28.5.17

Rozdział 33

Marisa POV:
Stoję jak wmurowana. Jakby poraził mnie prąd i odebrał zdolność myślenia. Po prostu wpatruję się w mojego męża i tak bardzo chcę wyrzucić z głowy słowa, które przez chwilą wypowiedział. "Jeśli pytasz, czy ją kocham, moja odpowiedź brzmi: nie. Nigdy nie kochałem żadnej kobiety, Hugo". Nie.kocha.mnie. Co ja sobie myślałam? Ożenił się ze mną z przymusu, a ja liczyłam, że być może obdarzy mnie uczuciem?
- Kochanie? - mówi cicho, podnosi się i powoli do mnie podchodzi. Kiedy tylko układa dłoń na moim ramieniu, wzdrygam się i odsuwam. Mój brzuch zaciska się nieprzyjemnie i czuję, jakby był dla mnie zupełnie obcym  człowiekiem. Czy naprawdę spędziłam z nim ostatnie trzy miesiące? - Hej, spójrz na mnie.
- Chcę wrócić do domu - chrząkam, odwracam się na pięcie i zgarniam torebkę z komody. Nawet nie żegnam się z Hugo i Jenną, chociaż czuję na sobie ich spojrzenia. Mam ochotę się rozpłakać, bo jestem taka naiwna!
- Marisa - słyszę obok głos Justina, ale nie przekręcam głowy - Przepraszam, nie powinnaś tego usłyszeć.
- A ja bardzo się cieszę, że jednak to usłyszałam. Nie chcę o tym rozmawiać, chcę po prostu do domu.
- Dobrze - wzdycha ciężko, uruchamia silnik, ale na szczęście o nic więcej nie pyta. Zapada cisza.


Docieramy do domu nie wypowiadając przez całą drogę nawet słowa. Gapiłam się w okno i myślami byłam daleko stąd. Wróciłam do pierwszego dnia, kiedy ujrzałam go w domu jego rodziców, stojącego przy kominku i wyglądającego jak model wyjęty z okładki magazynu. Pomyślałam, że chociaż będę mieć przystojnego męża i może nie będzie tak źle? Owszem, nie było, aż do dzisiaj. Może i podświadomie wiedziałam, że Justin nic do mnie nie czuje, ale usłyszenie tego na głos wbiło mi nóż w serce. Poczułam, że nic dla niego nie znaczę. Jestem jego żoną, ale tylko na papierze, nie w sercu. Żyjemy razem, rozmawiamy, jemy wspólne posiłki i kochamy się. Nie. Dla niego to tylko seks, nic więcej. Rozkładam przed nim nogi, korzysta i jest zadowolony. I chociaż ja potrafiłam obdarzyć go uczuciem, Justin nigdy mnie nie pokocha.
- Porozmawiaj ze mną - słyszę za sobą jego szept, kiedy odkładam torebkę na szafkę i zsuwam kurtkę. Pomaga mi i przysuwa się bliżej - Przepraszam, Kochanie. Naprawdę jest mi przykro, że to usłyszałaś.
- Niepotrzebnie. Powiedziałeś samą prawdę, przynajmniej teraz już wiem - zaciskam usta, odganiam napływające do oczu łzy i wbiegam na górę. Trzaskam drzwiami od naszej sypialni, chowam się pod kołdrą i teraz pozwalam sobie na użalanie się nad sobą. Beczę jak małe dziecko, chociaż nie bardzo to rozumiem. Justin to nie jest słodki chłopak, który będzie mnie wielbił i kochał. To ustawione małżeństwo, do cholery! Czego ja od niego oczekuję, huh?! - Pieprzona, naiwna idiotka! - mówię wkurzona, odrzucam kołdrę i wchodzę do łazienki. Ze złością zdejmuję z siebie ubrania, przy okazji rozrywając rękaw bluzki. Rzucam ją w kąt, wchodzę pod prysznic i odkręcam gorącą wodę. Parzy moją skórę, ale nie zwracam na to uwagi. Pieprzyć to! Uderzam dłonią w ścianę i szlocham głośno. Jak mogłam zrobić sobie jakąkolwiek nadzieję? Jak?! Jakim prawem? Nic dla niego przecież nie znaczę, to rodzice postawili mu te chore warunki - Kurwa! - krzyczę głośno i zsuwam się w dół. Dobrze wiedziałam, w co się pakuję. Więc dlaczego to tak boli?!




Justin POV:
Siedzę na kanapie i piję drugiego drinka. Chowam twarz w dłoniach, ale jestem na siebie wściekły! Jak mogłem być tak nieostrożny i wypalić coś takiego wiedząc, że Marisa w każdej chwili może wejść do salonu? Czuję się podle i chociaż faktycznie jej nie kocham, wcale nie musiała tego wiedzieć. Było już tak dobrze, sprawa z Rings'em została rozwiązana i zaczęło nam się cudownie układać. Dlaczego jestem takim kretynem i musiałem to wszystko zjebać?! Co mam teraz zrobić? Przeprosić ją za to, że jej nie kocham? To bez sensu!
- Kurwa - szarpię za włosy, podnoszę się i wchodzę na górę. Kiedy tylko uchylam drzwi sypialni, słyszę płynącą wodę i... głośny szloch mojej żony. Przystaję w miejscu i tępo wpatruję się w białe drzwi łazienki. Nigdy nie zwracałem uwagi na uczucia kobiet, które pieprzyłem. Nigdy też żadnej nie kochałem, oprócz matki i siostry, ale to zupełnie inny rodzaj miłości. Teraz czuję, że spierdoliłem coś, na czym naprawdę mi zależało - Brawo, debilu - szepczę do siebie, oddycham głęboko i wchodzę do łazienki. Widok, który zastaję łamie moje biedne serce. Zaciskam usta i patrzę na Marisę, która siedzi pod prysznicem i płacze. W tej chwili sam mam ochotę sobie przypierdolić, naprawdę ją zraniłem - Kotku, proszę - rozsuwam drzwi, zakręcam wodę i wchodzę do środka - Nie płacz - podnoszę ją, nawet się nie opiera i biorę na ręce. W marszu chwytam ręcznik, sadzam ją na łóżku i dokładnie osuszam jej ciało. Nie patrzy na mnie, schyla głowę, pociąga nosem i próbuje unormować przyśpieszony oddech - Porozmawiamy? - kręci przecząco głową, wsuwa się pod kołdrę i szczelnie owija. Siadam na podłodze, opieram plecy o ścianę i zamykam oczy.


W sobotę budzę się kilka minut po dziewiątej. Zerkam na Marisę, ale wciąż śpi. Po cichu opuszczam łóżko, biorę prysznic, ubieram się i schodzę na dół. Wybieram się do firmy pogadać z ojcem o bankiecie i chociaż dzisiaj sobota wiem, że na pewno jest w biurze. Przysięgam, ten człowiek chyba nigdy nie śpi.

- Justin! - przewracam oczami na widok uśmiechniętego od ucha do ucha ojca - Witaj, miło Cię widzieć.
- Ciebie również - ściskam jego głos i siadam w fotelu - Hugo powiedział mi o dzisiejszym bankiecie.
- Cholera, przepraszam. Ostatnio mam sporo na głowie i kompletnie zapomniałem Cię poinformować.
- Nie szkodzi, Hugo Cę wyręczył. Więc, czy moja obecność jest konieczna? Tam jest cholernie nudno!
- Jest konieczna, synu. Na tym bankiecie będziemy mieć własną prezentację, to coś nowego i ważnego.
- Super, nie mogę się doczekać - burczę pod nosem i przecieram oczy. Marnie spałem i ledwo kontaktuję.
- Źle wyglądasz, Justin. Czy coś się stało? - ojciec przysiada na brzegu biurka i wlepia we mnie wzrok.
- Wszystko w porządku, tato. Byliśmy wczoraj u Hugo i nieco za dużo wypiłem - nie mówię prawdy.
- Nie przesadzaj z alkoholem - karci mnie jak dziecko i zaczynam się wkurzać - Dzisiaj masz trzymać fason.
- Zawsze trzymam fason na tych nudnych bankietach, nie zauważyłeś? Nigdy się nie na nich nie schlałem.
- I tak trzymaj, jeszcze tego brakuje, żebyś narobił wstydu firmie. Twoja opinia jest teraz czysta jak łza.
- Cieszę się - prycham pod nosem i podnoszę się - Muszę uciekać, do zobaczenia wieczorem na bankiecie.


Jadę do Hugo, ale muszę z kimś porozmawiać, bo inaczej mnie rozniesie. Wita mnie smutnym uśmiechem, idziemy do ogrodu i częstuje mnie pachnącą kawą. Właśnie tego mi teraz potrzeba. Pobudki.
- Więc? Rozmawiałeś wczoraj z Marisą? - pyta niepewnie, a ja kręcę przecząco głową - Poważnie? Czemu?
- Bo nie chciała rozmawiać. Zamknęła się w pokoju, a potem płakała pod prysznicem. Poczułem się jak kutas - zaciskam szczękę, ale jestem na siebie wściekły - Nie powinna była tego słyszeć. Jest wrażliwa.
- Głupio wyszło. Kobiety inaczej podchodzą do miłości, stary. Widać, że się w Tobie zakochała, prawda?
- Tak, powiedziała mi to. Byłem potwornie zaskoczony i nie za bardzo wiedziałem, co mam odpowiedzieć. Na szczęście wyznała mi to podczas seksu, więc jakoś się wywinąłem. Jednak wczoraj zjebałem, Hugo.
- Daj spokój, okej? Może i nie powinna słyszeć, ale stało się i nic z tym nie zrobisz. Musisz być z nią szczery.
- Nie potrafię! Teraz, kiedy wiem, że mnie kocha będzie o wiele trudniej. Jestem jaki jestem, ale nie chcę jej ranić, bo na to nie zasługuje. A wczoraj dowiedziała się, że nic do niej nie czuję. Widziałeś jej oczy?
- Widziałem. To musiało ją naprawdę zaboleć. Jenna dzwoniła do niej dzisiaj, ale nie odbierała telefonu.
- Boję się, że to może wszystko zniszczyć. Ostatnio było naprawdę dobrze, a teraz posypało się jak domino.
- Musisz z nią porozmawiać, szczerość to podstawa w związku. Wytłumacz, że mimo to Ci na niej zależy.
- Nie jestem pewny, czy w ogóle będzie chciała mnie słuchać. Zraniłem ją i mam o to do siebie żal.
- Marisa to mądra dziewczyna. Jestem pewny, że po rozmowie z Tobą inaczej na to spojrzy. Spróbuj.
- Cóż, jakie mam inne wyjście? I tak będziemy musieli pogadać, ma zamiar mnie teraz unikać?
- Jesteś pewny, że jej nie kochasz? - gapię się na Hugo i nawet nie mrugam - Zastanów się nad tym, Justin.
- Myślisz, że wiem, jak wygląda miłość? Czy człowiek, który nigdy nie był zakochany to rozpozna?
- Rozpozna - przekręcam głowę i spoglądam na Jennę. Wchodzi go ogrodu, siada obok i chwyta mnie za rękę. Co jest? - Pomyśl sobie, jak się przy niej czujesz. Czy jej obecność sprawia Ci radość? Jej uśmiech, roztrzepanie, gadatliwość. To, jak Cię całuje, przytula, jak oddaje Ci się całkowicie. Widziałam, jak na nią patrzysz, odgarniasz włosy z jej czoła i całujesz. Troszczysz się o Marisę i wiem, że Ci na niej zależy. Możesz się mylić mówiąc, że nie darzysz jej uczuciem. Odpowiedz sobie na pytanie, jakbyś się poczuł, gdyby teraz odeszła? - marszczę brwi i gapię się na nią zaskoczony. W gardle natychmiast pojawia się dziwna gula, a brzuch zaciska się nieprzyjemnie. Gdyby odeszła? Nie! Nie chcę, żeby odchodziła! - Ja już znam odpowiedź.

- Jenna - szepczę cicho, ale ona kręci głową, cmoka mnie w policzek i wychodzi z ogrodu. Cholera! 

W drodze do domu zahaczam o kwiaciarnię i kupuję ogromny bukiet czerwonych róż. Chcę zrobić Marisie niespodziankę i po cichu liczę, że będzie chciała mnie wysłuchać. Nie wiem, co mam jej właściwie powiedzieć, ale pójdę na żywioł. Co ma być to będzie, prawda? Skoro jesteśmy małżeństwem, muszę o nią walczyć. I chociaż mam totalny mętlik w głowie, mnóstwo wątpliwości i trochę się boję, muszę być z nią szczery. Nie wiem, czy ją kocham, naprawdę tego nie wiem! Nigdy nie byłem zakochany, nie znam tego uczucia. Lubię Marisę, troszczę się o nią, opiekuję. Chcę, aby była szczęśliwa, uśmiechnięta i zadowolona. Cieszy mnie jej trajkotanie, chichotanie i to, jak na mnie patrzy. W jej oczach tańczą radosne iskierki i widzę w nich mnóstwo miłości. Marisa jest urocza, kochana i ma w sobie tyle dobra! Wprowadziła do mojego domu ciepło, którego tak bardzo brakowało i łapię się na tym, czy sam siebie nie okłamuję? Może ją kocham, ale nie jestem tego świadomy? To ma sens, skoro nigdy nie byłem zakochany i nie wiem, jak to rozpoznać.

Wchodzę do domu i w oczy rzuca mi się moja żona. Siedzi w salonie, owinięta kocem, pije herbatę i skupia uwagę na telewizorze. Nie ma na twarzy grama makijażu, upięła włosy na czubku głowy i wygląda jak mała dziewczynka. Jest smutna i nie widzę jej cudownego uśmiechu. Cholera, może być trudno.
- Cześć, Kotku - przysiadam obok niej i wręczam jej bukiet. Ledwo może go chwycić - To dla Ciebie.
- Z jakiej okazji? Nie mam dzisiaj urodzin - siada i wsuwa nos w kwiaty. Rany, jest naprawdę piękna!
- Nie szkodzi, po prostu chciałem dać Ci kwiaty. To wszystko - wzruszam ramionami, gapię się na nią i wręcz nie mogę oderwać oczu - Porozmawiasz ze mną? Proszę? - zaciska usta, oddycha głęboko i kręci przecząco głową, kurwa! - Dlaczego, Marisa? Chyba nie wymagam zbyt wiele, prawda? Chcę Ci to wyjaśnić.
- Nie chcę, ponieważ dla mnie wszystko jest już jasne. Nie kochasz mnie, nie mam o to do Ciebie żalu, Justin. Dobrze wiedziałam, w co się pakuję. To małżeństwo jest przecież sprawką naszych rodziców. Tu nie ma miejsca na miłość - odkłada kwiaty, odrzuca koc i podnosi się. Wchodzi do kuchni, nie odpuszczam i idę za nią. Bierze jabłko, a ja próbuję sklecić coś sensownego w głowie - Daj spokój, nie musisz się mną przejmować. Wszystko jest w porządku - uśmiecha się smutno i patrzy na mnie czule - Poradzę sobie z tym. Nie jesteś pierwszym, który nie darzy mnie uczuciem - podchodzi, cmoka w policzek i opuszcza kuchnię.

- Marisa - szepczę cicho, ale jej już nie ma. Czuję się podle, bo doskonale zrozumiałem aluzję do Sena'a, który również bawił się jej uczuciami. Rodzice zmusili ją do ślubu i może miała odrobinę nadziei, że jednak to wszystko się uda? Kurwa! Przecież musi się udać, tak? - Marisa! - wchodzę do salonu i siadam obok niej - Wysłuchasz mnie, czy tego chcesz, czy nie. Jasne? - mówię ostro, marszczy brwi zdziwiona i oblizuje usta - To, co powiem może być kompletnie bez ładu i składu, ale muszę to wyrzucić z siebie - wsuwam palce we włosy i biorę głęboki oddech - Zależy mi na Tobie, tego jednego jestem pewny jak jasna cholera. Jesteś urocza, kochana i troskliwa. Uwielbiam w Tobie dosłownie wszystko - zrywam się na równe nogi, chodzę tam i z powrotem i czuję, jak cholernie trzęsą mi się dłonie - Owszem, nigdy nie kochałem żadnej kobiety, nie wiem nawet co to za uczucie. Może Cię kocham, a nie jestem tego w pełni świadomy? - przystaję, spoglądam na nią, ale patrzy na mnie zaskoczona i nawet nie mruga - Byłem dzisiaj u Hugo i Jenna powiedziała mi coś, nad czym długo się zastanawiałem. Zapytała, jakbym się poczuł, gdybyś teraz odeszła - schylam głowę i wpatruję się w szary dywan. Ponownie mój brzuch się zaciska i gula uwiera w gardle. Co to ma być?! - Nie chcę, żebyś odchodziła - kiedy tylko wypowiadam te słowa, czuję dziwną ulgę. Mam wrażenie, jakbym zrzucił z siebie ogromny ciężar. Jednak Marisa nic nie mówi, a w salonie zapada cisza. Niepewnie podnoszę głowę, nasze oczy spotykają się, a w jej widzę łzy - Proszę, nie płacz. Nienawidzę, kiedy jesteś smutna - uśmiecha się szeroko, podchodzi i mocno się we mnie wtula. Cholera, udało mi się?
- Kocham Cię, Justin - zamykam oczy, wsuwam palce w jej włosy, ale to cudowne słowa - Nie musisz mi tego mówić, spokojnie. Tylko spraw, żebym czuła się potrzeba. Nie chcę być dla Ciebie zabawką do pieprzenia.
- Kurwa, Kotku! - odsuwam ją i kręcę głową - Nie jesteś zabawką, nie myśl tak! Naprawdę tak się poczułaś? - niepewnie przytakuje, a mi opadają ramiona - Poważnie? Co zrobiłem nie tak, hmm? Staram się dla Ciebie, traktuję Cię z szacunkiem, bo jesteś moją żoną. Co z tego, że to sprawka rodziców? Żyjemy razem, rozmawiamy, śmiejemy się i kochamy namiętnie. Jesteś cudowną kobietą i potrzebuję Cię w swoim życiu.
- A ja potrzebuję Ciebie - pociera nosem o mój i całuje mnie w usta. Czule, delikatnie i zmysłowo. Wsuwa palce w moje włosy, staje na palcach i uśmiecha się - Tęskniłam za Tobą. Nie było Cię, kiedy się obudziłam.
- Wybacz, pojechałem do ojca, żeby porozmawiać o dzisiejszym bankiecie, ale już jestem przy Tobie. Nigdy więcej nie odtrącaj mnie od siebie, dobrze? Nawet, jeśli znowu popełnię jakiś błąd. Obiecaj mi to.
- Obiecuję - szepcze cicho, podskakuje i owija nogi wokół moich bioder. Czyż ona nie jest słodka?


Wieczorem szykujemy się na bankiet. Wbijam się w dopasowany garnitur i mrugam do siebie w lustrze.
- Mam dla Ciebie krawat - do pokoju wchodzi Marisa i uśmiecha się szeroko. Cholercia! Nie ukrywam, ale wygląda błędnie! Nie wiem, jak ona to robi, jednak zawsze zwala mnie z nóg! - Skąd ta mina, hmm?
- Cóż, mam prześliczną żonę, która robi na mnie ogromne wrażenie. Wariuję przez Ciebie, wiesz o tym?
- To chyba dobrze? - mruga zadziornie, wiąże krawat i wbija zęby w wargę - Będziesz dzisiaj grzeczny?
- Grzeczny? - unoszę brew, ale zaskoczyła mnie - Zawsze jestem grzeczny! Nie martw się, nie spuszczę z Ciebie oka - przyciągam ją do siebie i całuję namiętnie. Nie opiera się, zarzuca dłonie na moją szyję i czuję jej język, który zachłannie pieści mój - Mmm - mruczę pod nosem, podniecenie rozlewa się po moim ciele i mam ochotę wziąć ją tu i teraz! - Jesteś cudowna - dyszę ciężko i wsuwam dłoń pod sukienkę.
- Hej! Nie rozpędzaj się, Skarbie. Nie wiem czy wiesz, ale musimy już wychodzić. Nie możemy się spóźnić.
- Och, chrzanić to! Nawet nikt nie zauważy, że nas nie ma. No dalej! Wiem, że też masz na mnie ochotę.
- Owszem - oblizuje usta, odsuwa się i sięga po torebkę - Kto wie? Może zaopiekuję się Tobą w samochodzie?
- Co?! - prycham z niedowierzaniem, co ona ze mną wyprawia?! - Więc jedźmy już, szkoda czasu.


Mój kierowca wiezie nas na bankiet. Zastanawiam się, po co go zatrudniłem. Ojciec upierał się, bo tak "wypada". Prezes powinien mieć kierowcę, ale ja uwielbiam prowadzić samochód. Będę musiał zastanowić się nad zwolnieniem Diega, bo musi mu się niesamowicie nudzić! Teraz jednak doceniam, że to on prowadzi.
- Więc? Czekam na Ciebie, Kotku - wystawiam dłoń, Marisa przewraca oczami i przesuwa się na moje kolana - Podoba mi się to rozcięcie - sunę palcami po jej odkrytym udzie i muskam je delikatnie. Opiera dłonie na moich ramionach i patrzy na mnie tymi pięknymi, dużymi oczami. Odgarniam kosmyk jej włosów, dotykam policzka i ponownie w moją głowę uderza myśl, co ja właściwie do niej czuję. Czy naprawdę mógłbym się zakochać? Na dodatek w kobiecie, którą poślubiłem nie mając wyboru? Dobrze mi z nią, wcale nie potrzebuję innych kobiet i fakt, że nie uległem Lunie i Anie, bardzo mnie zastanawia. Jeszcze trzy miesiące temu skorzystałbym z okazji i świetnie się bawił, a w tamtym momencie pomyślałem o Marisie. To dziwne i nie w moim stylu - Mówiłem Ci już, że jesteś śliczna? - chichocze, zawstydza się i pociera nosem o mój.
- Dziękuję, Ty też jesteś... nie, nie jesteś śliczny. Jesteś bardzo przystojny - dotyka opuszkiem kciuka moich ust, patrzy na mnie i wreszcie mnie całuje - Nie mamy za dużo czasu, na dodatek pognieciemy się!
- Nie mów tyle, kiedy mnie całujesz - ściskam jej pupę, porusza biodrami i doprowadza mnie tym do szaleństwa! Mam dość tej zabawy, chcę się z nią kochać! - Działaj, maleńka. Jestem cały Twój.


Na przyjęcie docieramy w nienaruszonym stanie. Seks w samochodzie to prawdziwy wyczyn, szczególnie, kiedy trzeba uważać na eleganckie ubrania. Jednak prezentujemy się idealnie, a na naszych twarzach widnieją ogromne uśmiechy. Wcale nie miałem ochoty tutaj przychodzić, ale wieczór zaczął się zajebiście.
- Napijemy się wina? - pytam Marisy, chętnie przytakuje głową, a ja unoszę brew - Nie masz dość?
- Och, daj spokój. To, że wlałam w siebie cały bar nie znaczy, że przestanę pić całkowicie, Kochanie.
- Podziwiam - obejmuję ją ramieniem, podchodzimy do baru i biorę dwa kieliszki białego wina.
- Justin, Marisa! - słyszę piskliwy głos matki, aż się krzywię. Auć! - Jak miło was widzieć, dzieci!
- Mamo - moja żona wita się z mamą, która zażyczyła sobie, aby tak się do niej zwracała - A gdzie tata?
- Tutaj - ojciec podchodzi do nas, wita się i spogląda na mnie - No, proszę! Wyglądacie razem cudownie.
- Dzięki - burczę pod nosem, a Marisa szturcha mnie ramieniem - Kiedy będzie nasza prezentacja?
- Za parę minut. Zajmijcie miejsca - tata bierze mamę pod ramię i wreszcie zostajemy sami.

- Idziemy? - chwytam Marisę za rękę, przechodzimy na prawą stronę sali i kiedy mamy usiąść, w moje oczy rzuca się Anastasia wraz ze swoim ojcem - Świetnie - szepczę cicho i zaciskam szczękę. Oby nie odwaliła głupiego numeru, bo uduszę ją własnymi rękami - Idzie do nas Ana ze swoim ojcem. Muszę się przywitać - Marisa odwraca się i spotyka sztuczny uśmiech Anastasi - Witam, Panie Braun. Jak się Pan miewa?
- Witaj, Justin. Świetnie, dziękuję. Przedstawisz mnie? Jeszcze nie miałem okazji poznać Twojej wybranki.
- Tak, to moja żona, Marisa. Kochanie, to Pan Roger Braun. Jest przyjacielem mojego ojca i rodziny.
- Miło mi Pana poznać - uśmiecha się, wystawia dłoń, a Braun po dżentelmeńsko całuje jej wierzch.
- Mnie Panią również - chrząka i uważnie przygląda się Marisie - Masz piękną żonę, Justin. Naprawdę!
- To prawda - obejmuję ją w talii i przyciągam do siebie. Anastasia krzywi się, ale mam ją w nosie.
- Porozmawiamy później, dobrze? Powinniśmy usiąść, zaraz będzie prezentacja waszej firmy.
- Tak, najwyższa pora - Braun klepie mnie po ramieniu i zajmuje miejsce w rzędzie przed nami. Jednak Ana nie rusza się z miejsca i dumnie unosi brodę ku górze. Nie rozumiem, o co jej chodzi? - Coś nie tak?
- Nie - niewinnie wzrusza ramionami i chytrze uśmiecha się do Marisy - Pilnuj swojego męża, moja droga.
- C-co? - moja nieświadoma niczego żona marszczy brwi i unosi głowę, aby na mnie spojrzeć. Mam kłopoty!
 






21.5.17

Rozdział 32

Justin POV:
Zapada cisza, a ja stoję jak wmurowany. O czym mówi ten frajer? Od kiedy Marisa jest jego dziewczyną?!
- Możesz mi powiedzieć, o czym Ty kurwa do mnie mówisz? - prycham rozbawiony i stawiam Marisę na nogi.
- Bawiliśmy się razem przez cały wieczór, jest niesamowita! Poszedłem po drinka, a Ty mi ją zabrałeś.
- Och! - Marisa chichocze i ledwo trzyma się na nogach - P-przepraszam, Mark, że się nie pożegnałam.
- Co to za koleś, Marisa? - patrzy raz na mnie, raz na nią. Jestem ciekawy jej odpowiedzi na to pytanie.
- Cóż - spogląda na mnie i uśmiecha się niewinnie. Ja pierdole, ależ jest pijana! - T-to jest Justin.
- Jestem jej mężem, Mark - mrugam do niego, a kolesiowi opada szczęka - Zapewne moja urocza żona zapomniała Ci o tym wspomnieć, prawda? - przytakuje, biorę jej dłoń i pokazuję mu obrączkę - Następnym razem zwracaj uwagę na takie małe szczegóły. Liczę na to, że nie dotknąłeś jej kurwa palcem.
- A jeśli dotknąłem, to co? - zakłada ręce na piersiach i unosi brodę - Jest zajebistą laską, stary!
- Więc ją dotknąłeś, dobrze rozumiem? - wzrusza ramionami i posyła mi chytry uśmieszek. Nie powinien był tego robić - Chodź, Kotku - otwieram drzwi, wsadzam Marisę na siedzenie i odwracam się w stronę tego frajera - Cóż, skoro odważyłeś się położyć dłonie na mojej żonie, popełniłeś ogromny błąd - prycham i moja pięść spotyka się z jego twarzą. Cios jest mocny jak cholera, a złamas upada. Bingo! - Przekaz dotarł?
- Justin! - słyszę pisk Marisy, odwracam się i widzę jej zszokowane spojrzenie. Bardzo chwiejnym krokiem podchodzi do chłopaka, który ociera krew z wargi - P-przepraszam za niego. Cholera, krwawisz!
- To nic wielkiego, poradzę sobie z tym - podnosi się i spluwa - Jesteś popierdolony, stary! O co Ci chodzi?
- Doskonale wiesz o co, kolego. Nie zbliżaj się do niej - chwytam ją pod ramię, ponownie wsadzam do samochodu i wsiadam za kierownicę. Uruchamiam silnik i bardzo próbuję się kontrolować. Mam ochotę coś rozpierdolić! Zapieprzam prawie sto trzydzieści i szybko docieram do domu. Wyłączam silnik, oddycham kilka razy i biorę się w garść - Jesteś gówniarą, Marisa. Nie odezwałaś się przez cały dzień, martwiłem się! - podnoszę głos, przekręcam głowę i patrzę na nią. Prycham z niedowierzaniem, bo... zasnęła! Po prostu smacznie sobie śpi i ma wszystko w dupie! - Świetnie - przecieram twarz rękami i odprężam się.

Następnego dnia budzi mnie dziwny dźwięk. Uchylam powieki, ziewam przeciągle i nasłuchuję. Marisy nie ma obok mnie, podnoszę się i przechodzę w stronę łazienki, z której dochodzą dziwne odgłosy. Uchylam drzwi i dostrzegam moją żonę, która pochyla się nad toaletą i wymotuje. Kaszle, trzęsie się i zaczynam się martwić. Podchodzę do niej, kucam i układam dłoń na jej plecach. Unosi głowę, oddycha głęboko i patrzy na mnie smutno. Byłem na nią solidnie wkurwiony, ale widok jej takiej sprawia, że moja złość po prostu mija.
- Co się dzieje? - przytulam ją do siebie, całuję w głowę i kołyszę - Chcesz wrócić do łóżka? - przytakuje głową, biorę ją na ręce i zanoszę do sypialni. Układam ostrożnie na łóżku, okrywam i wtula się we mnie. Jest zimna i drży - Powiedz mi, co jest? Jesteś chora? - przykładam dłoń do jej czoła, ale jest gorące!
- N-nie wiem. Jest mi potwornie zimno, wymiotuję i kręci mi się w głowie. Boże, czuję się koszmarnie!
- Masz kaca, Kochanie - wzdryga się i zaciska palce na moim nadgarstku - Wczoraj solidnie przesadziłaś.
- Nawet mi nie przypominaj, bo znowu robi mi się niedobrze. Wlałam w siebie cały, pieprzony bar.
- Nie chcę Cię męczyć, bo wyglądasz marnie. Jednak wiedz, że byłem na Ciebie wściekły! Zdajesz sobie z tego sprawę? - podnosi głowę, patrzy mi w oczy i wygina usta w podkówkę - O nie! Nawet nie próbuj tych słodkich min, jasne? Martwiłem się o Ciebie, wydzwaniałem po znajomych, a po Tobie ślad zaginął.
- Po prostu byłam zła, okej? Zabrałeś mnie na obiad, pojawiła się ona, a ja nagle przestałam istnieć.
- To nieprawda! Nie spodziewałem się tam Luny, zaskoczyła mnie, ale nie przestałaś dla mnie istnieć!
- Gdybyś tylko widział swoją minę. Patrzyłeś na nią tak czule, Justin! Poczułam się jak intruz, wiesz?
- Kurcze, Skarbie! Nic nas nie łączy, jest tylko moją znajomą! Zerwaliśmy kontakt, nie widziałem jej dobre trzy miesiące - kłamca! - Wybacz, jeśli zachowałem się wobec Ciebie nie fair, to się więcej nie powtórzy.
- Nie chcę się nigdy tak czuć, Justin. Wiem, jakie życie prowadziłeś, ale teraz jestem ja! Nie inne kobiety.
- Nie ma innych, Marisa - głaszczę jej policzek, ale tak naprawdę nie mam sobie nic do zarzucenia. Od pieprzenia Luny przed ślubem nie zdradziłem Marisy. Tego muszę się trzymać - Czy to przez to zachowałaś się tak dziecinnie i nie odbierałaś ode mnie telefonu? - wbija zęby w wargę i niepewnie przytakuje głową - Twoi rodzice odchodzili od zmysłów, kiedy do nich zadzwoniłem i zapytałem o Ciebie. Bardzo się martwili.
- O, boże! Gdybym nadal mieszkała w domu, z pewnością dostałabym szlaban! Co im powiedziałeś?
- Najchętniej sam dałbym Ci szlaban - mrugam rozbawiony, a Marisa przewraca oczami - Cóż, byli zaskoczeni, bo nigdzie nie mogłem Cię znaleźć. Poinformowałem ich w nocy, że jesteś bezpieczna i smacznie sobie śpisz. Musiałem skłamać, że rozładował Ci się telefon, dlatego nie odbierałaś.
- Dziękuję, jesteś kochany! - rzuca się na mnie i układa na moim ciele - Nadal jesteś na mnie zły?
- Chcę być na Ciebie zły, ale nie potrafię. Widzę, w jakim jesteś tanie i martwię się o Ciebie. Jak się masz?
- Koszmarnie - wzdycha głośno i opiera głowę na moim torsie - Jest mi potwornie niedobrze, ale wczoraj zmieszałam chyba z milion drinków! Czułam, że to się może źle skończyć, ale miałam to w nosie.
- Pamiętasz cokolwiek z wczorajszej nocy? Przyjechałem po Ciebie, zabrałem i poznałem niejakiego Marka.
- Hmm... pamiętam, że tańczyłam na rurze, Mark dotrzymał towarzystwa mi i Jennie. Dalej nie za bardzo.
- Ja pierdole, Kotku! Nie możesz iść do klubu, pić, szaleć i tego nie pamiętać! To się może źle skończyć.
- Wiem, ale nie podnoś głosu, proszę - przykłada palec do moich ust i patrzy na mnie oczami szczeniaka.
- Naprawdę będę Cię bardziej pilnował, jesteś jak dziecko. Nigdy więcej tego nie zrobisz, czy to jest jasne?
- Tak - szepcze cicho, przytula się do mnie i ziewa przeciągle - Nie musisz iść do pracy? Dzisiaj piątek.
- Powinienem, jednak zrobię sobie wyjątkowo wolne. Nie mogę zostawić Cię samej, bo ledwo żyjesz.
- Mam najlepszego męża na całym świecie - pociera nosem o mój i cmoka mnie w czoło - Dziękuję.
- Do usług, maleńka. Prześpij się jeszcze, a potem zjemy śniadanie - mruczy cicho i łasi się jak kot. Pff!




Marisa POV:
Budzi mnie zapach świeżo zaparzonej kawy, czyli coś, co wręcz uwielbiam. Przeciągam się, unoszę ręce do
góry i ziewam. Dopiero teraz czuję, jak cholernie bolą mnie nogi. Jenna dała mi potwornie wysokie szpilki.
- Pobudka, Skarbie - uśmiecham się na dźwięk głosu Justina i uchylam powieki. Przysiada na łóżku, kładzie tacę na moich kolanach i nalewa kawy do białej filiżanki - Dochodzi jedenasta, zjedz coś. Jak się czujesz?
- Zdecydowanie lepiej - ostrożnie podciągam się i opieram plecy o zagłówek łóżka - O rany, jesteś kochany!
- To tylko kanapki, nie podniecaj się - mruga rozbawiony i upija łyk swojej kawy. Wygląda uroczo!
- Owszem, ale na pewno zrobione z sercem - marszczy brwi i prycha - No, co? Wyglądają przepysznie.
- Więc jedz i nie gadaj już - pochyla się, całuje mnie w usta i znika w łazience. Cholercia, co za facet.


Szybko zjadam śniadanie i dołączam do Justina. Przygotował pachnącą kąpiel z niewyobrażalną ilością piany i olejków. Klaszczę w dłonie i patrzę na niego jak zaczarowana. Naprawdę jest bardzo troskliwy i dba o mnie. Nie powinnam wywijać takich numerów, chociaż przypominam sobie o Lunie i mój uśmiech gaśnie.
- Co się stało? - Justin patrzy na mnie podejrzanie i bierze moją głowę w dłonie - Posmutniałaś. Coś nie tak?
- Nie, wszystko jest w porządku - chrząkam, zdejmuję z siebie koszulkę, majtki i wchodzę do gorącej wody.
- Chyba Ci nie wierzę - burczy pod nosem i dołącza do mnie. Siada po przeciwnej stronie i masuje moje łydki. Mmm, jak przyjemnie! - Masz jakieś zmartwienie? Jeśli tak, możesz mi powiedzieć. Może pomogę?
- Myślisz, że Luna chce Cię odzyskać? - pytam cicho, a Justin zamiera. Oho! - Wyglądała na stęsknioną.
- Naprawdę? Nie zauważyłem - wzrusza obojętnie ramionami i bierze gąbkę z półki - Nie przejmuj się nią, nie ma sensu. Powiedziałem Ci, że to tylko moja znajoma i przed naszym ślubem zerwaliśmy kontakt.
- Lubiłeś ją, prawda? - przechylam głowę i wlepiam w niego wzrok. Nie mogę przegapić jego reakcji.
- Tak, lubiłem ją. Jakie ma to teraz znaczenie, hmm? Było, minęło. Lubiłem mnóstwo kobiet, Skarbie.

- Okej, to mogłeś sobie podarować - mówię naburmuszona i podkurczam nogi, aby być dalej od niego. Kręci głową, układa dłonie pod moimi kolanami i przyciąga mnie do siebie. Piszczę, ale mocno tuli mnie do siebie.
- Jesteś zazdrosna? - mam ochotę go walnąć, chociaż niestety ma rację - Powiedz mi, jestem ciekawy.
- Mhm - wzdycham i opieram brodę na jego ramieniu - Po prostu czuję zagrożenie z jej strony, Justin.
- Nie masz powodu, naprawdę. To dawne czasy i już nie wrócą. Zmieniłem swoje życie, jestem żonaty.
- Nie zdradzisz mnie? - czuję jego dłonie, które przesuwają się po moich plecach i spinam się.
- Dlaczego miałbym to zrobić? - odchyla głowę, odsuwa moje włosy i patrzy mi w oczy - Jesteś moją żoną.
- Mówisz tak, jakby w małżeństwach nie było zdrad, a są! To przecież nic wielkiego, ludzie tak robią.
- To nie znaczy, że my tak będziemy robić. Zależy mi na Tobie, okej? - zaciska usta, ale wygląda na zdenerwowanego - Nigdy nie mówiłem o uczuciach, bo nie byłem w związku. Muszę do tego przywyknąć, jednak staram się dla Ciebie. Sądziłem, że to małżeństwo to będzie klapa, ale... podoba mi się. A Tobie?
- Również - uśmiecham się, zarzucam dłonie na jego szyję i mówię do ucha - Mimo wszystko to niezmiernie trudne być Twoją żoną, Kochanie. Na każdym kroku czają się Twoje napalone na Ciebie ex. Przechlapane.
- Jesteś zabawna - śmieje się ze mnie i ściska dłonie na mojej pupie - Lubię, kiedy jesteś o mnie zazdrosna, to podniecające - och! Jego głos się zmienia i zdążyłam go już doskonale poznać. Na dodatek czuję go między nogami, co działa na mnie natychmiast - Chyba należy Ci się kara za wczorajsze zachowanie?
- Nie, zdecydowanie nie - kręcę głową, ale nie dam się ponownie zlać! - Twoje klapsy nie są delikatne.
- Kto powiedział, że mają być delikatne? - mój oddech przyśpiesza, kiedy czuję jego dłonie na moich piersiach. Odchyla się, bierze sutek do ust i znęca się na nim. Rany! Są takie wrażliwe, podatne na jego dotyk i uwielbiam, kiedy to robi! Odchylam głowę, zaciskam palce na jego włosach i poruszam biodrami. Chcę go poczuć w sobie! - Ktoś jest tutaj bardzo niecierpliwy, hmm? - odsuwa mnie od siebie i czuję chłód na skórze. Mruga okiem, przenosi dłonie na moje biodra i nasuwa mnie na siebie. Wbijam palce w jego ramiona i zamykam oczy. W
ypełnia mnie, nie ma odrobiny miejsca i jest tak dobrze! Uwielbiam się z nim kochać! - Jest mi naprawdę niesamowicie w Tobie, ale musisz się ruszyć, Kotku - uśmiecha się chytrze, a ja zaczynam poruszać biodrami. Ściska na nich palce, patrzy na mnie podniecony i mam zamiar go wymęczyć.



Justin POV:
Wieczorem jedziemy do Hugo i Jenny, którzy zaprosili nas na kolację, wino i pogaduchy. Marisa na szczęście poczuła się już lepiej, chociaż z pewnością będzie miała dość alkoholu na jakiś czas. I bardzo dobrze!
- Nareszcie jesteście! - Jenna krzyczy wesoło i wita nas w progu. Nie sądziłem, że mój przyjaciel podejdzie do tego związku tak poważnie i po prawie trzech tygodniach znajomości zaproponuje Jennie przeprowadzkę. Mimo wszystko cieszę się jego szczęściem, bo naprawdę odżył - Wchodźcie - zaprasza nas do środka i kiedy tylko wchodzimy do salonu, w oczy rzuca mi się stół z mnóstwem jedzenia, świecami i rozpalony kominek.
- Siema, stary! - witam się z przyjacielem i klepię go po plecach - Jeszcze raz wielkie dzięki za wczoraj.
- Nie ma sprawy, od tego są przyjaciele - mruga rozbawiony, a Marisa posyła mi zdezorientowane spojrzenie.
- To Hugo do mnie zadzwonił dzięki czemu dowiedziałem się gdzie jesteś. Jenna Cię kryła, pięknie! 

- Wybacz, Justin. To się nazywa solidarność jajników - wzrusza ramionami i zaprasza nas do stołu.
- Rozumiem. Szkoda, że nie wzięłyście pod uwagę tego, że cholernie się martwiłem. Rodzice Marisy również.
- Masz rację, tego nie przemyślałyśmy - marszczy brwi i patrzy na moją żonę - To nie wyszło najpilniej.
- Owszem, nie wyszło - burczę pod nosem, chociaż nie chcę psuć nastroju - Nie róbcie tego więcej, dobrze?
- Zastanowię się - przekręcam głowę i gapię się na Marisę. Co z nią? - Jeśli nie będziesz mnie ignorował i pożerał spojrzeniem swojej przyjaciółki, to może i ja będę grzeczna jak aniołek? To działa w dwie strony.
- Czy ja o czymś nie wiem, przyjacielu? - Hugo uśmiecha się chytrze i unosi brew - Twoja przyjaciółka?
- Luna. Wiesz, taka śliczna brunetka, z cyckami na wierzchu, żeby mój mąż mógł je dokładnie obejrzeć.
- Marisa! - karcę ją i mocniej ściskam palce na jej udzie - Proszę, nie zaczynaj tego tematu, jasne?
- Nie zaczynam. Odpowiedziałam tylko na pytanie, to wszystko. Zapewne masz wiele przyjaciółek.
- Nie martw się, moja droga. Justin jest zapatrzony w Ciebie jak w obrazek - co, kurwa?! Dzięki, stary!
- Gdybyś widział, jak pożera Lunę szybko zmieniłbyś zdanie - mruga zadziornie i upija łyk czerwonego wina.
- Wiesz, jacy są faceci - Jenna chwyta jej dłoń i ściska - Zobaczą cycki i świat przestaje dla nich istnieć.
- Kochanie! No wiesz! - Hugo przykłada dłoń do serca i kręci głową - Zraniłaś moje uczucia!
- I tak Cię kocham, wieczorem Ci to wynagrodzę - pochyla się i namiętnie całuje go w usta. Woah!
Po kolacji siedzimy przy kominku, pijemy wino i rozmawiamy. Atmosfera jest luźna, żartujemy i dajemy sobie spokój z aluzjami. Nie mam zamiaru wciąż wracać do tematu Luny. Mam tego po dziurki w nosie.
- Hej, stary. Czy Twój ojciec wspominał Ci, że jutro jest bankiet? - o nie! - Organizuje go Reyo Center.
- Poważnie? Kolejny nudny i nic nie znaczący bankiet? Mam nadzieję, że nie będę musiał na niego iść.
- Cóż, chyba jednak będziesz. To firma, która z nami współpracuje, a Ty jesteś Prezesem zarządu, więc!
- Świetnie, właśnie to chciałem usłyszeć. Znowu sztuczne uśmiechy i rozmowy na tematy, które mam gdzieś.
- Lepiej nie mów tego głośno przy swoim ojcu, dostałbyś ochrzan! - śmieje się ze mnie i szturcha w ramię.
- Wiem. Ma jakieś dziwne podejście do tych bankietów i traktuje je całkiem poważnie. Umrę z nudów.
- Nie marudź! Te bankiety są ważne, Justin. Można na nich nawiązać nowe kontakty w interesach.
- To działka ojca, nie moja. Ja mam własnych klientów, o których dbam i pracuję z nimi. To mi wystarczy.
- Okej, koniec rozmów o pracy! - Jenna kręci głową i przewraca oczami - Możemy zmienić temat? Kochanie?
- Tak, jasne - Hugo chrząka i wierci się nerwowo. Patrzę na niego zdziwiony, ale wygląda dość podejrzanie - Zaprosiliśmy was dzisiaj z konkretnego powodu. Jesteśmy przyjaciółmi i chcieliśmy się z wami podzielić dobrą nowiną - o kurwa! Zapylił?! - Dzisiaj oświadczyłem się Jennie - jasna cholera! Oddycham z ulgą, uff!
- Co takiego?! - Marisa piszczy radośnie, zrywa się z miejsca i tuli przyjaciółkę - Tak bardzo się cieszę!
- Ja również - uśmiechają się do siebie, ale kobiety są takie dziwne! - Byłam potwornie zaskoczona.
- Przecież zaręczyny to powinna być niespodzianka, tak? Chciałem Cię zaskoczyć, maleńka i udało mi się!
- Zdecydowanie! - Jenna chichocze uroczo, całuje go w usta i podnosi się - Pójdziemy sobie porozmawiać.
- Jasne - prycham pod nosem, ale to lepiej. Babskie sprawy to nie moja działka - No, stary! Co to było, huh?
- Sam nie wiem, tak wyszło. Naprawdę cholernie zależy mi na Jennie i nie chcę żadnej innej kobiety.
- To dobrze, bo to fajna dziewczyna. Nie spodziewałem się, że wasz związek nabierze takiego tempa.
- Tak, to zaledwie trzy miesiące. Nie będziemy się śpieszyć ze ślubem, zostawimy to na przyszły rok.
- I dobrze. Jeśli nie musisz, nie śpiesz się. Gdybym mógł, też wstrzymałbym się ze ślubem, ale cóż.
- O co tak właściwie chodziło z Luną? Marisa była chyba trochę wkurzona, kiedy wspomniała o niej.
- Była, i to jak! Zaprosiłem ją na obiad i nagle pojawia się Luna! Bajeruje mnie, rzuca aluzje i uwodzi. Przy mojej żonie, czaisz? - przecieram twarz rękami, ale wciąż w to nie wierzę - To szalona suka, poważnie!
- Zgadzam się, musisz być ostrożny. Jest zaborcza, nie raz robiła Ci awanturę o Anastasię, pamiętasz?
- Aż za dobrze! Była o nią cholernie zazdrosna, chociaż nawet nie byliśmy razem. Nie wiem, o co jej chodzi.
- Wiemy, jaka jest Luna. Lubi dobrą zabawę, seks i zdecydowanie lubi Ciebie. Gdzie była przez ten czas?
- Twierdzi, że wyjechała do rodziców, ale wróciła i dostała pracę. Ba! Chciała pracować u mnie, wariatka.
- Popatrz, jak to jest. Byłeś wolny, bawiłeś się, korzystałeś z życia i zaliczałeś panienki. Nagle się ożeniłeś, masz przy boku świetną kobietę, ale niestety przeszłość wraca, co? Na mieście każdy Cię zna.
- I pierwszy raz w życiu zaczyna mi to przeszkadzać. Jak nie Luna, to Ana. Boję się, że zaraz pojawi się inna.
- Przygotuj się na to, stary. Nie zapominaj, ile kobiet zdążyłeś przelecieć. Niektóre Cię wręcz wielbiły!
- Nie mnie, a mojego kutasa - poruszam brwiami, a Hugo wzdycha ciężko - No, co? Byłem zajebisty!
- Ogarnij się, idioto! - śmieje się i dolewa mi wina - Mówię poważnie, nie daj się wciągnąć w żadną grę.
- Wyluzuj, nie mam takiego zamiaru. Lubię Marisę, dobrze nam razem i nie mam prawa narzekać.
- Lubisz ją? - patrzy na mnie z ciekawością i przechyla głowę. Co jest? - Tylko? A może coś więcej, hmm?
- Jeśli pytasz o to, czy ją kocham, moja odpowiedź mi; nie. Nigdy nie kochałem żadnej kobiety, Hugo.
Nim mój przyjaciel ma szansę odpowiedzieć, słyszę dźwięk rozbijanego szkła. Gwałtownie przekręcam głowę i widzę stojącą w progu Marisę. Wpatruje się we mnie z uchylonymi ustami i kiedy spotykam jej spojrzenie, coś dziwnego chwyta mnie za serce. Jej oczy przepełnione są bólem i rozczarowaniem. Kurwa mać!



14.5.17

Rozdział 31

Marisa POV:
Zapada niezręczna cisza i atmosfera gęstnieje. Nad moim mężem pochyla się kobieta, którą kojarzę z jego domu. Na własne oczy widziałam ich namiętne pożegnanie i zastanawiam się, czy nadal utrzymują ze sobą kontakt. Justin wspominał, że łączył ich tylko seks i mam mieszane uczucia. A jeśli mnie zdradza?
- Dawno się nie widzieliśmy - grucha wesoło, bez pytania przysiada się i uśmiecha uroczo - Co słychać?
- Nic ciekawego, wszystko po staremu. Właśnie zamierzam zjeść obiad z żoną, co tutaj robisz?
- Och, dokładnie to samo, co wy! Może zjemy wspólnie? - świetnie! Szkoda, że nie zwraca na mnie uwagi.
- To nie jest najlepszy pomysł - Justin zerka na mnie niepewnie, a ja kręcę głową - Chcieliśmy porozmawiać.
- Daj spokój, na pewno będziecie mieć na to czas w domu - co takiego?! - Opowiadaj, jak w firmie?
- Bardzo dobrze. Interes idzie pełną parą, mam swoich klientów i nie narzekam - Justin chrząka i wierci się nerwowo. Obserwuję go i myślę, czy widział się z nią po naszym ślubie. Liczę, że jej nie dotknął.
- Słyszałam, że zwolniłeś Anastasię - oblizuje usta i posyła Justinowi wymowne spojrzenie. O co tutaj chodzi?
- Tak wyszło. Od samego początku wiedziałem, że się nie nadaje. Uległem, bo ojciec mnie namówił.
- Więc szukasz kogoś nowego, tak? - Justin przytakuje, a Luna klaszcze w dłonie - Świetnie! Może ja?
- Poważnie? Wybacz, Luna, ale masz jeszcze marniejsze doświadczenie niż Ana. To fatalny pomysł.
- Hej, szybko się uczę, tak? Naprawdę mi zależy, Justin. Proszę, daj mi chociaż szansę! Nie zawiodę Cię.
- Zastanowię się - gapię się na niego i nie dowierzam, w to, co słyszę. Zwariował? - Dam Ci znać, dobrze?
- Jasne, będę czekać - uśmiecha się seksownie, dotyka jego dłoni i mocniej ją ściska. Jestem zdziwiona, dlaczego Justin nie reaguje i nie zabiera ręki - Może wybierzemy się na drinka? Dawno się nie widzieliśmy.
- Wybacz, jestem zawalony pracą i nie mam czasu na chodzenie po klubach. To już przeszłość.
- Naprawdę? Ciężko mi w to uwierzyć, wiesz? Ty! Człowiek, który uwielbia zabawę, dobre whisky i śliczne dziewczyny, mówi mi, że to już przeszłość? - kurwa! Mam ochotę wstać i wyjść, ale jeszcze bardziej chcę jej przyłożyć! Bezczelna suka! - Chyba ktoś Cię podmienił, Skarbie albo świetnie grasz - och! Co to znaczy?
- Luna, ludzie się zmieniają i ja również się zmieniłem. Mam żonę. Trzeba dorosnąć i być odpowiedzialnym.
- To poważnie zabrzmiało - mruga rozbawiona, pochyla się i szepcze mu coś na ucho. Justin marszczy czoło i natychmiast się spina - Więc, sam wiesz, Kochanie. Kto jak to, ale ja nie dam się nabrać. Dobrze Cię znam.
- Nie rozpędzaj się - Justin mruży oczy i patrzy na nią. Jednak coś w jego spojrzeniu mnie niepokoi. Nie jest zły, wręcz przeciwnie. Na dodatek nie zwraca na mnie uwagi, co dodatkowo mnie rani. Skoro chce z nią porozmawiać, proszę bardzo. Podnoszę się, odrzucam serwetkę i chwytam leżącą obok torebkę. Dość tego żałosnego przedstawienia! - Marisa? Dokąd idziesz? - och, obudził się! - Hej, poczekaj! - zrywa się z miejsca i idzie za mną. Czuję na łokciu jego mocny uścisk i odwraca mnie w swoją stronę - O co chodzi?
- Daruj sobie! Wracaj do swojej przyjaciółki, bo widocznie wolisz jej towarzystwo niż własnej żony!
- O czym Ty mówisz? Po prostu się przysiadła i chciałem być miły, nic więcej. Proszę, wróć do stolika.
- Zapomnij. Gapisz się w nią jak w obrazek, więc życzę wam miłej rozmowy. Ja wychodzę i nie waż się za mną iść - wyrywam się z jego uścisku, nie odwracam za siebie i po prostu opuszczam dach restauracji.

Nie jadę do domu. Umawiam się z Jenną i kiedy tylko przekraczam próg jej domu, emocje opadają.
- Co się stało? - przytula mnie na wejściu, głaszcze po plecach i kołysze na boki - Co on znowu zrobił?
- Szkoda gadać - burczę pod nosem, rozbieram się i wchodzimy do salonu. Rozglądam się, ale jest pięknie i widać, że Jenna dodała do tego domu kobiecego stylu. Wspominając: moja przyjaciółka wprowadziła się do Hugo, a ich związek rozkwitł w zastraszająco szybkim tempie - Justin zaprosił mnie na obiad, aż znikąd pojawiała się jego przyjaciółka i nagle zaczął mnie ignorować. Wkurzyłam się i wyszłam. Cała historia.
- Jak zwykle jesteś w gorącej wodzie kąpana - chichocze i nalewa kawy do mojej filiżanki - Coś więcej?
- Gdybyś tylko widziała, jak on na nią patrzył. Widać, że łączyło ich coś więcej i chyba o tym nie zapomnieli.
- Pamiętaj, że Justin miał swoje życie przed Tobą, Marisa. Dobrze wiesz, co to za typ. Gdzie nie spojrzysz, tam jego byłe, które bzykał - auć! To nie brzmi dobrze - Musisz się na nie uodpornić, bo teraz jest Twój.
- Wcale nie jestem tego taka pewna, Jenna. Rozmawiał z nią tak, jakby mnie tak w ogóle nie było!
- Domyślam się, to z pewnością nic przyjemnego. Powinnaś była pokazać, gdzie jest jej miejsce, mała!
- Naprawdę? Więc co Twoim zdaniem powinnam z robić? Walnąć ją w pysk i powiedzieć, żeby spieprzała?
- Rany, ależ jesteś bojowo nastawiona! Może nie dosłownie, ale mogłaś szepnąć, żeby sobie poszła.
- Jedyne, na co miałam wtedy ochotę to solidnie jej dokopać. Łasiła się do niego jak kot do własnego pana, a ten dupek nawet nie zareagował, kiedy położyła dłoń na jego. Co ja mam o tym myśleć? Zabolało mnie to.
- Wiem - Jenna obejmuje mnie ramieniem i pociesza - Musisz z nim o tym porozmawiać, wyjaśnić sytuację.
- Znowu wciśnie mi jakiś kit, że nic ich nie łączy i to było przypadkowe spotkanie. Bla, bla, bla. Wiesz, zastanawiam się, ile takich "przypadkowych spotkań" było po naszym ślubie. A jeśli on mnie z nią zdradza?
- Nie nakręcaj się. Wątpię, żeby Cię zdradzał. Przecież mówiłaś, że dobrze wam się układa, prawda? No, może oprócz ostatnich tygodni, kiedy ciągle wściekał się o to, że pracujesz u Rings'a. Poza tym było okej.
- To już i jest nieaktualne - Jenna wystawia kciuk ku górze i uśmiecha się szeroko. Ona jedna znała prawdę - Justin się wkurzył, złożył za mnie wypowiedzenie i zakazał mi tam iść. Wciąż traktuje mnie jak dziecko!
- Czy ja wiem, ten cały Rings to przystojny skurczybyk i leciał na Ciebie jak mucha na lep! Z tego naprawdę mogłyby być o wiele większe kłopoty i lepiej, że tam nie pracujesz. Jestem pewna, że miał inne zamiary.
- Dzięki, umiesz pocieszyć - przewracam oczami i szturcham ją w ramię - Nie chcę, żeby mnie zranił, wiesz?
- Wiem. Po akcji z Sean'em również liczę na to, że Justin będzie wobec Ciebie w porządku. Zaufaj mu.
- Może i jemu ufam, ale z całą pewnością nie ufam tym wszystkich sukom, które dawniej posuwał.
- Jesteś niemożliwa! - Jenna wybucha śmiechem, nabija się ze mnie i szybko do niej dołączam - Nie martw się, mam świetny pomysł na Twoje nabuzowanie. Rozluźnisz się - mruga okiem i myślę, cóż ona wymyśliła.


Justin POV:

Wracam do domu, ale nie zastaję w nim Marisy. Jestem wściekły jak diabli i mam ochotę sobie z nią porozmawiać. Jej dzisiejszy wyskok wyprowadził mnie z równowagi, bo zachowała się jak gówniara! Jak mogła tak po prostu wyjść i mnie olać? To nie moja wina, że znikąd nagle pojawiła się Luna i przysiadła do naszego stolika. Za cholerę się jej tam nie spodziewałem, a już na pewno nie zamierzałem z nią rozmawiać. Niestety jest upartą suką i bałem się, że może palnąć głupstwo w obecności Marisy. Mogłaby mi narobić niezłego bałaganu, a tego wolałbym uniknąć. Całe szczęście, że moja żona nie rozumiała jej głupich aluzji i nie zorientowała się, w co gra Luna. Szepnęła mi na ucho, że za cholerę nie wierzy w moją przemianę i chętnie weszłaby pod stół i possała mojego fiuta. Prawie dostałem zawału na jej słowa, które potwornie mnie podnieciły. Nie ukrywam, ale Luna jest w tym kurewsko dobra! Czasami nie robiła nic, tylko mówiła. Jej głos przepełniało pożądanie, podniecenie i mogła mnie nim uwieść w sekundę! Robiłem się twardy jak skała, kiedy wyobrażałem sobie jak jej usta owijały się na moim penisie. Uwielbiałem się z nią pieprzyć i nic tego nie zmieni. Taki byłem, lubiłem to i nic innego nie miało znaczenia. Jednak teraz muszę wyrzucić Lunę z mojej głowy i zająć się własną żoną, która doprowadza mnie do szału! Co ja mam z nią zrobić?!


Dochodzi dwudziesta trzecia trzydzieści, a po Marisie ani śladu. Próbuję się do niej dodzwonić, ale nie odbiera. Telefonuję również do jej rodziców, jednak nie mają pojęcia gdzie jest ich córka, czym wprowadzam solidne zamieszanie. Nie taki był mój zamiast, ale jest już za późno. Teraz i oni się martwią.
- Kurwa mać! - krzyczę i uderzam pięścią w ścianę. Jeśli robi mi na złość, to uduszę ją własnymi rękami! Ma to jak w banku - Smarkula - burczę pod nosem i intensywnie rozmyślam, gdzie może być. Dzwoniłem do Hugo, Jenny, jednak nie widzieli Marisy. Jeśli jej przyjaciółka nie wie nic na ten temat, to stało się coś złego! - Sean - szepczę cicho, panika strzela w moje ciało i zrywam się na równe nogi. Wbiegam na górę, zakładam spodnie, koszulkę i skórzaną kurtkę. Że też nie wpadłem na to wcześniej! - Zabiję go - mówię do siebie, wkładam buty i zbiegam na dół. Biorę dokumenty od samochodu, ale nagle rozlega się dzwonek mojego telefonu. Na wyświetlaczu ukazuje się imię mojego przyjaciela i marszczę czoło zaskoczony - Hugo?
- Możesz przyjechać do Zig Zag?! - krzyczy niemiłosiernie i słyszę głośną muzykę w tle - Pośpiesz się!

Nie odpowiadam, rozłączam się, wychodzę z domu i wsiadam w samochód. Mam dziwne złe przeczucia.

Na miejscu jestem piętnaście minut później. Kolejka przed klubem jest ogromna, jednak dobrze znam to miejsce jak i ochroniarza. Witam się z nim męskim uściskiem dłoni, wpuszcza mnie do środka i słyszę za sobą pomruki niezadowolenia czekających na wejście ludzi. Sorry, ziomki! Byłem tutaj stałym bywalcem.
Przechodzę przez długi korytarz i docieram na ogromną salę. Klub jest naprawdę niesamowity, nowoczesny i odstrzelony. Kiwam głową do barmana, który unosi butelkę whisky i porusza brwiami. Wiem, co ma na myśli, ale dzisiaj muszę odmówić. Kręcę przecząco głową, Sam unosi brwi z zaskoczenia, a ja nie mogę powstrzymać uśmiechu. Tak, to zdecydowanie nie w moim stylu, ale dzisiaj mam inne plany. Rozglądam się, szukam wzrokiem znajomych twarzy i przymykam oczy przed strzelającymi na każdą stronę światłami. Niestety odnalezienie Hugo będzie w chuj trudne! Jak mam to zrobić, skoro jest tutaj aż tyle ludzi?!
- Cześć, Skarbie! - słyszę kobiecy głos obok i czuję dłonie, które obejmują mnie do tyłu. Sunie nimi w górę, w dół i bezwstydnie wsuwa je pod moją koszulkę - Och! Ależ masz cudownie wyrzeźbiony brzuch - krzyczy gdzieś z tyłu, a ja prycham rozbawiony. Ociera się o mnie, wije jak kotka i w końcu pojawia się przede mną. Schylam głowę i widzę uroczą, drobną blondyneczkę. Ma na sobie obcisłe, skórzane spodnie i biały, wymyślny top. Zastanawiam się przez chwilę, jak ona go kurwa założyła?! - Podobasz mi się - przygryza wargę, przechyla głowę i uważnie mnie ogląda. Czuję się jak okaz w zoo, co to ma być? - Jesteś seksowny i na pewno dobry w łóżku. Mam rację? - unosi brew i przytula się do mnie. Jest naprawdę piękną kobietą.
- Chciałabyś się przekonać, hmm? - układam dłoń na jej plecach i przyciągam do siebie - Spodobałoby Ci się.
- Z pewnością! Ktoś wyglądający jak Ty, musi umieć doprowadzić kobietę do szaleństwa. Prawda, Skarbie?
- Jasne, złociutka - poruszam brwiami, dotykam jej policzka i głaszczę go kciukiem - Jesteś prześliczna.
- Dziękuję - przesuwa opuszkiem palca po moim torsie, zsuwa się w dół i czuję jej dłoń na brzuchu - Na co czekasz? Wiem, że mnie pragniesz - sunie nosem po mojej szyi, przygryza ją i dmucha. Przymykam oczy, bo to naprawdę cholernie przyjemne uczucie - Pojedźmy do mnie, mieszkam sama. Zabawimy się, co Ty na to?
- Bardzo chętnie, ślicznotko. Niestety mamy mały problem - odchyla głowę i patrzy na mnie zaskoczona. Uśmiecham się, bo zrobię coś takiego pierwszy raz w życiu i nie ukrywam... to tak bardzo nie w moim stylu! - Popatrz tutaj - unoszę dłoń i poruszam palcami. Blondynka uchyla usta i wpatruje się w moją obrączkę.
- Och! Jesteś żonaty?! Poważnie?! - krzyczy z niedowierzaniem i kręci głową - Jak to możliwe? Taki facet?!
- Właśnie taki facet jak ja, Kochanie - bawi mnie jej reakcja, chociaż wygląda uroczo - Właśnie jestem w trakcie poszukiwania przyjaciela, więc wybacz, ale nici z naszej nocy. Spóźniłaś się trzy miesiące - pochylam się i cmokam ją w ucho - Uwierz mi, pieprzyłbym Cię, aż prosiłabyś mnie o koniec - ściska palce na moich ramionach, odsuwam się i odchodzę. Znam to na pamięć, ale wiele kobiet reagowało dokładnie tak samo. Mogłem mieć każdą i korzystałem z tego. Teraz to zupełnie inna sytuacja. Przeczesuję dłonią włosy i postanawiam skontaktować się z Hugo, inaczej nic z tego nie będzie. Wyjmuję telefon, odblokowuję wyświetlacz, ale ku mojemu zaskoczeniu mam wiadomość od przyjaciela. Szybko dowiaduję się z niej, że jest w loży na piętrze i kieruję się w tamtą stronę. Muzyka dudni na cały klub, wchodzę po schodach i to, co widzę prawie zwala mnie z nóg - To są kurwa jakieś słabe żarty - mówię sam do siebie i stoję jak wmurowany! Na wysokim podeście, przy rurze wije się... moja żona! Wygląda jak nie ona i wręcz muszę się przyjrzeć, żeby uwierzyć - Ja pierdole - kręcę głową i gapię się na nią jak zahipnotyzowany. Jest pijana, dosłownie zalana, jednak jej ruchy są zmysłowe i bardzo seksowne. Kołysze się do wolnej piosenki i muszę przyznać, że w takim wydaniu jeszcze jej nie widziałem! To niczego nie zmienia, bo w moje ciało uderza złość. Zwijam dłonie w pięści, napinam szczękę i mam ochotę sprać ją na kwaśne jabłko. Co ona właściwie ma na sobie?! Co to za strój?! Przecież te spodenki ledwo zakrywają jej pupę! - Kurwa! - krzyczę głośno, chociaż i tak muzyka wszystko zagłusza. Muszę wyluzować, inaczej może mnie ponieść i będę tego żałował.
- Justin! - słyszę głos Hugo, a po chwili go widzę. Podbiega do mnie i układa dłonie na biodrach - Nic nie mów, okej?! Jenna do mnie zadzwoniła, że są w klubie, a Marisa się schlała! Od razu zadzwoniłem do Ciebie.
- Dzięki, stary! - krzyczę głośno i spoglądam na Jennę, która klaszcze i kibicuje jej. Jestem wściekły, bo wychodzi na to, że skłamała. Jestem głupi! To jasne jak słońce, że kryła przyjaciółkę - Muszę ją stąd zabrać! - Hugo przytakuje głową, ruszam w jej stronę, ale chyba naprawdę dobrze się bawi. Wszyscy obecni się na nią gapią, a niestety przeważa płeć męska. Mają dzięki niej niezłe widoki! - Koniec imprezy! - chwytam ją w talii, schyla głowę i patrzy na mnie zaskoczona. Jednak to szybko mija, uśmiecha się szeroko, zarzuca dłonie na moją szyję i seksownie porusza biodrami. Wije się, ociera o mnie i zsuwa się w dół. Mój puls przyśpiesza, ale muszę zachować czujność - Marisa, do cholery! - chwytam ją za ramię i podnoszę. Chichocze i ku mojemu zaskoczeniu, czuję jej usta na swoich. Wślizguje język do środka, pieści go i gryzie. Smakuje gorzkim alkoholem i papierosami. Od kiedy kurwa pali?! - Przestań! - odsuwam się od niej i normuję oddech. Nic sobie z tego nie robi, oblizuje usta i tańczy przede mną. Mam tego dość i czuję na sobie spojrzenia ludzi - Wracamy do domu! - przerzucam ją przez ramię, schodzę ze schodów i po chwili opuszczam klub. Oddycham z ulgą, kiedy świeże powietrze trafia do moich nozdrzy, jak dobrze! - Jesteś kurwa niepoważna!
- Ciii, nie krzycz, Skarbie. Głowa mi pęka - śmieje się i dopada ją czkawka - W-wkurzyłeś mnie d-dzisiaj.
- Poważnie? To nic w przeciwieństwie do tego, co Ty odwaliłaś! Jak mogłaś zachować się tak dziecinnie?!
- Dziecinnie? Świetnie się b-bawiłam, nie czepiaj się. P-poza tym, idź sobie do s-swojej przyjaciółeczki.
- Nawet kurwa nie zaczynaj tego tematu - burczę pod nosem i otwieram drzwi od samochodu.
- Hej, koleś! - odwracam się, a w naszą stronę biegnie jakiś chłopak - Dlaczego zabierasz mi moją dziewczynę, huh? - gapię się na niego, jakby przyleciał z pieprzonego kosmosu. Co on właśnie powiedział?! 







7.5.17

Rozdział 30

Justin POV:
W pokoju panuje przeraźliwa cisza i chyba nie dociera do mnie to, co powiedziała. Spodziewałem się wielu rzeczy, a Rings zaczął szybko działać. Wiedziałem, że Marisa mu się podoba i spróbuje zaciągnąć ją do łóżka. Wykorzysta, rzuci i zwolni z pracy. Nie mogłem do tego dopuścić, dlatego byłem tak przewrażliwiony na punkcie tego fiuta! A ona mówi mi, że ją pocałował? Tak po prostu?! Cholera, zastrzeliła mnie tym!
- To było kilka dni temu - zaczyna cicho i patrzy na mnie smutno. Wciąż leżę na niej, ale nie mam siły, aby się ruszyć - Nic na to nie wskazywało, zaskoczył mnie. Od początku był miły i zachowywał się normalnie. Wiesz, jak szef. Czułam się swobodnie, pomagał mi, wprowadził w obowiązki i było dobrze. Aż nagle coś mu odwaliło i stało się. 
Nie chciałam tego, przysięgam! Natychmiast się od niego odsunęłam, dałam w twarz i uciekłam - zaciska usta i trochę nawet robi mi się jej żal. W końcu zrobił coś wbrew jej woli.
- Mimo to nadal chciałaś lecieć z nim do Londynu? Nadal chcesz dla niego pracować? - pytam ze złością, ale nie odpowiada - Co jest z Tobą kurwa nie tak?! - zrywam się na równe nogi, okrywam leżącym obok kocem i płonę ze złości. Mam ochotę wszystko rozwalić - Od razu powinnaś była mi o tym powiedzieć! Jesteś niepoważna?! Nigdy więcej tam nie pójdziesz, rozumiesz?! Jutro złożysz wypowiedzenie, czy to jest jasne?
- O-on powiedział, że jeśli odejdę, to Ci zaszkodzi - poważnie?! Taki pionek?! Błagam! - Bałam się, Justin.
- Bałaś się? - marszczę brwi, Marisa przytakuje i schyla głowę. Czy ten kutas ją postraszył?! To chyba jakiś żart! - Kotku, niepotrzebnie. Rings nie ma żadnej władzy, a jego firma może przestać istnieć. Nie równa się z nami i powinien się cieszyć, że chciałem z nim współpracować. Pieprzona kanalia! Co on sobie wyobraża?!
- Nie złość się, proszę - siada i ociera policzki. Cholera, nie chcę, żeby płakała - Nie zdradziłam Cię, Justin. Wierzysz mi, prawda? - przekręcam głowę i marszczę brwi. Czy wierzę? Dobre pytanie! - Nic nas nie łączy.
- Cóż, od dwóch tygodni nie kochałem się z własną żoną. Wymówki, kłótnie, wymówki, kłótnie. Czy to nie brzmi podejrzanie? - zakładam ręce na piersiach i wbijam w nią spojrzenie. Zaciska usta i bawi się palcami.
- To nie ma z tym nic wspólnego, po prostu byłam na Ciebie zła, bo się kłóciliśmy. Nie spałam z nim.
- Kłóciliśmy się o niego, Marisa i jak widać, miałem słuszne obawy. Przekroczył wszelkie granice! A teraz spójrz mi w oczy i powiedz to jeszcze raz. Jeśli mnie okłamujesz... - zacinam się i zwijam dłonie w pięści.
- Nie okłamuję - wstaje na nogi, podchodzi do mnie i bierze moją głowę w dłonie - Nie zdradziłam Cię, przysięgam, Justin! Kocham tylko Ciebie, rozumiesz? - uchylam usta w szoku. Czy ona właśnie wyznała mi miłość?! Ja pierdole! - Tylko na Tobie mi zależy, jesteś dla mnie najważniejszy - głaszcze mój policzek i uśmiecha się uroczo. Nie wierzę, że mnie kocha! Jak to możliwe?! - Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Bo właśnie powiedziałaś, że mnie kochasz? J-ja nie wiedziałem, zaskoczyłaś mnie tym wyznaniem.
- To samo przyszło - zarzuca dłonie na moją szyję i podskakuje. Przytulam ją do siebie, owija nogi wokół moich bioder i czuję jej ciepły oddech na uchu - Po prostu zakochałam się we własnym mężu - kurwa! Nie wiem, dlaczego, ale to brzmi tak... dobrze! Nawet wyznanie Luny nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, ale z ust Marisy brzmi to jak balsam na moje serce - Kocham Cię - odchyla głowę, całuje mnie namiętnie i wślizguje język w moje usta. Pieści go namiętnie, zmysłowo i wsuwa palce w moje włosy. Ściska je, przechylam głowę w tył dzięki czemu pocałunek jest wręcz szalony! - Nigdy Cię nie zdradzę, rozumiesz? - mówi ostro wprost w moje usta i gryzie w wargę. Robi to kurewsko mocno, aż syczę. Ściskam jej pośladki, drugą dłoń układam na jej plecach i dociskam ją do siebie mocniej. Zwariuję przez nią, mąci mi w głowie.
- Nie waż się tego robić! - odchylam głowę, mój oddech szaleje i wpatrujemy się w swoje oczy - Jesteś tylko moja, Marisa! Żaden fiut nie będzie Cię dotykał. Czy to jasne? - przytakuje głową i liże moją wargę - Grzeczna dziewczynka - odwracam się i przypieram jej plecy do zimnej ściany. Wije się, próbuje odchylić, ale napieram na nią mocniej, odrzucam koc i wbijam się w jej ciasne wnętrze. Krzyczy głośno, a ten dźwięk trafia w moje zmysły. Poruszam biodrami, wciskam się w nią i chcę ją pieprzyć dzisiaj całą noc.


Rano budzi mnie ruch obok. Ziewam przeciągle, przekręcam głowę i patrzę na Marisę, która budzi się i przeciąga seksownie. Mruczy pod nosem, unosi ręce do góry i wygina się. Przekręcam się na bok, odgarniam
jej włosy i całuję w czoło. Noc była niesamowita i cholernie namiętna. Nie skończyło się na jednym razie i solidnie ją wymęczyłem. Bardzo mi jej brakowało i liczę, że więcej tego nie zrobi. Inaczej spiorę jej tyłek!
- Jezuuu, wszystko mnie boli - krzywi się i masuje ramię - Cholera, jak ja mam dzisiaj pracować, hmm?
- Dobrze wiesz, że nie będziesz tam pracować. Zostaniesz w łóżku, a potem pójdziesz na uczelnię.
- Nie mogę! Muszę pójść do pracy, Justin - wzdycha ciężko i bawi się moimi palcami - Rings się wścieknie.
- Mam to w dupie - prycham z kpiną, bo uczucia tego złamasa obchodzą mnie tyle, co nic - To nie podlega dyskusji - przesuwam się, zakładam na tyłek bokserki i drapię się po brzuchu - Przed pracą pojadę do niego, złożę wypowiedzenie w Twoim imieniu i porozmawiam z nim. Nie dopuszczę, żeby odwalił jakiś numer.
- Nie rób tego, proszę - przysuwa się, pociąga mnie ku sobie i wtula się we mnie - Może Ci zaszkodzić.
- Nie boję się tego człowieka, Marisa. Dzięki współpracy ze mną jego firma może zabłysnąć, ale tak się nie stanie. Jestem na Ciebie wściekły, bo powinnaś była powiedzieć mi natychmiast. Wiesz o tym, prawda?
- Wiem, bałam się. Thomas mnie pocałował i spanikowałam. Powiedziałam mu, że nasza współpraca to fatalny pomysł i chciałam odejść. Dyskretnie, bardzo delikatnie dał mi do zrozumienia, że może odebrać Ci klientów i zniszczyć firmę. Jak mogłabym na to pozwolić? Miałabym zniszczyć coś, na co zapracowałeś?
- On nic nie może, gwarantuję Ci to. Powiem o tym ojcu, sam się nim zajmie i będzie bardzo rozczarowany jego zachowaniem. Sam mi go polecił i zależało mu na tym, aby połączyć siły. Cóż, wyszło szydło z worka.
- Bądź ostrożny, dobrze? Nie rób nic głupiego i nie działaj pod wpływem złości. Obiecaj mi to, proszę.
- Obiecuję - uśmiecham się, wciągam ją na kolana i głaszczę po plecach - Nie wierzę, że to zrobił.
- Wiem, ja też nie wierzyłam. Byłam potwornie zaskoczona i aż mnie zamurowało. Nie chciałam tego.
- Chrzanić go, Kotku. To już przeszłość, skup się na studiach. O to Cię proszę. Zapomnij o tym frajerze.
- Naprawdę fajnie mi się tam pracowało - zaciska usta i nieśmiało kreśli wzorki na moim ramieniu.
- Czyżby? - podsuwam palec pod jej brodę i zmuszam, aby na mnie spojrzała. Przytakuje głową i wierci się niespokojnie. Wciąż siedzi na moich kolanach i nie powinna tego robić - Jeśli chcesz, możesz pracować dla mnie. Zwolniłem Anastasię - uchyla usta zaskoczona i marszczy brwi - Nawet nie pytaj, długa historia.
- Sądziłam, że dobrze wam się razem pracuje. Nigdy na nią nie narzekałeś, coś się wydarzyło?
- Hej, miałaś nie pytać - mrużę oczy, wsuwam dłonie pod jej pupę i ściskam zachłannie - Po prostu nasza współpraca dobiegła końca. Nie narzekałem na nią, ale brakowało jej doświadczenia. To wszystko.
- Jestem pewna, że ma go więcej ode mnie - prycha rozbawiona, podnosi się i podchodzi do szafy - Jesteś moim mężem, wspólna praca to nie jest dobry pomysł. Możemy się nie dogadać i będziemy się kłócić.
- O nie! Mam dość kłótni na bardzo długi czas, wiesz? - burczę pod nosem, a Marisa posyła mi rozbawione spojrzenie - Robiliśmy to przez ostatnie tygodnie i naprawdę marzę o odrobinie spokoju. Postaramy się?
- Jasne, tygrysie - mruga zadziornie i wyjmuje fioletową sukienkę. Podoba mi się, jest bardzo seksowna.
- Cieszę się, a teraz chcąc nie chcąc, muszę zbierać się do pracy. Mam nadzieję, że zostaniesz w domu?
- Tak, raczej tak. Może umówię się z Jenną na kawę lub ją zaproszę do nas? Dzisiaj obiad u moich rodziców.
- Cholera, zapomniałem o tym! - wzdycham, ale nudzą mnie te obiadki. Jak nie u rodziców Marisy, to u moich. Te ich wywody o życiu, rady i dopytywanie, jak nam się układa. Obłęd - Może urwę się wcześniej?
- Byłoby miło, na pewno się nie pogniewam - podchodzi do mnie, przewraca na plecy i całuje namiętnie.


Dzwonię do ojca i informuję go, że spóźnię się dzisiaj do pracy. Wymyślam coś na poczekaniu, ale muszę rozmówić się z Rings'em. Przekroczył pewną granicę i jest cholernie głupi myśląc, że odpuszczę. Ma żonę,
dzieci i powinien myśleć o nich, a nie o mojej żonie! Na dodatek ma czterdzieści dwa lata i to zdecydowanie nie jest przedział wiekowy 
dla Marisy. Przecież mógłby być jej ojcem, do cholery! To posrane!

Wchodzę do jego firmy i wjeżdżam na dwunaste piętro. Bez problemu trafiam pod drzwi jego biura. Nieźle
się urządził. Jego sekretarka próbuje mnie zatrzymać, jednak ignoruję ją. Nie mam czasu na dyskusje.

- To zajmie minutę - wchodzę do środka, Rings siedzi przy biurku i stuka w klawiaturę laptopa - Witam.
- Justin? Co Ty tutaj robisz? - podnosi się, zapina marynarkę i ściska moją dłoń - Jestem zaskoczony.
- Domyślam się, ale nie zajmę Ci dużo czasu. Mam Ci coś do przekazania od mojej żony. Proszę.

- Co to takiego? - odbiera ode mnie papier, ale wciąż patrzy mi w oczy - Dlaczego nie ma jej w pracy?
- Spójrz na to, co trzymasz w dłoni - kiwam głową na papier i wreszcie skupia na nim uwagę. Marszczy brwi i czyta uważnie - Przykro mi, Marisa już więcej nie przyjdzie do pracy. Poszukaj sobie innej sekretarki.
- Jak to nie przyjdzie? Stało się coś? - och, oczywiście, że się kurwa stało! - Dlaczego Ty tu jesteś, nie ona?
- Ponieważ jej na to nie pozwoliłem. Coś Ty sobie kurwa myślał, huh? Wszystko mi powiedziała. Oszalałeś?
- To znaczy, co? Nie wiem, o czym mówisz - chrząka i nerwowo poprawia krawat - Co powiedziała?
- Że ją pocałowałeś i nawet się nie wypieraj! Jak mogłeś, co? To moja żona, pracujemy razem, do cholery!

- Wiem! Marisa coś sobie uroiła w głowie, to są jakieś bzdury i słabe żarty. Kocham moją żonę, Justin!
- Czyżby? Więc twierdzisz, że moja wszystko sobie wymyśliła? - chrząka i przytakuje głową - W porządku. Więc wyjaśnij mi, co to jest - uśmiecham się pod nosem, wyjmuję z torby pendrive'a i podaję mu - Zobacz.
- Co to jest? - ogląda małe urządzenie, podpina je do laptopa i marszczy brwi. Kiedy tylko ogląda samego siebie, posuwającego blond dziewczynę jego mina rzednie i robi się blady jak ściana - S-skąd to masz?
- To nie jest ważne, mam swoje sposoby. Jednak obaj wiemy co jest na tym nagraniu, prawda? Co teraz?
- Jak to co?! Nie możesz tego nikomu pokazać, rozumiesz? A już na pewno nie mojej żonie, to mnie zniszczy!
- Wiem o tym. Przed chwilą wspomniałeś, jak bardzo kochasz swoją żonę, właśnie widzę, jak wielka jest to miłość! W dodatku pocałowałeś Marisę i próbowałeś się tego wyrzec! Nadal uważasz, że ściemnia?
- Okej, ma rację! Poniosło mnie. Jest piękna i tego dnia wyglądała obłędnie! Nie zrobię tego ponownie.
- Oczywiście, że nie! Nie zbliżysz się do mojej żony i od dnia dzisiejszego już u Ciebie nie pracuje.
- Żałuję, że to wszystko tak się potoczyło. Marisa była dobrą sekretarką, dlaczego musi z tego rezygnować?
- Naprawdę mnie o to pytasz? - zaciskam szczękę i mam chęć go walnąć! - Zrobiłeś coś, czego nie powinieneś! Ona jest młoda, niedoświadczona, a Ty to wykorzystałeś. Na dodatek nagadałeś jej bzdur, że jak piśnie o tym słowo to zaszkodzisz mojej firmie. Poważnie? Ty miałbyś zaszkodzić nam? To jakiś żart?
- Wybacz, po prostu zależało mi na tym, aby nikomu o tym nie powiedziała. Twoja firma to dobry pretekst.
- Pamiętaj, że mam asa w rękawie, Rings. Jeden Twój niewłaściwy ruch, a materiał idzie do Twojej żony.
- Obiecuję, że nie dotknę Marisy! To był jednorazowy wyskok, tak? Mówiłem, że mnie trochę poniosło.
- Trochę? Zdecydowanie za bardzo! Obaj wiemy, że nie skończyłoby się tylko na pocałunku. Chciałeś ją pieprzyć, prawda? - przechylam głowę, mrużę oczy, a Rings odwraca wzrok - Powiedz mi to prosto w twarz.
- Nie - wsuwa ręce w kieszenie spodni i nawet na mnie nie patrzy - To był tylko pocałunek, nic więcej.
- Spójrz mi w oczy i przyznaj się, że chciałeś ją kurwa pieprzyć - mówię ostro i ledwo już nad sobą panuję. Ten złamas gra mi na nerwach - Masz na to trzy sekundy i lepiej dla Ciebie, żebyś mnie nie okłamał.
- Tak! - prycha z kpiną i wreszcie łaskawie na mnie spogląda - Chciałem ją pieprzyć, zadowolony?
- Tak, jestem zadowolony. Twoje słowa potwierdzają, jakim jesteś skurwielem dla swojej żony! Masz dzieci!
- Wiem! Nie musisz mi tego mówić - burczy pod nosem i nerwowo przeczesuje włosy - To nie moja wina, że taki już jestem. Po prostu to jest silniejsze ode mnie, ale kocham Christinę ponad wszystko. Przysięgam!
- Jakoś w to nie wierzę, ale to nie jest moja sprawa. Po pierwsze; nigdy więcej nie waż się dotknąć mojej żony, inaczej to, co widziałeś ujrzy znacznie więcej osób, a wtedy zrobi się nieprzyjemnie. Po drugie; nie waż się wygadywać bzdur, że odbierzesz mi klientów. Obaj wiemy, że to się nigdy nie stanie - patrzy na mnie wzrokiem zbitego psa i zapewne jest wściekły, że dał się tak łatwo podejść - Na przyszłość sprawdzaj swój monitoring. Można zobaczyć na nim całkiem ciekawe rzeczy - mrugam okiem, Rings uchyla usta w szoku i chyba nie spodziewał się takich rewelacji - To wszystko, co miałem do powiedzenia. Żegnam - opuszczam jego firmę i po chwili budynek. Rozmowa poszła dokładnie tak, jak chciałem. Jeden zero dla mnie!


Kseruję świeżutko podpisaną umowę z Qwerty i w międzyczasie robię kawę. To popieprzone, że nie mam cholernej sekretarki i bardzo mi się to nie podoba. To nie należy do moich obowiązków i na dłuższą metę to się nie uda! Koniecznie muszę kogoś zatrudnić i to w natychmiastowym trybie! Skąd ja kogoś wytrzasnę?
- Justin? - słyszę głos ojca, wychylam się zza ściany i kiwam do niego głową - Co Ty właściwie robisz, hmm?
- Ksero? Czy to nie oczywiste? - unoszę brew, a ojciec wzdycha ciężko - Sam muszę sobie radzić, no co?
- Dzwonił do mnie Roger - oho, zaczyna się! - Powiedział mi, że zwolniłeś Anastasię. Dlaczego, synu?
- Naprawdę chcesz to wiedzieć? - przytakuje i chociaż nie chcę mu tego mówić, wiem, że muszę. Nie mam zamiaru kłamać, bo jeszcze będzie namawał mnie, abym przyjął ją z powrotem - Podrywała mnie.
- Co takiego? - prycha, a po chwili wybucha śmiechem. Poważnie?! - I Ty narzekasz? Naprawdę?
- Tato! - uchylam usta w szoku, ale nie tego się spodziewałem! - O co Ci chodzi? Chcę pracować, tak? Ana zachowywała się niestosowanie, jej strój również pozostawiał wiele do życzenia nie wspominając o umiejętnościach - burczę pod nosem i wchodzimy do biura - Ostrzegam, że nie ma mowy o powrocie.
- Nie ukrywam, jestem pod wrażeniem - ojciec siada na fotelu i gapi się na mnie dziwnie - Sądziłem, że skorzystasz z sytuacji i posuniesz się dalej. Dobrze postąpiłeś, masz żonę i musisz ją szanować. Ciesze się, że stosujesz się do zasad, które postawiłem Ci przed waszym ślubem. Wiesz, ze nadal obowiązują, prawda?
- Wiem, tato - przecieram twarz rękami i opieram łokcie na stole - Swoją drogą, mają jakąś datę ważności?
- Nie, zasadniczo nie. Obserwuję Cię, Twoje zaangażowanie w małżeństwo i to, jak traktujesz Marisę. Na razie idzie Ci dobrze i jeśli będzie tak dalej, może trochę ustąpię? Nie chcę, żebyś mnie zawiódł, Justin.
- Staram się, żeby tego nie zrobić - zaciskam szczękę, ale ponownie czuję się jak dziecko! Dobrze mi się tutaj pracuje, mam luz, swoich klientów, nie narzekam i mam z tego mnóstwo forsy. Żyć nie umierać!

- I to mnie cieszy. Marisa wydaje się być szczęśliwa, uśmiechnięta, więc chyba spisujesz się na medal.
- Od naszego ślubu minęło trzy miesiące. Poznaliśmy się lepiej, jednak to dopiero początek naszego życia.
- Owszem. Mimo wszystko liczę na to, że nie oszukujesz jej i nie bzykasz po klubach innych kobiet.
- Oczywiście, że nie! Przecież przysięgałem jej wierność, tak?  Poza tym lubię Marisę, jest fajna.
- Tylko tyle? - unosi brew i posyła mi chytry uśmieszek - Myślałem, że już coś do niej czujesz.
- Nie - chrząkam i wiercę się na fotelu - Może z czasem to się zmieni, na razie po prostu ją lubię i tyle.
- Dobre i to - mruga rozbawiony i trochę zaskakuje mnie jego dobry humor - Okej, wracam do swojej pracy.
- Poczekaj, mam jeszcze jedną sprawę. Mianowicie chodzi o Rings'a, zapędził się. Marisa wczoraj wyznała mi, że ją pocałował - mina ojca jest komiczna, chyba nie spodziewał się czegoś takiego, zupełnie jak ja. Witaj w klubie, staruszku - Złożyłem wypowiedzenie w jej imieniu. Nie pozwolę, żeby z nim pracowała.
- Chwileczkę, jak to Thomas pocałował Twoją żonę? Przecież ma rodzinę, Justin! To jakiś żart?
- Chciałbym! Ponoć dawał jej kwiaty i adorował. Daj spokój, tato! Przecież Rings to typowy podrywacz.
- No nie wiem. Widziałem go z żoną i wyglądali na szczęśliwych. Może Marisie coś się tylko wydawało?
- Z pewnością nie wymyśliłaby sobie czegoś takiego, ja jej wierzę. Nie chcę z nim współpracować.

- Synu, to tak nie działa. Podpisaliśmy z nim umowę i obowiązują nas pewne zasady. Nie możesz ot tak powiedzieć, że już nie chcę z nim pracować. Niestety, ale przez rok nie mamy innego wyjścia.
- Niech to szlag! - podnoszę się i nerwowo przeczesuję włosy - Mam dość tego gościa, działa mi na nerwy.
- Musisz je schować i zachowywać się profesjonalnie. Jesteś prezesem - ojciec podchodzi i układa dłoń na moim ramieniu - Oddziel życie prywatne od pracy, a na pewno sobie z nim poradzisz. Skoro Marisa i tak już u niego nie pracuje, nie masz 
powodu do obaw - uderza mnie w plecy po męsku i wychodzi z gabinetu.

Umawiam się z Marisą na obiad, w mojej ulubionej restauracji. Zabrałem ją tutaj na naszym pierwszym spotkaniu i bardzo polubiła to miejsce. Wydaje mi się, jakby minęła wieczność, a nie trzy miesiące.
- Hej, Kochanie! - krzyczy radośnie już od progu. Uśmiecham się, podnoszę z krzesła i witam ją namiętnym całusem - Mmmm - mruczy pod nosem i pociera nosem o mój - Cieszę się, że mnie tutaj zaprosiłeś - rozgląda się i podziwia przepiękny widok - Pamiętam, jak za pierwszym razem to miejsce zrobiło na mnie wrażenie. Restauracja na dachu to po prostu coś niesamowitego! - siada naprzeciwko mnie i upija łyk wody.
- Jesteś dzisiaj w  wyjątkowo dobrym humorze - opieram brodę na dłoni i wpatruję się w nią. Ma lekko zaróżowione policzki, zakręciła włosy i pomalowała usta czerwoną szminką - Wyglądasz pięknie.
- Dziękuję - schyla głowę i wbija zęby w wargę - Nie wierzę, że wciąż potrafisz mnie zawstydzić.
- Ja również. Minęło trzy miesiące i sądziłem, że już się do tego przyzwyczaiłaś. A tu proszę! Niespodzianka.
- Och, przestań! - przewraca oczami i posyła mi to swoje groźne spojrzenie - Jak Ci minął dzień?
- Pracowicie. Rozmawiałem z ojcem, zrobiłem nawet ksero i rano odwiedziłem Twojego byłego pracodawcę.
- Dzwonił do mnie - och, świetnie! - Chciał się upewnić, że to faktycznie moje wypowiedzenie, a nie Twój podstęp - a to ciul! - Cóż, powiedziałam mu jak wygląda sytuacja, ale oczywiście wyśmiał mnie i stwierdził, że krótko mnie trzymasz i nie mogę żyć po swojemu - schyla głowę, a we mnie uderza fala złości.
- Spójrz na mnie - unoszę jej głowę i nasze oczy się spotykają. Chwytam jej dłoń, głaszczę wierzch i uspokajam - Słowa Rings'a to bzdury i nie bierz ich do siebie. Jest wkurzony, bo odeszłaś z firmy, a jestem pewny, że liczył na coś więcej. Jesteś niezależną, piękną, młodą kobietą, Skarbie. Studiujesz i naprawdę świetnie sobie radzisz. Nie słuchaj jego paplania i rób swoje. Jeśli chcesz pracować, powiedz mi.
- Chcę, ale nie u Ciebie - uparta sztuka! - Poza tym czasami mam wrażenie, że jestem jak dziecko, które chcesz prowadzić za rękę. To nic złego, bo wiem, że troszczysz się o mnie. Rozumiem to i doceniam.

- Oczywiście, że się troszczę! Nie pozwolę, żeby stała Ci się krzywda. Może nieco przesadzam, ale jesteś ode mnie młodsza i czuję potrzebę, żeby Cię chronić - widzę uśmiech na jej ślicznej buźce i zdecydowanie wolę taką jej wersję, niż tą sukowatą, w której nie dopuszcza mnie do siebie - Byłaś na uczelni?
- Mhm, właśnie z niej wracam. Dzisiaj mieliśmy świetne zajęcia z dobieraniem kolorów. Chyba powinniśmy przemalować sypialnię - chichocze uroczo, jednak dam jej wolną rękę - Szary zdecydowanie uspokaja.
- Nie ma sprawy, Kotku. Możesz robić w naszym domu, co tylko chcesz. Będziesz niesamowitą projektantką.
- Chciałabym. Nie masz pojęcia, jak kompletnie beznadziejne, nudne wnętrze może tak cudownie ożyć!
- Justin? - naszą rozmowę przerywa znajomy głos i przekręcam głowę w prawo - Och, witaj Skarbie!
- Luna? - marszczę czoło, ale jestem zaskoczony. Kurwa, nie spodziewałem się jej tutaj. Niech to szlag!






2.5.17

Rozdział 29

Justin POV:
Do domu docieram kilka minut przed siedemnastą. Trzaskam drzwiami, rzucam teczkę na komodę i poluźniam krawat. Wciąż jestem wściekły i lepiej, żeby Marisa miała dobrą wymówkę. Inaczej będzie źle!
- Kochanie? - zdejmuję marynarkę, zsuwam buty i człapię do kuchni. Zastaję w niej moją żonę, która gotuje obiad. Mmm, pięknie pachnie! - Hej, Kotku. Co gotujesz? Przez ten zapach od razu zrobiłem się głodny.
- To tarta z przepisu mojej mamy, już prawie gotowa. Zjemy na tarasie? - przytakuję głową, Marisa podaje mi talerze i zanoszę je na stół. Myślę, jak zacząć rozmowę i zachować spokój. To będzie trudna sprawa.
- Jestem - wchodzi za mną, ustawia wszystko na stole i na moim talerzu ląduje kawałek ładnie wyglądającej tarty. Biorę kęs, przeżuwam i muszę przyznać, że smakuje naprawdę świetnie! - Smakuje Ci? Może być?
- Oczywiście, jest pyszna, Kochanie - mrugam okiem i upijam łyk wody. Marisa klaszcze w dłonie i zabiera się za jedzenie - Wiesz, dzisiaj dowiedziałem się czegoś, co potwornie mnie zaskoczyło - 
marszczy brwi i uważnie mi się przygląda - Bardzo mnie zdenerwowałaś, wiesz? Nie ukrywam, jestem bardzo rozczarowany Twoim zachowaniem. Obiecałaś mi, Marisa. Ostrzegałem Cię, mówiłem kilka razy, ale nie posłuchałaś mnie, a ja dowiaduję się, że pracujesz dla pieprzonego Rings'a! Czy łaskawie zechcesz mi to wyjaśnić?
- To samo wyszło. Naprawdę chciałam Ci powiedzieć, ale wiedziałam, że się wkurzysz. Jestem dorosła, Justin! Mam dwadzieścia lat i chcę spróbować popracować. To naprawdę miły człowiek, skąd te obawy?
- Nie wiem, nie podoba mi się ten człowiek. Bardzo nalegał, żebyś u niego pracowała. To podejrzane.
- Mówisz poważnie? Ja nie widzę w tym nic podejrzanego. Praca jak praca, Skarbie. Zarobię sporo kasy.
- Nie wierzę, że to powiedziałaś - opieram łokcie na stole i wlepiam w nią spojrzenie - Nie zależy Ci na kasie, zresztą masz jej pod dostatkiem. Wystarczy, że ja zarabiam i możesz mieć to, co tylko chcesz.
- Tak, ale to nie to samo. Skoro mam możliwość, chcę być niezależna. To fajne uczucie pracować, wiesz?
- Wiem! Powiedziałem Ci, skoro tak bardzo tego chcesz, będziesz pracować u mnie, ze mną. Co Ty na to?
- To nie jest dobry pomysł. Jesteśmy małżeństwem, to wystarczy. Wspólna praca nie przyniesie nic dobrego.
- Mam inne zdanie na ten temat. U mnie również zdobędziesz doświadczenie i spodoba Ci się w firmie.
- Daj spokój, Justin. Powiedz to wprost, chcesz tego tylko dlatego, aby mieć mnie na oku. Mam rację?
- Poniekąd tak - patrzę na nią spod byka, ale przejrzała mnie! - Po prostu się o Ciebie troszczę, Marisa. Czy to takie dziwne? Obiecałem Twojemu ojcu, że nie stanie Ci się żadna krzywda, chcę dotrzymać słowa.

- Mówisz tak, jakby Rings miał mnie zamordować! Nic mi nie grozi, wiesz o tym! Jestem tam bezpieczna.
- U mnie będziesz bezpieczniejsza jeszcze bardziej. Zrezygnuj z tej pracy, albo ja zrobię to za Ciebie.
- Ani mi się waż, Justin! Nie traktuj mnie jak małej dziewczynki, którą trzeba prowadzić za rękę. Jasne?
- Traktuję Cię jak kobietę, jesteś moją żoną! Zagrałaś mi na nosie i za moimi plecami zrobiłaś coś, czego nie powinnaś. Prosiłem Cię, abyś trzymała się od Rings'a z daleka, tak? A co zrobiłaś? Poleciałaś do niego!
- Wcale nie! To tylko praca, a Ty robisz z tego wielki problem! Przestań zachowywać się jak dzieciak, okej?

- Ja zachowuję się jak dzieciak? Kpisz sobie ze mnie? Po prostu się o Ciebie boję! Ostrzegałem Cię, nie posłuchałaś mnie i zrobiłaś dokładnie na odwrót. Tak samo jak miałaś w dupie rodziców i biegałaś do Sean'a!
- Och! Więc teraz będziesz wypominał mi moje błędy, tak? Poważnie? Nie masz do tego pieprzonego prawa!
- Czyżby? Jestem Twoim mężem, nie zapominaj o tym. Mam prawo do wszystkiego, również do tego, aby zabronić Ci pracować dla tego pajaca! On ma rodzinę, rozumiesz to?! Mimo wszystko nie przeszkadza mu fakt, żeby dobrać się do majtek swoich sekretarek! Lubi takie ładne, słodkie, naiwne dziewczyny jak Ty!
- Ja pierdole, nie mogę tego słuchać - rzuca serwetkę na stół, gwałtownie odsuwa krzesło, które upada na deski i opuszcza ogród. Gapię się w drzwi, przez które właśnie przeszła i dopada mnie poczucie winy.
- Kurwa mać - szepczę do siebie, chowam twarz w dłonie i sam mam ochotę solidnie sobie przywalić.





*****
Dzień za dniem mijał jak w przyśpieszonym tempie i od naszego ślubu minęło ponad trzy miesiące. Docieraliśmy się z Justinem i czułam, że moje przywiązanie do niego wciąż rosło. Uwielbiałam, kiedy całował mnie, przytulał, gilgotał i zachowywał się jak słodki chłopiec. Byłam szczęśliwa, chodziłam z głową w chmurach i miałam ochotę śpiewać. Nie sądziłam, że nasze małżeństwo będzie tak udane.
Jedyne, o co wciąż kłóciłam się z Justinem, to moja praca. Mimo, iż zaczęłam studiować nie zrezygnowałam z Rings'a. Justin wściekał się za mnie za każdym razem, kiedy wchodziłam do domu. Miałam tego serdecznie dość, ale chcąc nie chcąc musiałam przyznać rację mojemu mężowi. Od początku wspominał, że mu nie ufa i czuje, że pieprzy swoje sekretarki. Cóż, miał rację. Jego dobry kolega detektyw dostarczył nam ciekawe materiały i wręcz nie wierzyłam w to, co widziałam na ekranie laptopa. Rings zabawiał się ze swoimi sekretarkami i posuwał je we własnym biurze! Nie dowierzałam, że zachował się w ten sposób i na dodatek pozwolił, aby nagrały go kamery w jego własnej firmie! To wręcz niewiarygodne, jednak przekonałam się jaki jest naprawdę. Niestety mój szef zaczął się nieco rozpędzać również względem mojej osoby i niepokoiło mnie jego zachowanie. Trzymałam w sekrecie jeden mały fakt, ale musiałam to zrobić.
 Nie mogłam mu tego wyjawić, przynajmniej nie teraz. Doskonale wiedziałam, że mój mąż wpadłby w szał i pięści poszłyby w ruch. Miałam związane ręce, pracowałam wytrwale i trochę przygasłam, bo praca już nie sprawiała mi przyjemności. Sytuacja robiła się nieznośna i czułam, że muszę coś z tym zrobić. Nie wiedziałam jeszcze co.


Parkuję przed domem, wyłączam silnik i wychodzę z samochodu. Zerkam w prawo i uśmiecham się, bo widzę czarną furę mojego męża. To trochę dziwne, bo nigdy nie bywa w domu o trzynastej. Może coś się stało?!
- Nie, na pewno nie - szepczę do siebie, wchodzę do domu i rozbieram się - Justin, jesteś?! - krzyczę, ale odpowiada mi cisza. Przechodzę przez salon, zaglądam do kuchni i nic, nie ma go - Kochanie?! - wchodzę po schodach, popycham drzwi od naszej sypialni i w oczy rzuca mi się mój mąż. Pochyla się nad komodą i czegoś w niej szuka - Hej - układam dłoń na jego plecach i całuję w ramię - Co robisz w domu o tej godzinie?
- Masz mi coś do powiedzenia? - odwraca się i zakłada ręce na piersiach - Tylko nie okłamuj mnie, Marisa.
- Nie rozumiem, o czym mówisz. Dlaczego miałabym Cię okłamać, hmm? Nigdy przecież tego nie zrobiłam!
- Cieszę się. Dzisiaj jednak dowiedziałem się bardzo ciekawej rzeczy i czekam na Twoje wyjaśnienia.
- Wyjaśnienia? - marszczę czoło i skupiam się na tym, aby wymyślić o co może mu chodzić - Podpowiesz mi?
- Delegacja, Kotku - och! Skąd o tym wie, do jasnej cholery?! - Widzę zaskoczenie na Twojej twarzy.
- I słusznie! Sama dowiedziałam się tego ledwie godzinę temu, więc jakim cudem Ty o tym wiesz, co?
- To nie jest ważne. Mam swoje źródła, Kochanie. Masz świadomość, że nigdzie z nim nie pojedziesz?
- O mój boże! Nie zaczynaj! - wyrzucam ręce w górę, bo brak mi już do niego sił - Jestem dorosła, kiedy wreszcie to do Ciebie dotrze? Mogę sama o sobie decydować, a ta delegacja należy do moich obowiązków!
- Naprawdę tak uważasz? Ile razy Ring's Cię podrywał lub rzucał głupie teksty? Tylko nie mów, że w ogóle tego nie robi, bo i tak nie uwierzę - patrzy na mnie pewny siebie, zupełnie tak, jakby wszystko wiedział. Cholera, nie jest dobrze! Zaciskam usta, bo wchodzimy w paskudny temat. Owszem, mój szef to przystojny facet i widzę, jak kobiety na niego patrzą 
- Nie rozumiesz, że to jest jego gra? Ten koleś to podrywacz.
- Musisz wyluzować, Justin - wzdycham ciężko i przytulam się do niego - Nie widzisz, że wciąż się przez to kłócimy? Praktycznie codziennie wałkujemy ten sam temat, to bez sensu. Musimy przestać i to natychmiast.
- Myślisz, że mi się to podoba? Nie, ani trochę! - burczy pod nosem i wsuwa palce w moje włosy. Mam dość tych sprzeczek, są męczące - Po prostu się o Ciebie martwię, bo nie wiem, co dzieje się kiedy tam jesteś.
- Jestem bezpieczna - odchylam głowę i uśmiecham się - Ale dziękuję, że tak się o mnie troszczysz.




Justin POV: 
Następnego dnia w firmie mam urwanie głowy. Od samego rana każdy czegoś ode mnie chce. Jak nie ojciec, który wciąż marudzi, to Anastasia, która potrzebuje milion podpisów i pieczątek. Mam ochotę po prostu się stąd zmyć i odpocząć. Upijam łyk kawy i myślę nad tym, jak przekonać Marisę, aby nie leciała z Rings'em do Londynu. To cholernie daleko i chyba zwariuję z pieprzonego niepokoju. Nie ufam temu facetowi, a od kiedy mam na to dowody, wręcz jestem na jego punkcie przeczulony. Mimo tego, że ma żonę i dwójkę dzieci nie przeszkadza mu to, żeby pieprzyć swoje sekretarki. 
To nie moja sprawa dopóki trzyma się z daleka od mojej żony. Nie pozwolę, aby cokolwiek mi odebrał i zniszczył Marisę. Nasze życie jak na razie wygląda bajkowo i chciałbym, żeby tak pozostało. Mam dość tematu tego gościa, chociaż i tak kłócimy się o niego zbyt często. Ba! Marisa wścieka się na mnie i odsunęła mnie od siebie. Wiem, że to moja kara za to, co odpieprzam, jednak nie potrafię inaczej. To, że nie pozwala mi się dotknąć pogłębia moje szaleństwo. Chodzę zły, nabuzowany i czasami mam wręcz ochotę wziąć ją gdziekolwiek i mocno przelecieć. Uśmiecham się na tę głupią myśl i spoglądam na jej zdjęcie, które stoi na moim biurku. To dziwne, bo nie sądziłem, że to małżeństwo będzie całkiem... fajne. Przyzwyczaiłem się do Marisy, poznałem ją i nie ukrywam, zależy mi na niej. To zdecydowanie nie jest miłość, a przynajmniej tak mi się wydaje, jednak troszczę się o nią i dbam o jej bezpieczeństwo. Jest uparta jak diabli i czasami myślę, że robi mi na złość pracując u Rings'a. Wie, że go nie znoszę, a mimo to nie zrezygnowała z pracy. Czasami naprawdę brak mi do niej sił. Jest taka uparta!
- Mogę? - moje rozmyślenia przerywa głos Any, która zagląda do biura - Masz gościa, co mam powiedzieć?
- Gościa? - marszczę brwi, ale nikogo się nie spodziewam - Jeśli to żaden z inwestorów, spław go.
- Próbowałam, jednak nic sobie z tego nie zrobiła i wciąż czeka. Powiedziała, że musi z Tobą porozmawiać.
- Dobra, dawaj ją tu - przecieram twarz rękami i opierał łokcie na biurku. Czy wszyscy mogą dać mi spokój?
- Cześć, Skarbie - gwałtownie odrywam dłonie od twarzy i wpatruję się w kobietę, która wchodzi do środka. Ubrana w białą, letnią sukienkę wygląda obłędnie! - Bardzo się za Tobą stęskniłam - uśmiecha się szeroko, podchodzi i całuje mnie w policzek - To miłe, że zechciałeś się ze mną spotkać. Wybacz, że się nie zapowiedziałam. Chciałam zrobić Ci niespodziankę. Po Twojej minie wnioskuję, że chyba mi się udało.
- Zdecydowanie! Co tutaj robisz, Luna? Nie widzieliśmy się dobre trzy miesiące. Gdzie się podziewałaś?
- Wyjechałam do rodziców. Musiałam odpocząć i naładować akumulatory, po tym, jak mnie potraktowałeś.
- Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej? - wzrusza ramionami i odsuwa włosy na bok - Co Cię sprowadza?
- Jak sam powiedziałeś, dawno się nie widzieliśmy. Chciałam Cię odwiedzić i sprawdzić, jak się miewasz.
- Dobrze, dziękuję. Pracuję, świetnie sobie radzę i życie toczy się do przodu. A Ty? Co porabiasz?
- Dostałam pracę, jutro zaczynam - poprawia się na fotelu, zakłada nogę na nogę i nie spuszcza ze mnie wzroku. Muszę przyznać, że wypiękniała przez ten czas. Jej włosy są dłuższe, zmniejszyła ilość makijażu i wygląda bardzo naturalnie - Może wybierzemy się na drinka, porozmawiamy jak za dawnych czasów?
- Poważnie? Nigdy nie byliśmy na drinku, Luna. Ba! Bardzo rzadko ze sobą rozmawialiśmy, czyż nie?
- Tak, faktycznie. Może czas to zmienić? Albo możemy sobie przypomnieć, jak dobrze się bawiliśmy?
- Mam żonę - unoszę brew, a Luna przewraca oczami jakbym opowiedział dobry żart - O co Ci chodzi?
- O nic? Dziwnie się zachowujesz. Przecież byliśmy przyjaciółmi, prawda? Nie mogę się z Tobą spotkać?
- To nie jest najlepszy pomysł - podnoszę się, podchodzę do okna i oddycham głęboko - Wiesz, jak było.
- Wiem i bardzo za tym tęsknię - przytula się do mnie od tyłu i obejmuje w pasie - Uwielbiałam, jak tuliłeś mnie, całowałeś, pieściłeś. Jak spędzaliśmy w łóżku wieczory, kochając się ostro. Nie brakuje Ci tego? Czy Twoja żona daje Ci to, co ja Ci dawałam? - kurwa! Ta rozmowa nie zmierza w dobrym kierunku.
- Marisa to cudowna kobieta, Luna. Dobrze mi z nią i nie zamierzam tego zepsuć. Daj spokój, dobrze?
- Wiem, że nie jesteś spełniony - och, poważnie? - Twoje ciało jest spięte - masuje moje plecy i niestety jest ciut prawdy, w tym, co mówi. Ostatnio wciąż kłóciliśmy się przez jej pracę i Marisa karała mnie brakiem seksu. Nie rozumiałem tego i chodziłem jeszcze bardziej wkurwiony. Co to za głupi pomysł? - Mogę się Tobą zaopiekować, chcesz? - szepcze cichutko, ale dobrze znam ten głos. Zawsze używała go wtedy, kiedy chciała zaciągnąć mnie do łóżka. Luna to uwodzicielka i doskonale się na tym zna - Odlecisz, tak jak dawniej.
- Justin - do biura wchodzi Anastasia i odskakuję od Luny jak poparzony - Przepraszam, potrzebuję podpis.
- Jasne - chrząkam, biorę od niej papiery i podpisuję każdy - Proszę - podaję jej karki, ale ona stoi w miejscu i wpatruje się w Lunę - Coś nie tak? Potrzebujesz jeszcze czegoś? - pytam, jednak nie odpowiada.
- Hmm, Anastasia? - Luna podchodzi do dziewczyny i uśmiecha się słodko - Justin, czy to ta urocza Ana, z którą spotykałeś się, kiedy byliśmy razem? - kurwa! Mam ochotę wyskoczyć przez okno. Jest źle! - Twoja mina mówi wszystko, Skarbie. Jestem Luna - wystawia dłoń i przedstawia się Anie - Naprawdę jesteś śliczna.
- Dziękuję, Ty również - och, bosko! Dwie byłe w jednym pomieszczeniu! - Wychodzi na to, że nasz Justin nieźle sobie z nami pogrywał, prawda? - mruga do niej i chichoczę, jak dwie przyjaciółki - Bardzo nie ładnie.
- Tak, bardzo! - Luna wydyma usta i patrzy na mnie tym spojrzeniem, od którego zawsze stawał mi w sekundę. Kurwa, powinienem się ewakuować! - Wiesz, że nasz Justin jest spragniony? Chyba jego żona marnie się spisuje, bo jest spięty i nerwowy. Nie uważasz, że powinniśmy się nim odpowiednio zająć?
- Oczywiście! Szef zasługuje na relaks i odrobinę przyjemności. Tak ciężko pracuje - Ana wygina usta w podkówkę, podchodzi i układa dłonie na moim torsie - Czego sobie życzysz, szefie? - ja pierdole, to żarty?!
- Myślę, że na początek powinniśmy go possać. Uwielbia to! - Luna dołącza do nas i bezwstydnie układa dłoń na moim kutasie. Jezu! Mój oddech natychmiast przyśpiesza i czuję to cudowne mrowienie w brzuchu, które dobrze znam. Chcę więcej, chcę je obie! To nie byłby mój pierwszy trójkąt, ale Luna i Ana to ostre, piekielnie seksowne sztuki - Powiedz nam, co chodzi Ci po głowie, Kochanie? Chcesz się z nami zabawić?
- P-przestańcie! Obie - mówię surowo, chociaż słyszę, jak żałośnie brzmi mój własny głos. Niech to szlag!
- Naprawdę mamy przestać? Nie sądzę. Jesteś podniecony, chętny i zaraz świetnie się zabawimy.
- Dosyć! - podnoszę głos, robię krok w tył i opieram plecy o ścianę. Dyszę ciężko, próbuję wziąć się w garść,
ale muszę to kurwa przerwać! - Wiem, do czego to zmierza. Obie chcecie się zemścić, tak? Olałem was, a teraz jesteście tutaj, żeby mnie uwieść. Wasza gra jest śmiesznie łatwa do rozgryzienia, moje drogie Panie.
- To wcale nie jest gra, Kochanie. Po prostu chciałyśmy sprawić Ci przyjemność. To coś złego?
- Tak! Nigdy więcej tego nie róbcie, jasne? Luna, idź już - podchodzę do drzwi, otwieram je i czekam, aż wyjdzie. Robi to bardzo niechętnie i przed tym całuje mnie prosto w usta. Kręcę głową, ale ta dziewczyna doprowadza mnie do szału! Powinienem dostać cholerny medal za to, że potrafiłem się opamiętać. Jeszcze kilka miesięcy temu nic takiego nie miałoby miejsca. Pieprzyłbym je obie - A Ty - zamykam drzwi za Luną i podchodzę do Any - Spakuj swoje rzeczy, już tutaj nie pracujesz - uchyla usta w szoku i patrzy na mnie zaskoczona. Mam dość jej zachowania, a to nie pierwszy raz w przeciągu trzech miesięcy - Ostrzegałem Cię.
- Przepraszam! To Luna mnie sprowokowała, wybacz mi! Proszę, nie możesz mnie zwolnić, Justin!
- Jak miałaś zwracać się do mnie w pracy, huh? - mówię ostro i zaciskam szczękę - Dałem Ci szansę, nie skorzystałaś z niej. Kolejnej nie dostaniesz, przykro mi. Tata na pewno załatwi Ci inną pracę.
- Nie chcę innej pracy! Przecież byłeś ze mnie zadowolony, prawda? Dlaczego chcesz mnie zwolnić?
- Naprawdę o to pytasz, czy jesteś taka głupia? Miałaś trzymać ręce z daleka, nie zrobiłaś tego.
- To się nigdy nie powtórzy, obiecuję! Proszę, daj mi ostatnią szansę. Nie zawiodę Cię, przysięgam!
- Nie, nie będzie więcej szans. Spakuj swoje rzeczy i opuść firmę. Koniec naszej współpracy.


W drodze do domu mój spokój burzy dzwonek telefonu. Zerkam na wyświetlacz i odbieram natychmiast.
- Wylot w środę o dwudziestej czterdzieści pięć - kończy połączenia, a ja zaciskam dłonie na kierownicy.
- Świetnie! - burczę pod nosem, chociaż mój informator spisał się naprawdę zajebiście. Muszę działać.


Wchodzę do domu i czuję cudowny zapach uderzający w moje nozdrza. Prawie nic dzisiaj nie jadłem i wręcz umieram z głodu! Zsuwam buty, odkładam marynarkę i idę prosto do kuchni, w której urzęduje moja żona. Ubrana jedynie w moją ulubioną czarną bluzę i krótkie spodenki. Nuci pod nosem, kręci pupą i miesza coś w garnku. Opieram się ramieniem o futrynę i dziękuję sobie w myślach, że dzisiaj nie uległem Anie i Lunie. Naprawdę staram się być dobrym mężem, a one mogły wszystko spieprzyć. Nie mogę do tego dopuścić.
- Justin? - z moich myśli wyrywa mnie głos Marisy - Dlaczego stoisz, nic nie mówisz i gapisz się na mnie?
- Gapię się, bo wyglądasz ślicznie. Zamyśliłem się - mrugam okiem, podchodzę i całuję ją w usta - Mmmm, pysznie smakujesz - oblizuję jej wargi i czuję sos pomidorowy - Szykuje się moje ulubione danie?
- Tak - uśmiecha się, odkleja ode mnie i odcedza makaron - Mam nadzieję, że jesteś głodny?
- Jestem potwornie głodny, Kotku- siadam przy stole, a przede mną pojawia się talerz z górą spagetti - Jezu! Jak tyle zjem, to moje boskie ciało pójdzie się pieprzyć - poruszam brwiami, a Marisa chichocze uroczo.
- Smacznego - siada naprzeciwko mnie, delektuję się pysznym obiadem, chociaż coś nie pasuje mi w zachowaniu Marisy. Dłubie widelcem w makaronie i zaciska usta - Chciałabym Ci coś powiedzieć.
- Śmiało, mów - zachęcam ją, ocieram usta serwetką i czuję, co się święci - Nie musisz się obawiać.
- Naprawdę? Bo właśnie się obawiam i to bardzo! - odgarnia włosy i oddycha głęboko - No dobrze, mówię! - nabiera odwagi i patrzy mi w oczy - W środę lecę z Thomasem do Londynu, na cztery dni - wiedziałem!
- Ach, tak? - uśmiecham się, odkładam widelec na stół i opieram plecy o oparcie krzesła. Wpatruję się w nią uważnie, nie spuszcza wzroku, ale doskonale wiem, że w ten sposób chce pokazać mi pewność siebie. Gdyby był to ktokolwiek inny, nie ten cholerny Rings, to może i bym ją puścił tak daleko - Do Londynu, powiadasz. Wiesz, że to bardzo daleko? - przytakuje głową i skubie wargę - Wiesz, że będziesz z nim sama? - marszczy brwi, jakby nie rozumiała, do czego zmierzam - Jeśli cokolwiek Ci zrobi, nie będzie mnie przy Tobie.
- J-Justin - wzdycha i schyla głowę - Thomas nic mi nie zrobi, okej? Jedziemy tam służbowo. Wyluzuj.
- Z pewnością - prycham z kpiną, bo śmieszy mnie jej naiwność. Zabieram się za jedzenie i nie mam zamiaru kontynuować tego durnego tematu. Co dziwne, Marisa również nie walczy i zaczyna jeść. Sukces!


Wieczorem, kiedy leżę w łóżku i przeglądam na laptopie umowę z Qwerty, do pokoju wchodzi Marisa. Jest po kąpieli, owinięta jedynie w ręcznik i z wciąż wilgotnymi włosami. Przerzuca je na jedno ramię i zerkam na nią znad laptopa. Siada przy toaletce i balsamuje ciało. Mimo sielanki która trwała od ślubu, brakowało mi jej ciała. Chciałem się z nią kochać, teraz! Nie robiliśmy tego od przeszło tygodnia i wariowałem! Jednak Marisa wciąż wykręcała się bolącą głową, zmęczeniem i przez to znowu wywiązywała się między nami kłótnia. Nawet przez chwilę myślałem, że być może mnie zdradza, ale wątpiłem, aby posunęła się do czegoś takiego. Miałem pewność, kiedy Jason ją dla mnie śledził. Wracała do domu prosto z pracy, spotykała się z Jenną i rodzicami. Nic podejrzanego. Nie miałem jedynie pewności, co dzieje się za drzwiami firmy.
- Chcę się z Tobą kochać - przerywam ciszę w pokoju, a Marisa przekręca głowę, aby na mnie spojrzeć. Jest zdziwiona, czego nie rozumiem - Odsunęłaś się ode mnie, nie pozwalasz się dotykać. Dlaczego?
- To nieprawda! Wcale nie odsunęłam się od Ciebie, Justin. Po prostu... jestem na Ciebie wściekła, okej?
- Rozumiem to, więc wyżyj się na mnie w łóżku! W czym problem? Praca to jedno, seks to drugie.
- Tak Ci się tylko wydaje. Wkurzasz mnie, wiesz? Traktujesz mnie jak dziecko, które trzeba pilnować.
- Jesteś moją żoną, do cholery! Skoro oboje wiemy, że facet to kutas, dlaczego wciąż dla niego pracujesz?
- Bo chcę. Mam już dość, Justin! Chcę normalnie żyć! Między nami było tak dobrze, pamiętasz?
- Nadal jest dobrze, maleńka! Tylko musisz mi ufać w pewnych sprawach i nie odsuwać się ode mnie, jasne?
- Ufam Ci, i dobrze o tym wiesz. Jednak to działa w dwie strony. Ty musisz zaufać mnie, potrafisz to zrobić?

- Oczywiście! To nie moja wina, że nie ufam innym, Marisa. W tym Rings'owi. Boję się, że posunie się dalej.
- Zwariowałeś? - zakłada ręce na piersiach i unosi brodę - A może jesteś po prostu zazdrosny, Kochanie?
- Ja, zazdrosny? Na dodatek o tego fiuta? Zapomnij, Kotku - prycham z kpiną i kiwam głową - Nie jest dla mnie żadnym zagrożeniem, ponieważ należysz tylko do mnie. Chyba nie mogłabyś mnie zdradzić, hmm?
- Nie, nie mam tego w planach - uśmiecha się zadziornie i podnosi. Staje przed łóżkiem i wpatruje się we mnie uważnie - W końcu jesteś moim mężem, zależy mi na Tobie i chcę, aby było dobrze między nami.
- Będzie, jeśli przyjdziesz tutaj i pozwolisz mi się z Tobą kochać - wbija zęby w wargę i zawstydza się uroczo - Czekam, Kwiatuszku. Jestem napalony jak diabli - odstawiam laptopa, przykładam dłoń do mojego penisa, ale jest twardy jak skała - Pośpiesz się - poganiam ją, zsuwa z siebie ręcznik i muszę przełknąć ślinę. Jasna cholera, ależ ona jest piękna! - Nie masz pojęcia, co zaraz z Tobą zrobię. Będziesz krzyczeć jak szalona.
- Rany, Justin! Ogarnij się - chichocze i wreszcie wchodzi na łóżko. Stoi przede mną i mam idealny widok na jej cudowne ciało - Od czego zaczniemy, hmm? Byłeś niegrzeczny przez kilka dni, powinnam Cię ukarać.
- Zapomnij o takiej zabawnie, Kochanie - chwytam ją za biodra i sadzam na sobie - Tylko ja mogę robić takie rzeczy, doskonale się na tym znam - seksownie szepczę jej na ucho i czuję, jak napiera na mojego penisa - Tak bardzo Cię pragnę, tęskniłem za Tobą - siadam, tulę ja do siebie i całuję w ramię - Nigdy więcej tego nie rób, dobrze? - przytakuje głową, wierci się i doprowadza mnie do szaleństwa! - Och, tak. Twoja seksowna pupa sprawia mi mnóstwo przyjemności - ściskam pośladki, przysuwam ją bliżej do siebie i całuję. Podniecenie roznosi się ciepłem po moim ciele i mam ochotę mocno ją przelecieć. Tak cholernie mnie przetrzymała, katowała obojętnością i nie pozwalała się dotykać. To było dla mnie prawdziwe piekło, bo nie mogę wytrzymać bez seksu dłużej, niż dwa dni. Uwielbiam ten sport i Marisa dobrze o tym wie. Wybrała okrutną karę - Kurwa - syczę przez zęby, rzucam ją na plecy i patrzę na nią z góry. W głowie układam plan, jak doprowadzić ją do białej gorączki i mam pewien pomysł - Zabawimy się - uśmiecham się zadziornie, sięgam do szuflady, ale w pokoju roznosi się dźwięk przychodzącego sms'a. Zerkam na Marisę, która natychmiast się spina i coś mi tutaj nie pasuje - Kto to może być, hmm? - może nie powinienem tego robić, ale biorę jej telefon i czytam wiadomość. Patrzy na mnie z mordem w oczach, podnosi się i chwyta mnie za nadgarstek. Nie ma ze mną szans i postanawiam na głos przeczytać sms'a od Rings'a - Witaj, śliczna. Cieszę się, że lecisz ze mną do Londynu. Nie mogę się już doczekać - krew buzuje w moich żyłach i płonę ze złości. Wiedziałem, że coś jest nie tak! - Dlaczego napisał coś takiego, hmm? O czym mi nie mówisz? - mrużę oczy, odkładam telefon i układam się na niej, Zaciskam palce na jej nadgarstkach i jeszcze chwila, a wyjdę z siebie i stanę obok. Moje obawy, co do niego, właśnie się potwierdziły! - Nie okłamuj mnie, Marisa.
- Justin, proszę, uspokój się - próbuję się uwolnić, porusza ramionami, jednak nie pozwalam jej na to.
- Mówisz poważnie? Jak mam się uspokoić?! W tej chwili masz mi powiedzieć, co tu się odpierdala, jasne?! Możesz być pewna, że nie odpuszczę tego tematu. Okłamujesz mnie? Pieprzysz się z nim w jego biurze?!
- Nie! Zwariowałeś?! - odpowiada płaczliwie, zamyka oczy i wbija zęby w wargę - Nie mogłabym tego zrobić.
- Naprawdę? Więc wytłumacz, skąd ta radość na wasz wspólny wyjazd? Jestem tego bardzo ciekawy.

- Powiem Ci, tylko błagam, nie złość się i nie wyciągaj pochopnych wniosków. Dobrze? - mówi cicho, uchyla powieki i patrzy mi prosto w oczy. Widzę w nich coś dziwnego, jakby poczucie winy i cholernie mi się to nie podoba - Okej, mówię - oddycha głęboko, zbiera się w sobie, a moje serce bije w takim tempie, iż mam wrażenie, że zaraz wyskoczy mi gardłem! T-thomas mnie pocałował - kiedy wypowiada te trzy, krótkie słowa, ze świstem wypuszczam powietrze i patrzę na nią z niedowierzaniem. Zapierdolę tego gnojka!



****************************
Hello! 

Wybaczcie, że ten rozdział jest tak długi, ale postanowiłam połączyć 29 z 30, ponieważ 29 był mega nudny, a ja nie chcę was zanudzać. Mam nadzieję, że nie przeszkadza wam długość rozdziału.

Do niedzieli :)
Buuuuziam!





Obserwatorzy

Template made by Robyn Gleams