30.4.17

Rozdział 28

Justin POV:
Gapię się w zdjęcia, które trzymam w dłoni i kręcę głową. Ów dziewczyna, która tańczyła dla mnie na moim wieczorze kawalerskim, przytula się do ex chłopaka mojej żony i namiętnie całuje go w usta! Bosko!
- Miałem ich na oku kilka dni, są ze sobą bardzo blisko. Myślę, że jest jego dziewczyną. Zresztą to widać.
- Dokładnie! Skoro tak jest, czy Sean maczał w tym palce i wysłał ją do mnie specjalnie? Tylko po co?
- Cóż, Twoja żona to jego była dziewczyna, tak? Zostawiła go, utarła nosa i widocznie chciał się odegrać.
- Może miał nadzieję, że nie dojdzie do ślubu? Teraz sytuacja wygląda o wiele jaśniej. Muszę z nią pogadać.
- Pracuje w kawiarni Penelope. Z moich obserwacji wynika, że dorabia tam popołudniami.
- Kurwa, odwaliłeś kawał dobrej roboty, Jason. Jestem Ci cholernie wdzięczny, bo męczyło mnie to.
- Nie ma sprawy, przecież od tego jestem, prawda? Ty i Hugo jesteście moimi ziomkami, pamiętaj o tym.
- Doceniam to. W sumie skoro już tutaj jesteś, mam dla Ciebie jeszcze jedną sprawę. Moja urocza żona ostatnio coś kręci. Wyszła w piątek wystrojona i puściła mi słabą ściemę, że była na uczelni. To mało możliwe, bo studia zaczyna dopiero w październiku. Dzisiaj również wyszła przede mną i zaczyna mnie to martwić. Możesz ją dyskretnie podpatrzeć? - Jason kręci głową i prycha rozbawiony - Co Cię tak bawi?
- Mam śledzić Twoją żonę? Nie ma sprawy! Zaraz się za to zabieram, może mi się szybko poszczęści.
- Jeszcze raz wielkie dzięki, stary - ściskamy dłonie, odprowadzam go do wyjścia i podchodzę do okna.
Myślę sobie, cóż Sean wykombinował i dlaczego chciał odegrać się akurat na mnie? Może był po prostu zazdrosny i postanowił, że pokaże Marisie, jaki ze mnie skurczybyk. Koniecznie muszę porozmawiać z tą dziewczyną, bo z tej nocy nie pamiętam dosłownie nic! Zapewne nie zdradzi Sean'a, ale czegoś się dowiem.


Punkt czternasta trzydzieści opuszczam firmę, a w drodze do domu zahaczam o kawiarnię. Rozglądam się z zaciekawieniem, ale natychmiast rzuca mi się w oczy poszukiwana przeze mnie dziewczyna. Oblizuję usta, bo jest prześliczna. Pamiętam jej taniec jak przez mgłę, jednak musiała być cholernie dobra.
- Dzień dobry - witam się miło i uśmiecham do niej, jest zaskoczona - Mam na imię Justin, pamiętasz mnie?
- Tak, oczywiście. Wyjdźmy proszę przed kawiarnię - szepcze coś do koleżanki i wychodzimy na zewnątrz - Co Ty tutaj właściwie robisz? - wyjmuje papierosa z kieszeni i odpala - I skąd wiedziałeś, gdzie mnie szukać?
- Mam swoje źródła, nie martw się - mrugam zadziornie, a dziewczyna marszczy brwi - Jak masz na imię?
- Olivia, dlaczego Cię to interesuje? - przechyla głowę i uważnie mi się przygląda. Chyba nabiera podejrzeń.
- Nie bój się, nie mam złych zamiarów. Chciałem z Tobą porozmawiać, a dokładnie zapytać o naszą wspólną noc. Urwał mi się film, nic nie pamiętam i chciałem się dowiedzieć, co tam zaszło. Opowiesz mi?
- Naprawdę nic nie pamiętasz? - prycha rozbawiona i uśmiecha się szeroko. Przytakuję, a Olivia kontynuuje - Zatańczyłam dla Ciebie, byłeś potwornie napalony i nie mogłeś utrzymać rąk przy sobie - to mnie akurat nie dziwi. Cały ja! - Zaplanowałam dla Ciebie seksowny taniec, ale chciałeś pójść do pokoju. Nie opierałam się i zaprowadziłam Cię tam. Poprzytulaliśmy się, r
ozebrałam Cię, i kiedy właśnie miałam zabierać się za Twojego imponującego kutasa, okazało się, że... - zaciska usta i powstrzymuje śmiech. Co jest?! - Zasnąłeś.
- Zasnąłem?! Poważnie?! - chwytam się za głowę i czuję potworny wstyd! Jakim cudem to się stało?
- Poważnie. 
Okryłam Cię i wyszłam. Tak oto zakończyła się nasza upojna noc, tygrysie - chichocze uroczo i mruga zadziornie - Nie martw się, i tak było całkiem miło, chociaż koniec był bardzo szybki. Zdarza się.
- No właśnie mnie się nigdy nie zdarzyło i jestem tym bardzo zaskoczony. Zawsze jestem gotowy do akcji.

- Byłeś solidnie nawalony, koleś. Ledwo trzymałeś się na nogach! Coś Ty do cholery brał, huh? Odleciałeś.
- Sęk w tym, że nic nie brałem. Myślę, że ktoś dosypał mi coś do drinka. Straciłem kontakt z rzeczywistością.
- Szkoda, jesteś całkiem przystojny i zapowiadała się niesamowita noc. Wiedz, że byłam rozczarowana.
- Doprawdy? - unoszę brew i odgarniam jej włosy z czoła - Myślę, że Twój chłopak idealnie mnie zastąpił.
- Nie mam chłopaka, złociutki - wzrusza ramionami i ponownie zaciąga się papierosem - Jestem wolna.
- Tak? A Sean? - kiedy o to pytam, patrzy na mnie zdziwiona - Znam go, to były chłopak mojej żony.  Dostarczył jej zdjęcia, na których jesteśmy oboje. Zastanawiałem się, dlaczego chciał mnie oczernić.
- Och! Jesteś mężem słodkiej Marisy? - przewraca oczami i wyraz jej twarzy zmienia się - Tak, Sean o niej wspominał. Chciał jej zrobić tylko na złość, za to, że go wyrolowała. Wyświadczyłam mu jedynie przysługę.
- Dziękuję, że powiedziałaś mi prawdę, maleńka - cmokam ją niewinnie w czoło i odchodzę.



Marisa POV:
Nakładam porcję makaronu, kiedy Justin wchodzi do domu. Uśmiecha się, pozbywa marynarki, krawata i odpina górne guziki koszuli. Całuje mnie czule w usta i mruczy pod nosem. Wygląda cholernie seksownie!
- Też Cię witam - uśmiecham się i podaję mu talerz - Spóźniłeś się dzisiaj, coś Cię zatrzymało w firmie?
- Nie, musiałem coś załatwić na mieście. Spotkałem się z pewną kobietą - siada do stołu, a mój brzuch nieprzyjemnie się zaciska - Z tą, z którą ponoć spędziłem noc w klubie - o kurwa! Z tą, z którą mnie zdradził!- Powiedziała mi ciekawe rzeczy, wiesz? - siadam naprzeciwko niego i zaczynam się martwić. Po co się z nią spotkał? - Okazało się, że prawda wygląda zupełnie inaczej i ku mojemu własnemu zaskoczeniu, wcale Cię nie zdradziłem - gapię się na niego, jednak nic z tego nie rozumiem - Powiedziała mi, że zanim do czegoś doszło... zasnąłem - zaciskam usta, ale potwornie chce mi się śmiać! Zasnął?! - Nie patrz tak, okej?
- Wybacz - mieszam makaron i staram się faktycznie nie śmiać - Jakim cudem do tego doszło, hmm?
- To proste. Skoro Sean maczał w tym swoje palce, musiał dosypać mi coś do drinka. Przecież tam był.
- Dlaczego miałby to zrobić? Nie jesteśmy już razem, nic nas nie łączy. Nie interesuje się mną, Justin.
- Chciał zrobić Ci na złość, tak powiedziała Olivia - hmm, Olivia? - To ma sens, Marisa. Chciał wprowadzić zamęt, skłócić nas i pewnie liczył, że zobaczysz te zdjęcie przed ślubem i do niego nie dojdzie.
- Cóż, pewnie tak było - oddycham głębiej i nie wspominam słowem, że się z nim spotkałam - Więc jednak mnie nie zdradziłeś, niesamowite! Olivia musiała być niepocieszona, prawda? Miało być gorąco, a tu psikus!
- Ja się cieszę, że jednak tego nie zrobiłem. Nienawidzę pieprzyć kobiety, kiedy nie mam nad sobą kontroli - burczy pod nosem i patrzy na mnie spod byka. Chichoczę, bo wygląda jak naburmuszony chłopiec - Jutro lecę do Kanady - och! - Podpiszę umowę i popołudniu będę z powrotem. Tak sobie pomyślałem, że mogłabyś polecieć ze mną. Zrobimy sobie małą wycieczkę, co Ty na to? Będzie fajnie - cholera! Przecież pracuję!
- Jutro nie mogę - wiercę się nerwowo, jednak nie mam żadnej wymówki - Mam do załatwienia kilka spraw.
- Tak? Jakich? - układa łokcie na stole, podpiera brodę na dłoniach i mruży oczy - No dalej, powiedz - super! Wpakowałam się w kłopoty, bo nic nie przychodzi mi do głowy - Od piątku dziwnie się zachowujesz, wiesz? Wychodzisz wcześnie rano, wystrojona i na dodatek nie chcesz mi powiedzieć dokąd idziesz. O co tu chodzi?
- O nic? Mam swoje życie, Justin. Ty również mi się nie spowiadasz, tak? Chodzisz tam, gdzie chcesz.
- Och, serio? Jak sobie przypominam, rano wychodzę do pracy, a potem jadę prosto do domu. Więc?
- Nie chcę o tym rozmawiać. Jedz - wkładam do ust porcję makaronu, a Justin nic już nie mówi. 


We wtorkowy poranek na szczęście Justin wychodzi przede mną. Szykuję się, ubieram dopasowane czarne spodnie i białą koszulę w duże grochy. Wiążę włosy w kucyka, zakładam wysokie szpilki i opuszczam dom.
Jestem zaniepokojona, bo nie powiedziałam Justinowi o mojej pracy. Ostrzegał mnie i nie pozwolił pracować dla Rings'a. Prędzej czy później to się wyda, a on wpadnie w szał. Sama nie wiem, dlaczego się tak nie lubią, ale jak na razie szef jest wobec mnie w porządku. Zleca mi takie zajęcie, z którym radzę sobie bez problemów i szybko uczę się nowych rzeczy. Jestem zadowolona i mogę zdobyć nowe doświadczenie. Mimo wszystko to niczego nie zmienia, bo Justin musi o tym wiedzieć. Nie mogę tego przed nim ukrywać, bo już teraz męczy mnie pytaniami. A może skłamać, że pracuję gdzie indziej? Nie, to słabe.


Wjeżdżam na dwunaste piętro i wchodzę do biura. Odkładam torebkę i nalewam odrobinę wody do szklanki.
- Mariso! Pozwól do mnie - słyszę głos szefa, spinam się i myślę, czy nie nabroiłam. Wchodzę do jego gabinetu, ale wita mnie uśmiechem - Proszę, zadzwoń do Javiera Perei i umów mnie na spotkanie.
- Oczywiście, już dzwonię - idę do siebie, szukam numeru w spisie kontaktów i wykonuję telefon. Umawiam Rings'a i wracam go o tym poinformować - Dzisiaj o szesnastej w jego biurze. Może być? Czy zmienić termin?
- Idealnie! Nie mogę zwlekać, muszę dopilnować naszej transakcji. Pojedziesz tam ze mną - o kurwa!
- Proszę wybaczyć, ale pracuję do trzynastej - mój oddech przyśpiesza, ale nie chcę tam z nim jechać!
- To dla Ciebie problem? Dostaniesz premię - wpatruje się we mnie, czym niesamowicie mnie krępuje.
- Nie chodzi o pieniądze, po prostu... dzisiaj nie mogę, jestem już umówiona na spotkanie z rodzicami.
- No trudno, skoro to takie ważne dla Ciebie, pojadę sam - uff, tak! - Zrób mi proszę mocną kawę.
- Jasne - z duszą na ramieniu opuszczam gabinet i oddycham z ulgą. Spotkania poza pracą odpadają i nie mam zamiaru ulegać. Wcale mnie nie potrzebuje, a te spotkania są potwornie nudne! Nie będę tracić czasu.




Justin POV:
Lot do Kanady trwa nie całe dwie godziny i przebiega bez problemów. Melduję się w firmie naszego klienta i liczę na szybkie załatwienie sprawy. Nie chcę zostawać tutaj dłużej, niż to konieczne, bo i po co?
- Witam, Panie Prezesie - niski, śmieszny Japończyk wita mnie uściskiem dłoni. Jasna cholera, mógłbym go schować pod pachą! - Zapraszam do mojego gabinetu - wskazuje gestem dłoni pokój po prawej stronie i przechodzimy wąskim korytarzem. Uśmiechem wita mnie jego sekretarka, piękna blondynka o niebieskich oczach - Ma Pan dla mnie umowę, mój prawnik przeczyta ją i jeśli wszystko będzie w porządku, podpiszę.
- Jesteśmy poważną firmą, Panie Yang. Wszystko się zgadza i jest tak, jak ustaliliśmy wcześniej.
- Oczywiście - uśmiecha się przesadnie miło, siadamy na fotelach i przekazuję mu umowę. Prawnik czyta ją uważnie z każdej strony i potwierdza, że wszystko się zgadza. Nie rozumiem, dlaczego musiałem się tutaj fatygować, skoro ojciec mógł to zrobić listownie - Jeden egzemplarz dla Pana, drugi dla mnie - ściska moją dłoń i odprowadza z powrotem - Może ma Pan ochotę wybrać się ze mną na obiad? Porozmawiać?
- Niestety nie mogę, obowiązki wzywają - właściwie mógłbym zostać, ale mam na to średnią ochotę - Cieszę się na naszą współpracę. Do zobaczenia - żegnam się, zjeżdżam na dół i wsiadam do podstawionego samochodu. Czeka na mnie kierowca i wiezie na lotnisko - Jeśli możesz, zatrzymaj się przy sklepie jubilerskim - uśmiecham się, ale mam ochotę sprawić Marsie prezent. Może łańcuszek lub bransoletka?


Mija dobre pół godziny, zanim decyduję się na prześliczny łańcuszek. Miła ekspedientka pakuje go w ozdobne pudełeczko i życzy miłego dnia. Żegnam się z nią, wsiadam do samochodu i ruszam na lotnisko. Wyjmuję telefon, aby sprawdzić czy Marisa do mnie dzwoniła, ale nie zrobiła tego. Zastanawiam się, cóż takiego przede mną ukrywa, bo coś na pewno! Mam nadzieję, że nie spotyka się za moimi plecami ze swoim ex, bo to by mnie mocno wkurwiło. Sam nie byłem wobec niej fair, ale po to za mnie wyszła, żeby odciąć się od tego kolesia. Gdyby jej ojciec się o tym dowiedział, wpadłaby w szał. Lepiej, żeby była grzeczna.

Wygodnie rozsiadam się w samolocie i czekam na start. Włączam laptopa, sprawdzam pocztę i widzę e-maila od Jasona. Otwieram go natychmiast, ignoruję całą resztę, ale nie spodziewałem się tego, co zobaczę! Złość rozlewa się po moim ciele niczym fala tsunami, zwijam dłonie w pięści i mam ochotę coś rozpieprzyć! Spodziewałem się wszystkiego, ale na pewno nie tego! Niech ją tylko dorwę w swoje ręce!






*************************************
Hello! :)
Chciałam was zapytać, czy z okazji Majówki chcecie jakieś dodatkowe rozdziały?
Np jutro ZC, a we wtorek tutaj? Ktoś chętny? :)

Całusy!
Kasia


23.4.17

Rozdział 27

Justin POV:
Stoimy przed klubem, mija dłuższa chwila, ale Marisa nadal nic nie powiedziała. Jestem na nią wściekły!
- Tracę cierpliwość, wiesz? Chcę się napić i wyluzować, więc może łaskawie wyjaśnisz, gdzie byłaś?
- Dlaczego muszę Ci się tłumaczyć? Jestem Twoją żoną, nie własnością. Mogę robić, co tylko chcę!
- Uspokój się! - dociskam jej ciało do zimnej ściany i już ledwo nad sobą panuję. W co ona sobie kurwa pogrywa? - Skłamałaś, że spędziłam z Jenną większą część dnia, a Twoja przyjaciółka nic o tym nie wie. Pytam, gdzie byłaś, Marisa? Mów w tej chwili i przestań ściemniać albo nie będzie miło. Rozumiesz mnie?
- Nie rozumiem! Miałam ochotę wyjść, więc wyszłam. W czym widzisz problem, co? Nie zrobiłam nic złego!
- Tego nie wiem, ponieważ nie mam bladego pojęcia gdzie się podziewałaś. Dlaczego nie chcesz powiedzieć?
- Bo nie - burczy pod nosem i ściska palce na moich nadgarstkach - Zimno mi, ta ściana jest lodowata. Proszę, nie złość się i przytul mnie - wygina usta w podkówkę i patrzy na mnie oczami szczeniaka.
- Chodź tutaj - wzdycham ciężko i przyciągam ją do siebie. Wtula się we mnie mocno i faktycznie czuję, jak jej ciało drży. Zdejmuję z siebie marynarkę i zarzucam jej na ramiona - Lepiej? - przytakuje i cmoka mnie w usta. Jeśli chce, potrafi mnie omamić - Jesteś cholernie nieznośna, wiesz? Co to za zachowanie, Skarbie?
- Normalne? Nie martw się, dobrze? Byłam dzisiaj na uczelni dowiedzieć się, kiedy zaczynam zajęcia. Pojechałam również do urzędu, aby złożyć wniosek o nowy dowód i prawo jazdy. Mam nowe nazwisko.
- Faktycznie - poruszam brwiami, ale zapomniałem o tym! - Jesteś teraz Panią Hess, żoną Prezesa.
- Och, przestań sobie słodzić - przewraca oczami i uderza mnie w ramię - Wpadniesz w samozachwyt.
- To już dawno za mną, maleńka. Przecież jestem zajebisty - napinam biceps, a Marisa dotyka go i ściska.
- Jesteś uroczy - uśmiecha się słodko i nie mogę się powstrzymać, aby jej nie pocałować. Jest taka słodka.


Nasze humory poprawiają się, pijemy, rozmawiamy i dobrze się bawimy. Potrzebowałem tego i chociaż nawet nie patrzę na inne dziewczyny, jest zajebiście. Marisa wygląda na szczęśliwą, plotkuje z Jenną i nie mogę się na nią wręcz napatrzeć. Mogę zaprzeczać i sam siebie okłamywać, ale... zależy mi na niej. Wiem, że jestem kutasem i mam tego pełną świadomość, jednak chcę zawalczyć o to małżeństwo. To oznacza całkowite odcięcie się od innych kobiet i zakaz wkładania im fiuta do ust lub w inne miejsca. Nie jestem pewny, jak sobie z tym poradzę, ale tak trzeba. Mam dwadzieścia cztery lata, żonę i zostałem Prezesem. Nie chcę narobić sobie kłopotów, wywołać skandalu i zhańbić nazwisko, na które ojciec pracował przez lata. Tsa! Łatwo mówić! Będę musiał nauczyć się wierności i obym zrobił to w przyśpieszonym trybie.

Sobota budzi nas deszczem za oknem. Ani ja, ani Marisa nie mamy ochoty na wychodzenie z łóżka, więc leżymy i leniuchujemy. Niestety mielibyśmy za dobrze, bo nasze miłe chwile przerywa dzwonek telefonu mojej żony. Bierze go ze stolika i zaskoczona wpatruje się w wyświetlacz. Hmm, cóż ją tak zdziwiło?
- Halo? - pyta niepewnie i opiera plecy o wezgłowie łóżka. Ubrana w mój t-shirt wygląda jak mała dziewczynka - Jasne, rozumiem. Nie ma problemu, na pewno to zrobię - gapię się na nią i główkuję, z kim rozmawia. Jej ton brzmi poważnie, jest spięta i bawi się rąbkiem kołdry. Gdybym jej nie znał może uwierzyłbym, że to nic poważnego - Tak, zgadzam się. Możemy wrócić do tego w poniedziałek? - słucha uważnie, spogląda na mnie i uśmiecha się niewinnie - Świetnie, do zobaczenia - kończy połączenie, odkłada telefon na stolik, zsuwa się w dół i przytula do mojego ciała. Nic nie mówi, co potęguje mój niepokój.
- Powiesz mi, kto dzwonił? Twój głos brzmiał bardzo formalnie, a nie często mogę go usłyszeć. Coś nie tak?
- To telefon z uczelni - och! Ciekawe! - Muszę wybrać praktykę, każdy student musi ją zaliczyć.
- To prawda, ale Ty nie zaczęłaś nawet studiować i w sierpniu każą Ci to zrobić? To dosyć dziwne, Kotku.
- Załatwię to w poniedziałek, nie rozmawiajmy o tym. Dobrze? - całuje mnie w usta, ale coś tu jest nie tak.
- Okej - odpuszczam, co nie znaczy, że nie przyjrzę się temu, co robi. Okłamuje mnie i dobrze o tym wiem.


Popołudniu jedziemy na obiad do moich rodziców. Zapowiadał się miły dzień, ale jestem pewny, że ojciec szybko mi go zepsuje. Nudzą mnie te co weekendowe spotkania, bo jak dla mnie jest to zdecydowanie za często. Wystarczy, że widuję ojca codziennie w firmie. Jednak cóż byłby ze mnie za syn, gdybym odmówił i nie przyjechał? Mama śmiertelnie by się na mnie obraziła i nie odzywała miesiącami. Twarda z niej sztuka.
- Jestem bardzo zadowolony z Twojej dotychczasowej pracy, synu - ojciec upija łyk whisky i patrzy na mnie dumnie - Nie spodziewałem się, że tak poważnie do tego podejdziesz, ale jestem pod wrażeniem.
- Jestem Prezesem, członkiem zarządu, a to do czegoś mnie zobowiązuje. Traktuję pracę poważnie, tato.
- Cieszy mnie to, nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Czułem, że dzięki Marisie zmienisz swoje życie. 

- Wyglądacie na szczęśliwych - mama uśmiecha się i patrzy na Marisę - Jak się masz, Kochanie?
- Dobrze - moja żona wierci się niespokojnie i upija trochę wina - Justin o mnie dba i jest kochany.
- Prawidłowo. Właśnie tak go wychowałam, aby kochał swoją żonę i troszczył się o nią. Tak trzymaj, synku.
- Staram się, mamo. Małżeństwo to nie jest prosta sprawa, a my znamy się nieco ponad miesiąc.
- Macie mnóstwo czasu, aby się lepiej poznać. To dopiero początek i macie prawo się nie dogadywać.
- Jest dobrze - Marisa uśmiecha się i ściska moją dłoń - Cieszę się, że poznałam Justina - wow! Czy ona naprawdę to powiedziała? - Dzięki temu zrozumiałam, że mój były chłopak był dla mnie nieodpowiedni.
- Tak, Twoi rodzice opowiadali nam o tym - Marisa schyla głowę, jakby było jej wstyd. Karcę ojca wzrokiem i liczę na to, że ominie ten temat - To małżeństwo oboje miało wyprowadzić was na prostą. Nauczyć, co jest w życiu najważniejsze. Rodzina. Z pewnością nie szemrane towarzystwo i chlanie po klubach - okej, to mógł sobie podarować - Widzę, że wyszło wam to na dobre i jednak to była dobra decyzja. Oby tak dalej.
- Szkoda tylko, że nie pozostawiliście nam żadnego wyboru - burczę pod nosem, a ojciec kręci głową.
- Wydaje mi się, że i my i rodzice Marisy zostawiliśmy wam wybór. Jasno wyraziłem się, że masz się zmienić i przestać zachowywać jak rozkapryszony gówniarz. Chlanie po klubach i uprawianie seksu z przypadkowymi dziewczynami to hańba dla naszego nazwiska - tak, gdzieś to już słyszałem - Zaś rodzice Marisy zabronili jej spotykać się z tamtym mężczyzną, nie posłuchała i tak oto jesteście małżeństwem - spogląda na nas poważnie i czuję się jak dziecko, które zaraz dostanie karę! - Przykro mi, ale w życiu trzeba podejmować trudne decyzje. Naszą było to, aby wybrać Ci odpowiednią żonę. Żebyś się wreszcie zebrał do kupy i zachowywał jak dorosły człowiek. Jak widzisz, potrafisz dać z siebie o wiele więcej, synu. Cieszy mnie to.
- Mnie też - wzdycham zrezygnowany, ale nie mam ochoty więcej rozmawiać na ten temat - Mam prośbę odnośnie mojej delegacji do Kanady. Anastasia wspomniała, że ma polecieć ze mną, zgadza się?

- Tak. Musi się rozwijać, sporo nauczyć, a to dobra okazja. Jej ojciec mi ją powierzył, muszę o nią dbać.
- Wykluczone. Nie chcę żeby ze mną jechała - tata marszczy brwi i patrzy na mnie zdziwiony - Poradzę sobie sam, muszę się skupić na swojej pracy, a ona będzie mi marudzić za uchem. Jak to baba.
- Justin! - mama karci mnie i kręci głową - Anastasia to córka przyjaciela Twojego taty. Zachowuj się!
- Rozumiem to, mamo. Jednak to ja decyduję, kto i gdzie ze mną pojedzie. Nie chcę jej w Kanadzie.
- Czy masz jakiś poważny powód do tego, żeby z Tobą nie pojechała. Czy to tylko Twoje widzi mi się?
- Mam powód, ale na razie zatrzymam go dla siebie. Jest u mnie na okresie próbnym, więc jeśli nie spisze się w swojej pracy, wyleję ją i chcę, żebyś miał tego pełną świadomość. Nie potrzebuję amatorki.
- Nie ukrywam, zaskoczyłeś mnie. Anastasia jest pracowita i nikt na nią nie narzekał. O co chodzi?
- Jak powiedziałem wcześniej, zatrzymam to na razie dla siebie. Kiedy przyjdzie czas, powiem Ci o tym.
- W porządku, skoro tak twierdzisz. Jesteś Prezesem i szanuję Twoje zdanie. Chcesz kogoś innego?
- Na razie nie, dam jej szansę. Popracuje tydzień, dwa i wtedy podejmę decyzję. Może tak być?
- Oczywiście. Miej ją na oku i pomóż w razie czego. Nie chciałbym, żeby Ron był zawiedziony.
- Zawsze możesz zlecić jej robienie ksero - mrugam okiem, a tata przewraca oczami. Takie życie!
- Justin! Marisa! - do salonu wpada moja siostra, która ściska nas na powitanie - No, proszę! Moja bratowa wygląda kwitnąco - klaszcze w dłonie i mruga okiem do Marisy. Atmosfera natychmiast się rozluźnia.


Oddycham z ulgą, kiedy wreszcie jesteśmy w domu. Zdejmuję z siebie eleganckie ciuchy i wkładam na
tyłek krótkie spodenki. Marisa również się przebiera i uśmiecham się na jej widok. Do twarzy jej w moich dresowych spodniach i krótkim topie. Ma idealny brzuch, chociaż nie widziałem, aby ćwiczyła.
- Nie wspomniałeś o tym, że musisz wyjechać do Kanady. Tak samo, jak nie wspomniałeś o Anastasii.
- Wybacz, wyleciało mi z głowy. Jeszcze nie znam dokładnej daty, ale Ana ze mną nie poleci. Nie martw się.
- Dlaczego jej tam nie chcesz? - opiera się biodrem o szafkę i wlepia we mnie wzrok - Jestem ciekawa.
- Z prostego powodu, Kotku. Musi się jeszcze sporo nauczyć, a jak na razie jest w tym bardzo kiepska.
- Naprawdę chodzi o jej umiejętności? Czy może boisz się, że będzie kręcić przed Tobą tyłkiem i ulegniesz?
- Co takiego? - prycham z kpiną, chociaż mnie zaskoczyła - Nic takiego nie będzie miało miejsca, rozumiesz? Zakoduj sobie w głowie, że się zmieniłem. Na każdym kroku masz zamiar robić mi takie aluzje?
- Nie - wzrusza ramionami i nalewa soku do szklanki - Po prostu to była moja pierwsza myśl, nic więcej.
- Więc przestań tak myśleć! Staram się, a Ty wciąż mnie podejrzewasz. Mam tego serdecznie dość.
- Wybacz, taka już jestem - mija mnie i opuszcza kuchnię. Jak nikt inny potrafi mnie wkurwić w sekundę!
- Marisa! - wołam za nią, ale ma mnie w nosie. Wchodzę do salonu i uważnie ją obserwuję. Wygląda na wyluzowaną, siada na narożniku i włącza telewizor. Pogratulować spokoju! - Co się z Tobą dzieje, hmm? Co to za zachowanie? - przysiadam obok, jednak nawet nie zwraca na mnie uwagi. Skacze po kanałach i bawi się wargą. Co ja mam z nią kurwa począć? - Hej, nie masz zamiaru ze mną porozmawiać?
- Wydaje mi się, że nie mamy o czym rozmawiać - och, serio?! To ciekawe - Co mam jeszcze dodać?
- Nie wiem! Może wyjaśnisz mi łaskawie, dlaczego powiedziałaś coś takiego w kuchni, huh? O co chodzi?
- O nic? Po prostu mam pewne obawy i właśnie Ci o nich powiedziałam, a Ty się na mnie wkurzyłeś.
- Bo nie rozumiem, skąd coś tak głupiego wpadło Ci do głowy! O co znowu chodzi, co? Powiedz mi.
- Naprawdę o to pytasz? Anastasia jest Twoją byłą laską, pracuje z Tobą i widzę, jak na Ciebie patrzy.
- Po pierwsze, nie byliśmy razem. Łączył nas tylko seks, nic więcej. Po drugie, pracuje ze mną tylko dlatego, bo mój ojciec jest przyjacielem jej ojca. Gdyby nie to, nie zagrzałaby u nas miejsca, bo jest za słaba. Po trzecie, jak na mnie patrzy? Nie zauważyłem - czuję się podle, muszę to przyznać. To dziwne uczucie.
- Patrzy tak, jakby chciała Cię wręcz pożreć wzrokiem, albo ewentualnie zacząć pieprzyć przy ludziach.
- Nie przesadzaj, Skarbie. Ana to przeszłość, Ty jesteś przyszłością. Kiedy wreszcie to zrozumiesz?
- Może potrzebuję więcej czasu? Znamy się zaledwie miesiąc i musisz przekonać mnie, że się zmieniłeś.
- Jeszcze tego nie udowodniłem? Co mam zrobić, hmm? Powiedz tylko słowo, a postaram się bardziej.
- Nie wiem - oddycha głęboko i wreszcie na mnie patrzy - Przytulisz mnie? - pyta cicho i wystawia dłoń.

- Oczywiście - uśmiecham się, bo jest cholernie słodka w tym momencie. Obejmuję ją, dociskam do swojego ciała i całuję w głowę - Czasami jesteś taka nieznośna - uderza mnie w ramię i mocniej się we mnie wtula.

Weekend mija zdecydowanie zbyt szybko i w poniedziałek rano melduję się w firmie. Spotykam Anę przy jej biurku, która grzecznie wita mnie krótkim dzień dobry i jestem nawet zaskoczony, jak formalnie brzmi jej głos. Dostrzegam również sporą różnicę w jej ubiorze, bo już nie świeci krótką spódniczką, a czarnymi, dopasowanymi spodniami i białą koszulą, która zapięta jest prawie pod samą szyję. Jak chce, to potrafi.
- Kawa dla Pana Prezesa - wchodzi za mną i stawia filiżankę na stole - Wydrukowałam zestawienia.
- Dziękuję - odstawiam teczkę i patrzę na nią - Musimy porozmawiać o wczorajszym incydencie - zaciska usta i niepewnie patrzy mi w oczy - Zostaje to między nami, rozumiemy się? Nie życzę sobie, żebyś kiedykolwiek próbowała tego ponownie. Mam żonę i zakoduj to sobie w głowie. Łączy nas tylko praca.

- Ma Pan rację, przepraszam. Nie powinnam była tak się rozpędzać. Jest Pan moim szefem.
- Owszem, jestem. To, że mieliśmy dobry seks teraz już nie ma znaczenia. Nikt nie może się o tym dowiedzieć i liczę na to, że zatrzymasz to dla siebie. W przeciwnym wypadku będę musiał szepnąć słówkiem Twojemu ojcu, czym zajmowałaś się całkiem niedawno - dostrzegam szok i przerażenie na jej twarzy, jednak musi wiedzieć gdzie jest jej miejsce - Zapewne nie chcesz, aby ktokolwiek o tym wiedział? - kręci energicznie głową i wiem, że mam ją w małym palcu. To zaskakujące, że tak piękna dziewczyna jeszcze kilka miesięcy temu tańczyła na rurze w nocnym klubie i pokazywała swoje ciało każdemu, kto miał na to ochotę. Wyrwałem ją stamtąd i poprosiłem ojca, żeby zatrudnił ją jako pomoc. Roger dostałby zawału, gdyby się o tym dowiedział - Cieszę się. Teraz wrócimy do swoich obowiązków.
 

Koło południa idę do gabinetu ojca. Wezwał mnie na rozmowę i jestem ciekawy, czego ode mnie chce.
- Justin, usiądź - wskazuje fotel i siadam naprzeciwko jego biura - Dzwonił do mnie klient z Kanady, dogadaliśmy szczegóły. Musisz przedstawić mu umowę i nasze warunki. Polecisz jutro rano i wrócisz tego samego dnia - świetnie! To mi się podoba - Wszystko zaraz przyniesie Ci Ana. Masz jakieś pytania?
- Nie, tato. Dzięki za informacje, a teraz wracam do siebie - opuszczam jego biuro i wracam do własnego. Jason, mój dobry kolega i prywatny detektyw już na mnie czeka. Mam nadzieję, że ma dla mnie dobre wieści - Cześć, stary. Jak tam? - siadam obok niego i dostaję kilka zdjęć. Wpatruję się w dziewczynę, która tańczyła dla mnie na wieczorze kawalerskim i to właśnie z nią zdradziłem swoją żonę - Znalazłeś ją.
- Chyba we mnie nie zwątpiłeś, co? - szturcha mnie w bok i szczery się jak debil - To nie było nic trudnego. Powęszyłem trochę i namierzyłem ją wczoraj, jak wychodziła z jednej z uczelni. Co ciekawe, była z kimś kogo zdążyłeś już poznać - rzuca kolejne zdjęcia, a ja zaciskam usta. Jebany.kurwa.Sean! Nie wierzę!
 







********************************************
Hello! :)
Dzisiaj nastał ten jakże piękny dzień, w którym NARESZCIE napisałam epilog! Fuck yeah!
Nie macie pojęcia, jak ciężko było mi się do tego zabrać, brak pomysłu również nie pomagał. Aż tu nagle
BUM i samo poszło! Cieszę się, bo obawiałam się, że już nic z siebie nie wykrzesam :P
Mam nadzieję, że wam się spodoba. Chociaż będziecie musiały na niego jeszcze poczekać ;)

Ps.
Z okazji moich jutrzejszych urodzin, dodam wam dodatkowy rozdział :)
Chcecie tutaj, czy na ZC? Decyzja należy do was :)
Kasia




17.4.17

Rozdział 26


Marisa POV:

W firmie Rings'a jestem punktualnie. Zajmuje swoje miejsce za czarnym, błyszczącym biurkiem i przesuwam
po nim palcami. Uśmiecham się, bo to moja pierwsza praca i chcę wypaść jak najlepiej. Wiem, że Justin ostrzegał mnie i zapewne wścieknie się, kiedy już się o tym dowie, ale jestem dorosła i chcę podejmować własne decyzje. Nawet, jeśli nie będą dla mnie korzystne. Chcę uczyć się na własnych błędach.
- Dzień dobry - głos Rings'a sprowadza mnie na ziemię i podnoszę się z krzesła - Wyglądasz prześlicznie, Mariso - uśmiecha się i ściska moją dłoń - Za moment wprowadzę Cię w aktualne sprawy i wszystko pokażę, nie martw się - mruga okiem, wchodzi do swojego gabinetu i po chwili mnie woła. Oddycham kilka razy i pojawiam się w jego gabinecie - Usiądź - wskazuje fotel obok siebie, siadam i poprawiam sukienkę - Przejrzyj to - podaje mi stos kartek, jednak dociera do mnie, że nie mam o tym bladego pojęcia! Cholera!
- Wie Pan, że nie mam doświadczenia. Jak mam sobie z tym wszystkim poradzić, skoro nic nie wiem?
- Nie martw się. Dokumenty, które Ci dałem trzeba podesłać do kilku firm. Czeka Cię wycieczka na pocztę, to chyba nic trudnego? - spogląda na mnie, a ja przytakuję głową, Poczta w tych czasach? Nie ukrywam, jestem trochę zaskoczona. Przecież teraz rządzi internet - Nie rzucę Cię na głęboką wodę, Mariso. Powoli do przodu, tak? - zaciskam usta, bo czuję się jak dziecko! - Wyślesz też kilkanaście e-maili z cennikiem do klientów. O dwunastej pojedziesz ze mną na spotkanie w sprawie nowej umowy i na razie tyle.

- D-dobrze - jąkam się i natychmiast dopadają mnie wątpliwości. To był bardzo zły pomysł!

Idę na pocztę, wysyłam stos kopert i po drodze zahaczam o kawiarnię. Biorę na wynos smoothie i wracam do firmy. Zajmuję się wysyłaniem e-maili, robieniem ksero dla Rings'a i rzeczami, które nie sprawiają mi problemów. Szybko zapamiętuję co gdzie leży i zaczynam się tutaj dobrze czuć. Może wcale nie będzie tak źle, jak myślałam? Uśmiecham się i zamieram, kiedy na telefonie widnieje zdjęcie Justina.
- Cześć, Kochanie - odbieram, przytrzymuję telefon ramieniem i włączam ksero - Jak mija dzień?
- W porządku, pracowicie. Cieszę się, że odebrałaś ode mnie telefon - och, dałby spokój - Co porabiasz?
- Jestem na mieście, robię zakupy z Jenną. Ostatnio wspominała, że moglibyśmy się spotkać we czwórkę.
- To bardzo dobry pomysł, czemu nie? Dzisiaj jest piątek, możemy wybrać się do klubu na drinka.
- Świetnie! Przekażę jej - zamykam ksero, robię kolejną z rzędu odbitkę, ale nagle Rings krzyczy moje imię.
- Czy to był męski głos? - kurwa! Panikuję, bo nie chcę, żeby się wydało! - Marisa? Kto tam jest?
- Och, mój stary znajomy - kłamię i mam ochotę przywalić sobie w twarz - Muszę kończyć, zobaczymy się w domu, dobrze? Całuję - cmokam do słuchawkę i szybko kończę połączenie - Kurwa - szepczę pod nosem, aby nikt mnie nie usłyszał, biorę papiery i idę do gabinetu szefa - Proszę, wszystko gotowe. Coś jeszcze?
- Na teraz nie, przygotuj się do wyjścia. Za piętnaście minut mam spotkanie z klientem w restauracji.
- Czy jestem tam potrzebna? - pytam, a Rings patrzy na mnie zaskoczony - Do niczego się nie przydam.
- Przydasz, moja droga. Musisz się uczyć - uśmiecha się i patrzy na mnie uważnie - Będziesz mi towarzyszyć.
- Jak Pan sobie życzy - kapituluję, bo jego wzrok wręcz mnie zabija. Jezu, o co mu chodzi?!


W restauracji jesteśmy punktualnie w południe. Witamy się z młodym mężczyzną, zamawiam mocną kawę i słucham ich rozmowy. Nudzę się, bo to kompletnie nie moja bajka i nie rozumiem, dlaczego Rings'owi zależało na tym, żebym tutaj z nim przyszła. Jednak zachowuję się profesjonalnie, nie wtrącam i siedzę cichutko na swoim miejscu. Myślami krążę przy Justinie i zastanawiam się, jak delikatnie poinformować go, że jednak pracuję dla Rings'a. Muszę to zrobić, ponieważ długo nie utrzymam tego w tajemnicy. Wstaję rano, Justin również i to pewne, że nie da mi spokoju. Cholercia! Czuję, że się wkurzy jak diabli.



Justin POV:
- Mogę na chwilę? - podnoszę głowę i widzę stojącą w drzwiach Anastasję. Zapraszam ją gestem dłoni, siada naprzeciwko mnie i patrzy, jakby mnie nigdy w życiu nie widziała - Rozmawiałeś z ojcem o delegacji?
- Tak, dzisiaj rano. Nie bardzo podoba mi się wizja lotu do Kanady, ale uparł się i nie mam wyjścia.
- Wiesz, że mam polecieć tam z Tobą? - co takiego?! - Przed chwilą mi to przekazał. Cieszysz się?
- Absolutnie nie - burczę pod nosem i chociaż uwielbiam kobiety, Anastasja irytuje mnie jak nikt inny. Jest przebiegłą suką, seksownie ubiera się do firmy i zmysłowo kręci biodrami, abym tylko zwrócił na nią uwagę. Owszem, jest cholernie seksowna i piękna, ale staram się trzymać fiuta w spodniach. Gdyby moja zdrada
wyszła na jaw, ojciec wpadłaby w szał! Muszę się bardzo kontrolować - Porozmawiam z nim i anuluję Twój wyjazd - Ana kręci głową i patrzy na mnie ze złością - Nie potrzebuję Cię tam, poradzę sobie sam.
- Naprawdę? Mówisz tak dlatego, bo dobrze wiemy czym skończyłby się nasz wspólny wyjazd, Skarbie?
- Daruj sobie - wzdycham i wracam do podpisywania papierów - Jeśli to wszystko, wracaj do pracy.

- Uwielbiam, kiedy zachowujesz się w ten sposób - bawi się dolną wargą i patrzy na mnie, jakby chciała mnie pożreć w całości. Podnosi się, podchodzi i wślizguje się pod biurko. Już mam ją skarcić, kiedy układa dłoń na moim kutasie i pieści go przez spodnie. Wciąż jestem nabuzowany po akcji z Marisą i czuję, że zrobię coś bardzo złego - Mmm, jesteś twardy - szepcze zmysłowo, odpina pasek w moich spodniach i zsuwa je z bokserkami. Mój fiut wyskakuje na wolność, a Ana natychmiast wsuwa go do ust. Kurwa mać!
- Co Ty wyprawiasz, do cholery? - syczę przez zęby i ściskam poręcz fotela. Jęk ucieka z jej ust, ale rozpala mnie do czerwoności - Jesteś upartą suką! - napinam szczękę, wsuwam palce w jej włosy i brutalnie odpycham od siebie. Nie mogę kurwa! Po prostu nie mogę! Marisa nie zasługuje na to, żebym ją zdradził, nawet, jeśli jestem na nią wściekły! Mimo tego, jak bardzo potrzebuję się wyżyć, muszę to przerwać
 - Wstawaj - mówię ostro, podnoszę się i poprawiam spodnie. Patrzę jej w oczy, przechylam głowę i próbuję opanować falę złości i podniecenia - Nigdy więcej tego nie rób, rozumiesz mnie? - przytakuje i po jej pewności siebie nie ma nawet śladu. Jest zaskoczona - Jestem Twoim szefem, jeśli będę chciał Cię zerżnąć, sam do Ciebie przyjdę. Nie kuś mnie, nie świeć przede mną krótkimi spódniczkami, bo źle się to dla Ciebie skończy. Nie każ mi się ponownie wkurwić - mijam ją i idę do łazienki. Ogarniam się, doprowadzam do porządku i przeczesuję włosy. Patrzę na swoje odbicie w lustrze, a w mojej głowie pojawia się Marisa. Wręcz nie dowierzam, że się powstrzymałem i odepchnąłem od siebie Anę. Jeszcze niedawno nic takiego nie miałoby miejsca, po prostu obciągnęłaby mi w biurze, a potem pieprzyłbym ją, aż zabrakłoby mi sił. Czy mogę nazwać to "postępem"? Tak, zdecydowanie - Brawo, stary. Dobrze Ci idzie, oby tak dalej - mrugam okiem i opuszczam łazienkę. Any nie ma i oddycham z ulgą. 

Wracam do domu i parkuję samochód obok auta Marisy. Kiedy wchodzę do środka, w moje nozdrza uderza zapach czegoś pysznego i natychmiast burczy mi w brzuchu. Odkładam teczkę na komodę, poluźniam krawat i idę prosto do kuchni. Zastaję w niej moją żonę, która słucha radia, nuci pod nosem i krząta się po całym pomieszczeniu. Ma na sobie krótką spódniczkę i białą bluzeczkę, która odsłania jej brzuch. Przypominam sobie nasze namiętne chwile na Bora Bora i tęsknię za nią, jej ciałem, pocałunkami. Chcę się z nią kochać.
- Cześć, Kotku - podskakuje na dźwięk mojego głosu i przykłada dłoń do serca - Przestraszyłem Cię?
- Tak! Nie słyszałam, kiedy wszedłeś - oddycha głęboko, podchodzi i całuje mnie w usta - Gotuję obiad.
- Widzę - mrugam okiem, przytulam ją do siebie i zaciągam się jej zapachem. Uwielbiam to, jak pachnie.

- Masz chwilę, aby wziąć prysznic i się przebrać. Za dziesięć minut wszystko będzie gotowe. Pośpiesz się.
- Oczywiście, Kochanie - cmokam ją w czoło, idę na górę i biorę szybki prysznic. Zakładam na tyłek szare spodenki i ponownie schodzę na dół. Na stole są już talerze, a Marisa nakłada na nie obiad. Obserwuję ją, ale wygląda na odprężoną i chyba ma nawet dobry humor - Jak minął Ci dzisiejszy dzień? Co robiłaś?
- Nic ciekawego - wzrusza ramionami i siadamy do stołu - Spędziłam z Jenną prawie cały dzień. A Ty?
- A ja pracowałem. Udało mi się zdobyć dwóch klientów i podpisać z nimi korzystną umowę.
- To świetnie, cieszę się - uśmiecha się uroczo i wygląda jak anioł - Jedz, na pewno jesteś głodny.


Po obiedzie przenosimy się do ogrodu. Bujamy się na huśtawce, jest cicho, spokojnie i bardzo przyjemnie.
- Dzwoniłeś do swojego przyjaciela? - ciszę przerywa Marisa i patrzy mi w oczy - Co z dzisiejszym wyjściem?
- Mamy spotkać się w klubie o dwudziestej trzydzieści. Mamy jeszcze sporo czasu, możemy go dobrze spożytkować - poruszam brwiami, przekręcam się na bok i przytulam ją do siebie - Tęskniłem za Tobą.
- Naprawdę? Przecież nie widzieliśmy się zaledwie kilka godzin. Kiedy miałeś czas za mną zatęsknić?
- Na to zawsze znajdę chwilę - pocieram nosem o jej i całuję jej pulchne usta. Nie odsuwa się, wręcz przeciwnie, pogłębia pocałunek i czuję jej ciepły język. Podniecenie leniwie rozlewa się po moim ciele, wsuwam dłoń po jej koszulkę i odsuwam miseczkę stanika. Pieszczę sutek, roluję go w palcach i szczypię. Marisa natychmiast reaguje na moje poczynania i mocno gryzie mnie w wargę. Jęczy w moje usta, porusza biodrami i dobrze wiem, że chce więcej. Jest taka wrażliwa, podatna na mój dotyk i nie potrzeba jej wiele, aby doprowadzić ją na skraj - Mmm, ktoś jest tutaj niecierpliwy - mówię cicho, uśmiecham się i odklejam od jej ust. Patrzy na mnie podniecona, rozpalona, a na jej policzkach rozlewa się rumieniec - Pragnę Cię.
- Wiem - wsuwa palce w moje włosy, zaciska pięść i zmienia pozycją. Siada na mnie, całuje mnie po szyi, schodzi w dół i składa mokre pocałunki na moim brzuchu. Gdzieniegdzie przygryza skórę i za każdym razem przechodzi mnie kurewsko dobry dreszcz. Gapię się na nią jak zahipnotyzowany, ale wygląda obłędnie. Kiedy jest przy gumce od moich spodenek, unosi się i szybko pozbywa się swojej koszulki. Jej cycki wygadają niesamowicie w czerwonym, seksownym staniku. Mam ochotę się nimi zająć, ale Marisa ma inny plan. Zsuwa moje spodenki, rzuca je obok koszulki i bierze mojego fiuta do ust. Jezu! Wstrzymuję oddech, bo jej usta są tak ciepłe, ciasne i mokre! Wyrzucam z głowy Anę, która zaledwie kilka godzin wcześniej próbowała zrobić to samo. Cieszę się, że nie uległem. Jestem żonaty i tego muszę się trzymać. Nie może mnie sprowokować, dlatego muszę z nią porozmawiać i ustalić granice. Na szczęście mam na nią haka i lepiej dla niej, żeby była potulna jak baranek. Inaczej zrobi się bardzo nieprzyjemnie 
- Kurwa, Kotku! - wracam na ziemię, kiedy Marisa zaczyna ssać mnie jak szalona. Unoszę biodra do góry, aby wbić się jeszcze głębiej, ale uderza mnie w udo i karci wzrokiem. Czuję się jak ciota, kiedy ma nade mną taką władzę, ale przyjemność przeważa - Wariuję przez Ciebie - wsuwam palce w jej włosy i przysuwam ją bliżej siebie.
- Byłeś dzisiaj grzeczny? - pyta cicho, podnosi się i mruży oczy. Kurwa! Czyżby cokolwiek podejrzewała?! Nie, to niemożliwe - Inaczej zostawię Cię w takim stanie - prycham, bo właśnie się ze mną bawi! 
- Byłem bardzo grzeczny, Kochanie - biorę ją za rękę, ciągnę w swoją stronę i układam na swoim ciele. Nim mam szansę ją pocałować, sięga dłonią w dół i zsuwa się na mnie - Ja pierdole - wbijam palce w jej biodra, porusza się wolno, leniwie i katuje mnie tymi mozolnymi ruchami. Jednak widok jej na mnie jest niesamowity i pozwalam jej na to, aby sama dostosowała tempo - Jesteś cudowna - wpatruję się w jej twarz, na której widnieje przyjemność i obiecuję sobie w duchu, że nigdy, przenigdy jej nie zdradzę.

Wieczorem szykujemy się do wyjścia. Układam włosy, a do pokoju wchodzi Marisa. Uchylam usta, gapię się na nią jak zahipnotyzowany i wciąż nie pojmuję, jak można wyglądać tak dobrze, a zarazem seksownie.
- Jestem gotowa - uśmiecha się, przerzuca włosy na lewę ramię i pochodzi do mnie - Przystojniak.
- Hmm - obejmuję ją i składam na jej ustach czułego buziaka - Zabijasz mnie swoim wyglądem, wiesz?
- Cieszę się - sunie dłońmi po moich ramionach i seksownie oblizuje usta - Podobam Ci się, Justin?
- Co to za pytanie? - marszczę brwi, ale to chyba oczywiste? Jednak patrząc jej w oczy widzę w nich coś dziwnego. Nutkę niepokoju i niepewności. Czyżby nie wiedziała, jak na mnie działa? - Tak wiele razy mówiłem Ci, że jesteś piękna. Sama widzisz, jak reaguję na Ciebie, Kochanie. Chyba nie masz wątpliwości?
- Sama nie wiem. Może nie jestem dla Ciebie wystarczająca, skoro potrzebujesz innych kobiet - co, kurwa?!
- Nie potrzebuję innych kobiet, Marisa. Dlaczego tak mówisz, hmm? Czy znowu zrobiłem coś nie tak?
- Nie, chyba. Po prostu spotkałam dwie kobiety, z którymi łączył Cię seks. Wtedy w Twoim domu, nie znam imienia tej dziewczyny, i poznałam również Anastasię. Boję się, że pojawią się kolejne, Justin.

- Dlaczego martwi Cię coś takiego? - dotykam palcami jej policzka i głaszczę go czule. Przymyka oczy pod wpływem mojego dotyku i wzdycha ciężko - Mówiłem Ci jakie życie prowadziłem i teraz nic z tym nie zrobię, 
to przeszłość. Teraz jesteś moją żoną, wszystko się zmieniło. Naprawdę tego nie dostrzegasz?
- Mam taką nadzieję. Zapomnę o Twoim wieczorze kawalerskim - o, cholercia! - Masz rację, dopiero się wtedy poznaliśmy i chociaż obiecałeś mi, że nie zrobisz nic głupiego, dam sobie z tym spokój - patrzy mi w oczy i przeczesuje moje włosy - Jeśli teraz wywiniesz mi taki numer, wszystko przekreślisz. Wiesz o tym?
- Wiem - przytulam ją do siebie, cmokam w głowę i zamykam oczy - Nic takiego nie będzie miało miejsca.


W klubie jest mnóstwo ludzi! Nie dziwię się, bo jest piątek i ludzie przyszli się dobrze bawić i wypić. Ciągnę Marisę i przechodzimy przez tłum ludzi. Znam ten klub jak własną kieszeń i kiedy tylko dopieramy na sam koniec sali, w oczy rzuca mi się Hugo i Jenna. Mój przyjaciel jest w nią wpatrzony jak w obrazek.
- Jenna! - Marisa krzyczy głośno, uśmiecha się szeroko i ściska przyjaciółkę - Wyglądasz obłędnie!
- To samo mogę powiedzieć o Tobie! Skąd masz ten odjechany top?! - obraca ją i ogląda uważnie.
- Myślałem, że kupiła go dzisiaj na waszych zakupach? - mrugam do Jenny, ale patrzy na mnie zaskoczona.
- Nie byłyśmy dzisiaj na zakupach - co takiego?! - Cały dzień spędziłam z Hugo. Byliśmy u moich rodziców.
- Naprawdę? - unoszę brew, a Jenna pytająco spogląda na przyjaciółkę - Możemy was na momencik przeprosić? To zajmie chwilę - chwytam Marisę pod ramię, przepychamy się przez tłum i wychodzimy przed klub - Masz mi coś do powiedzenia? - zakładam ręce na piersiach i wbijam w nią wzrok - Okłamałaś mnie!
- J-ja... - jąka się, schyla głowę i bawi się palcami. Jestem wściekły i ledwo nad sobą panuję!
 





**************************************
Hello! :)
Nie myślcie, że to tak raz dwa się wszystko wyjaśni. Cierpliwości ;)


Okej, a teraz informacja :)
Zapraszam was na moje nowe opowiadanie. Ma już 10 rozdziałów, więc chętni będą mieli co czytać. Jeśli możecie, zostawcie po sobie ślad. Jestem po prostu ciekawa, czy przypadło wam do gustu :)
--> Zapach Ciemności <--

Ściskam was mocno!
Kasia


16.4.17

Rozdział 25

Justin POV: 
Wkładam papiery do teczki, odkładam ją na swoje miejsce i spoglądam na zegarek. Dochodzi czternasta czterdzieści pięć i od dwóch godzin próbuję dodzwonić się do Marisy. Nie odbiera moich telefonów, nie odpisuje na wiadomości i zaczynam się martwić. Rozumiem, że jest na mnie wściekła, ale martwię się o nią i łaskawie mogłaby dać znak, że żyje! Skoro chce ukarać mnie w taki sposób, to grubo przesadziła.

Umawiam się z przyjacielem na mieście. Parkuję samochód przez znaną mi restauracją i wchodzę do środka. Hugo siedzi przy stoliku, pije kawę i przegląda gazetę. Muszę zadać mu pytanie, które bardzo mnie dręczy.
- No siema, stary! - witam się z nim męskim uściskiem i siadam naprzeciwko - Zamówiłeś już coś?
- Tak. To, co zawsze. Zaraz powinno być - uśmiecha się i odkłada gazetę - Opowiadaj, jak podróż?
- Świetnie! Było naprawdę zajebiście. Miejsce jest cudowne i koniecznie powinieneś się tam wybrać.
- Zrobię to, jak dostanę kilka dni urlopu. Może nawet zaproszę Jennę? Co mam tam robić sam, do cholery?
- Spodoba jej się. Marisa była wręcz zachwycona i chciała zostać tam na zawsze. Warto pojechać.
- A co słychać u Twojej żony? Zdradź kilka pikantnych szczegółów swojemu najlepszemu przyjacielowi.
- Zmieniła się. Już nie jest tą cichą dziewczyną, którą poznałem. Pokazała pazurki, pewność siebie i udowodniła, że umie zająć się facetem. Wariowałem przez nią, ale to były cudowne, namiętne dwa tygodnie - Hugo kręci głową i uśmiecha się szeroko - Kochaliśmy się codziennie, rozumiesz to? Ta dziewczyna ma w sobie coś takiego, przez co nie można się od niej odkleić - wzdycham ciężko, kiedy w mojej głowie pojawia się nasza wczorajsza kłótnia - A kiedy tylko przekroczyliśmy próg domu, wszystko się spierdoliło. Nawaliłem.
- Poważnie? To jest właśnie puenta tej niesamowitej podróży poślubnej? Co tym razem, Justin?
- Chodzi o wieczór kawalerski - Hugo marszczy brwi i patrzy na mnie zdziwiony - Marisa pokazała mi zdjęcia, na których miziam się z jakąś laską. Wiesz coś o tym? Urwał mi się film i nic kurwa nie pamiętam!
- Cóż, ta dziewczyna była zamówiona specjalnie dla Ciebie - świetnie! - Chłopcy wpadli na ten pomysł, wiesz jacy są. Ale mniejsza z tym, bo nie rozumiem, o jakich kurwa zdjęciach mówisz! O co tu chodzi?
- Sam chciałbym to wiedzieć. Dostała je od swojego byłego chłopaka, który mignął mi przez sekundę w klubie. Byłem zamroczony, żeby go skojarzyć, ale widocznie on musiał je zrobić, chociaż nie wiem po co!
- Jak to nie wiesz? Zapewne po to, aby między wami namieszać. Marisa go zostawiła i to z dnia na dzień.
- I myślisz, że zrobił to z zemsty? Sam nie wiem, Hugo. To mocno podejrzane, a ja nic nie pamiętam.
- Nie wypiłeś zbyt dużo, zresztą nigdy nie urywa Ci się film, stary! Piliśmy tylko whisky, nic więcej.
- Może ktoś dosypał mi coś do drinka? Skoro przynosiła je kelnerka, wszystko jest możliwe. Prawda?
- To, co mówisz ma sens. Może trzeba odnaleźć tę dziewczynę? Ona z pewnością wie o wiele więcej niż Ty.
- Kurwa, dobry pomysł. Mam jej zdjęcia, będę mógł pokazać je detektywowi i ją odnajdzie.
- Nic nie zaszkodzi. Porozmawiasz z nią i zapytasz, co się stało tamtej nocy. Ja znalazłem Cię nad ranem w pokoju. Z chłopakami wpakowałem Cię do taksówki, odwiozłem do domu i położyłem w łóżku.
- Dzięki, Hugo. Naprawdę jestem wdzięczny, bo bez Ciebie byłoby kiepsko. Nie wiem, co się ze mną działo.
- Od tego ma się przyjaciół, zawsze Ci pomogę, Justin. Nie martw się, wszystkiego się dowiemy.




Marisa POV:
Wchodzę za Sean'em, który zamyka za nami drzwi i podchodzi do biurka. Opiera się o nie, zakłada ręce na piersiach i patrzy na mnie w znany mi sposób. Właśnie takim spojrzeniem przeważnie karcił mnie, kiedy coś
mu się nie spodobało. Nienawidziłam tego i czułam się jak dziecko, które nabroiło i poniesie karę.

- Nie ukrywam, jestem zaskoczony Twoim widokiem. Akurat Ciebie bym się tutaj nie spodziewał, Skarbie.
- Jak widzisz, stoję przed Tobą. Chciałam zapytać skąd masz zdjęcia, które mi przekazałeś?
- Ach! Więc już je widziałaś? - uśmiecha się i niewinnie wzrusza ramionami - Podobały Ci się chociaż?
- Daruj sobie, dobrze? Nie będę rozmawiać z Tobą na ten temat. Chcę tylko wiedzieć, skąd je masz.
- Zrobiłem? Byłem wtedy w klubie, a Twój mąż wybrał Narkose - świetnie! Czy musiał trafić akurat do klubu, który należy do Sean'a? - Zobaczyłem go schlanego i postanowiłem zrobić kilka zdjęć. Ładnie wyszły.
- Po co je zrobiłeś? I po co mi je pokazałeś? To jakaś Twoja gra, tak? Chcesz się teraz na mnie mścić?
- W życiu! - marszczy brwi, podchodzi i układa dłonie na moich ramionach. Moje oczy są na wysokości jego torsu, ale nie podnoszę głowy - Nie chcę się na Tobie mścić, Kruszyno. Zależało mi na Tobie - spinam się i rozpoznaję ton jego głosu. Nigdy nie wróżył nic dobrego - Jestem twardym gościem, a Ty zagrałaś mi na nosie. Taka mała, słodka dziewczynka - prycha rozbawiony i wreszcie unosi moją głowę - Poczułem się jak frajer, a moi kumple nabijali się ze mnie, że mnie wyrolowałaś. Te zdjęcia to mała nauczka, nic więcej.
- Rozumiem - szepczę cicho i chociaż to dziwne, czuję ulgę. Zemsta w jego wykonaniu byłaby gorsza.
- Jak sama widzisz, Twój mąż to niezły przekręt. Nie przepuści żadnej kobiecie, naprawdę źle trafiłaś.
- Czyżby? Ja mam na ten temat inne zdanie. Myślę, że jesteście do siebie bardzo podobni. Ty również pieprzyłeś panienki za moimi plecami i mówisz, że Ci na mnie zależało? Co to za gówno, Sean? - prycham z kpiną i mam w dupie, czy coś mi zrobi - Traktowałeś mnie jak swoją dziwkę, byłam na każde Twoje zawołanie, a i tak miałeś mnie w nosie! Twój klub z dziwkami, prochy, nielegalne interesy. Tylko to się dla Ciebie liczyło, nie ja. Może i źle trafiłam, ale poprzednim razem nie było lepiej. Jesteś jeszcze gorszy!
- Uważaj na słowa, Kochanie. Jesteś na moim terenie, nie powinnaś zwracać się do mnie w ten sposób.
- Wybacz! Zapomniałam, że nie mogę odzywać się nie proszona. Już mnie nie ma. Nie do zobaczenia.
- Marisa! - krzyczy, ale otwieram drzwi i opuszczam pokój. Jak na zawołanie w oczy rzuca mi się prawie cała załoga i patrzą na mnie zaskoczeni. Zapewne nie spodziewali się mnie tutaj tak samo, jak Sean - Marisa, do cholery! Stój! - słyszę głośne kroki, a po chwili czuję uścisk na ramieniu. Sean odwraca mnie w swoją stronę, aż włosy uderzają mnie w twarz - Co to wszystko ma znaczyć, hmm? Jakim prawem tak do mnie mówisz?
- Nie jestem już Twoją dziewczyną i wreszcie mogę powiedzieć to, na co mam ochotę. Pogódź się z tym.
- Od kiedy zrobiłaś się taka pyskata, co? Nie poznaję Cię - uśmiecha się zadziornie i przyciąga mnie do siebie. Natychmiast się spinam i bardzo chcę stąd wyjść - Podobasz mi się taka o wiele bardziej, maleńka.
- Puść mnie, Sean - odpycham się od niego, ale jest dużo silniejszy i dodatkowo wzmacnia uścisk.
- Twój cięty język cholernie mnie kręci - przybliża usta do mojego ucha i szepcze groźnie - Mimo to nigdy więcej nie waż się podnosić głosu i mówić do mnie tym tonem. Czy to jest dla Ciebie jasne, Kochanie?
- Tak - szepczę cicho, Sean całuje mnie w czoło i puszcza. Co ja sobie myślałam, przychodząc tutaj?!


Wracam do domu grubo po siedemnastej. Jestem zmęczona i przygnębiona po rozmowie z moim ex. Chciał
dać mi nauczkę i mu się to udało. Co sobie myślał, kiedy dawał mi tą kopertę? Że zrezygnuję z małżeństwa i rzucę się z powrotem w jego ramiona? Musiałabym być głupia, a na szczęście przejrzałam na oczy.
- Marisa! - podskakuję na ostry ton Justina. Podnoszę głowę i widzę, jak bardzo jest wściekły - Gdzieś Ty kurwa była, huh?! Próbuję się do Ciebie dodzwonić od kilku godzin, dlaczego nie odbierałaś?
- Byłam zajęta - odpowiadam cicho, odkładam torebkę na komodę i zsuwam buty - Musisz tak krzyczeć?
- Jak mam nie krzyczeć, huh? Nie dajesz znaku życia, a ja odchodzę od zmysłów. Co się z Tobą dzieje?!
- Prosiłam, żebyś nie krzyczał! - sama wrzeszczę, ale wyprowadził mnie z równowagi - Przecież żyję.
- Ja pierdole, co Ty mówisz? - patrzy na mnie zaskoczony i podchodzi - Martwiłem się o Ciebie.
- To miłe z Twojej strony, ale niepotrzebnie. Nie traktuj mnie jak dziecka, Justin. Jestem dorosła.
- Wiem o tym, jednak jesteś ode mnie młodsza i jestem za Ciebie odpowiedzialny. Nie rób tak więcej.
- Więc za każdym razem mam Ci mówić gdzie wychodzę, z kim i na ile? Poważnie, Justin?
- A czy ja powiedziałem coś takiego? Nie! Proszę tylko, abyś odbierała telefon, kiedy do Ciebie dzwonię.
- Postaram się - burczę pod nosem i idę do kuchni. Nalewam soku do szklanki i wypijam całość na raz.
- Tak będzie wyglądało 
teraz nasze życie? - pyta cicho i wyczuwam smutek w jego głosie - Unikanie się, odpowiedzi na odczep się, kłótnie? Nie chcę tego, Marisa. Wiem, że jesteś na mnie zła i masz do tego prawo, ale proszę, żebyś o tym zapomniała. To i tak nie miało żadnego znaczenia, rozumiesz? Ledwo się znaliśmy, byłaś dla mnie obcą dziewczyną! Miałem całkowicie zmienić swoje życie w zaledwie dwa tygodnie? Tyle dali nam rodzice do ślubu, wybacz, że nie sprostałem - kiedy to mówi, poczucie winy zalewa mnie od czubka głowy, do palców u stóp. Justin ma rację. Oczekiwałam od niego, że będzie mi wierny, a praktycznie byliśmy sobie obcy. Obiecał, że nie zrobi niczego głupiego, ale stało się i nic już na to nie poradzę. Co powinnam zrobić? Zapomnieć i żyć dalej, czy zadręczać się tym i psuć atmosferę między nami? - Kochanie, proszę - przytula się do mnie od tyłu i opiera brodę na mojej głowie - To był jeden wyskok, którego nawet nie pamiętam. Nie chciałem Cię skrzywdzić, bo nie jestem aż takim chujem bez uczuć. Tamten wieczór nie miał tak wyglądać - oddycha głęboko i zapada niezręczna cisza. Chcę coś powiedzieć, ale sama nie wiem, co! - Przepraszam, naprawdę jest mi przykro - odwracam się w jego stronę, wczepiam w jego ciało i zamykam oczy - Nie płacz, wszystko będzie dobrze - wchodzi na górę, pociągam nosem, ale to silniejsze ode mnie. Justin układa mnie w naszym łóżku, okrywa kołdrą i tuli do siebie. Jego dotyk koi moje nerwy.



Justin POV:
Jestem zdezorientowany zachowaniem Marisy. W jednej chwili mnie przeklina, w drugiej jest załamana, a w trzeciej tuli się do mnie i wbija palce w moje biodra. Jakby chciała powiedzieć mi, abym jej nie puszczał i był obok. Żałuję, że zobaczyła te zdjęcia i coś między nami się zepsuło. Nawet, jeśli ją zdradziłem, to nigdy nie powinno wyjść na jaw. Marisa jest zbyt wrażliwa, krucha i wszystko bierze do siebie. Muszę być ostrożniejszy. Fakt, nie kocham jej, ale skoro jest moją żoną, powinienem się bardziej postarać.


W piątek budzę się w dobrym humorze. To ostatni dzień pracy i nie mogę doczekać się weekendu. Mam zamiar wyluzować się, napić i pójść do klubu. Mam dość dramatów i kłótni. Było tak dobrze między nami i chciałbym, żeby tak pozostało. Szkoda, że ten frajer namieszał, ale jestem bardzo ciekawy, dlaczego to zrobił. Mam chęć z nim porozmawiać i po prostu go o to zapytać. To wcale nie jest taki głupi pomysł!

Szykuję się do pracy, zakładam garnitur, krawat i eleganckie buty. Jednak dziwi mnie wchodząca do salonu Marisa. Marszczę brwi, bo dochodzi zaledwie siódma czterdzieści, a o tej godzinie zawsze śpi. Na dodatek wygląda bardzo elegancko, w czarnej, dopasowanej sukience i szpilkach pod kolor. Jest piękna!
- Och! Myślałam, że już Cię nie ma - wygląda na zaskoczoną i... przerażoną - Nie spóźnisz się do firmy?
- Nie, spotkanie mam dopiero o ósmej trzydzieści. Wybierasz się gdzieś? - mrużę oczy, a Marisa nalewa kawy
do filiżanki. Jej zachowanie jest podejrzanie i coś mi tu nie gra - Gdzie się tak wystroiłaś, Kochanie?
- Wydaje Ci się, to tylko zwykła sukienka. Nic wielkiego - wzrusza ramionami i uśmiecha się uroczo.
- Wcale mi się nie wydaje. Wyglądasz tak elegancko tylko wtedy, kiedy musisz. Więc? Powiesz mi?
- Umówiłam się z Jenną - nerwowo poprawia kucyka, ale za cholerę jej nie wierzę! - Chciała pogadać.
- Naprawdę? - prycham rozbawiony i uważnie się jej przyglądam - I postanowiłaś się tak odstrzelić?
- O co Ci chodzi, hmm? - zmienia ton i zaczyna się złościć - Dlaczego tak mnie wypytujesz, Justin?
- Bo coś jest tutaj nie tak, maleńka. O tej godzinie zawsze śpisz i masz w nosie cały świat.
- Sugerujesz, że jestem leniwa? - unosi brew i patrzy na mnie dumna. Jest całkiem zabawna, kiedy jest zła.
- Oczywiście, że nie! Po prostu zastanawiam się, czego mi nie mówisz. Teraz będziemy się okłamywać?
- Nie mam nic do ukrycia, nie wiem jak Ty - mija mnie, bierze torebkę z komody i wkłada do niej po kolei telefon, klucze od domu i małą kosmetyczkę - Życzę Ci miłego dnia... mężu - podchodzi, całuje mnie w usta i robi to tak, aż mam ciarki na plecach. Jej język muska mój i natychmiast mam ochotę na więcej. Od numerku w moim biurze nie dotknąłem jej nawet palcem, ale była na mnie wściekła. Teraz dosłownie płonę! - Do zobaczenia później - mruga seksownie, oblizuje usta i odsuwa się od mojego ciała. Poważnie?!
- Masz zamiar tak po prostu wyjść i zostawić mnie w takim stanie?! - podnoszę głos, a mój oddech szaleje.
- Śpieszę się, Ty również nie powinieneś spóźniać się do pracy - poprawia mój krawat i przygryza wargę.
- Wariuję przez Ciebie! - przyciągam ją do siebie, ściskam w dłoniach pośladki i sunę nosem po jej szyi. Cudownie pachnie! - Pragnę Cię - szepczę podniecony, opieram jej ciało o ścianę i wsuwam dłoń pod jej seksowną sukienkę. Wyczuwam pod palcami cieniutki materiał majtek i mam ochotę je wręcz rozerwać.
- Justin, nie teraz - mówi surowo i próbuje mnie odepchnąć - Musimy wychodzić, to nie czas na seks.
- To jest idealny czas na seks, Kotku - dyszę ciężko, pieszczę ją, a mój kutas chce przebić spodnie.
- Weź się w garść! - odtrąca moją dłoń, uwalnia z mojego uścisku i kręci głową - Musisz nauczyć się kontroli.
- Serio?! Podniecasz mnie, kusisz, całujesz tak, że staje mi natychmiast i mówisz teraz coś takiego?!
- Oczekiwanie jest bardzo podniecające, Skarbie - poprawia sukienkę i sunie dłońmi w górę na dół. Śledzę każdy jej ruch i mam ochotę wziąć to, czego tak kurewsko pragnę - Może wieczorem Ci to wynagrodzę, jeśli będziesz grzeczny? - dotyka piersi i poprawia materiał. Wiem, że robi to kurwa specjalnie!
- Wychodzę - burczę pod nosem, biorę teczkę i opuszczam dom, nie oglądając się za siebie.





***********************************
Hello! :)
Dzisiaj rozdział trochę wcześniej :)
Ps. Macie ochotę na dodatkowy rozdział jutro? :)
Ps2: Chcecie nowe opowiadanie? W sumie i tak już je publikuję (jest 10 rozdziałów), ale jak na razie tylko dla wybranego, małego grona moich wiernych czytelników (kocham każdego z was!). Chciałam najpierw poznać opinię, zanim walnę opowiadanie bardzo w "moim stylu". Czyli, akcja, ostre sceny, ból i te sprawy :P
Decyzja należy do was :)

Oczywiście życzę wam wszystkiego dobrego na święta :)
Jedzcie do woli i niech idzie w cycki! A co! :)

Tulę mocno!
Kasia




9.4.17

Rozdział 24

Marisa POV:
Próbuję pozbierać się do kupy, chowam zdjęcia do koperty i wsuwam ją torebki. Schodzę na dół, wszyscy siedzą już przy stole, rozmawiają i uśmiechają się szeroko. Mój apetyt natychmiast odchodzi.
- Wszystko w porządku, Kochanie? - Justin pyta z troską i układa dłoń na moim udzie - Wyglądasz blado.
- Nie czuję się najlepiej, chciałabym się położyć - chrząkam i widzę spojrzenie mamy. Znam je.
- Może powinniśmy wrócić do domu? - wpatruje się we mnie, aż mi gorąco - Tak, wracajmy. Naprawdę źle wyglądasz - wstaje od stołu, pomaga mi i przeprasza rodziców za zamieszanie. Szybko opuszczamy dom, pakuje mnie do samochodu i uruchamia silnik - Co się dzieje? Było dobrze, a nagle straciłaś dobry humor.
- Chcę się po prostu położyć, okej? Nie chcę teraz rozmawiać - zamykam oczy i powstrzymuję łzy.
Naprawdę byłam aż taką idiotką i wierzyłam, że Justin będzie mi wierny? Obiecał, że będzie grzeczny i nie zrobi niczego głupiego, a dzień przed ślubem przeleciał jakąś dziwkę w klubie! Jestem wściekła i mam ogromną chęć walnąć go w twarz i wykrzyczeć mu, że jest skurwysynem! Jestem potwornie naiwna i sytuacja się właśnie powtarza. Poczułam coś do niego, zależy mi na nim, a on posuwa inne kobiety. Jestem dla niego jedną z wielu, tak samo, jak byłam dla Sean'a. Mówił mi te czułe słówka, mydlił oczy, ale za moimi plecami świetnie się bawił. Byłam jego osobistą zabawką i dla Justina również nią jestem. To podłe uczucie.


Kiedy tylko docieramy do domu, biegnę na górę i wchodzę do naszej sypialni. Przystaję jednak w progu i myślę sobie, czy tutaj też przyprowadzał inne. Zaciskam usta, biorę swoją poduszkę i przenoszę się do sypialni dla gości. Po samą szyję opatulam się kołdrą i już nie mogę powstrzymać łez. Zranił mnie i mam w dupie fakt, że jeszcze wtedy nie byliśmy małżeństwem. Najważniejsze jest to, że obiecał mi, a złamał dane słowo. Zlekceważył mnie i pozwolił poczuć się jak rzecz, która nic dla niego nie znaczy. Rozkładam przed nim nogi, dzięki mnie może sobie ulżyć, a czy coś innego w naszym małżeństwie się liczy? Wątpię. Justin to typowy chłopak do pieprzenia, co zresztą sam mi powiedział. Czyż nie wspomniał na początku, że zdradzi mnie, jeśli mu "nie dam"? Głupia, naiwna idiotka! Kolejny facet ma mnie w dupie, a ja mu uwierzyłam.
- Kochanie? - w progu pojawia się Justin i patrzy na mnie smutno - Powiesz mi, dlaczego płaczesz? - kręcę przecząco głową i nakrywam się cała. Nie chcę na niego patrzeć, nie chcę go nawet słuchać! Powinnam była zostać w domu - Proszę, martwię się o Ciebie - czuję jego dłoń na plecach i świeże łzy zalewają moje policzki. Te dwa tygodnie na Bora Bora były cudowne! Przysięgam, że w całym swoim życiu nie byłam równie szczęśliwa, co wtedy z nim. Był taki czuły, dobry, kochany i troskliwy. Poczułam, że mu na mnie zależy, że chce się mną zaopiekować i chronić. Bańka szczęścia szybko pękła - Ktoś Ci coś powiedział? Obraził?
- Nie chcę rozmawiać, chcę zasnąć. Zostaw mnie w spokoju! - krzyczę wkurzona i wybucham płaczem.



Justin POV:

Jestem bardzo zaskoczony zachowaniem Marisy. Niedawno miała świetny humor, tryskała energią, a teraz to nie ta sama dziewczyna! Cóż takiego wydarzyło się, kiedy poszła na górę? Rozmawiała z kimś, skoro zostałem na dole z jej rodzicami? Może to Jenna zadzwoniła i coś jej powiedziała? Kurwa! Muszę wiedzieć!
- Koniec tego! - podnoszę głos, jednym ruchem odsuwam z niej nakrycie i przygniatam ją swoim ciałem. Walczy ze mną, próbuje odepchnąć i wierzga nogami - Uspokój się! - chwytam jej dłonie i unoszę nad głowę - Co się z Tobą dzieje?! - mój oddech przyśpiesza i zaczynam się denerwować - Mów w tej chwili!
- Naprawdę chcesz wiedzieć?! - krzyczy w moją twarz i widzę w jej oczach gniew i nienawiść. Co jest? - Jesteś skończonym kutasem! Dupkiem! Nienawidzę Cię, wiesz?! - trzęsie się od płaczu, a ja gapię się na nią zszokowany. Więc to z mojego powodu jest w takim stanie? - Obiecałeś mi - dodaje spokojniej, zamyka oczy i pociąga nosem. Wygląda na zranioną, a ja nadal nic z tego nie rozumiem - Złamałeś dane słowo.
- Cóż takiego Ci obiecałem, Marisa? Zechcesz mi to wreszcie powiedzieć? Jestem zdezorientowany.
- Twój wieczór kawalerski - mówi tak cicho, że ledwo ją słyszę. Cholera! - Zdradziłeś mnie, Justin.
- Co? - czuję serce w gardle, ale nic kurwa nie pamiętam! - Skąd pomysł, że Cię zdradziłem, hmm?
- Przynajmniej miałbyś na tyle przyzwoitości i po prostu się przyznał. Nadal chcesz mnie okłamywać? Serio?
- Nie wiem, co wydarzyło się tamtej nocy. Film mi się urwał i nic nie pamiętam! Przysięgam, Marisa!
- Odświeżę Ci pamięć - uwalnia dłonie z mojego uścisku, podnoszę się z jej ciała i schodzę za nią na dół. Grzebie w torebce i podaje mi brązową kopertę - Otwórz - kiwa na nią głową i niepewnie to robię. Mam mieszanie uczucia i nie rozumiem, co się właśnie dzieje! Jednak wszystko staje się dla mnie jasne, kiedy oglądam zdjęcia. Uchylam usta w szoku i czuję ucisk w brzuchu. Naprawdę przeleciałem jakąś laskę i nawet tego nie pamiętam? Przecież piłem nie raz i nigdy nic takiego nie miało miejsca! - Nadal chcesz kłamać?
- Nie okłamałem Cię! Nic nie pamiętam, nie wiedziałem, że ją przeleciałem! Nie wiem, kim ona jest!
- A czy to ważne? - prycha z kpiną i obrzuca mnie takim spojrzeniem, aż mam ochotę się skurczyć.
- Kotku, proszę. To nie istotne, co wtedy zrobiłem. Nie byliśmy jeszcze małżeństwem, prawda?
- Masz rację, mimo to obiecałeś mi, że nie zrobisz nic głupiego. Pamiętasz to? Czy też urwał Ci się film?
- Nie kpij sobie ze mnie, okej? - złoszczę się i rzucam kopertę na komodę - Wiem, że jesteś wściekła, ale coś musiało pójść nie tak! Nie rozumiem, dlaczego tego kurwa nie pamiętam! - chowam głowę w dłoniach i wzdycham ciężko - Może wypiłem za dużo, przesadziłem, nie wiem! Przepraszam, Kochanie. Szczerze przepraszam - patrzę na nią, ale jej oczy nic nie wyrażają. Jakby była pusta w środku i nic nie czuła.
- Jestem Twoją dziwką, która ma rozkładać nogi, prawda? - ja pierdole, co?! - Zgodziłeś się ze mną ożenić, zostałeś Prezesem, świetnie zarabiasz i masz piękny dom. Dlaczego nie mieć przy sobie takiej naiwnej dziewczyny jak ja, która może Cię zadowalać, kiedy tylko masz na to ochotę. Czyż to nie jest idealne życie?
- Co Ty pieprzysz, Marisa?! - patrzę na nią z niedowierzaniem i wręcz nie wierzę, że coś takiego przeszło jej przez gardło! - Nigdy, od samego początku, nie myślałem tak o Tobie! Jesteś cudowną kobietą! Kochaną, dobrą, uroczą i masz złote serce! Fakt, trafiłaś na takiego kutasa jak ja, który lubi dobrą zabawę, przepraszam! Jednak nie jest tak, jak właśnie powiedziałaś. Nie jesteś moją dziwką... jesteś moją żoną! Widzisz różnicę? Bo ja tak! - patrzy na mnie smutno, jej warga drży i widzę świeże łzy na policzkach. Czuję się jak skończony bydlak i mam ochotę przytulić ją i schować przed całym światem. Kto zrobił te pieprzone zdjęcia?! - Mam świadomość, że Cię zraniłem. Obiecuję, że to się nigdy więcej nie powtórzy.
- Czy po naszym ślubie też to zrobiłeś? Czy po tym, jak przysięgałeś mi wierność, zdradziłeś mnie?
- Nie! - odpowiadam natychmiast i nie przyznaję się do incydentu z Norą. Zresztą! Nic się przecież nie wydarzyło, dotknęła mojego fiuta tylko przez spodnie. Bez przesady - Spędziliśmy ze sobą cudowne dwa tygodnie, Marisa. Byłem tylko z Tobą i chcę być tylko z Tobą. Nie chcę żadnej innej kobiety.
- Dlaczego? Zapewne jestem jedną z wielu i dobrze o tym wiem. Ty nie jesteś typem człowieka, który potrafi być z jedną kobietą. To tylko kwestia czasu, a znudzę Ci się i znajdziesz sobie na boku kolejną.
- Nie mów tak, proszę - opadają mi ramiona, bo widzę w jej oczach swoje własne, zagubione odbicie. Czy właśnie takie ma o mnie zdanie? Czy takim facetem dla niej jestem? - Chcę się zmienić, jestem dorosłym mężczyzną i najwyższy czas dorosnąć. Byłem rozrywkowym chłopakiem i nie zaprzeczam, ale mam to już za sobą. Teraz mam Ciebie, jesteśmy małżeństwem i właśnie na tym chcę się skupić. Uwierz mi, Skarbie.
- Nie potrafię - schyla głowę, oddycha głęboko i przykłada dłoń do ust - Nie po tym, co zobaczyłam.
- Kto dał Ci te zdjęcia? - podchodzę do niej i podnoszę jej głowę palcem - Skąd je wytrzasnęłaś, hmm?
- S-sean mi je dał - szepcze cicho, a ja wbijam się w szok - Przyszedł do kościoła, widziałam się z nim.
- A skąd ten sukinsyn niby je miał, huh? - prycham wkurwiony, ale nagle mnie oświeca. Wszystko składa się w całość i klika w mojej głowie - On tam był - Marisa marszczy brwi i pierwszy raz ukazuje jakiekolwiek emocje. Ciekawość - To jego widziałem na korytarzu. Było ciemno i nie mogłem przypomnieć sobie, skąd go znam. A to podła świnia! - złoszczę się i myślę, co powinienem z tym zrobić. A coś muszę, to pewne!




Marisa POV:
Po wczorajszej rozmowie z Justinem, poszłam pod prysznic i zasnęłam jak dziecko. Miałam serdecznie dość jak na jeden dzień. To, że niczego nie pamiętał wcale go nie usprawiedliwia, tak samo jak to, że wtedy jeszcze nie byliśmy małżeństwem. Nigdy nie zdradziłam Sean'a, nie zerknęłam nawet na innego chłopaka, a on pieprzył inne za moimi plecami. Zabolał mnie fakt, że Justin zrobił dokładnie to samo. Czy naprawdę małżeństwo powstrzyma go przed tym, aby pewnego dnia polecieć na inną? Jestem prawie pewna, że zrobi to tak czy siak. Może powinnam się uodpornić, nie okazywać uczuć? Skoro nie łączy nas nic, oprócz przysięgi, seksu i wspólnego życia, po co angażować się w to bardziej? Będę cierpieć, bo jestem zbyt wrażliwa i szybko przywiązuję się do ludzi. Na dodatek zakochałam się w nim, co pogarsza sprawę. Nie chcę wyjść na zazdrosną idiotkę, która będzie robić mu awantury, kiedy tylko pojawi się obok niego inna kobieta, ale nie chcę też, żeby traktował mnie jak byle co! Myśl, że bzyka mnie i biegnie do innej wcale nie jest przyjemna.

Biorę kawę na wynos i idę wzdłuż ulicy. Ludzie się spieszą, popychają, a ja idę wolno i nie zwracam na nich uwagi. Smutno mi i trochę żałuję, że w ogóle widziałam te zdjęcia. Zastanawiam się, dlaczego właściwie Sean mi je dał? Po co? Czy w ten sposób chciał mnie skłócić z Justinem? Jeśli tak, udało mu się. Pytanie brzmi: jaki ma w tym cel? Myśli, że do niego wrócę? Nie, to bez sensu. Przecież nawet o mnie nie walczył.
- Marisa?! - słyszę znajomy głos, a obok mnie pojawia się Rings we własnej osobie. Uśmiecha się promiennie, chwyta moją dłoń i całuje wierzch. Dopiero kiedy patrzy mi w oczy, zamiera - Co się stało? Jesteś smutna?
- Nie, mam tylko gorszy dzień. To nic wielkiego - chrząkam i biorę się w garść - Co Pan tutaj robi?
- Zamierzałem kupić kawę i wrócić do biura. Może zechcesz ze mną porozmawiać? Nie zajmuję Ci dużo czasu - zastanawiam się nad jego propozycją i zgadzam się. I tak nie mam nic lepszego do roboty - Świetnie! 


Rings otwiera przede mną drzwi i zaprasza do swojego luksusowego biura. Jest ogromne, jasne i przestronne. Z pięknym widokiem na Nowy Jork i oczywiście ogromne korki, ale to mnie już nie dziwi.
- Proszę - odsuwa dla mne skórzany fotel i czeka aż usiądę. Robię to dość niepewnie i myślę sobie, co ja tutaj robię? - Cieszę się, że spotkałem Cię przypadkiem. Twój mąż pilnuje Cię i nie odstępuje na krok.
- Naprawdę Pan tak myśli? - unoszę brew, ale nie dam mu tej satysfakcji - Jestem jego żoną, nie własnością.
- Podoba mi się Twoje podejście do sprawy. Jesteś dorosłą kobietą, powinnaś sama podejmować decyzje.
- Robię to, Justin mi tego nie zabrania. Czy jesteśmy tutaj z powodu Pańskiej propozycji pracy?
- Tak - chrząka i siada obok mnie - Proszę, mów mi po imieniu - wystawia dłoń, ściskam ją, ale czuję się niezręcznie. Owszem, jest całkiem przystojny, jednak to kompletnie nie moja liga! - Chciałbym, abyś dla mnie pracowała. Warunki są świetne, a dzięki temu zdobędziesz doświadczenie i kwalifikacje. Jak zaczniesz studiować, zmienimy grafik i pogodzimy jedno z drugim. Do października jeszcze prawie dwa miesiące.
- To prawda - bawię się obrączką i myślę, co powiedziałby na to Justin. Ostrzegał mnie przed Rings'em, jest na niego potwornie cięty, chociaż nie rozumiem dlaczego. Wiem, że nie spodoba mu się moja decyzja, ale chrzanić to! Jestem dorosła i nadal wkurzona za akcję z wieczorem kawalerskim - Dobrze, mogę spróbować.
- Naprawdę? - uśmiecha się i prawie podskakuje. Rany, co z nim? - Ogromnie się cieszę, Mariso. Obiecuję, że tego nie pożałujesz - poprawia krawat i wstaje - Chodź - wystawia dłoń, a ja gapię się na nią jak sparaliżowana - Pokażę Ci Twoje biuro - och! Chwytam ją nieśmiało, ale kiedy tylko staję na nogi, zabieram. Przechodzimy na korytarz i docieramy do mojego stanowiska - Możesz zmienić cokolwiek zechcesz.
- Nie trzeba, jest bardzo ładnie - rozglądam się, ale tutaj jest równie elegancko jak w jego biurze.
- Możesz przyjść jutro? Zapoznasz się z dokumentami i wprowadzę Cię w aktualne sprawy. Pasuje Ci?
- Jak najbardziej - przyklejam uśmiech na twarz i żegnam się z nim. Zjeżdżam windą na sam dół, opuszczam budynek i oddycham głęboko - Co Ty kurwa wyprawiasz, idiotko? - szepczę do siebie i mam ochotę przywalić sobie w twarz! Jednak przypominam sobie słowa Rings'a, jak wspomniał, że Justin pilnuje mnie i nie odstępuje. Jestem dorosła, samodzielna i nikt nie będzie mi niczego zabraniał! - Tak trzymaj - uśmiecham się do siebie i odgarniam włosy. Nikt nie będzie mną rządził, a tym bardziej rozkazywał. Co to, to nie!


Pod wpływem swojej dzisiejszej, głupiej odwagi, postanawiam odwiedzić Sean'a. Nie jestem pewna, czy to
na pewno dobry pomysł, ale chrzanić to! Muszę z nim porozmawiać i dowiedzieć się, skąd miał te przeklęte zdjęcia. Nawet jeśli Justin mnie zdradził, co mu do tego? To nie jego sprawa, do cholery!
- No proszę! Kogo moje oczy widzą! - słyszą za sobą głos Marlona i odwracam się w jego stronę. Nie zmienił się, wciąż jest tak samo szpetny jak go zapamiętałam - Czyżby nasza mała gąska wróciła? - podchodzi do mnie pewnym krokiem, chodzi dookoła i potwornie mnie tym stresuje - Zmieniłaś się. Już nie jesteś uroczym podlotkiem, a prawdziwą kobietą - owija kosmyk moich włosów na placu i uśmiecha się szyderczo.

- Zostaw mnie - odpycham jego dłoń i robię krok w tył. Mój oddech przyśpiesza i zaczynam żałować tego, że tu przyszłam. Obskurny, podejrzany magazyn to nie miejsce dla mnie - Jest Sean? Chciałam porozmawiać.

- Może jest, może nie ma. Kto to wie? - prycha rozbawiony i nie puszcza ze mnie wzorku. Nie znoszę go!
- Mógłbyś mi po prostu odpowiedzieć? To chyba nic trudnego, prawda? - złoszczę się i na moje nieszczęście do magazynu wchodzi Yusuf. Kurwa! Od zawsze przerażał mnie do szpiku kości i nadal nic się nie zmieniło.
- O cholercia, nie wierzę! - marszczy brwi i mruży oczy, jakby nie dowierzał - Nasza mała gąska?
- Nie nazywaj mnie tak - burczę pod nosem, ale nienawidziłam tego przezwiska! On je wymyślił.
- Hmm... zrobiłaś się bardziej wyszczekana - podchodzi do mnie, unosi palcem moją głowę i wpatruje się w moją twarz. Byłam zapatrzona w Sean'a, ale nie znosiłam jego kumpli - Co Cię do nas sprowadza, Kochanie?
- Do was nic, chciałam porozmawiać z Sean'em. Niestety nie dowiedziałam się, czy go zastałam.
- Oczywiście, że jest - mruga okiem i wulgarnie oblizuje usta - Do tego czasu mogę się Tobą zająć.
- Dziękuję, ale nie. Poczekam na niego - chrząkam i odsuwam się. Mdli mnie od jego cholernych perfum.
- Jesteś urocza, wiesz? Nie ukrywam, przez miesiąc wypiękniałaś. Sean ucieszy się na Twój widok.
- Nie przesadzaj, przyszłam z nim tylko porozmawiać i znikam. Nie mam zamiaru tutaj więcej przychodzić.
- Auć! Ranisz moje biedne serduszko! - przykłada dłoń do klatki piersiowej i udaje urażonego. Też mi coś! - Dawniej Ci to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, byłaś częstym gościem w tym miejscu. Czyż nie?
- Owszem, jednak to było dawno. To przeszłość, Yusuf. Zmieniłam swoje życie i jestem szczęśliwa.
- Marisa - słyszę swoje imię z ust mojego byłego chłopaka i przekręcam głowę w prawą stronę. Nonszalancko opiera się ramieniem o futrynę i dosłownie pożera mnie wzorkiem. Ma na sobie tylko dresowe, czarne spodnie i ukazuje swoją umięśnioną, wytatuować klatkę - Chodź do mnie, maleńka - kiwa palcem, przełykam ślinę i wchodzę za nim do drugiego pomieszczenia. 
Obym nie pożałowała przyjścia tutaj.




2.4.17

Rozdział 23

Justin POV: 
Wchodzę do firmy i ponownie wita mnie znajoma blondynka. Grzecznie witam się krótkim dzień dobry, idę do windy i wjeżdżam na dwudzieste ósme piętro. To tutaj znajduje się mój wypasiony gabinet, ale również biuro mojego ojca. Jaka szkoda, że dzieli nas tylko długi korytarz. Obym miał siłę wytrwać.
- Synu! - ojciec zrywa się z fotela, kiedy tylko pojawiam się w jego biurze - Dobrze Cię widzieć! - przytula mnie do siebie i klepie po plecach, jakby naprawdę się stęsknił - Usiądź - wskazuje fotel naprzeciwko siebie i niechętnie na nim przysiadam - Mam nadzieję, że podróż się udała? Jak miewa się Twoja żona?
- Tak, podróż się udała, a Marisa ma się świetnie. Tryska energią, jest szczęśliwa i uśmiechnięta.
- To cudownie! Cieszę się, że stanąłeś na wysokości zadania i jesteś dobrym mężem - mam ochotę przewrócić oczami, bo właśnie przypominam sobie Norę i jej zagrywki - No dobrze, przejdźmy do interesów - na to czekałem! - Na swoim biurku masz wszystkie zlecenia, które trzeba wykonać. Rings ma się u Ciebie pojawić i omówić szczegóły transportu ropy do Meksyku. Zachowuj się i bądź profesjonalny.
- Oczywiście! - uśmiecham się sztucznie i chociaż jeszcze nie zacząłem, już mam dość - Coś jeszcze?
- Nie, możesz iść do siebie. Gdybyś miał jakiekolwiek pytania, zawsze możesz do mnie przyjść. Pomogę Ci.
- Dzięki - podnoszę się i opuszczam jego biuro. Idę przed siebie i zastanawiam się, jak ma wyglądać moja praca. Robiłem to już, pracuję tutaj od dziewiętnastego roku życia, ale nigdy na pełen etat. Przychodziłem sobie, kiedy miałem na to ochotę, a teraz to dużo poważniejsza sprawa - Po prostu rewelacja - wzdycham ciężko, wchodzę do biura i rozglądam się dookoła. Jest naprawdę wypasione i ojciec się postarał.
- Justin - odwracam głowę i widzę za sobą nikogo innego jak... Anastasię. Wchodzi do środka, zamyka drzwi i staje przy moim biurku - Czy ojciec poinformował Cię, że jestem Twoją sekretarką? - uchylam usta zszokowany, ale chyba się kurwa przesłyszałem! - Od dzisiaj będziemy razem pracować. Cieszysz się?
- Zwariowałaś?! Nie będę z Tobą pracował, wykluczone! Porozmawiam z ojcem i poszukam kogoś innego.
- Dlaczego? - przechyla głowę i uśmiecha się zadziornie - Chyba dobrze się razem dogadywaliśmy?
- Tak, ale w nieco innej dziedzinie, Ana! To nie przejdzie i oboje dobrze o tym wiemy. Łączy nas przeszłość, seks i nic dobrego z tego nie wyjdzie. Chcę skupić się na pracy, nie na skakaniu sobie do gardeł.
- Nie mam tego w planach. Doceniam to, że Twój tata mnie awansował i chcę to wykorzystać. Nic więcej.
- W porządku, przekonamy się - siadam w fotelu i oblizuję usta - Jeśli jednak wpadnie Ci do głowy jakiś głupi pomysł, wyleję Cię bez mrugnięcia okiem, rozumiesz? Nie zawaham się tego zrobić, możesz być pewna!
- Zmieniłeś się - przysiada na skraju biurka i zakłada nogę na nogę - Jesteś jeszcze bardziej męski.
- Właśnie o tym mówię, Ana. Zejdź, stań po drugiej stronie i zachowuj się jak sekretarka, nie uwodzicielka.
- Według Ciebie, uwodzę? - przygryza wargę, sunie dłonią po udzie i podsuwa i tak za krótką spódnicę.
- Wystarczy! - zrywam się na równe nogi, chwytam ją pod ramię i idę w stronę drzwi - Jeśli właśnie tak masz zamiar pracować, pożegnamy się jeszcze dzisiaj - mówię wkurzony, ale muszę pokazać, gdzie jest jej miejsce już na początku - Nie życzę sobie takich akcji, a widzę, co robisz. Nie pozwolę Ci na to - patrzymy sobie w oczy, ale na pewno nie dam się sprowokować. Niedaleko mnie czuwa mój ojciec, prawie wszędzie jest monitoring i mam świadomość tego, że przez tę sukę mogę wszystko stracić - Jeśli będę chciał pieprzyć jakąkolwiek dziwkę, na pewno nie będzie to firma mojego ojca. Czy to jest dla Ciebie jasne?
- Tak, przepraszam - mówi skruszona, ale nie wierzę w to. Otwieram drzwi, wyrzucam ją i zamykam. 


Dwie godziny później w moim biurze pojawia się Rings. Zdążyłem się uspokoić, wypić kawę, ale chyba ponownie skoczy mi ciśnienie. Uśmiechnięty od ucha do ucha wita się ze mną i siada na fotelu.
- Rozmawiałem przed chwilą z Santiago. Musimy sprawdzić dokumentację przewozu i ubezpieczyć go.
- Oczywiście, zajmę się tym - chrząka i coś mi w nim dzisiaj nie pasuje - Twoja żona się nie odezwała.
- Thomas - zaciskam szczękę i zwijam dłonie w pięści. Dlaczego wszyscy muszą wkurwiać mnie od samego rana, huh?! - Jasno wyraziłem się, że Marisa nie będzie dla Ciebie pracować. Ten temat jest zamknięty, a my powinniśmy się zająć naszą współpracą. Przestań wciąż nalegać, bo to nic nie da. Rozumiesz?
- Szkoda, że podejmujesz decyzję za nią. Jest dorosła i sama powinna zdecydować. Byłaby zadowolona z pracy dla mnie, ponieważ dobrze traktuję swoich pracowników. Skąd Twoje obawy, Justin? Wyjaśnisz mi?
- Nie mam żadnych obaw. To proste, gdyby Marisa miała pracować, byłaby moją sekretarką. To jest  oczywiste - uśmiecham się, a jemu rzednie mina - Jednak na razie ma skupić się na studiach, nie na pracy.

- Jedno i drugie można łatwo pogodzić. Krótko ją trzymasz. Jest Twoją żoną, nie własnością. Pamiętaj.
- Dość tej rozmowy! Owszem, jest moją żoną i dbam o nią, ponieważ to mój obowiązek. Nie chcę więcej o tym słyszeć, bo Marisa nie ma z naszą pracą nic wspólnego. A teraz przejdźmy do interesów. 




Marisa POV:
- Jak to spotkałaś Sean'a na ulicy? - Jenna marszczy brwi i patrzy na mnie zaskoczona - Czy to przypadek?
- Nie wiem, naprawdę. Zaczepił mnie, wyglądał na wyluzowanego i nawet mnie skomplementował.
- Ma tupet! - prycha i upija łyk pysznej, mrożonej kawy - Jak myślisz, co to za koperta którą Ci dał?
- Nie mam pojęcia, ale koniecznie muszą ją otworzyć. Ostatnio widziałam ją w swoim domu, pojadę tam dzisiaj i poszukam. Przez zamieszanie związane ze ślubem, kompletnie wypadło mi to z głowy.
- Oby Sean nie wymyślił czegoś durnego, co może zburzyć Twoje szczęście. Zostawiłaś go, może to zemsta?
- Oby nie, bo nie chcę mieszać w to wszystko Justina. Jest Prezesem, na dodatek w każdej chwili jakiś paps może zrobić mu niekorzystne zdjęcie i rozpęta się prawdziwe piekło. Muszę być bardzo ostrożna.
- Koniecznie! I uważaj na siebie, dobrze? Może powinnaś tak na wszelki wypadek kupić gaz pieprzowy?
- Co?! - wybucham śmiechem, ale nie wierzę, że to zaproponowała - Po co mi gaz pieprzowy, Jenna?
- Jak to po co? To głupie pytanie, Marisa. Psikasz napastnikowi po oczach i uciekasz, ile sił w nogach.
- Przecież nikt mnie nie napadnie, spokojnie. Wątpię, aby Sean chciał mnie skrzywdzić. W jakim celu?
- Olałaś go, porzuciłaś, a wiemy co to za koleś. Na początku waszej znajomości mogłam się o tym przekonać.

- Przepraszam za to - ściskam jej dłoń, a w moją głowę uderzają przykre wspomnienia Jenny i Sean'a w wąskiej, ciemniej uliczce. To właśnie tam moja przyjaciółka wygarnęła mu, że powinien zostawić mnie w spokoju i zająć się swoim brudnym interesem. Wykrzyczała mu w twarz, a w Sean'ie się zagotowało. Złapał ją za szyję, przycisnął do zimnej ściany i wyszeptał słowa groźby. Nie tylko ona była przerażona, ja również. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie! - To nie powinno mieć miejsca, Sean solidnie przesadził.
- Wiem, ale w ten sposób pokazał mi, jakim jest skurwielem. Nienawidziłam go za to, że ma na Ciebie tak ogromny wpływ, a Ty jesteś wpatrzona w niego jak w obrazek. Nic nie mogłam zrobić, a chciałam.
- Byłam głupia, cóż mogę więcej powiedzieć? Na szczęście mam to za sobą i nie chcę się z nim zadawać.
- Kto by pomyślał, że ten ślub z przymusu okaże się być całkiem dobrym pomysłem, nie? Niewiarygodne!
- Oj, cicho! - zawstydzam się i szturcham ją w ramię - A Ty? Justin wspomniał mi coś o Hugo. Co z wami?
- Może się śpieszymy, może to jest szalone i niewiarygodne, ale... jesteśmy razem - Jenna uśmiecha się radośnie i bawi rąbkiem chusteczki - Znamy się dopiero dwa tygodnie, ale Hugo to świetny facet.
- Najważniejsze, że jesteś szczęśliwa. Znam Justina zaledwie miesiąc, a już jestem jego żoną!
- Tak! Zdecydowanie bijecie nas na głowę - śmiejemy się, ale tak dobrze móc z nią znowu pogadać.
- A może wybierzemy się na drinka z chłopakami? Co Ty na to? Byłoby fajnie, dawno się nie widzieli.
- Zapytam Justina, może będzie miał ochotę wyjść. W drodze do domu podjadę do jego firmy.




Justin POV:
Przeglądam dokumentację transportu, a do mojego biura wchodzi Ana. Obrzucam ją szybkim spojrzeniem i znowu skupiam uwagę na papierach. Stawia kawę na mim biurku i wzdycha ciężko. Co tym razem?
- Naprawdę masz zamiar się na mnie gniewać? - zaczyna cicho, a ja przewracam oczami - Przepraszam.
- Zakodowałem. Jeśli to wszystko, co masz mi do powiedzenia, wróć do pracy i przygotuj mi cennik.
- Justin! - tupie nogą, jak naburmuszona dziewczynka, podnoszę głowę i patrzę na nią zaskoczony.
- Po pierwsze; w pracy masz mówić do mnie Panie Justinie. Po drugie; zacznij się odpowiednio zachowywać.
- Ignorujesz mnie i wiem, że robisz to specjalnie! Przeprosiłam przecież, nie bądź takim fiutem, dobra?
- Nie rozpędzaj się - mówię ostro, gwałtownie podnoszę się i staję przed nią. Mimo, iż jest wysoka, wciąż góruję nad nią wzrostem - Dałem Ci szansę, Ana. Jesteś na etapie próbnym i radzę Ci się bardziej starać. W innym wypadku niedługo pożegnasz się z pracą. Uważaj, jak się do mnie odnosisz i jakim tonem. Jasne?
- Jasne, Proszę Pana - oblizuje usta i sunie dłonią po moim krawacie - Już będę grzeczna, jak aniołek.
- Nie rób tego - kręcę głową, chociaż jej słowa pobudzają mojego kutasa - Nie chcę słyszeć marudzenia, narzekania i nie chcę widzieć Twojej naburmuszonej miny. Tutaj nie jesteśmy przyjaciółmi, zapamiętaj to.
- Mówisz tak, jakbyśmy poza murami tego budynku utrzymywali jakikolwiek kontakt. Odtrąciłeś mnie.
- Wyjechałaś, nasz kontakt się urwał i ochłodził. Ożeniłem się, Marisa to moja żona. Czego ode mnie chcesz?
- Żeby było jak dawniej? Przecież świetnie się razem bawiliśmy, prawda? - przysuwa się, cmoka mnie w ucho i szepcze seksownie - Uwielbiałeś posuwać mnie od tyłu - kurwa mać! Napinam szczękę, ale jeszcze chwila i wyjdę z siebie i stanę obok! - Pieprzyłeś mnie mocno, aż błagałam, żebyś przestał. Nie tęsknisz za tym?
- N-nie - jąkam się, a mój głos brzmi wręcz żałośnie! Mam ochotę przyjebać sobie w twarz, bo jej słowa nie powinny robić na mnie takiego wrażenia. Na dodatek wspomnienia atakują mój mózg i widzę nas w każdym kącie mojego domu. Tak, uwielbiłem ją pieprzyć i nie będę się tego wypierać - To przeszłość. Nie życzę sobie, żebyś ją przywoływała - burczę pod nosem i robię krok w tył. Jak na zawołanie rozlega się stukot szpilek, a chwilę potem w gabinecie pojawia się Marisa - Hej, Skarbie. Ależ niespodzianka! Co tutaj robisz?
- Wpadłam na chwilę - chrząka i wygląda na zakłopotaną - Nie chciałam przeszkadzać. Mogę poczekać.

- Nie przeszkadzasz, Kochanie - chwytam jej głowę w dłonie i składam czułego buziaka na wilgotnych, kuszących ustach mojej żony - Cieszę się, że Cię widzę. Niebawem kończę, wrócimy razem?
- Pewnie - uśmiecha się szeroko i kątem oka spogląda na Anę - Nie wiedziałam, że razem pracujecie.
- Ja również, dowiedziałem się tego dzisiaj rano. Tata awansował Anastasię na moją sekretarkę.
- Miło Cię widzieć, Mariso. Piękna opalenizna - Ana kiwa grzecznie głową i wychodzi z mojego biura.
- Twoja była jest Twoją sekretarką? - marszczy brwi i wiem już, co mnie czeka - Dlaczego, Justin?
- Nie wiem, to decyzja ojca. Robi interesy z jej ojcem, może dlatego? Jakie to ma znaczenie, hmm?
- Duże! To niezręczna sytuacja pracować z kobietą, z którą coś Cię łączyło. Nie podoba mi się to, wiesz?
- Jesteś zazdrosna? - poruszam brwiami, przyciągam ją do siebie i ściskam w dłoniach jej pośladki.
- Jestem - cholera! Zaskakuje mnie! Odchylam głowę i posyłam jej zdezorientowane spojrzenie - No, co? Nie patrz tak na mnie, bzykałeś ją! - auć! - Jak Ty byś się poczuł, gdybym pracowała z moim były chłopakiem?
- To nie byłaby przyjemna myśl, ale ufam Ci. Należysz tylko do mnie, nie wolno robić Ci głupich rzeczy.
- To działa w dwie strony - zakłada ręce na piersiach i unos brew - Masz być grzeczny, wiesz o tym?
- Oczywiście! - podnoszę ją, sadzam na biurku i staję między jej nogami - Nie chcę nikogo innego, Kotku. Mam wspaniałą żonę - mrugam okiem i wpijam się w jej usta. Prawie traci równowagę, ale obejmuję ją i dociskam do siebie. Nasze języki pocierają się o siebie zmysłowo, co doprowadza mnie szaleństwa. Pragnę jej, nie kochaliśmy się ostatnio, bo miała okres, a ja wariowałem! Nigdy nie martwiłem się o tak błahe rzeczy, bo nigdy nie miałem kobiety na stałe. Teraz to zupełnie inna bajka - Mam na Ciebie ochotę - dyszę ciężko, wsuwam dłoń pod jej sukienkę i odchylam majtki. Kiedy tylko moje palce stykają się z jej skórą, cichy jęk ucieka z moich ust - Jesteś taka wilgotna - pociągam za jej wargę i wsuwam w nią palce.
- J-Justin, nie tutaj - jąka się i wzmacnia uścisk na moich ramionach - Ktoś może wejść, proszę.
- Nie ma sprawy - odrywam się od niej, biorę na ręce i wchodzę do łazienki, która jest w biurze - Lepiej?
- Chyba nie masz zamiaru kochać się ze mną w łazience?! - pyta z niedowierzaniem, ale co ja tak dziwi?
- Właściwie, mam. Męczyłaś mnie przez kilka dni i nie pozwalałaś się dotknąć. Wybacz, wariuję i cholernie mocno Cię potrzebuję - dociskam jej drobne ciało do drzwi, całuję, pieszczę cycki i ściskam je mocno. Podniecenie przejmuje całkowitą kontrolę na moim ciałem i nic nie powstrzyma mnie, abym odpuścił - Wiem, że też mnie pragniesz - mówię w jej usta i słyszę, jak ciężko oddycha - Nie bój się - odwracam ją, układa dłonie na drzwiach, a ja zsuwam spodnie i wbijam się w nią jednym ruchem. Tego potrzebowałem!



Marisa POV:
W drodze do domu zahaczamy o moich rodziców. Tulą nas na powitanie, pytają o podróż i wręcz nalegają, abyśmy zostali na obiad. Dochodzi prawie piętnasta i faktycznie mój brzuch domaga się posiłku.
- Mamo, widziałaś może taką brązową kopertę? - pytam jej, kiedy nakłada pieczone ziemniaki na talerz.
- Hmm, brązowa koperta? Z pewnością dołączyłam ją do wszystkich kopert od gości. Są w Twoim pokoju.
- Dziękuję, zaraz wracam - cmokam ją w policzek, biegnę na górę i otwieram drzwi do mojego azylu. Uśmiecham się na widok porządku, ale to z pewnością sprawka mamy - Koperty - stukam palcem o usta i szukam ich wzorkiem - Tak! - podchodzę do komody, na której stoi spory, wiklinowy koszyczek, a w środku jest mnóstwo kopert! Różnej wielkości, szerokości i grubości. Jednak znajduję brązową kopertę w samym środku i czuję dziwny niepokój. Obracam ją w dłoniach, ale jest dość cienka i dobrze zaklejona - Do dzieła - oddycham głęboko, rozrywam ją i wyjmuję, jak się okazuje, zdjęcia. Wpatruję się w nie zaskoczona i nie wierzę, że właśnie oglądam na nich własnego męża! Jedno zdjęcie, drugietrzecieczwarte. Spoglądam na datę w dolnym prawym rogu i orientuję się, że był to dzień jego kawalerskiego wieczoru - Obiecał - szepczę cicho, siadam na podłodze i zamykam oczy. Zrobił to... zdradził mnie.








*************************************
Hello! :)
Soł! Sporo z was miało rację, jednak to były zdjęcia :P
Ps. Dzięki Dżasten za teledysk do WDYM, przynajmniej mam podkładkę haha :D


Do następnego!
Buźki
Kasia



Obserwatorzy

Template made by Robyn Gleams