9.7.17

Rozdział 41


Marisa POV:

W salonie panuje cisza, a ja patrzę na niego zszokowana. Nie wierzę w to, co powiedział i mam wrażenie, jakbym się przesłyszała. Jakim cudem Justin mnie kocha? To w ogóle możliwe? Przecież wiem, co to za typ, chociaż po ślubie bardzo się zmienił. Jest dla mnie dobry, kochany i troskliwy... ale żeby mnie kochał?
- Powiesz coś? - pierwsza przerywam ciszę i parzę mu w oczy. Drapie się w kark i chrząka, skrępowany.
- Wybacz, wymsknęło mi się - och! Dziwne uczucie rozczarowania kuje mnie w serce, ale jak mogłam chociaż przez chwilę pomyśleć, że taki facet mógłby obdarzyć mnie uczuciem? To mało możliwe.
- Rozumiem - uśmiecham się lekko, poprawiam włosy i podnoszę się - Chcesz herbaty? Ja chętnie się napiję.

- Hej - pociąga mnie za dłoń i opadam na jego kolana. Krzywię się i chwytam za dół brzucha, który nieprzyjemnie szarpie - Kurde, zrobiłem Ci krzywdę? - panikuje, przykłada dłoń do mojej i pociera ostrożnie. Biorę głęboki oddech i próbuję się rozluźnić - Zapomniałem się, wybacz. Będę na Ciebie bardziej uważał.
- Nic się nie stało, to tylko skurcz. Lekarz wspominał, że może mnie boleć jeszcze przed kilka dni. Przejdzie.
- Mam taką nadzieję - unosi moją głowę palec i przesuwa opuszkiem po policzku - Naprawdę uwierzyłaś w to, że te dwa słowa przypadkiem mi się wymsknęły? - och! Marszczę brwi, ale nic z tego nie rozumiem - To, co powiedziałem to prawda, Marisa. Kocham Cię - o boże! Mój żołądek zaciska się przyjemnie i czuję, jakby latało w nim mnóstwo motylków - Nie patrz tak na mnie, nareszcie to zrozumiałem i jestem tego pewny.
- Zaskoczyłeś mnie. Po prostu nie liczyłam na to, że mógłbyś coś do mnie poczuć. Niby dlaczego miałbyś?



Justin POV:
Kiedy Marisa wypowiada ostatnie zdanie, coś dziwnego przekręca mi się w brzuchu. Co ona bredzi?!
- Poważnie? A dlaczego miałbym Cię nie pokochać, hmm? Przecież jesteś cudowną kobietą, Skarbie. Piękną, inteligentną, mądrą, niczego Ci nie brakuje. Od samego początku świetnie się dogadywaliśmy i sprawiłaś, że totalnie ześwirowałem na Twoim punkcie - poruszam brwiami, a ona wciąż patrzy na mnie zdziwiona.
- Właściwie kiedy zdałeś sobie z tego sprawę? Całkiem niedawno temu zaprzeczyłeś, zmieniłeś zdanie?
- Tu nie chodzi o zmianę zdania, Marisa. Mówiąc u Hugo, że Cię nie kocham sam nie byłem tego pewny. Nigdy wcześniej nie byłem zakochany i nie wiedziałem, jak to rozpoznać. Zależało mi na Tobie, czułem się cudownie w Twoim towarzystwie i było mi dobrze. Po tych wszystkich wydarzeniach dotarto do mnie, że naprawdę się w Tobie zakochałem. Nie chciałem, żebyś przeze mnie cierpiała. Luna i Ana namieszały i widok Ciebie zapłakanej cholernie mnie bolał. A potem nasze dziecko, jego strata i Ty, blada, zmarnowana, zmęczona. Wtedy już wiedziałem, że zrobię wszystko, abyś była szczęśliwa i że to jest właśnie miłość.
Kiedy leżałaś w szpitalu umierałem ze strachu, wiesz? Tak bardzo się o Ciebie martwiłem. 

- Już jest dobrze, nie martw się. Nie ja jedna straciłam dziecko - zaciska usta, schyla głowę i oddycha głęboko. Cholera, czuję się tak kurewsko winny i słusznie! Jest w tym bardzo dużo mojej winy i będę musiał z tym żyć - Mimo tego, że dowiedziałam się o ciąży zaledwie tydzień temu, czuję w sobie ogromną pustkę.
- Wiem, Skarbie. Jestem przy Tobie, pomogę Ci w każdej sytuacji. Wszystko się ułoży, potrzeba na to więcej czasu - tulę ją do siebie mocno i głaszczę po plecach. Opiera brodę na moim ramieniu i całuje w szyję.

Popołudniu Marisa upiera się, żeby pojechać do jej rodziców. Nie jestem pewny czy to dobry pomysł, ponieważ powinna odpoczywać jak najwięcej. Jednak ma mnie w nosie, dzwoni do rodziców i uprzedza ich, że wpadniemy w odwiedziny. Odpuszczam jej. Skoro tego właśnie chce, niech będzie.

Kiedy tylko wchodzimy do salonu, witają nas Chloe i Paul. Tulą do siebie córkę, całują i witają się ze mną.
- Wszystko w porządku, córeczko? Wyglądasz strasznie mizernie i schudłaś! Chyba nie jesteś chora?
- Nie, skąd - Marisa chrząka i mocniej ściska moją dłoń - Nic mi nie jest, mamo. Jestem cała i zdrowa.
- Na pewno? - teściowa kręci głową i uważnie się jej przygląda - Masz ochotę coś zjeść? Upiekłam ciasto.
- Nie, dziękuję. Poproszę tylko o herbatę - siadamy na kanapie i próbuję przygotować się na tę rozmowę.
- Co u was dzieciaki? Jak udała się podróż do Kuwejtu? Mam nadzieję, że miło spędziliście tam czas?
- Tak, tato. Było naprawdę fajnie - Marisa uśmiecha się, ale jest spięta - Chcieliśmy wam coś powiedzieć - wierci się, gosposia przynosi dla nas herbatę i stawia na stoliku - Dziękujemy - Marisa kiwa głową i wzdycha ciężko. Wiem, że wcale nie jest jej łatwo - Nie będę owijać i powiem wprost. Byłam w ciąży.
- Och! - na twarzy jej mamy pojawia się ogromny uśmiech i klaszcze w dłonie. Patrzy raz na mnie, raz na Marisę i widać szczęście w jej oczach. Jednak po chwili marszczy brwi i zadaje pytanie - Jak to byłaś?
- Poroniłam - szepcze cicho, a twarzach teściów pojawia się szok - Dowiedziałam się zaledwie tydzień temu, to był piąty tydzień. Niestety przez ten ponad miesiąc na siebie nie uważałam i nie udało się utrzymać ciąży.
- O mój boże - Chloe podnosi się i przytula córkę do siebie - Tak bardzo mi przykro. Jak się czujesz?
- Jakoś, mamo. Nie martw się, potrzebuję trochę czasu, a na pewno wszystko się ułoży. Poradzę sobie.
- Nie ukrywam, ale jesteśmy bardzo zaskoczeni. Na pewno będziecie mieć dzieci, jesteście młodzi.
- Masz rację - Marisa spogląda na mnie, obejmuję ją ramieniem i całuję w głowę. Zrobię dla niej wszystko.


We wtorek wybieram się do pracy. Marisa zostaje w domu i na moją prośbę odpuszcza dzisiaj uczelnię. Mam nadzieję, że mnie posłucha i mimo wszystko nie wywinie mi numeru i nie pójdzie pod moją nieobecność. Musi odpocząć, nie przemęczać się i myślę, że sama ma tego świadomość. Wciąż dokucza jej ból brzucha.

Wysiadam na swoim piętrze, idę wzdłuż korytarza i dochodzę do mojego biura. Moja sekretarka wita mnie lekkim uśmiechem i pyta, czy mam ochotę na kawę. Oczywiście! Muszę naładować akumulatory przed pracą, rozmową z ojcem na temat wyjazdu i poruszyć kwestię Anastasii. Zapewne nie będzie zadowolony ze względu na przyjaźń z jej ojcem, ale mam to kompletnie w dupie! Musi ponieść karę za to, co zrobiła. 

Godzinę później pukam do gabinetu ojca. Siedzi przy biurku i kiedy mnie widzi, uśmiecha się szeroko.
- Justin! - zrywa się na równe nogi i wita mnie uściskiem - Siadaj i opowiadaj jak poszło w Kuwejcie?
- Świetnie! Tutaj masz wyniki jakości ropy - podaję mu kartki, uważnie je czyta i kiwa głową zadowolony - Możesz śmiało podpisywać umowę. Christina wspominała, że ropa jest naprawdę znakomitej jakości.
- To prawda. Może chcesz to zrobić, hmm? - och! Zaskakuje mnie - Polecisz do Rosji do klienta?
- To miłe, że proponujesz to mnie, ale... - zacinam się i przeczesuję włosy dłonią - Muszę zostać z Marisą.
- Nie bardzo rozumiem, synu. Dlaczego masz z nią zostać? Przecież to dorosła kobieta, poradzi sobie.
- Nie o to chodzi. W Kuwejcie stało się coś złego, tato. Dowiedziałem się, że Marisa jest w ciąży.
- Naprawdę?! To cudowna wiadomość, jestem z Ciebie dumny! To małżeństwo to był genialny pomysł.
- Tato, posłuchaj mnie do końca - marszczy brwi, odkłada kartki i opiera łokcie na biurku - Niestety Marisa poroniła - uchyla usta w szoku, a jego oczy są wielkie jak spodki - Sytuacja wymknęła się spod kontroli i pewna osoba chciała się na mnie zemścić. Musi ponieść za to karę, bez względu na wszystko. Nie odpuszczę.
- To chyba oczywiste, Justin! Nie wierzę! Kto niby chciałby się zemścić? Dlaczego Marisa poroniła?
- Ponieważ ta osoba zepchnęła ją ze schodów - ojciec kręci głową, opiera się o oparcie fotela i przeciera twarz rękami. Jest blady jak ściana! - Właśnie ta kobieta powiedziała, że moja żona jest w ciąży i bardzo się zdenerwowałem. Pokłóciłem się z Marisą, zostawiłem ją i zniknąłem na cały dzień. Wiem, moje zachowanie było szczeniackie i poniekąd to również moja wina. Kiedy wróciłem, było już po wszystkim.
- Jestem w szoku! Powiesz mi wreszcie, co to za kobieta? Co ona robiła do cholery tam, gdzie Ty?
- Ponieważ miała ze mną pojechać. To Anastasia, tato - kiedy wypowiadam jej imię, ojciec zamiera.
- A-anastasia? Córka mojego najlepszego przyjaciela? - pyta szeptem, a ja przytakuję głową. Chowa twarz w dłoniach, ale z pewnością nie tego się spodziewał. Nie wiem, co teraz będzie, jednak Ana musi ponieść karę - Boże, przecież to taka dobra dziewczyna! Znam ją praktycznie od dziecka, Justin. Jak to możliwe?
- Cóż, coś nas kiedyś łączyło, spotykaliśmy się. Wysłałeś ją do Berlina i nasz kontakt się urwał. Nie odzywała się do mnie, a ja świetnie bawiłem się bez niej. Wróciła, dowiedziała się o Marisie i wściekła się. Potem było jeszcze gorzej, bo pokazałem jej ojcu film, który zresztą sam nakręciłem. Była na mnie potwornie zła.
- Rozumiem wszystko, synu, ale jak mogła posunąć się tak daleko i zepchnąć Marisę ze schodów!
- Tego nie wiem. Nie spodziewałem się czegoś takiego, przekroczyła wszelkie granice. Co mam zrobić?
- Trzeba porozmawiać z Rogerem, musi o tym wiedzieć - ojciec chwyta za telefon, tłumaczy mu, że muszą się spotkać i zaprasza do swojego gabinetu. Wzdycham ciężko, ale teraz rozpęta się prawdziwe piekło. Z pewnością Roger będzie zszokowany tym, co zrobiła jego córka. Od zawsze chuchał na nią i dmuchał, troszczył się i trzymał pod kloszem, a tu proszę! Córeczka wywijała gołym tyłkiem w klubie, a teraz narobiła sobie jeszcze większych kłopotów - Roger zaraz powinien tutaj być. Nie wiem, jak mu to powiedzieć.
- Najlepiej wprost, tato. Nie ma sensu owijać w bawełnę, bo sprawa jest naprawdę poważna.
- On się załamie, bo to jego jedyne dziecko! Od zawsze starał się ją chronić przed złymi rzeczami.
- Anastasia jest dorosła i sama podejmuje decyzje. Ona zabiła moje dziecko! Musi za to odpowiedzieć!
- Jak czuje się Marisa? Boże, nawet nie umiem sobie wyobrazić, co ona teraz przeżywa! Zostawiłeś ją samą?!
- Spokojnie, tato. Marisa czuje się całkiem nieźle, trochę boli ją brzuch. Tak, zostawiłem ją w domu.
- Zwariowałeś? - zrywa się na równe nogi i zakłada ręce na biodrach - Wracaj do domu, zaopiekuj się nią.

- Jesteś pewny? Nie chciałbym, żebyś się rozczarował moim zaniedbywaniem obowiązków w firmie.
- Daj spokój! Są rzeczy ważne i ważniejsze, a Twoja żona jest na pierwszy miejscu. Musisz ją wspierać.
- W porządku. Mogę poczekać na Rogera? Chcę z nim porozmawiać i opowiedzieć, co się wydarzyło.
- Jasne, synu. Liczę na to, że zrozumie sytuację i nie ucierpi na tym nasza wieloletnia przyjaźń.

Roger zjawia się godzinę później. W międzyczasie dzwonię do Marisy i sprawdzam jak się czuje. Na szczęście leży w łóżku i ogląda telewizję. Uspokajam się, ale chcę jak najszybciej wrócić do domu i być przy niej. Ojciec ma rację, muszę ją wspierać i zatroszczyć się o nią. Jest wrażliwa i nie chcę, żeby się załamała.
- Marcus, Justin! - Roger wita się z nami wesoło i ściska nasze dłonie - Co było tak ważnego, przyjacielu?
- Usiądź, Justin ma Ci coś do powiedzenia - ojciec wskazuje fotele i wszyscy siadamy - Zacznij, synu.
- Więc - chrząkam i biorę się w garść - Anastasia zrobiła coś bardzo złego. Gdzie ona teraz jest?
- W domu. Zaszyła się w swoim spokoju i właściwie nie opuszcza go odkąd wróciła z Kuwejtu. Co się stało?
- Między mną, a Aną ostatnio nie układało się najlepiej. Była na mnie zła i chciała mnie ukarać. Niestety obrała sobie za cel moją żonę. Popchnęła ją, Marisa spadła ze schodów i poroniła. Ana zrobiła to specjalnie.
- C-co takiego? - Roger patrzy na mnie jakbym przyleciał z kosmosu. Z jego twarzy odpływają wszystkie kolory i kręci głową jak w amoku - Moja córka nie zrobiłaby czegoś takiego, Justin. Nie wierzę w to!
- Szkoda, bo nie mam powodu do tego, aby Cię okłamywać. Możesz również porozmawiać z Christiną, która była na miejscu i zauważyła obok Marisy Anastasię. Jest również nagranie z monitoringu hotelu - mam ochotę sam sobie pogratulować, że na to wpadłem - Ana poniesie za to karę, dopilnuję tego osobiście.
- Co masz zamiar zrobić, Justin? Chcesz ją wpakować do więzienia?! Zwariowałeś?! Ona jest taka młoda!
- Nie wiem, co postanowi sąd. Dopiero się o tym przekonamy, ale nie odpuszczę jej tego. Nie ma szans.
- Sąd? Kurwa - zrywa się na równe nogi, chodzi tam i z powrotem i wzdycha ciężko - Nie rób tego, proszę.
- Jak to mam tego nie robić? Po prostu mam zapomnieć i żyć dalej? Przez nią straciliśmy dziecko, Roger!
- Wiem! Ana jest ostatnio bardzo zagubiona, zamknięta w sobie! Na pewno nie chciała tego zrobić.
- Ta rozmowa nie ma sensu - podnoszę się i spoglądam na ojca - To Twoja córka, będziesz jej bronił.
- Wcale nie chcę jej bronić, ale możesz zniszczyć jej życie, Justin! Ona chce się rozwijać, uczyć!
- Ana jest dorosła i musi ponieść odpowiedzialność za swoje czyny. Wiecznie jej nie ochronisz.
- Zapłacę Ci - co, kurwa?! - Dam Ci tyle pieniędzy, ile tylko chcesz, ale zapomnij o tym incydencie.
Gapię się na niego razem z ojcem i nie dowierzam, że chce mnie przekupić! Co jest z nim nie tak?!

- Roger - tata zaczyna cicho i patrzy na niego zrezygnowany - Naprawdę chcesz załatwić to pieniędzmi?
- A mam inne wyjście? Sądzisz, że pozwolę aby moja córka wylądowała w więzieniu? Nie mogę, Marcus!
- Rozumiem Cię, ale Ana zrobiła coś bardo złego. Przez nią Marisa poroniła, mój syn stracił dziecko!
- Muszę porozmawiać z córką. Zadzwonię do Ciebie - nawet się nie żegna i wychodzi z biura. Świetnie!
- Cholera, nie wyszło to najlepiej - ojciec przeciera twarz dłonią i spogląda na mnie - Co teraz, hmm?
- Nie wiem. Wydaje mi się, że muszę skontaktować się z naszym adwokatem i poradzić się go w tej sprawie.
- To dobry pomysł. Umów się z Morissonem i porozmawiaj z nim. Na pewno znajdzie jakieś rozwiązanie.
- Tak zrobię. Dzięki, tato. Uciekam do Marisy, nie powinna być teraz sama. Do zobaczenia później.
- Trzymaj się, synu - ściska mnie, czym jestem zaskoczony. Tata zmienił się przez te trzy miesiące.


W drodze do domu zahaczam o restaurację i biorę obiad na wynos. Z pewnością Marisa nic nie zjadła, a powinna. Cieszę się, że tata podarował mi dzień w pracy. Może wezmę kilka dni urlopu? Muszę z nią być.
- Kotku? - krzyczę od samego progu i wchodzę do salonu - Cześć - uśmiecham się, odkładam torbę na stolik i przysiadam obok niej. Jest uroczo zaspana i rozczochrana - Jak się czujesz, Kwiatuszku? Wszystko okej?
- Mhm
, jest w porządku - przytula się do mnie i ziewa przeciągle - Co robisz w domu tak wcześnie?
- Tata kazał mi do Ciebie wrócić - unosi brew i patrzy na mnie zaskoczona - Stwierdził, że nie powinienem zostawiać Cię samej i ma rację. Muszę się Tobą zaopiekować i poproszę go o kilka dni wolnego.
- Nic mi nie jest, Skarbie. Czuję się już nieco lepiej, a i tak cały dzień spędzam w łóżku. Nie przejmuj się.  

- Nawet nie wygaduj tych bzdur, Marisa. Oczywiście, że się przejmuję. Jesteś moją żoną, tak?
- Tak, nie denerwuj się - pociera nosem o mój i całuje mnie w usta. Natychmiast wślizguje język do środka i przenosi się na moje kolana. Nie bardzo wiem, co ona wyprawia, ale nie narzekam i chętnie oddaję pocałunek. Tulę ją do siebie, pocieram jej plecy i tak bardzo tęskniłem za jej ustami - Mmmm.
- A co to za mruczenie, mała? - gryzę ją w wargę, Marisa chichocze, ale cieszy mnie jej dobry humor.
- Lubię Cię całować - mruga okiem i poprawia się na moich kolanach, cholercia! - Coś mnie uwiera.
- Och, serio? - dociskam ją do siebie mocniej i sunę nosem po jej szyi - Jesteś bardzo niegrzeczna.
- Wiem, chociaż nie powinnam - odchylam głowę i patrzę jej w oczy - No wiesz, rozmawiałam z lekarzem przed wyjściem ze szpitala. Dał mi instrukcje do przestrzegania. Musimy się wstrzymać z seksem.
- Domyśliłem się tego - przytulam się do jej piersi i zamykam oczy - Jeśli tak trzeba, damy sobie radę.
- I Ty to mówisz? Wow, jestem pod wrażeniem - odchylam głowę i mrużę oczy - No, co? Uwielbiasz seks.
- Prawda, ale Ciebie uwielbiam bardziej. Myślisz, że nie wytrzymam? - unoszę brew, Marisa zaciska usta i sunie opuszkiem palca po moim ramieniu - Zaskoczę Cię - chwytam ją w talii i idę na górę. Raz dwa pokonuję schody, wchodzę do naszej sypialni i układam ją na łóżku. Śmieje się, patrzy na mnie i układa stopę na moim torsie - Nadal jesteś niegrzeczna, zachowuj się - karcę ją i wystawiam palec na znak groźby.
- Kocham Cię - mówi cichutko i widzę to w jej prześlicznych oczach - Nie wierzyłam, że nam się uda.
- Ja też nie - wzdycham i układam się obok niej. Przytula się do mnie i opiera głowę na mojej piersi - Bardzo się cieszę, że Cię poznałem. Na początku byłem wkurzony, ale to przeszłość. Zakochałem się w Tobie.
- Awww - przekręca się i szybko układa na mnie - Więc usidliłam największego podrywacza w Nowym Jorku?
- Zdecydowanie, maleńka - poruszam brwiami i ściskam jej jędrny tyłek - Powinnaś dostać za to medal.


Popołudniu jedziemy z Marisą do adwokata. Pracuje dla naszej firmy i liczę na to, że doradzi mi coś sensowego w sprawie Anastasii. Nie mogę jej tego podarować, ponieważ przekroczyła wszelkie granice. Będzie mi przykro, jeśli przez to przyjaźń naszych ojców ucierpi, jednak nie mam innego wyjścia. Straciłem coś bardzo cennego, coś, co ledwo zdążyłem zaakceptować, a ona mnie tego pozbawiła.
- Witam was - Paul wita nas w drzwiach i gestem dłoni zaprasza do swojego gabinetu - Twój ojciec już do mnie dzwonił i wprowadził w szczegóły. Proszę, usiądźcie - kiwam głową i siadamy naprzeciwko jego biurka - No dobrze! Czego ode mnie oczekujecie? Mam złożyć pozew w sądzie? Ubiegać się o odszkodowanie?
- Szczerze? Nie mamy pojęcia - drapię w kark i spoglądam na Marsię, która schyla głowę - Przyszliśmy się poradzić, bo nie wiemy, co zrobić w takiej sytuacji. To nie był wypadek, mamy nagranie z hotelu.
- Sprawa jest poważna, ponieważ z powodu upadku straciliście dziecko. Założę sprawę, przedstawię dowody i poczekamy na pierwszą rozprawę. Wiem, że chcecie, aby ta osoba poniosła tego konsekwencje i zrobię wszystko, żeby tak się stało. Nie jestem przekonany czy sąd skaże ją na karę więzienia, ale wyrok w zawieszeniu uzyskamy na pewno. Plus do tego odszkodowanie za uszczerbek na zdrowiu i powalczymy o odbycie przez Anę prac publicznych - uśmiecha się, ale podoba mi się ten pomysł. Oby dostała w kość.

- Brzmi świetnie, podoba mi się. Nie jestem mściwym człowiekiem, ale ta sytuacja to już przegięcie.
- Zgadzam się. To było zamierzone działanie, nie przypadkowe, a to zmienia bardzo wiele. Najważniejsze, że mamy na to dowód w postaci nagrania z monitoringu. Miałeś głowę na karku, że o tym pomyślałeś, Justin.
- Wpadłem na to tuż przed wylotem z  Kuwejtu. Wedy wiedziałem, że chcę coś z tym zrobić, a każdy dowód się przyda. Liczę na to, że Ana zrozumie to, co zrobiła. Rozumiem jej złość, ale przeszła samą siebie.
- Czasami potrzeba do tego mocnego kopa, a dociera do nas rzeczywistość. Pokażemy jej ów rzeczywistość.
- Wiedziałem, że możemy na Ciebie liczyć - klepię go po ramieniu, ale Paul jest najlepszy i pracuje z naszą firmą od lat - Okej, my uciekamy. Informuj mnie na bieżąco - ściskamy sobie dłonie i opuszczamy jego biuro. Marisa jest cichutka, spokojna, przygnębiona i widok jej takiej bardzo mnie boli. Przeważnie jest uśmiechnięta i rozgadana - Hej! - przystaję przy samochodzie i wpadam na pewien pomysł - Pamiętasz, co obiecałem Ci przed wylotem do Kuwejtu? - patrzy na mnie zdziwiona i kręci przecząco głową - Paryż, Kotku - porusza brwiami, podchodzę i porywam ją w swoje ramiona. Na jej twarzy natychmiast pojawia się szeroki uśmiech. Tak, to jest to! Muszę odciągnąć jej myśli od ostatnich wydarzeń, a taki wyjazd na pewno jej w tym pomoże - Masz ochotę nadal tam polecieć? Jeśli tak, możemy to zrobić nawet jutro. Co Ty na to?
- Jestem "za". Od zawsze marzyłam, aby zwiedzić Paryż, a potrzebuję odpocząć od tego wszystkiego.
- Świetnie! Więc jeszcze dzisiaj zorganizuję naszą wycieczkę i spędzimy małe, romantyczne wakacje.
- Dziękuję, Justin. Jesteś naprawdę kochany i tak bardzo troszczysz się o mnie. Bardzo Cię kocham, wiesz?
- Wiem, a ja kocham Ciebie - pocieram nosem o jej i składam na jej ustach czułego całusa. Moja.





16 komentarzy:

  1. Czemu Marisa ma taką niską samoocenę? Przecież jest świetną dziewczyną. Brawo Justin! W końcu zrozumiałeś, że można kogoś pokochać. Mam nadzieję, że Ana poniesie surową karę.
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwwww, co za uroczy rozdział, No tyleeeee miłości :D <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak powiedział że mu się wymsknèło to aż przykro mi się zrobilo.. Ale potem .. Ach , brakuje ni słów ❤️

    OdpowiedzUsuń
  4. Nw czemu ale wygląda mi to na ostatni Rozdział. .. :( ale i tak super jest świetne i czekam na kolejny ❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie ja tez czytałam ten rozdział jakby był juz ostatnim��

      Usuń
  5. Super rozdział :) mam nadzieję, że wszystko im się dobrze ułoży a Ana dostanie za swoje

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju jakie słodziaki 😍 Mam nadzieję, ze Ana poniesie konsekwencje za to co zrobiła...
    Świetny rozdział! Nie mogę doczekać się następnego... 😊❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Awww ❤❤ kocham to opowiadanie 💕💕

    OdpowiedzUsuń
  8. Awww jak słodko ,czy mi się wydaje czy dawno nie bylo luny albo po kolei ida do odstrzalu najpierw ana sama sobie klody pod nogi podklada , a ciekawe jak będzie z luna czy w ogole "wroci" ?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nadrobiłam wszystkie rozdziały dopiero teraz i nie żałuję! Akcja z Ann się max rozkreciła i to, co zrobiła było totalnym przegięciem! Marisa i Justin byliby świetnymi rodzicami, cóż! Ta podstepna sucz im to przekreślila! Ale fakt, są młodzi i wszystko jeszcze przed nimi, postarają się o dziecko i wszystko będzie dobrze! ☺😈💞

    Buziaki! :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Jej między nimi jest coraz lepiej! Są tacy cudowni 💕 strasznie szkoda ze Marisa poroniła ale wszystko przed nimi ,mam nadzieje ze będą mieć jeszcze dzidziusia ! No i oby Ana poniosła konsekwencje i to porządne za to co zrobiła !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie mogę się doczekać nasteonego rozdzialu! 😘😘😘 to się nigdy nie znudzi, piszesz tak świetnie ze tyle ile opowiadań napiszesz tyle przeczytam , każe słowo! 😙 cały czas pamiętam o nowym opowiadaniu którego wrzuciłas jeden rozdział i nie mogę się doczekać aż zaczniesz je publikować ❤

      Usuń
  11. Oooooo jak słodko 😍 świetny rozdział

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

Template made by Robyn Gleams