcze powiedzieć, Marisa. Dziwnie się zachowujesz. Właśnie tak ma wyglądać nasza podróż poślubna?
- Nie - szepcze cicho, wreszcie odkłada telefon i schyla głowę - Było mi po prostu przykro. Jest piękna.
- Ty też jesteś piękna - uśmiecham się, przekręcam ją w swoją stronę i staję między jej nogami - Dodam, że nawet bardzo piękna - pochylam się, pocieram nosem o jej i cmokam w usta - Nie mam zamiaru zawracać sobie nią głowy, jestem tutaj z Tobą. Nie przejmuj się nią, dobrze? Masz spędzić tutaj cudowne chwile.
- Obiecujesz, że nie będziesz jej więcej podrywał? - kręcę przecząco głową, bo wiem, że nie mogę tego robić, nawet nie chcę! Po co, skoro Marisa mi się podoba? - Jeśli to zrobisz, urwę Ci fiuta. Przysięgam!

- Wcale tego nie zrobisz, Kochanie. Wtedy nie mógłbym Cię zaspakajać - wsuwam palce w jej włosy, przechylam głowę w tył i całuję ją zachłannie. Natychmiast czuję jej dłonie, które układa na moich biodrach i ściska je mocno. Podniecenie szturmem rozlewa się po moim ciele i pragnę się z nią kochać. Długo, namiętnie, mocno i szaleńczo. Aż zabraknie nam tchu i padniemy wyczerpani. Właśnie to mam zamiar robić przez długie dwa tygodnie - Pragnę Cię - szepczę w jej usta, schodzę na szyję i przygryzam ją. Marisa nagradza mnie seksownym jękiem i na nic więcej nie czekam. Biorę ją na ręce, zanoszę do sypialni i układam na łóżku z uroczym baldachimem. Pozbywam się swoich spodenek i jej bikini. Oblizuję usta, kiedy moim oczom ukazuje się jej niesamowite ciało - Powtórzę to, ale jesteś piękna - chwytam jej cycki w dłonie i pieszczę zmysłowo. Pocieram sutki opuszkami palców, a ona wygina się i napiera na moje dłonie. Uśmiecham się pod nosem, bo jest zachłanna i nienasycona tak samo, jak ja - Co mam z Tobą zrobić?
- C-co chcesz - jąka się, kiedy dotykam jej kobiecości. Mmm, ależ jest wilgotna - Tylko mnie nie dręcz.
- Hmmm, zastanowię się nad tym - w mojej głowie właśnie tworzy się niezły plan, ale sama mnie na niego naprowadziła. Mam ochotę nieco się z nią pobawić i to jest odpowiedni na to moment. Podnoszę się, podchodzę do walizki i wyjmuję coś, co specjalnie zabrałem na podróż. Wracam do Marisy, która patrzy na mnie zaskoczona i wbija zęby w wargę - Zabawimy się - posyłam jej seksowny uśmieszek i zasłaniam jej oczy specjalną opaską - Daj ręce - niepewnie i powoli wystawia je przed siebie, a ja związuję je czarną linką.
- Justin? Co robisz? - pyta cicho i wyczuwam jak się spina. Jej oddech przyśpiesza, bo nie wie, co ją czeka.
- Nie bój się, to wszystko dla przyjemności. Naszej wspólnej - przywiązuję jej dłonie do drewnianego wezgłowia łóżka i oglądam swoje dzieło. Nie jestem fanem BDSM, ale skrępowana Marisa kurewsko mnie podnieca. Od czasu do czasu lubię takie zabawy - Wyglądasz obłędnie - sunę opuszkami palców od ramienia, aż pod łydki - Mógłbym patrzeć na Ciebie godzinami, Kochanie - rozchylam szeroko jej nogi i mruczę pod nosem. Gapię się na jej kobiecość i pochylam się, żeby móc ją pocałować. Marisa reaguje i wypycha biodra do góry, aby mocniej się do mnie docisnąć - Bądź grzeczna i leż spokojnie. Inaczej będę to przeciągał.
- Prosiłam, żebyś mnie nie dręczył - sapie i zaciska usta. Mmm, cudowny widok - Kochaj się ze mną.
- Przyjdzie na to czas, ale jeszcze nie teraz. Chcę Cię ukarać za Twoje dzisiejsze zachowanie.
- C-co?! - podnosi głos i próbuje się ode mnie odsunąć - Ty dupku! Wal się! Odwiąż mnie natychmiast!
- Jak to? Jeszcze przed sekundą chciałaś, żebym się z Tobą kochał. Czyżbyś jednak zmieniła zdanie?
- Tak, zmieniłam. Jesteś idiotą jeśli myślisz, że będziesz mnie męczył w ten sposób. Zapomnij o tym.
- Naprawdę? To nie ja jestem przywiązany, Skarbie. Mogę zrobić z Tobą to, na co tylko będę miał ochotę, a najlepsze jest to, że nic nie możesz z tym zrobić. Więc wybacz, ale poniesiesz małą karę. Co Ty na to?
- Pierdol się! Odwiąż mnie, mówię poważnie! - szarpie się i próbuje wydostać. Nie ma to na żadnych szans.
- Uspokój się, zrobisz sobie krzywdę! - mówię poważnie i układam się na niej, aby ją poskromić - Poranisz sobie skórę na nadgarstkach, wariatko! - kręcę głową, ale nie daje za wygraną - Nie skrzywdzę Cię.
- Wiem, ale będziesz mnie męczył! Nie pozwalam Ci na to, kapujesz? Nic zrobiłam nic złego!
- Właściwie zrobiłaś mi scenę zazdrości, a ja bardzo tego nie lubię - uśmiecham się, sunę ustami w dół i gryzę prawy sutek. Gwałtownie wciąga powietrze, a ja działam dalej. Pieszczę go mocno, zachłannie, a drugą dłoń układam na jej kobiecości. Jest niesamowicie wilgotna, co działa na mnie podwójnie. Mam ochotę wymęczyć ją i pokazać, że ze mną nie ma żartów. Może i podrywałem tę blondi, ale to był tylko niewinny flirt. Gdyby Marisy tutaj nie było, zapewne przeleciałbym ją i świetnie byśmy się razem bawili. Jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej i nie czuję, żebym zrobił coś złego - Dobrze Ci? - pytam cichutko, a Marisa jęczy przeciągle i wije się pode mną - Powiedz mi to - zaciska usta i nie wypowiada słowa. Pieszczę ją mocniej, ponownie znęcam się nad sutkiem i czuję, jak napina mięśnie. To oznacza tylko jedno, zbliża się do końca, a ja nie mam zamiaru jej na to pozwolić. Wyjmuję palce, odsuwam się od niej i obserwuję. Oddycha szybko, jej brzuch unosi się i opada gwałtownie - Mogę to robić cały dzień, radzę słuchać tego, co do Ciebie mówię, Kwiatuszku - dotykam ją ponownie i od razu na to reaguje - Jesteś taka wrażliwa.
- Nienawidzę Cię - dyszy ciężko i przekręca głowę na bok - Rozwiąż mnie, mówię poważnie, Justin.
- Ciii - wsuwam w nią palce, poruszam nimi zmysłowo i patrzę, jak chowają się w jej wnętrzu. Mój kutas pragnie się w niej znaleźć i zanurzam w niej jedynie główkę. Cholera! Kurewsko dobre uczucie!
- Ooooch! - Marisa wzdycha zmysłowo i zaciska dłonie na szczebelkach wezgłowia - Proszę, zrób to!
- Prosisz? Uwielbiam, kiedy prosisz. Jednak musisz się bardziej wysilić, Kochanie. Powiedz, czego chcesz.
- Ciebie - seksownie wysuwa język i oblizuje wargę - Kochaj się ze mną, potrzebuję orgazmu.
- Mmm, mogę Ci go dać - uśmiecham się i wbijam się głęboko. Cichy pisk ucieka z jej ust, ale nie zatrzymuję się, wręcz przeciwnie, posuwam ją jak szalony. Moje biodra pracują jak dobrze naoliwiony mechanizm i fundują jej zajebistą przyjemność. Wariuję przez nią i przez jej kuszącą, ciasną cipkę. Chcę więcej i więcej, a co najlepsze należy do mnie i mogę to wszystko mieć. Mogę pieprzyć ją codziennie i na pewno będę to robił - Jasna cholera! - zaciskam szczękę, ale roznosi mnie od środka. Jednym ruchem wysuwam się z mokrego wnętrza, przekręcam ją na brzuch i unoszę jej biodra do góry - Bardzo podoba mi się ten widok - uderzam ją w pupę, próbuje uciec przed moją dłonią i podsuwa się do góry - Nie tak szybko! - chwytam jej biodra i ponownie sprowadzam ją w dół. Wbijam się w nią rozkosznie i zaczynam wszystko od nowa. Wiem, że najchętniej osiągnęłaby już orgazm, ale naprawdę mam ochotę pokazać jej, kto tutaj rządzi - Jesteś moją żoną - zaczynam ostro, nie przestając się poruszać - Mam nadzieję, że wiesz, do kogo teraz należysz - ponownie moja dłoń spotyka się z jej pośladkiem i słyszę zmysłowy krzyk. Płonę w środku i czuję szybko zbliżający się orgazm - Wiesz? - przytakuje głową i dociska się do mnie pupą - Grzeczna dziewczynka - uśmiecham się i wreszcie pozwalam sobie i jej na orgazm.


Śpimy do samego wieczora. Budzimy się dopiero o dziewiętnastej, ale sen dobrze nam zrobił. Najpierw czternastogodzinna podróż, a potem namiętny seks. Zdecydowanie trzeba naładować akumulatory.
- Hej - przysuwam się do Marisy i sunę opuszkami palców po jej nagich plecach - Jak się spało?
- Cudownie - mruczy uroczo i wystawia ręce przed siebie - Wykończyłeś mnie. Spałam jak dziecko.
- Cieszę się - mrugam zadziornie i cmokam ją w usta - Chcesz pójść na imprezę na plaży? - odsuwam kosmyk włosów z jej czoła i już widzę to spojrzenie. Mruży oczy i marszczy brwi. Oho! - Co znowu, hmm?
- Nic - wzrusza ramionami i oddycha głębiej - Chcesz pójść, bo ta boldyna tam będzie, mam rację?

- Naprawdę to powiedziałaś? - napinam szczękę, ale nie mam zamiaru znowu dać się wciągnąć w ten chory temat - Jesteś moją żoną, do cholery! Sądzisz, że będę się uganiał za innymi laskami? Poważnie?
- A bo ja wiem? Sam powiedziałeś na początku jaki jesteś, więc chyba mam prawo mieć obawy, tak?
- Właśnie! Jaki byłem, Marisa! Ożeniłem się z Tobą, nie mam zamiaru Cię zdradzać - oj, stary! Lepiej się nie pogrążaj - Chcę spędzić z Tobą te dwa tygodnie na poznaniu się, Kotku, nie na kłótniach. Rozumiesz?
- Mhm - patrzy na mnie spod byka, ale wiem, że już ją mam - Więc mogę być całkowicie spokojna?
- Tak, możesz - cmokam ją w czoło, ale obym był w stanie dotrzymać słowa - A jeśli wciąż będziesz denerwować mnie tą blondynką, ponownie ukarzę Cię w taki sposób, jak całkiem niedawno.
- Co to właściwie miało oznaczać, hmm? Związałeś mnie! Na dodatek męczyłeś! Chyba Cię poniosło.
- Nie, nie poniosło mnie, wręcz przeciwnie, czasami lubię zabawić się w ten sposób i musisz być na to przygotowana - poruszam brwiami i jednym ruchem wciągam ją na swoje ciało - Ciesz się, bo Twoja kara nie trwała długo. Mogłem to przeciągać nawet do kilku godzin - uchyla usta i gapi się na mnie zszokowana. Pamiętam pewien wieczór, kiedy ukarałem tak Lunę. Poszedłem do klubu i wróciłem po trzech godzinach. Myślałem, że urwie mi jaja przy samej dupie! - Mogę zostawić Cię przywiązaną do łóżka i pójść na spacer.
- Zapomnij - prycha wkurzona i próbuje ze mnie zejść. Nie pozwalam jej jednak na to i szybko przekręcam ją na plecy i przygniatam do materaca - Nie jestem Twoją dziwką, Skarbie. Nie możesz tego robić, kapujesz?
- Owszem, nie jesteś moją dziwką, jesteś o poziom wyżej. Żona to poważna sprawa, czyż nie?
- Oczywiście! Dlatego musisz mnie szanować i przestać zachowywać się jak Pan i Władca. Jasne?
- Podoba mi się to określenie. Może lubię być Panem i Władcą? - posyła mi mordercze spojrzenie, ale muszę przestać się z niej nabijać, bo mogę tego pożałować - No już, to tylko żarty - całuję ją czule w usta i uspokajam - Musisz się wyluzować, wiesz? Bawmy się dobrze i nie martwmy niczym. Przynajmniej tutaj.
- W porządku - wreszcie uśmiecha się i przytula mnie - Możemy pójść na tę imprezę, skoro chcesz.
- Wcale nie musimy, Kotku. Jednak Jest na plaży, zaraz obok naszych domków więc zbyt daleko nie mamy.
- Weźmiemy prysznic? - zawstydza się uroczo, ale nie trzeba mówić mi tego dwa razy. Od razu działam.




Marisa POV:
Po wspólnym umyciu się, idziemy na mostek. Opieramy się o barierkę i obserwujemy jak impreza powoli się rozkręca, ludzi przybywa i muzyka gra głośno. Jest nawet bar, który ma słomiany dach jak nasze domki.
- Cześć! - przekręcam głowę i widzę przed sobą blondynkę. Z całych sił próbuję zachować spokój, chociaż krew mnie zalewa na miejscu! Tak będzie codziennie? - Upiekłam babeczki i przyniosłam wam kilka.
- Dziękujemy, to miłe z Twojej strony - Justin odbiera od niej półmisek i obejmuje mnie władczo w talii. Jakby chciał powiedzieć: "tylko bez nerwów" - To moja żona Marisa. Właściwie nie wiem, jak masz na imię.
- Jestem Nora, miło was poznać - ściska dłoń mojego męża i chociaż nie mam na to ochoty, wystawiam własną - Mam nadzieję, że posmakują wam babeczki. Lecę przygotować się na imprezę, wybieracie się?
- Tak - odpowiadam, zanim Justin ma do tego okazję - Zapowiada się całkiem fajnie, trzeba się zabawić.
- Tak trzymaj, Kochana - mruga okiem, wystawia kciuk ku górze i biegnie w stronę swojego domku.
- No proszę, nie poznaję Cię - odwracam się i spoglądam na Justina - Zachowałaś się w porządku.
- Dopóki trzyma ręce przy sobie, nie mam powodu do złości - posyłam mu zalotne spojrzenie, biorę babeczkę i gryzę kawałek. Muszę przyznać, że są naprawdę dobre. Oblizuję krem i widzę spojrzenie Justina. Gapi się na mnie, jakbym miała dwie głowy i sześcioro par oczu. Jest taki przewidywalny! Wystarczy niewinny ruch, a to już na niego działa. Mam chęć odegrać się za to, co zrobił dzisiaj. Przywiązał mnie, skurczybyk! Na dodatek znęcał się nade mną, prawie doprowadził do końca i bezczelnie zostawił. Byłam wściekła i miał szczęście, że moje ręce były związane. Jednak teraz jest moja okazja na zemstę. Przysuwam babeczkę pod jego usta, gryzie kawałeczek i nie spuszcza ze mnie wzroku. Dotykam palcem kąciku jego dolnej wargi, zbieram trochę kremu, który tam został i seksownie oblizuję opuszek - Pyszne babeczki. Prawda, Skarbie?
- Wiem, co robisz - mruży oczy i przyciąga mnie do siebie jedną ręką - Tak chcesz się bawić, hmm?
- Nie wiem, o czym mówisz - uwalniam się z jego objęć i poprawiam bluzkę - Idę się przebrać na imprezkę.




Justin POV:
Czekam na Marisę i zerkam do internetu. Czytam e-maila od Hugo, w którym chwali się randką z Jenną. Jest nią wręcz zachwycony i wygląda na to, że ona nim również. Cieszę się, bo mój przyjaciel zasługuje na kogoś fajnego. Kogoś, kto nie będzie go walił po rogach jak Rosalie. Dobrze, że wreszcie ją olał.
Kukam również na stronę firmy, ale przypominam sobie o paparazzim na bankiecie, który zrobił nam zdjęcie. Wchodzę na stronę gazety Enterprise i szukam najnowszego numeru. Kiedy wreszcie na niego trafiam, wpatruję się w nasze zdjęcie. Podpieram łokieć na stole, a brodę na dłoniach. Cholera! Marisa naprawdę jest przepiękna i razem wyglądamy wręcz idealnie. Tytuł artykułu mówi sam za siebie:

"Prezes Hess Corporation i jego świeżo upieczona żona, Marisa Tomei. Piękni i szczęśliwi". 

Czytam również e-maila od ojca. Przesuwam wzrokiem po treści, ale przy końcu uchylam usta i muszę przeczytać jeszcze raz. Krew w moich żyłach gotuje się i mam ochotę wyrzucić laptopa przez okno! Co to ma kurwa znaczyć, że Rings będzie tutaj jutro popołudniu?! Jakim prawem przylatuje na Bora Bora, gdzie cieszę się podróżą poślubną?! Czy to są jakieś słabe żarty? Co gorsza, mam dziwne złe przeczucia.



Obserwatorzy

Template made by Robyn Gleams